Katastrofa Smoleńska oczyma naukowca – lotnika (1)

10
Urszula Madej-Wojnarowicz i Witold Liliental rozmawiają z prof. Pawłem Artymowiczem Rozmawiamy z profesorem Pawłem Artymowiczem, fizykiem i astrofizykiem z University of Toronto, który dokonał symulacji ostatnich sekund zakończonego tragicznie lotu Tupolewa. Wyniki tej symulacji czyli trajektoria lotu, miejsce opadnięcia urwanego skrzydła, itp., zgadzają się z rzeczywistymi faktami stwierdzonymi na miejscu katastrofy. W.L.: Panie profesorze, co właściwie skłoniło Pana do podjęcia tych badań dotyczących uderzenia Tupolewa w brzozę i skutków tego uderzenia?

Urszula Madej-Wojnarowicz i prof. Paweł Artymowicz

P.A.: Powiem tak: jestem pilotem i dlatego interesuję się bardzo przyczynami katastrofy. Nie jest to pierwszy raz, kiedy interesuję się sprawą wyjaśnienia jakiejś katastrofy lotniczej. Muszę tu powiedzieć, że przed katastrofą smoleńska wydarzyła się bardzo podobna katastrofa w Polsce, w Mirosławcu, gdzie w 2008 r. do samolotu CASA 295M wsiadło 12 najwyższych oficerów lotnictwa polskiego, wracających z konferencji poświęconej bezpieczeństwu lotnictwa i wszyscy zginęli, ponieważ, jak stwierdzono w raportach, popełniono bardzo duże błędy w pilotażu, w sposobie podejścia i odczycie wskaźników wysokości. Samolot był sprawny, ale nie włączono systemu alarmującego przed przechyłem i zbliżaniem się do ziemi. Pewną częścią winy obciążono też kontrolera lotów. Katastrofa była o tyle podobna do smoleńskiej, że wydarzyła się po zniżeniu się poniżej minimalnego poziomu, na którym pilot musi widzieć światła pasa, i w warunkach bardzo złej widoczności nastąpiło uderzenie w las. I również ten samolot rozpadł się na wiele kawałków, tak, jak pod Smoleńskiem. W.L.: I wtedy nikt nie kwestionował tego, że samolot się rozpadł na kawałki? P.A.: Wtedy nikt nie miał teorii zamachowych. No, oczywiście, różnica jest taka, że to się wydarzyło w Polsce. Natomiast już to wskazywało na niedociągnięcia w szkoleniu pilotów, bardzo wyraźne. Komisja, która badała ten wypadek dała pewne zalecenia, ale te nie zostały wdrożone w życie. Piloci nadal latali według niedobrych procedur. I to jest część historii Smoleńska. Ta katastrofa wydarzyła się dwa lata później, a znów nie wyegzekwowano reguły, że nie należy do jednego samolotu zapraszać wszystkich najwyższych dowódców wojska. Dokładnie ten sam błąd popełniono dwa razy. Lekcja została nie przerobiona. U.M.W.: Czy można sądzić, że gdyby ta katastrofa wydarzyła się nie po stronie rosyjskiej, tylko po polskiej, nie byłoby dzisiaj takiego politycznego zamieszania wokół tej tragedii?

