Polskie konie arabskie w zagrożeniu?

11

Kiedy w latach osiemdziesiątych rozpoczynaliśmy nasze emigranckie życie w Phoenix, w Arizonie, Polaków tam było mało. Po pewnym czasie znaleźliśmy się w małym gronie kilku blisko zaprzyjaźnionych rodzin, ciekawych i mądrych ludzi. Do nich należeli m.in. pp. Jolanta i Zenon Lipowiczowie, którzy na północnych obrzeżach miasta prowadzili stadninę koni. W dążeniu do podtrzymania ducha i tradycji polskości, organizowaliśmy co jakiś czas spotkania tematyczne. Na jednym z nich był wieczór poświęcony koniowi w historii Polski. Zenek był wspaniałym gawędziarzem, wybitnym znawcą koni i historii. Opowiadał mi o wszystkim, od szarży Kozietulskiego pod Somosierrą po gonitwy w Wielkiej Pardubickiej. Obydwoje z Jolą związani byli ze stadniną w Janowie Podlaskim, Zenek był też zastępcą dyrektora Wyścigów Konnych na Służewcu. Oboje promowali polskie konie arabskie na terenie Stanów. Do ich domu przyjeżdżali znani ludzie z Polski, jak m.in. nieżyjący już dziś prof. A. Maciąg, słynny malarz koni i rektor ASP. Po naszym wyjeździe do Kanady podtrzymywaliśmy nadal kontakt. Zenek zmarł w 2010 r. Kiedy niedawno świat obiegła wiadomość o zmianach na stanowiskach dyrektorów w Janowie i w Michałowie, podniosłem słuchawkę i wybrałem numer Joli…

Witold Lieliental: Kilka tygodni temu świat obiegła wiadomość o nagłym zwolnieniu wieloletnich dyrektorów stadnin polskich arabów w Janowie Podlaskim i w Michałowie i zastąpieniu ich przez nowych ludzi. Jeden z tych nowych dyrektorów uczciwie przyznał, że z końmi dotychczas nie miał do czynienia, ale że od tej chwili “staną się jego pasją”. Zanim poproszę Cię o skomentowanie tego głośnego wydarzenia, czy mogłabyś powiedzieć kilka słów o swoich własnych związkach z hodowlą koni i ze stadniną w Janowie?
Jolanta Lipowicz: Chciałam podać do wiadomości publicznej i nawet uważam za swój obowiązek obywatelski zabranie głosu w tej dyskusji. A żeby udowodnić, że mam po temu prawo, chciałam przytoczyć, że ze stadniną koni w Janowie Podlaskim jestem związana od sześćdziesięciu dwóch lat. Wtedy to w 1954 roku pisałam pracę dyplomową o zakładzie treningowym dla trzyletnich koni, który wówczas znajdował się w Janowie Podlaskim. Ponadto, ostatnie czterdzieści pięć lat naszego pobytu w Stanach Zjednoczonych, razem z moim mężem Zenonem Lipowiczem poświęciliśmy na propagowanie polskiego konia arabskiego, jego historii i znaczenia na całym świecie. W 2010 r. w marcu zostaliśmy udekorowani Krzyżami Zasługi przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego za promocję koni i szczególnie konia arabskiego na tle historii Polski.

This slideshow requires JavaScript.

W.L.: Chciałbym tutaj wtrącić jedno wspomnienie. Pamiętam z czasu, kiedy jeszcze mieszkaliśmy w Arizonie, kiedy właśnie śp. Zenek przygotował wspaniałą prelekcję ilustrowaną slajdami o koniu w życiu Polski. Ta prelekcja odbyła się w ramach tych naszych pamiętnych “polskich spotkań” i nikt z tych, którzy ją widzieli, nie zapomni jej, bo była rzeczywiście arcyciekawa.
J.L.: Tak, to była prelekcja pod tytułem “Koń arabski w życiu człowieka na przestrzeni wieków” dla szerokiego grona słuchaczy, którzy byli raczej luźno związani, bądź w ogóle niezwiązani z hodowlą koni. A cała nasza akcja propagowania polskich koni arabskich polegała na licznych wizytacjach w różnych stadninach w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie i prowadzeniu specjalistycznych rozmów o pochodzeniu koni, o puli genetycznej, o znaczeniu polskiego konia arabskiego na świecie, itd.

