“Spotkania, które wzbogacają” – Podróże z Heleną Modrzejewską 2015

1

Wydając w 2009 roku dwujęzyczną książkę o Helenie Modrzejewskiej “Co otrzymałam od Boga i ludzi” nie spodziewałam się, że dzięki tej wspaniałej postaci, która współtworzyła kulturę na amerykańskim kontynencie, i ja otrzymam tak dużo od ludzi, z którymi się spotykam na wieczorach autorskich. Pisanie wiąże się z izolacją, byciem sam na sam z komputerem lub kartką papieru. Aktor występujący na scenie, czy pianista podczas koncertu od razu otrzymują “nagrodę” za pracę artystyczną, w postaci aplauzu, oklasków i energii płynącej od publiczności. Inaczej ma pisarz czy kompozytor – nikt nie widzi jego trudu, frustracji, niepewności. Nagroda dla osoby piszącej przychodzi po czasie, lub nie przychodzi w ogóle. Dlatego tak ważne są spotkania z ludźmi – ma się wtedy bezpośrednio kontakt z odbiorcą, można się przekonać, czy nasza praca jest komuś potrzebna. Na spotkaniach z obecnymi lub przyszłymi czytelnikami wprowadzam słuchaczy w świat sprzed ponad stu lat. Rozpoczynam opowieść od momentu, gdy aktorka wraz z rodziną i grupą przyjaciół zdecydowała się na wyjazd do Ameryki w lipcu 1876 roku. Pokazuję na slajdach miejsca związane z Heleną Modrzejewską, opowiadam o jej radościach i rozterkach, o planach i ambicjach, o sukcesach i trudach, o jej rodzinie i marzeniach. Jeśli jest to możliwe organizuję wystawę, która uzmysławia, jak wielką była gwiazdą, skoro największe ówczesne firmy biły się o prawo do użycia jej nazwiska. Na slajdach pokazuję XIX-wieczne fotografie, reklamy, plakaty, programy, gazety polskie i amerykańskie, które rozpisywały się na temat artystki. W każdym mieście, w którym mam prelekcję, osobne miejsce poświęcam występom w tym właśnie miejscu, wyszukuję stare fotografie teatrów, w których aktorka występowała, przytaczam ciekawostki z tym miastem związane. Opowiadając, mam wrażenie, że Modrzejewską dobrze znam z jej listów, pamiętnika, z opowieści innych i że w jakiś sposób się z nią zaprzyjaźniłam.

This slideshow requires JavaScript.

Zwykle po prezentacji pytaniom i rozmowom nie ma końca. Jeśli choć jedna osoba uświadomi sobie, że i my Polacy wiele zrobiliśmy w budowaniu kultury amerykańskiej, jeśli poczuje, że i my, będąc imigrantami na tej ziemi, możemy zbudować coś trwałego, to znaczy, że moja misja ma sens. Energia, którą otrzymuję od ludzi podczas spotkań i po spotkaniach, jest czymś bezcennym.

Było już kilkanaście spotkań w wielu miejscach Ameryki. W tym roku miałam dwa różne, ale jakże wspaniałe wieczory.

Austin, Teksas – 31 stycznia 2015
Austin Polish Society to organizacja, która prężnie działa w stolicy Teksasu od 10 lat. Obecnie jej prezesem jest Angelika Firlej. Co roku organizowany jest tu Festiwal Polskich Filmów Fabularnych z udziałem aktorów i reżyserów filmowych. Dzięki tej imprezie publiczność amerykańska ma okazję dowiedzieć się czegoś więcej o Polsce. Są też koncerty polskiej muzyki, czy niedzielne pokazy filmowe, które organizuje Joanna Gutt-Lehr. Polonia w Austin jest mała, ale bardzo dobrze wykształcona, mająca świetne zawody i kariery, a przy tym zainteresowana polską sztuką, historią, kulturą. Nie ma podziałów, nikt nikogo nie oceania, ludzie słuchają się wzajemnie. Regularne spotkania odbywają się co dwa tygodnie po mszy polskiej w kaplicy uniwersytetu. Przyjeżdżają polscy księża – ksiądz Józef z parafii w Chappel Hill i ksiądz Darek z parafii w Bastrop. Ksiądz Józef był przez 12 lat misjonarzem w Tanzanii i napisał o tym niezwykle ciekawą książkę. Potem doktoryzował się z teologii w Watykanie, a po doktoracie wyjechał do USA. Podczas mszy na fortepianie gra najczęściej profesor Uniwersytetu w Austin – Leszek Demkowicz. Zwyczajem jest, że w Święta Bożego Narodzenia zaprasza wszystkich uczestników polskiej mszy na śpiewanie kolęd do swojego domu. Dom pochodzących ze Lwowa Państwa Demkowiczów pachnie struclą jabłkową i innymi galicyjskimi przysmakami, czuć tu ciepłą rodzinną atmosferę i staropolską gościnność. I to wszystko w Teksasie, w domu, który można poznać z daleka po wielkiej palmie kokosowej przed wjazdem.