Brzoza po złamaniu

P.A.: Trudno powiedzieć, ale wydaje mi się, że na pewno byłoby dużo mniej tych podejrzeń i teorii spiskowych. To jest jasne. Natomiast, jeśli można, chciałbym powiedzieć dlaczego jeszcze zająłem się katastrofą smoleńską: częściowo dlatego, że ja popełniłem kiedyś podobny błąd, który nie doprowadził do wypadku, ale leciałem w podobnie trudnych warunkach i podjąłem złą decyzję, żeby kontynuować lot bez widoczności. To było w pobliżu zatoki San Francisco niedaleko Berkeley w Kalifornii, po drugiej stronie gór Diablo. Chmury wisiały bardzo nisko nad górami i w jedną stronę dałem radę jeszcze “w ostatniej chwili” przelecieć z widocznością terenu, natomiast jak wracałem tą samą trasą, grań gór była we mgle. Postanowiłem, że znając teren, lecąc pół godziny wcześniej tutaj jest analogia do Smoleńska, bo kpt. Protasiuk leciał tą samą trasą trzy dni wcześniej i wydawało się, że pamięta teren, że wie, jak wygląda lotnisko i podejście do niego no więc ja postanowiłem polecieć krótko bez widoczności, co było nielegalne. Lecąc, nagle spostrzegłem dziurę we mgle i zobaczyłem, że jestem owszem, nad szczytem pasma gór, ale tuż obok mnie wyrosł nagle maszt komunikacyjny. Byłem od niego może 60 metrów.Był pode mną, ale gdybym leciał niżej, mogłem się na ten maszt nadziać. To nie było tak niebezpieczne, jak to zejście bez widoczności do bardzo małej wysokości nad ziemią w Smoleńsku, ale ja się po prostu bardzo tym przejąłem i swój błąd przemyślałem. Chciałbym, żeby piloci na całym świecie, a zwłaszcza w Polsce, gdzie zdarza się nieproporcjonalnie wiele wypadków lotniczych, latali bezpieczniej i ostrożniej. Dla kogoś, kto nie miał takiego doświadczenia, to jest teoria, dla mnie to jest bardzo osobiste doświadczenie. Mam przypuszczenie, to jest tylko moje przypuszczenie, że kpt. (pośmiertnie mjr) Protasiuk nigdy nie miał okazji przeżyć czegoś takiego, co ja przeżyłem i wyciągnąć z tego wniosku, żeby nigdy nie doprowadzać do takiej sytuacji, zapobiec jej już na samym początku i nie zniżać się nigdy poniżej minimalnej dozwolonej wysokości. Mnie się wydaje także, iż nie wyobrażał sobie, że warunki meteorologiczne, które panowały w Smoleńsku, były aż tak złe. Z rozmów zapisanych na ścieżce dźwiękowej wiemy dziś, że przekazano mu niedokładnie ostrzeżenie kolegi z jaka 40, który wylądował tam wcześniej, że ziemię da się zobaczyć z wysokości 50 metrów (kolega mówił naprawdę o “grubo poniżej 50 m”). W tamtych warunkach ziemię można było istotnie zobaczyć dopiero z połowy tej wysokości. Ponadto, Protasiuk nigdy nie ćwiczył w tak trudnych warunkach meteorologicznych, a jak się okazało, dowództwo lotnictwa nie uważało ćwiczeń na symulatorach za niezbędne. To jest w tej sprawie pewne i dlatego dla mnie ten wypadek jest, jak orzekła komisja, tzw. CFIT (Controlled Flight Into Terrain), czyli kontrolowanym zderzeniem z terenem. Co to oznacza “kontrolowanym”? Że pilot ma władzę and samolotem. Samolot nie jest uszkodzony, jest sterowny i pilot może wykonywać nim takie manewry, jak chce. Z jakichś przyczyn zniża się za bardzo, zbliża do przeszkód i uderza w nie. Takie są wnioski komisji badania wypadku i ja się z nimi zgadzam. U.M.W.: Czyli należałoby rozumieć, że kpt. Protasiuk leciał na granicy ryzyka? P.A.: Dużo poniżej! Nie wolno mu było formalnie zniżyć się poniżej minimum meteorologicznego, określonego widzialnością w poziomie i w pionie. To jest czerwone światło, albo znak stopu, którego nie wolno przekroczyć pod żadnym pozorem. Protasiukowi nie wolno było zniżyć się poniżej 120 metrów, co wynikało z jego stopnia wyszkolenia, ale w rozmowach z punktem dowodzenia w Smoleńsku była mowa o stu metrach. To nie jest jakaś duża różnica. Ale już niżej, niż 100 metrów nie wolno mu wtedy było absolutnie zejść. To żelazna reguła lotnictwa, która została zapisana, jak to mówią lotnicy, krwią pilotów i pasażerów. To nie jest żaden wymysł. We mgle kryją się różne obiekty i to nie był pierwszy raz tego typu wypadki zdarzały się kiedyś w lotnictwie bardzo często. Przez to w samolotach transportowych instaluje się już od lat systemy elektronicznego ostrzegania. Ale te ostrzeżenia zostały przez aparaturę wydane i, niestety, kompletnie zignorowane. W.L.: Czy jest jakiś element prawdy w tym, że któryś z polskich pilotów już stojącego na ziemi Jaka 40 namawiał go jednak do zejścia niżej, twierdząc, że to da się zrobić?