W.L.: Ale i w samej stadninie w Janowie Podlaskim pozostał ślad Waszej działalności.
J.L.: Tak. Trzy lata temu w tejże stadninie koni został postawiony kamień pamiątkowy z tablicą mosiężną, na której wyryto: “Pamięci Zenona Lipowicza 1931- 2010, zasłużonego trenera i hodowcy wybitnych koni wyścigowych, w dowód wdzięczności za promowanie w USA polskiej hodowli koni arabskich oraz polskiej historii i kultury – przyjaciele”. Dodam jeszcze, że Zenon, wraz z Jerzym Zbyszewskim wydał tutaj książkę po angielsku: “The Arabian horse – Poland’s national treasure”. Książka ta, wydana jakieś 10 lat temu, była dostępna na rynku amerykańskim.

W.L.: Teraz, kiedy już wszyscy wiemy, ile Ciebie łączy z tą tematyką, czy możesz nam powiedzieć, co sądzisz o tej zamianie na tak wysokim szczeblu zarządzania stadninami i to w takim trybie?
J.L.: To się stało 19 lutego. Jestem tą wiadomością ogromnie zasmucona i straszliwie oburzona. To jest po prostu laicyzm kompletny, a i to nawet powiedziawszy delikatnie. Jeśli chodzi o sprawę tylko historii Polski, to ta stadnina w Janowie Podlaskim od dwustu lat oparła się przeciwnościom, istniała i istnieje, przetrwała zaborców, okupację i komunę, a wygląda na to, że nie przetrwa rządów PiS-u, niestety. Osoba, która teraz jest na miejscu prezesa Państwowej Stadniny Koni w Janowie Podlaskim, która zastąpiła doktora nauk weterynaryjnych, p. Marka Trelę, jest kompletnym laikiem, ekonomistą ponoć, który nie miał nic wspólnego z hodowlą koni, nie tylko arabskich, ale żadnych. Pani, która zastąpiła w stadninie w Michałowie mgr Jerzego Białoboka jest osobą niezmiernie młodą, a więc o doświadczeniu nie ma mowy. Co prawda, zajmowała się podobno ośmioma końmi arabskimi, ale na litość boską, stadnina koni w Michałowie, to nie stajenka na 10 czy nawet 50 koni. Tam jest przeszło 400 koni i 600 sztuk bydła, na 600 hektarach. To jest ogromny, wspaniały kompleks, więc wydaje mi się, że jakiekolwiek wykształcenie, czy doświadczenie w tym kierunku tej pani, niestety nie wystarczy do podołania temu przedsięwzięciu. To za mało, żeby gospodarować tak wielkim obiektem.

W.L.: Czy hodowla tak szczególnej rasy koni, jaką są polskie araby wymaga jakichś wyjątkowych kwalifikacji?
J.L.: Tak. Już nawet pomijam wykształcenie, jakkolwiek już wspomniałam, że były prezes pan dr Marek Trela jest doktorem weterynarii, to w grę wchodzi też doświadczenie, ponieważ on był tam długie, długie lata. Najpierw był lekarzem weterynarii, potem zastępcą głównego hodowcy, legendarnego pana Andrzeja Krzyształowicza, a od 38 lat był na tym samym stanowisku i codziennie na tym samym obiegu tych samych koni. Świetnie zna każdego konia, każdy rodowód i każdą historię. To samo mogę powiedzieć o p. Jerzym Białoboku ze stadniny w Michałowie, który czterdzieści lat temu zaczynał tam od koniuszego, przeszedł wszystkie szczeble aż do głównego dyrektora, zwanego prezesem. Ci ludzie zostawili tam wiedzę, serce, uczucie i wszystko, co mogli oddać dla tych koni. Naturalnie to jest ważne. Dokładna znajomość każdego konia, jego rodowodu, to konieczność, bo to jest ogromna światowa pula genetyczna. Takie kwalifikacje są niezbędne dla stworzenia takich osiągnięć, jakie polskie konie arabskie do tej pory osiągnęły na całym świecie. To jest umiejętność dobierania odpowiednich osobników, umiejętność, dodam, że wypróbowana, znajomość na pamięć wszystkich rodów, linii żeńskich i męskich. To jest wielka sztuka, żeby sobie z tym wszystkim poradzić. Potrzeba ogromnego doświadczenia, bo w genetyce nie jest tak prosto, że dwa i dwa, to cztery i nie można sobie na papierku wypisać rodowodu idealnego konia, którego chcielibyśmy wyhodować, bo to może nie wyjść. Tu się musi, powtarzam, mieć ogromne doświadczenie i znajomości nie tylko polskich linii, ale i zagranicznych, jakie znajdują się na całym świecie.