Austin Polish Society zorganizowało wieczór z Heleną Modrzejewską. Spotkanie odbyło się w prywatnym domu Anny i Dariusza Wieczorków, którzy od niedawna mieszkają w Austin. Organizacją zajęły się Joanna Gutt-Lehr i Angelika Firlej. Mimo że pogoda nie dopisała, ludzi było dużo i spotkanie się udało. Przy wejściu na stojaku ustawiony był wielki portret Heleny Modrzejewskiej. Pan domu zainstalował ekran zasłaniając przy tym kilka okien. Duży stół obok fortepianu został przystosowany na potrzeby wystawy. Przywiozłam porcelanę, srebrne sztućce, opakowania po kosmetykach Modjeska, album z oryginalnymi fotografiami, programy, gazety, książki. Zaczęło się od ciepłego poczęstunku, przygotowanego przez panią domu. W tym czasie przybywali goście nie tylko z Austin, ale też z Houston. Kilka lat temu udało mi się kupić na aukcji wydane w 1890 roku w Nowym Jorku nuty walca skomponowanego przez Caroline Lowthian, poświęconego Modrzejewskiej. Koleżanka pianistka, Barbara Ligęza, absolwentka Akademii Muzycznej w Łodzi odczytała go i nagrała w studio nagrań. Uczestnicy wieczoru zajmowali więc miejsca przy dźwiękach Walca Modjeska. Podczas prelekcji panowała cisza, goście słuchali z uwagą. Gdy skończyłam mówić, zaczęły się szczegółowe pytania. Lekarz pytał o chorobę, na którą umarła aktorka, ktoś inny o firmę Modjeska Company. Starałam się na wszystkie pytania dokładnie odpowiedzieć. Potem były słodycze, wino i rozmowy przy stole pełnym pamiątek z epoki Heleny Modrzejewskiej. Na spotkaniu byli m.in. państwo Krystyna i Andrzej Kahl. Krystyna Kahl jest wnuczką słynnego malarza Stanisława Masłowskiego, który brał czynny udział w działalności pracowni wynajętej w Hotelu Europejskim w Warszawie przez grupę artystów m.in. Józefa Chełmońskiego i Stanisława Witkiewicza. Z grupą tą zaprzyjaźniona była również Helena Modrzejewska. Ojciec pani Krystyny, Maciej Masłowski, wybitny historyk sztuki, pierwszy po wojnie dyrektor Muzeum w Rapperswilu w Szwajcarii, autor wielu publikacji o malarzach, napisał m.in. książkę o Józefie Chełmońskim, w której wspomina Helenę Modrzejewską. Tak więc w dalekim od Polski Teksasie można też znaleźć powiązania kulturalno- historyczne związane z artystką i polską kulturą.

Naperville, Illinois, 18 kwietnia 2015
Naperville, to urocze, XIXwieczne miasteczko, położone na zachód od Chicago, utrzymujące się w czołówce w rankingach najlepszych do zamieszkania i najbardziej przyjaznych ludziom miast w USA. Jest tu ładne, zadbane centrum, dużo zieleni miejskiej, parków i przepiękne, otoczone drzewami, stare domy. Naperville słynie z wysokiego poziomu edukacji, dlatego wiele rodzin z Chicago i okolic przenosi się tu. W ostatniej dekadzie miasto bardzo się rozrosło ze względu na dużą liczbę dobrze rozwijających się firm IT. W Naperville z wielu punktów widać i słychać górującą nad miastem dzwonnicę z dzwonami o różnej wielkości, które wygrywają o określonych godzinach melodie. Co jakiś czas odbywają się tu festiwale, na które przyjeżdżają dzwonnicy z całego świata, w tym z Polski.