Skoszone przez Tupolewa drzewo z drzazgami

P.A.: Załoga samolotu, który dowiózł dziennikarzy około 45 minut wcześniej, lądowała w bardzo trudnych warunkach, jak sami to określili w rozmowie z załogą tupolewa. Wylądowali “w ostatniej chwili”. Pogoda pogarszała się, widoczność spadała. Oni dosłownie nie namawiali do tego, ale, jak można odsłuchać ze ścieżki dźwiękowej lub przeczytać w raporcie, oni adekwatnie określili warunki meteorologiczne, ale znalazło się tam również takie stwierdzenie: “jeżeli chcecie, to jak najbardziej możecie spróbować podejść do lądowania”, przy czym ja myślę, że oni mieli na myśli zejście tylko do wysokości 100 metrów i odejście, jeśli piloci nie zobaczą ziemi. Zobaczenie lotniska albo świateł pasa jest absolutnym warunkiem tego, żeby można było zejść na tym lotnisku poniżej stu metrów. Myślę, że oni nie namawiali do lądowania, ale zabrzmiało to jak zachęta. W.L.: Czy gdyby to lotnisko było wyposażone, jak dzisiejsze lotniska komunikacyjne, można było wylądować bezpiecznie w takiej mgle, przy pomocy ILS? P.A.: Pogoda pod Smoleńskiem odpowiadała standardom lądowania instrumentalnego, ale to nie były standardy najsłabszego systemu, który nazywamy ILS kat. I, ani nawet kategorii II. To był już wyższy stopień trudności, tak, że podstawowy system instrumentalny, jaki jest na słabiej wyposażonych lotniskach na świecie nie wystarczyłby. Tu potrzebny był znacznie poważniejszy system, kat. IIIa. Więc, czy udałoby się? Być może mogłoby się udać. Natomiast byłoby to i tak bardzo trudne lądowanie, w tych warunkach. Wymagałoby dużych umiejętności i doświadczenia.
W.L.: Na YouTube można pokazać symulację lotu, bo jest wizualizacja i można łatwiej to zrozumieć, natomiast w jaki sposób można wytłumaczyć ludziom  czytającym drukowany tekst, że to naprawdę nie był żaden zamach tylko lotniczy wypadek?

Urwana część skrzydła, znaleziona ok. 100 m za miejscem zderzenia z brzozą, przed miejscem zderzenia samolotu z ziemią

P.A.: Po pierwsze, nie ma najmniejszych dowodów na to, że to był zamach. Są to podejrzenia, na które po prostu nie ma żadnych dowodów rzeczowych, ani świadków. Nie ma nikogo, kto widziałby, że Tupolew leciał inną trajektorią, czy że stało się coś innego, niż to, co zostało zapisane w raportach komisji, albo co mówili świadkowie. Nie ma też najmniejszych dowodów rzeczowych na to, że na pokładzie nastąpił wybuch. Ostatnio krąży teoria dwóch wybuchów, propagowana przez zespół posła Macierewicza. Niestety, oni opierają się tylko na własnej interpretacji oficjalnych raportów komisji. Zespół Macierewicza przez półtora roku swego istnienia nie pofatygował się do Smoleńska i nie zebrał najmniejszego dowodu, który wskazywałby na to, co twierdzi. Wszystko opiera się na błędnym zrozumieniu zapisu rejestratorów, bądź na symulacjach komputerowych, pokazywanych przez ich ekspertów. Jednak te symulacje nie są porównywane z rzeczywistością. To jest zasadniczy problem. Jeżeli za bardzo uwierzyli w prawidłowość swoich badań komputerowych nie weryfikując ani metod numerycznych w zestawieniu z eksperymentami robionymi na samolotach, ani wyników z rzeczywistością pod Smoleńskiem, to nie jest praca naukowa i nie daje to powodu do tak silnych stwierdzeń, czy oskarżeń. Bo wiemy, że zespół ten głosi wszystkim, że komisje państwowe, zespoły prokuratorów i świadkowie, wszyscy albo współpracują z domniemanymi zamachowcami, albo z innych powodów kłamią i przedstawiają nieprawdę. Na to trzeba mieć dowody, a tych po prostu nie ma.
W.L.: W każdym państwie, oskarżenie takie wywołałoby ze strony oskarżanego pozew, chociażby o zniesławienie. W Polsce jakoś toleruje się transparenty z napisami: “Tusk + Putin = mordercy” itp. Dużo ludzi w to autentycznie uwierzyło. Wydaje się, że linia podziału między wierzącymi w zamach a niewierzącymi przebiega dokładnie wzdłuż podziałów politycznych. P.A.: Bardzo blisko, no niestety tak. Sprawa katastrofy została upolityczniona do granic możliwości i wykorzystana do celów politycznych. Również ten fakt, że została tak upolityczniona powoduje, jak zauważam, że naukowcy polscy, którzy mogliby się w tej sprawie wypowiedzieć, mając wiedzę i kwalifikacje, powstrzymują się przed tym, ponieważ obawiają się napaści politycznych. I częściowo mogę to zrozumieć. U.M.W.: Napaści z czyjej strony? P.A.: Ze strony zwolenników teorii spiskowej. W.L.: Ale czy ta sytuacja poprawia się jakoś ostatnio? P.A.: Mam nadzieję, że tak, bo zauważyłem, że na 1. konferencji naukowej częściowo poświęconej sprawie Smoleńska, w Kazimierzu Dolnym, 28-31 maja br., zainteresowanie naukowców w zorganizowanej sesji informacyjnej i dyskusji było bardzo duże. Dyskusja trwała aż do godz. 23:20. Takie spotkania są potrzebne. Naukowcy chcą się tym zajmować, ale też boją się tzw. “cyrku medialnego” i a taku polityków takich, jak poseł Macierewicz. U.M.W.: Czy to upolitycznienie sprawy ma negatywne skutki dla badań naukowych? P.A.: Jak najbardziej, ponieważ przez dwa lata mieliśmy do czynienia z autocenzurą naukowców. Nie chcieli zabierać głosu. Również na ten temat milczeli piloci. W Polsce, ludźmi, których należy pytać w tej sprawie, są nie tylko naukowcy, ale także piloci. Przecież oni wiedzą więcej o tym jak interpretować stenogramy rozmów w kabinie. Czy oni, także ci, z którymi latamy LOT-em do Warszawy, byli zapraszani do mediów, żeby wypowiadali się? Niezbyt często, poza kilkoma zasłużonymi byłymi dowódcami! Czy sami próbowali o tym mówić? Też nie. Ja myślę, że dla nich sprawa przyczyn katastrofy jest już zamknięta. To znaczy, oni zrozumieli ją na swoje potrzeby, gdyż pilot musi wiedzieć o wypadkach lotniczych, musi je przemyśleć, po to, żeby uniknąć podobnych sytuacji, ucząc sie na błędach innych.
U.M.W.: W komisji Macierewicza pierwszoplanowe role odgrywają naukowcy ze Stanów Zjednoczonych, prof. Wiesław Binienda z University of Akron oraz doktor Kazimierz Nowaczyk z University of Maryland. Wyrazili oni swoje opinie już we wrześniu ubiegłego roku. Dlaczego Pan zdecydował się na ostrą krytykę prof. Biniendy?