W.L.: Rozumiem wymóg tej wiedzy i doświadczenia, ale jaki, według Ciebie, wpływ na codzienne działanie stadniny i jej wyniki ma stanowisko dyrektora? Bo przecież są tam ludzie, którzy w dalszym ciągu pracują na różnych, może mniej eksponowanych stanowiskach, mają rutynę i ją codziennie wykonują.
J.L.: To jest tak, jakby ktoś trzymał wszystkie lejce w jednym ręku. On, poza znajomością każdego konia i każdego pracownika, musi także godnie reprezentować naszą hodowlę nie tylko na ryku krajowym, ale i światowym. Obydwaj panowie, Trela i Białobok, są znani, wielce cenieni i lubiani w świecie zajmującym się końmi arabskimi. Oni reprezentują naszą hodowlę i Polskę. Ja sobie przypominam, jak – wracając jeszcze do naszego pobytu tutaj w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy my tutaj rozmawialiśmy o koniach arabskich i o Polakach, którzy kochali i hodowali te konie, to niejednego Amerykanina zdziwiliśmy. Mówili nam: “Wyście zrobili dla Polski więcej, niż niejeden wasz konsulat”. Właśnie z takich powodów, taki prezes musi potrafić reprezentować nasz kraj i musi wiedzę mieć w jednym palcu. Obydwaj są przecież bez przerwy zapraszani do sędziowania na pokazach koni arabskich na całym świecie, a prezes Marek Trela właśnie w tym roku został wybrany na stanowisko zastępcy prezesa WAHA (World Arabian Horse Association). To jest bardzo eksponowane, elitarne i prestiżowe stanowisko.

W.L.: Muszę w tym miejscu przypomnieć, jak Zenek pięknie i ciekawie opowiadał o koniach i ile ja sam się od niego dowiedziałem. Był chodzącą encyklopedią wiedzy o koniach i historii Polski. Rozumiem więc, że takimi encyklopediami muszą też być obydwaj wspomniani przez Ciebie panowie i że to ma niebagatelny wpływ na reprezentowanie Polski i jej stadnin i interesu, jaki na tych stadninach od lat robi nasz stary kraj. Czy mianowanie p. Treli na to stanowisko nastąpiło już po jego odwołaniu przez władze w Polsce?
J.L.: Nie. Oni obydwaj zostali odwołani 19 lutego, a to powołanie przez WAHA miało miejsce w styczniu.

W.L.: Jak sama mówiłaś, stadniny polskich arabów były zawsze chlubą Polski na świecie i wiem, że przynosiły od lat duży dochód polskiej gospodarce. Czy myślisz, że nadal pozostaną taką samą chlubą i tak samo źródłem wielkiego dochodu pod nowym kierownictwem?
J.L.: Mam wielkie obawy, dlatego, że, jak podkreślałam, głównym atutem w tej całej grze jest ta pula genetyczna. Jeżeli następca w tym nie orientuje się w ogóle, już nie mówiąc o koniach arabskich, nie orientuje się w rodowodach, ani w tym, co jest dla nas małym zalążkiem całego stada, którego nie wolno sprzedać, to jak on sobie da radę? Kluczowa jest dla nas nasza podstawowa komórka, to jest właśnie ta nasza pula genów. Ja się obawiam, że ponieważ tradycyjnie co roku odbywają się ogromne aukcje w Janowie Podlaskim, przy typowaniu koni na sprzedaż, co się odbywa w gronie bardzo ścisłym, w które wchodzili ci dwaj panowie, jeśli nowi prezesi chcąc się wykazać dochodami, sprzedadzą to podstawowe, zasadnicze stado, to po paru latach stadnina po prostu będzie leżeć.