Najważniejszą i najbardziej cenioną osobą w mieście jest burmistrz Arthur George Pradel. Jego rodzice pochodzili z Wrocławia. Jako Luteranie nie zgadzali się z polityką Niemiec hitlerowskich, dlatego przed wojną zdecydowali się na emigrację do USA. George Pradel urodził się w 1938 roku w Naperville i całe życie związany jest z tym miastem. Przez 28 lat pracował w Departamencie Policji. Był tak pomocny, przyjazny ludziom, odwiedzał szkoły, stworzył miasteczko drogowe dla dzieci, aby te mogły bezpiecznie uczyć się zasad ruchu drogowego, że zyskał przydomek “Officer Friendly”. Nic więc dziwnego, ze w 1995 roku został wybrany burmistrzem miasta i pozostał nim przez 20 lat. Mieszkańcy mówią, że dla nich nie miało znaczenia z jakiej George Pradel jest partii – głosowali na osobę, na burmistrza, który był przyjacielem wszystkich ludzi.

W Naperville w 2008 roku powstała Polska Szkoła im. Heleny Modrzejewskiej. Założyła ją Barbara Pańczyk, obecna dyrektor. Szkoła liczy 200 uczniów i 20 nauczycieli. Zajęcia prowadzone są na wielu poziomach, począwszy od przedszkola a na liceum skończywszy. Młodzież uczy się języka polskiego, historii, geografii i religii. Szkoła prowadzi również zajęcia dla dzieci z rodzin, w których jedno z rodziców nie jest polskiego pochodzenia. Inicjatywę stworzenia Polskiej Szkoły w Naperville poparł burmistrz miasta. Był obecny na otwarciu i przeciął biało-czerwoną wstęgę.

Kilka miesięcy temu otrzymałam e-mail do jednej z nauczycielek, pani Heleny Gudzowski, z zapytaniem, czy byłabym chętna aby odwiedzić szkołę. Z radością się zgodziłam, prelekcja dla młodzieży, która poznaje swoje korzenie, wpisywała się w cel, który sobie postawiłam. Przygotowania trwały kilka miesięcy. Na Boże Narodzenie szkoła zakupiła ode mnie książki w prezencie dla nauczycieli. Szkoła organizuje konkursy wiedzy o patronce, opierając się na zasadach gry telewizyjnej “Milionerzy”. Finał konkursu odbył się krótko po spotkaniu ze mną, więc uczestnicy mieli więc dodatkową motywację, aby posłuchać mojej prezentacji.

Prelekcja miała miejsce w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Wzięli w niej udział nauczyciele Polskiej Szkoły w Naperville, uczniowie z tej szkoły, przyjechali też uczniowie ze Szkoły im. Św. Faustyny z Lombard Il, wraz ze swoją nauczycielką. Na początku został odczytany list od konsula – Konsulat Generalny Rzeczpospolitej Polskiej w Chicago objął patronatem honorowym to spotkanie. Potem miała miejsce inscenizacja przygotowana przez dzieci i młodzież, pod kierunkiem Heleny Gudzowski, na podstawie bajki z morałem “Titi, Nunu i Klembolo, czyli przygody dwóch liliowych chłopczyków i psa o sześciu nogach”, którą Helena Modrzejewska napisała dla wnuka Feliksa i podarowała mu na Boże Narodzenie. Zaangażowanie dzieci i młodzieży było wzruszające, a barwne, pracowicie przygotowane kostiumy dodawały uroku temu mini spektaklowi.

Po prelekcji otrzymałam bukiet kwiatów i pamiątkowy kubek z napisem – “Spotkania, które wzbogacają”, tytułem książki i datą prelekcji. Potem podpisywałam książki, odpowiadałam na pytania, był też poczęstunek ufundowany przez polskie biznesy z Naperville. Dbałość o szczegóły ze strony dyrekcji i serdeczne gesty, były bardzo miłe. Wieczorem zostałam zaproszona do eleganckiej restauracji Meson Sabika, na spotkanie z gronem pedagogicznym. Okazały budynek był niegdyś domem bogatego dentysty. Obecnie jest tu bardzo dobra restauracja hiszpańska.