Symulacja

P.A.: Głównie dlatego, że widziałem niedociągnięcia w symulacjach, które przedstawił. Po pierwsze, nie widomo, jakie były dane wyjściowe. Nie zostały ujawnione przez prof. Biniendę, w związku z czym nikt oprócz niego nie potrafi potwierdzić jego wyników. Nikt na świecie, żaden naukowiec, przy najlepszych chęciach i umiejętnościach nie jest w stanie powtórzyć tych konkretnych obliczeń. A to jest zasadnicze wymaganie w nauce. Jeżeli czegoś nie można powtórzyć na drodze eksperymentu, także numerycznego, wówczas nie jest to dowodem naukowym. To jest zarzut metodologiczny. Ponadto, obejrzenie wyników prezentowanych w animacjach w Sejmie, a nawet w Parlamencie Europejskim przez ekspertów zespołu Macierewicza pozwala zauważyć duże błędy. Modelowanie materiałów musi być zrobione bardzo dobrze, jeśli chcemy rozstrzygnąć, co się zostało w wyniku zderzenia skrzydła i feralnej brzozy, na której stracił on dużą część skrzydła. Tezą prof. Biniendy jest to, że skrzydło zawsze wygrywa. (Przy okazji, w “Polityce” ukazał się wywiad ze mną pod błędnym tytułem “Brzoza przegrywa”. To sugeruje błędnie, że skrzydło wygrało i wyszło  z opresji całe. To by była właśnie teza panów J. Kaczyńskiego i W. Biniendy o Tupolewie ścinającym las. Ale wszyscy w Polsce już są tak skołowani, że nikt tego nie zauważył!) Trzeba dobrze umieć modelować i aluminium Tupolewa i drewno żywej brzozy. Modelowanie brzozy zostało zrobione w sposób niewłaściwy i dlatego uzyskano niewłaściwe wyniki. Skąd ja to wiem? Ja oraz dr inż. Szuladziński, który jest obecnie ekspertem zespołu Macierewicza, a przedtem był jego krytykiem, zauważyliśmy, że w tej symulacji brzoza czy też opisujące ją elementy obliczeniowe, po uderzeniu przez skrzydło, po prostu lokalnie znikają. Skrzydło przez tak symulowaną brzozę przechodzi jak nóż przez masło. To taki trik, który ten program LS Dyna, stosowany przez prof. Biniendę, posiada po to, by uniknąć nad  nadmiernej deformacji siatki obliczeniowej. W tym wypadku jednak zaburza prawidłowość fizyczną symulacji. Natomiast kuriozum jest takie, że prof. Binienda po przeprowadzeniu niewłaściwie zrobionych symulacji zignorował fakt, że jego symulowana brzoza nie ma nic wspólnego z brzozą pod Smoleńskiem. U niego znika część pnia brzozy, a linie cięcia są równe. Rzeczywista brzoza pod Smoleńskiem natomiast była złamana tak, jak się łamie drewno, kij od szczotki, czy gałąź żywego drzewa. Ona łamie się na wielkie drzazgi. Te drzazgi miały prawie metr długości. Można jeszcze dzisiaj zobaczyć to wszystko. Dalej, u prof. Biniendy symulowana brzoza jest odrzucana przez skrzydło i leci daleko do przodu, natomiast prawdziwa brzoza leży tuż koło pnia, czyli ona się po prostu złamała, nie leciała, nie została odrzucona. I tutaj następuje dziwny moment. Prof. Binienda zauważywszy rozbieżność pomiędzy rzeczywistością a symulacją, obarcza winą rzeczywistość. To znaczy, zamiast zmienić model materiału brzozy, zamiast poprawić swoją symulację, oskarża, że prawda została zafałszowana, ponieważ brzoza naprawdę