W.L.: Czy ja dobrze zrozumiałem, że wśród koni, które są hodowane w Janowie i w Michałowie, z których niektóre są na sprzedaż, jest wydzielona pewna grupa rozrodcza do pilnowania tej genetyki i tych koni nie wolno sprzedawać?
J.L.: Nie wolno ich sprzedawać. Musimy wiedzieć dokładnie które konie można sprzedać. Ja pamiętam, w 1981 r. bo byłam przy tej transakcji, został sprzedany do Ameryki polski ogier El Paso za milion dolarów. Cała sprawa wałkowała się przez trzy lata. Polacy to świetnie utrzymali, powtarzając, że ten koń jest nie do sprzedania. Ponieważ Amerykanie koniecznie chcieli go kupić, powtarzano cały czas, że ten koń jest nie na sprzedaż. Jak się wylatywało z lotnika Okęcie w Warszawie, widniał tam wielki billboard, na którym było napisane: “El Paso – koń, którego nie mogą kupić pieniądze”. On został wreszcie wydzierżawiony do Stanów Zjednoczonych na trzy lata, został czempionem wszystkich pokazów w Stanach, wrócił do Polski, tam jeszcze krył z rok i potem dopiero został sprzedany za milion dolarów. A teraz, w zeszłym roku Pepita, klacz z Janowa została sprzedana za milion czterysta euro. I mało kto wie o tym. Nikt się tym nie chwali. To są ogromne sumy pieniężne, które otrzymujemy za nasze konie arabskie.

W.L.: A z najnowszych doniesień słyszymy, że w stadninach tych zwalniane są także inne osoby. Między innymi sędzia międzynarodowy Anna Stojanowska przestała być inspektorem w Agencji Nieruchomości Rolnych. Zwolnionym ludziom władze wytknęły m.in. brak odpowiedniego nadzoru nad zwierzętami. Gdzieś też czytałem, że jeszcze inne osoby zwalniają się same na znak protestu. Czy mogłabyś to skomentować?
J.L.: Ja bliżej tych personalnych spraw nie znam, tak więc nie chcę się na ten temat wypowiadać. Wiem, że w Michałowie, po przyjściu nowej prezes była wielka konfuzja wśród masztalerzy. Jest taki zwyczaj zarówno w Janowie, jak i w Michałowie, że punktualnie o szóstej rano każdy z prezesów wychodzi z biura, przychodzi do każdej stajni, rozmawia z każdym pracownikiem i sprawdza, co się dzieje. Wszyscy wiedzą, że jeśli któryś z nich nie wyszedł, to albo umarł, albo wyjechał gdzieś w delegację. I właśnie wtedy, kiedy już była nowa pani prezes wyznaczona na następny dzień, wszyscy pracownicy w stajniach czekali, co będzie. Kiedy w Michałowie pojawił się jeszcze, po raz ostatni, Jerzy Białobok, pytali go, co robić, czy mają ogłosić strajk. On odpowiedział: “Nic nie róbcie! Dbajcie tylko o konie!” To były jego ostanie słowa na oficjalnym stanowisku, po obejściu wszystkich stajni. Na pewno wszystko się tam kotłuje. Bo to są wszyscy pracownicy, których praca przechodzi z ojca na syna, wszyscy koniuszy i masztalerze, przywiązani do tych stajni od lat. Na pewno jest to wielki wstrząs nie tylko organizacyjny, ale także psychiczny dla ludzi, którzy tam pracują.

W.L.: No i wykonują tę pracę z wielkim pietyzmem.
J.L.: Z pietyzmem i dodam, że są tak dumni z tego, że oni tam mogą uczestniczyć w tej hodowli. Tam naprawdę jest wyjątkowa atmosfera.