Gościny udzielili mi Eva i Brian Vargyas. Ewa jest Polką, mieszka w USA od 16. roku życia, Brian z pochodzenia jest Węgrem. Mieszkają z 10-letnią córką Cecylią i przygarniętym ze schroniska przemiłym psem. Na czas mojego pobytu w Naperville w ich domu gościła zaprzyjaźniona z rodziną pani Barbara Lewandowska z Chicago, uczestniczka Powstania Warszawskiego, córka działacza Polski Podziemnej, brutalnie przesłuchiwanego w Al. Szucha i zamordowanego w Oświęcimiu. W styczniu to ona podczas prelekcji opowiadała o swoich przeżyciach młodzieży z Polskiej Szkoły. W gościnnym domu Państwa Vargyas długim rozmowom nie było końca. Królowała Helena Modrzejewska, ale były też inne tematy, historia powstańcza, losy Polaków na emigracji, a także dzieje polskiej arystokracji, o której wiele pisałam. I czas mijał niepostrzeżenie.

W niedzielę 19 kwietnia miasto Naperville żegnało odchodzącego z funkcji, swojego ukochanego burmistrza. George Pradel zaprosił mieszkańców na pożegnalną uroczystość do tej samej restauracji hiszpańskiej Meson Sabika, w której byłam dzień wcześniej. Ponieważ był duchowym patronem polskiej szkoły otrzymał w prezencie od Polonii moją książkę.

“Spotkania, które wzbogacają” organizowane przez Polską Szkołę im. Heleny Modrzejewskiej wzbogaciły nie tylko słuchaczy, ale i mnie. Zapał ze strony grona pedagogicznego w poszukiwaniu informacji na temat Heleny Modrzejewskiej i zainteresowanie młodzieży, nadaje sens temu co robię, gdyż wiem, że jest dla kogo pracować. Teraz w planach nauczycieli ze szkoły w Naperville jest wycieczka do Ardenu, na ranczo Heleny Modrzejewskiej, ze mną jako przewodnikiem po świecie sprzed stu lat, tym realnym i tym z marzeń wielkiej polskiej artystki.

Joanna Sokołowska-Gwizdka

Informacje:

Dwujęzyczną książkę “Co otrzymałam od Boga i ludzi. Opowieść o Helenie Modrzejewskiej” można kupić przez Amazon.

Strona facebookowa książki z fotografiami ze spotkań: 
https://www.facebook.com/pages/Helena-Modjeska-Book

Poleć:

O Autorze:

Joanna Sokołowska-Gwizdka

Pisarka, dziennikarka, członek Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, były pracownik Katedry Literatury Staropolskiej Uniwersytetu Łódzkiego. Jej artykuły, recenzje i wywiady publikowane były w wielu pismach w Polsce: „Rzeczpospolita”, „Pani”, „Dziennik Łódzki”, „Odgłosy”, „Jazz Forum” i za granicą: „Gazeta” (Toronto), „Nowy Dziennik” (Nowy Jork), „Polonia Kalifornijska” (San Diego), „Teraz” (Filadelfia), „Polonez” (Kair, Egipt), „Kurier Zachodni” (Perth, Zachodnia Australia), „Tygodnik Polski” (Sydney, Australia), „Pro Polonicum” (Fryburg, Szwajcaria). Autorka książki o Helenie Modrzejewskiej „Co otrzymałam od Boga i ludzi”. Obecnie mieszka w Austin w Teksasie. . Materiał udostępniony “Gazecie” przez CultureAvenuecultureave.com. Dziękujemy!  

1 Comment

  1. Helena Gudzowski. on

    “…atmosfera spotkania w Napervile dodala mi skrzydel do dalszego dzialania …”podkreslala Pani Joanna;
    a skoro o skrzydach mowa,to goraco polecam “Mewe”Richarda Bacha,by odkryc pragnienia drzemiace w kazdym z nas…
    Spotkanie naprawde nas wzbogacilo o ciekawe tresci.
    Ale takze oprawa miala za zadanie spelnic cos w rodzaju “duchowej otoczki”na tle ktorej fakty z zycia “Gwiazdy dwoch kontynentow” staly sie blizsze wspolczesnemu odiorcy.