według niego powinna się zachowywać tak, jak w jego symulacji, a nie zachowała się tak. No i tu dochodzimy właśnie do problemu metodologii, że to wszystko są badania nienaukowe, moim zdaniem. U.M.W.: Ja sobie z tego zdaję sprawę, bowiem pozwoliłam sobie  sobie zasięgnąć opinii internetowej o prof. Kleiberze i o Panu. Jesteście wymieniani w gronie najlepszych specjalistów, a zespół Macierewicza jednak sięgnął po bardzo mało znanych ekspertów w Stanach Zjednoczonych. P.A.: Prof. Binienda, dr Nowaczyk, dr inż. Szuladziński – rzeczywiście, nie byli znani wcześniej. U.M.W.: Prof. Czachor dołączył? P.A.: Prof. Czachor pracuje w Polsce, organizuje spotkania i badania, ale to głównie ci trzej. U.M.W.: No właśnie, dlaczego akurat ich wybrała grupa Macierewicza? P.A.: Zespół Macierewicza chciał zaimponować swoim słuchaczom zagranicznymi tytułami ekspertów. Zupełnie niezrozumiałe  jest, dlaczego spośród tysięcy inżynierów i naukowców w Polsce, nie znalazł się nawet jeden człowiek  człowiek, który zgłosiłby się do zespołu Macierewicza i powiedział, że zrobił obliczenia i że chciałby je zaprezentować. Ogólnie, są pewnie dwie przyczyny. Pierwsza, to prozaiczna: po prostu większość inżynierów i naukowców w Polsce nie zgadza się z tezami zespołu Macierewicza. Druga jest taka, że ogólnie ludzie nie chcą wypowiadać się na temat smoleńska, przynajmniej tak było do niedawna, dlatego, że nastąpił straszny stopień upolitycznienia. Niemal gwarantowane byłyby ataki, które by potem na nich nastąpiły, jak to mówił prof. Kleiber, który protestował przeciw wciąganiu naukowców do politycznego magla. U.M.W.: Ale jak wobec tego wierzyć w rzetelność tych tez, skoro powiedział Pan, że dr inż. Szuladziński najpierw krytykował upolityczniony zespół Macierewicza, w rozmowie z Panem, co jest udokumentowane w Internecie w Salonie 24, po czym zmienił zdanie kompletnie o 180 stopni. Jak można wierzyć w rzetelność takich naukowców? P.A.: Coż, naukowcy mają prawo zmieniać zdanie, ale musi to być umotywowane badaniami, które przeprowadzili i które opublikują. U.M.W.: Ja rozumiem, że mogą zmieniać zdanie, ale jaka jest wobec tego rzetelność tej następnej opinii? P.A.: Gdyby dr inż. Szuladziński umiał umotywować swoje nowe przeświadczenie, tym razem o tym, że były wybuchy i zamach, obliczeniami albo przynajmniej danymi, które nie były znane wcześniej, wówczas zgodziłbym się z nim, że powinien był zmienić zdanie, bo nie ma takiej zasady w nauce, że trzymamy się początkowego zdania niezależnie od wszystkiego. Natomiaston zmienił zdanie nie podając żadnych poważnych dowodów. Wręcz przeciwnie, dowody na swoje nowe przeświadczenia o dwóch wybuchach, które podaje, są w jawnej sprzeczności z fizyką, podobnie jak wszystkie dowody na zamach ze strony prof. Biniendy. To nie są błędy rzędu 10%, czy 20%, tu nie chodzi o super precyzję. Tu chodzi o to, że dr inż. Szuladziński w swoich domysłach, niepopartych żadnymi rzetelnymi obliczeniami łamie zasadę zachowania pędu o czynnik 100. To naprawdę gruby błąd. dokończenie za tydzień
Poleć:

O Autorze:

Witold Liliental

Urodzony w Polsce, dorastający w Południowej Afryce, inżynier metalurg z zawodu (dyplom z Polski) i dziennikarz, propagujący tolerancję rasową, szczególnie aktywny w obalaniu stereotypów i uogólnień, popularyzator historii Polski i osiągnięć Polaków w starym kraju i na świecie, recenzent wydarzeń kulturalnych i książek.

10 Comments

  1. Pan profesor pilot powtarza te gadzinowskie antypolskie bzdury, proszę zaprzestać siania antypolskiego fermentu! Nie dość że w Polsce go sieją, to pan teraz siejesz go za granicą…

  2. no i dlaczego tak wszyscy pluja, czy tu musi sie ukazac tyle szmatlawych opinii. Czlowiek przynajmniej spokojnie i rzeczowo to opisal i ma racje

  3. Robert D Bastien on

    Panie pilot, komentuje pan pracę naukowców – czy ma pan ku temu jakieś uprawnienia, posiadana wiedzę zbliżona chociaż do wieloletnuch studiów i prac codziennych zwiazanych właśnie z tymi problemami. Stwierdzam że nie posiada pan wystarczajacych kwalifikacji do oceny naukowców. Panski wywód – to osobista wycieczka polityczna a nie dązenie do prawdy absolutnej takiej jaka ona jest. Rozpatrywanie zagadnienia Zamachu – jest jak najbardziej priorytetowe w tego typu “wypadkach” co się czyni w swiecie, jako pierwszy etap wyeliminowanie lub uwzglednienie dokonanego PRZESTEPSTWA, dopiero ta ocena w pewien sposób zadecyduje o kierunku pracy komiscji powypadkowej.
    Panie pilot, nie było żadnej komisji do ustaleń przyczyn wypadku w Smoleńsku, to co było i sie kontynuuje to jedno wielkie oszustwo, łacznie z symulowanymi filmami.
    Niema komisji – to jest bardzo interesujący kraj. Starania o powołanie miedzynarodowej komisji bezstronej, o które to występowały i występuje cała POLSKA POLSTĘPOWA łącznie z petycjami – dziwnie uchodzi to panskiej uwadze – ciagle czekamy na powołanie takiej komisji a miedzyczasie otwarte konferencje są jaknajbardziej wskazane – wiele spraw w postepowaniu po wypadkowym mają charakter kryminalny.

    • Ja nie pisze dobrze po polsku ale czuje ból polaków. Mam wiec pytanie do wszystkich gawędziarzy którzy siedzą na wygodnych kanapach rozprawiając “co by.., gdyby…, jakby…, oby…, to by ..etc. Stara Polska próżność…
      Drodzy panowie i panie nie widze nic dobrego dla POLSKI od zwolenników jak i od przeciwników co by pomogli temu krajowi teraz.
      Po pierwsze:- kraj upada na twarz po przez ekonomie morderców, złodziej, i bandytów politycznych którzy się przebrali z ubranek czerwonych w garniturki czarne dla dobrego kamuflażu i rozbioru POLSKI ! Po drugie: -Gdyby nawet zostały odkryte i udowodnione fakty zamachu, to co kraj tak UPADŁY jak POLSKA w obecny stanie mógłby zrobić żeby żądać sprawiedliwości czy tez śledztwa? Moja odpowiedz jest: !! * N I C * !!! To byłaby tylko dodatkowa klęska niemocy narodu i pogrążenia.
      Po trzecie: – Zamach stanu był na rękę zachodnioeuropejskiej Elicie jak również Wschodnim Bandytom. Obie grupy maiły z tego korzyść o czym wszyscy wiedza co się tym interesują oprócz polaków (patrzą ale nie chcą widzieć). Musi istnieć polityczny pragmatyzmy i polityczno-patryjotyczny ruch w POLSCE !!
      Po czwarte: Polacy są rozbitym narodem bez szacunku, braterstwa, więzi narodowych które grały role wiele lat temu. Nie znam bardziej rozwydrzonego, rozbitego, podzielonego, skorumpowanego narodu niż jest Polska. Na koniec dodając: – pijaństwo, wulgaryzm, sprzedajność, zakłamanie, oszustwo …etc..
      Konkluzja z tych czterech punktów jest bardzo prosta: Nigdy nie poznacie prawdy bo nie posiadacie jednego silnego głosu który by was reprezentował jak również wpływów finasowo-politycznych. – Nigdy się nie pogodzicie aby współpracować razem a ludzie autorytatywni i naprawdę obyci z polityka i wiedza trzymają się od głównych wulgarnych nurtów polaków w ukryciu i z daleka. Wyszydzacie modrych polaków, z nienawiścią niszczycie dobrych i oddanych liderów, dzielicie się na wiele odłamów jak gęsi i chcecie znaleźć w tym sile narodu i państwa.
      Finalna konkluzja: Musicie stworzyć jedna grupę w której możecie dyskutować różnice ale dzilac wspólnie i na poziomie obecnej wysoko wyrafinowanej polityki jak również utajonych polskich interesów nordowych które so tylko wam bliskie i znane. Nigdy się na te wyżyny nie wzniesiecie bo to nie są cnoty walory polaków. Szlachetni Polacy rozpierzchli się po świecie niepozostawiając śladu za sobą.
      Wiem bo odwiedziłem 28 krajów i poznałem małą cześć. Polska miała żydów przez prawie 600 lat którym udzieliła schronienia i przygarnęła ale zamiast nauczyć się mądrości, partnerstwa od nich to wyhodował nienawiść i antysemityzm.
      Jedno buduje a drugie rujnuje. Po co chcecie dochodzić prawdy jak nie chcecie znać prawdy o sobie.
      Polska przestanie istnieć w ciągu następnych 10-15 lat a wy dalej klepiecie o Smoleńsku. Pamiętać o tym należy !! Odłożyć ta pamięć na później jak “dzwony zadzwoni”. TERAZ MACIE KRAJ KTÓRY JEST ROZPARCELOWYWANY I ZALEŻNY OD UE KTÓRA NIE MA ZAMIARU INWESTOWAĆ w ten Kraj OPRÓCZ DRÓG KTÓRYCH TEZ NIE POTRAFICIE POPRAWNIE ZBUDOWAĆ a fundusze są rozkradzione. CZAS NA PRAWDĘ I “ORGANIZACJE POLSKICH PATRIOTÓW i INTELEKT a nie gawędziarzy”. Nie macie nic co by wam w tym dochodzeniu pomogło. Jesteście ofiarami politycznych manipulacji, intryg, bardzo brudnych interesów rozbrajających kraj i emigracje. CZY POTRAFISZ POLAKU…? Ci co mogą dostrzec prawdę niech piszą a ci co maja jad nienawiść nich go sami strawja i się nim wypełnią. “Lepsza gorzka prawda od najsłodszego kłamstwa i zakłamania”. Powodzenia!.. choć nie uwierzę aż zobaczę! Nigdy taki związek nie powstanie żeby złączył polaków. To jest smutny fakt Polski i polaczków.

  4. ta brzoza nie jest niczemu winna to pan T. (nie będę używał nazwisk żeby nie mieć problemów…) i pan p. TO WSZYSTKO UKARTOWALI TA KATASTROFA BYŁA JUŻ ZAPLANOWANA I PO CZĘSCI WYKONANA 22 MIESIĄCE PRZED SAMĄ KATASTROFĄ JAK tU154 M NR. BOCZNY 101 I 102 BYŁY U ROSJAN NA GRUNTOWNYM REMONCIE … ONI TAM POROBILI ODPOWIEDNIE RZECZY ( WYSTARCZY ZAPALNIK OD NAWET GRANATA ŻEBY WYSADZIĆ SAMOLOT W POWIETRZE WYSTARCZY ZAMONTOWAĆ GO W ZBIORNIKU PALIWA)…