    Na tle dzwiekow jakze przepieknej,glebokiej w swej wymowie melodii”JakWielki JESTES BOZE” prowadzaca spotkanie,Helena Gudzowski,przywolala ,jakze przelomowy moment z zycia Heleny Modrzejewskiej- a byo to powitanie I zaproszenie Jej na scene kalifornijska przez samego prezesa koncernu California Theatr.wybitnego aktora I rezysera ohn Mc Cullough:

    “Madame,jest pani tak uroczym zjawiskiem,jest pani przy tym tak wielka artystka,ze sam pani obecnosc na scenie to… poemat…
    I, nic nie szkodzi,ze fragment tego poematu nie bedzie dla naszej amerykanskiej publicznosci zrozumialy,jesli idzie o ..same slowa. Zrozumiala bedzie I tak pani tragedia ; a slowa…moj Ty Boze…wrazliwosc pani serca nie ma rownych sobie.
    Madame, sam dzwiek pani glosu bez wzgledu na to,jakimu jezykowi go pani uzycza…brzmi,jak…
    NAJPIEKNIEJSZA M U Z Y K A”.
    Nastepnie burza oklaskow zostala powitana Pani Joanna,ktora sama jest Zywa Legenda I Ambasadorem Polskosci za Oceanem. Podkreslilam,ze nasz Gosc z Texasu, poprowadzi nas moca swej wyobrazni po zakamarkach miejsc I wydarzen naszej Wielkiej Polki,naszej najwiekszej szekspirowskiej aktorki-polskiej I amerykanskiej -ubiegego stulecia,Heleny Modrzejewskiej. A jest to z pewnoscia wzor do nasladowania dla kazdego z nas:
    -przeogromnej sily woli,pracowitosci i wytrwalosci,bowiem wszystkie napotkane przeszkody tratowala jako swoje Wyzwanie do realizacji boskiego potencjalu w sobie;a Jej niezwykla uroda byla jedynie zwierciadlem Tego,co krylo sie w Jej sercu:Prawdy,Piekna I Wraliwosci na Dobro…

    Ktora powieziala T A K samej sobie:

    “…kiedy odnalazles Boga wewnatrz swoich slabosci,stajesz ponad osadem ludzi.Bo przeciez wcale nie musisz byc doskonaly! WAZNE,abys BYL S O B A !!! Bog przeciez wzywa I tak kazdego z nas po imieniu…”

    Po prezentacji p.Joanny,takze przy dzwiekach mermorandum”Jak Wielki Jestes BOZE” przywolalam
    inny aspeckt z twrczosci naszeJ Wielkiej Polki:

    “..Teraz juz moge spokojnie umrzec!! !Osiagnelam to,czego tak bardzo pragnelam,do czego dazylam,na co ciezko pracowalam,do czego MUSIALAM D O J S C:

    ZAGRALAM Julie po angielsku w Londynie!!!

    Nasz Wielka Polka, Helena Modrzejewska udowodnila,ze nawet bolesne dziecinstwo,dzieki wytrwalosci i silnej woli moze zaowocowac osiagneciem STATUSU PIEKNEGO CZLOWIEKA w swiecie,takze Gwiazdy Dwoch Kontynentow,jak zostal okreslona przez JulianaKydrynskiego w ksiazce pod tym samym tytulem;
    bowiem swoje Swiete,
    Wielkie >J A <
    wyrzezbila
    na TRWALE PANTEONIE Kultury Polskiej I Swiatowej:

    "…jesli nisko spadamy,czestokroc
    nie jest to wina gwiazd,ale…nas samych.."

    powiedzial Kasjusz do Brutusa w I akcie szekspirowskiego "JuliuszaCezara".

    Pragne jeszcze uzupelnic,ze powitanie p.Joanny polaczone zostalo z mila niespodzianka,przygotowana przez Artystow-studentow naszej Szkoly,czyli inscenizacja fragmentu ksiazki-basni,autorstwa bohaterki naszego wieczoru,Heleny Modrzejewskiej,gdzie zawarla jakze glebkie przeslanie dla potomnych:

    "…Bog wezwal nas w tym swiecie do milosci.
    Milosc zawsze poszukuje Prawdy o nas samych.
    Milosc bez prawdy nie istnieje!
    A Bog zawsze konfrontuje nas z z prawda …o nas samych…"

    A ja, zycze wszystkim Czytelnikom
    takich Spotkan,ktore wzbgacaja na wszystkich poziomach,i
    pomagaja zrozumiec sens pokonywania trudnosci
    na drodze do siebie…

    "..trzeba pracowac nad soba,by nauczyc sie widziec prawdziwe mewy,dobroc w kazdej z nich,i pomoc im,zeby same ja w sobie widzialy.Tak rozumiem M I L O S C- powtarzal Fletcher,jeden z bohaterow
    ksiazki Richarda Bacha pod tytulem"Mewa". Stanie sie Radoscia,gdy zaczniesz JA rozumiec.."

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.