    MAM PYTANIE DO PANA P. GDZIE JEST TEN CZŁOWIEK KTÓRY NAGRYWAŁ FILMIK ZARAZ PO KATASTROFIE NA KTÓRYM BYŁO SŁYCHAĆ WYSTRZAŁY I ODGŁOSY POLSKICH POLITYKÓW (PRZYNAJMNIEJ JEDNEGO) DOKŁADNIE JEST WIDAĆ MACHANIE RĘKĄ W STRONĘ ROSYJSKICH RZOŁNIEŻY KTÓRZY ODDALI 3 STRZAŁY PO CZYM ZACZELI SIĘ ŚMIAĆ GŁOŚNO I WYRAŻNIE … A NAWET JEŻELI NIE STRZELALI TO DLACZEGO SIĘ ŚMIALI WEDŁUG MNIE URZADRZYLI SOBIE KONKURS KTO WIĘCEJ OSÓB ZASTRZELI CZY JAK SIĘ CZASAMI MAWIA DOBIĆ ŻEBY SIĘ NIE MĘCZYLI NAWET JEŻELI MOGLI PRZEŻYĆ GDYBY WYSTARCZAJĄCO SZYKO I SPRAWNIE PRZYBYŁA POMOC W POSTALI ZWYKŁYCH NIE ZALEŻNYCH KARETEK…???

    • …gdy czyta te komentarze wyznawców zamachu u teorii spiskowej. A może i dobrze, że tacy opuścili Polskię ? Niestety, zbyt dużo ich jeszcze tam zostało

  5. Od katastrofy minęło ponad dwa lata, a Wy nadal czepiacie sie tej brzozy jak pijani płota. Jest tyle innych aspektów tej tragedii ale oczywiście łatwiej jest debatować w fotelu niż ruszyć derriere i chociażby sprowadzić wrak do Polski i przy okazji przekopać ten teren na 1 metr w głąb.
    Nie chcecie zabierać głosu o samym śledztwie, które urąga elementarnym zasadom przyzwoitości. Zachęcam do korepetycji np. Przejrzenia dokumentacji śledztwa katastrof nad Lockerbie, czy przy Peggy’s Cove. No i polecam wysłać panią reporterkę do przeprowadzenia wywiadu na temat procedur śledczych ze specami w Transportation Safety Board. Na pewno nie odmówią 🙂

    • > Od katastrofy minęło ponad dwa lata, a Wy nadal czepiacie sie tej brzozy jak pijani płota.

      racja. sa inne ciekawe aspekty — wymienilbym np. (nie)widzenie APM-ow poprzez mgle….

      brzoza jest trudnym technicznie aspektem sprawy.
      aby dowiedziec sie, czy byl zamach czy nie, symulcje materialowe sa niepotrzebne i niejednoznaczne — tak wynika
      z dotychczasowej praktyki.

      modelowanie trajektorii w 3D byloby bardziej celowe i zostalo czesciowo zrobione.

  6. Dlaczego nie prowadzono autopsji z udzialem polskich lekarzy?Dlaczego niszczono ubrania?Dlaczego nie oddano telefonów i broni?Dlaczego nie zwrócono czarnych skrzynek?Dlaczego trumny zalutowano i nie pozwolono na autopsję w Polsce?Dlaczego umyto i wcześniej niszczono wrak?
    Dlaczego nie ujawniono znalezisk archeologicznych?
    Dlaczego nie przesłuchano wszystkich świadków.
    Dlaczego nie ma odpowiedzi na filmik Koli Andrejewa.Strzały okrzyki potwierdzone przez Prokuraturę jako autentyczne?Dlaczego na elitę nie czekały autokary?Ani limuzyna prezydenta?Czyżby wiedziano,że nie będzie już mozliwości kogokolwiek wozić na cmentarz.Gdzie był BOR?Dlaczego zabrano harddriv-y z domy Wassermana i robiono rewizje w domach ofiar?

    • WIERZ DLACZEGO NIE ROBIONO AUTOPSJI Z UDZIAŁEM POLSKICH LEKARZY…
      BO ROSJANIE I PEWNI POLACY NIE CHCIELI TEGO PONIEWAŻ RUSCY MUSIELI ZATUSZOWAĆ ICH WYKONANĄ ROBOTĘ NP. UKRYĆ MIEJSCA POSTRZAŁU I TYM PODOBNE
      WRAK ZOSTAŁ ZNISZCZONY W ODPOWIEDNICH DLA ROSJAN PUNKTACH TAKICH JAK SKRZYDŁA SAMOLOYU I ZNAJDUJĄCE SIĘ W NICH ZBIORNIKI PAKLIWA KTÓRE NOSIŁY ŚLADY WYBUCHU ZOSTAŁE ZAPEWNIE PO ZWYKŁYCH NAWET ZAPALNIKACH DO GRANATÓWE…
      CHCIANO SIĘ POZBYC ODPOWIEDNICH DOWODÓW ŻEBY WSZYSTKO BYŁO WYSTARCZAJĄCE SPRAWNIE WYKONANE I DOSTAĆ WYNAGRODZENIE…

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.