W.L.: Na zakończenie naszej rozmowy, czy oprócz tego, co mi opowiedziałaś, masz jeszcze coś do dodania?
J.L.: Teraz gruchnęła taka wieść, że już po miesiącu urzędowania nowego prezesa w Janowie Podlaskim padła klacz warta pół miliona euro, w zeszłym roku kupiona na aukcji do Anglii przez żonę słynnego perkusisty zespołu muzycznego Rolling Stones, pana Wattsa. Shirley ma własną stadninę w Anglii, złożoną wyłącznie z polskich koni. Już zaczęły się różne spekulacje i pytanie, kto teraz winien jest, czy ten nowy prezes? Ja bym tego tak nie powiedziała, to jest bardzo pochopne stwierdzenie. Ja mam swoje zdanie o tym panu, jak i o tym całym systemie, ale nie można od razu oskarżać, dlatego, że koń jest bardzo delikatnym zwierzęciem. To powiedzenie “końskie zdrowie” zupełnie nie sprawdza się w życiu, to Ci mówię po przeszło pół wieku doświadczenia. Zawsze się staramy szalenie ścisłym rygorem pielęgnować konie, pilnować żywienia, treningu i mimo to czasem się nie uda i choroba może tak szybko iść, że w przeciągu czterech godzin koń pozostawiony bez operacji, a nawet i po operacji musi być uśpiony, albo po prostu pada.

W.L.: Wracając do Shirley, która kupuje tylko polskie konie, trzeba pamiętać, że każda taka transakcja przynosi Polsce pokaźny dochód.
J.L.: Jeszcze jedno Ci powiem. Niektórzy mówią: “Ach, co to takiego te konie arabskie? Komuniści początkowo mówili, że koń arabski zjada paszę, którą powinny zjadać krowy i świnie. Ale jak El Paso poszedł za milion dolarów, to się wszystko obróciło o 180 stopni, bo się okazało, że to jest kura, która znosi złote jaja i trzeba o to dbać. Poza arabami czystej krwi jest też w Janowie oddział koni rasy anglo-arabskiej, wspaniale się sprawdzających na światowych arenach skoków i ujeżdżania. To są też bardzo pożądane konie. Konie arabskie poza tym są i były, na przestrzeni dziejów, używane do uszlachetnienia innych ras na całym świecie: do dodania urody i wytrwałości. I jeszcze chciałam podkreślić, jakie znaczenie mają te polskie konie arabskie. Tak przecież z Ameryki, która ma zarejestrowanych tysiące koni czystej krwi arabskiej, mimo to przyjeżdżają hodowcy do Polski od lat, i kupują te egzemplarze, które uważają za właściwe, tak, by ich genetyka służyła przedłużeniu linii albo do stworzenia nowych linii. Nie jeździliby do Polski, gdyby nie to, że na terenie USA te nasze konie odnoszą sukcesy na wszystkich ringach pokazowych. Od ok. 15 lat na aukcjach w Janowie zaczęli się pokazywać szejkowie z Kataru, z Arabii Saudyjskiej, czy z Omanu. Tutaj historia zatoczyła koło. Bo przecież przed dwustu laty to polscy magnaci robili wyprawy do Arabii i z wielkim narażeniem własnego życia i za ciężkie pieniądze kupowali te pustynne konie. Sprowadzano je do Polski i te konie dały początek naszej hodowli. No i stworzyły taką firmę, można powiedzieć “pure Polish”. Jak się w latach nawet jeszcze siedemdziesiątych mówiło “pure Polish” to była jakby pieczęć, bo to było udokumentowane pochodzenie, z zapisem we wszystkich księgach i my jako jedyni utrzymaliśmy zarejestrowane w czystości krwi konie. Dlaczego dziś szejkowie kupują konie w Polsce? Bo muszą wrócić do swojej puli genetycznej właśnie poprzez nasze konie. Bo sami u siebie popaprali to.

W.L.: To brzmi, jak paradoks.
J.L.: Paradoks historii w świecie końskim. Wyobrażam sobie, co tam było, jak zobaczyłam w telewizji szejka Kataru, który usłyszał o tym, co się ostatnio stało w Janowie. Oddźwięk w świecie arabskim był niesamowity. Hodowcy arabscy, ale też i z całego świata byli tak oburzeni. Zadawali pytanie: “Jak oni mogli to zrobić?” Więc ukazuje się w telewizji szejk i mówi: “Nie mogę zrozumieć, dlaczego zrobiliście takie posunięcie. Ale ja się cieszę z tego. Bo ja zawsze chciałem żeby moje stadniny wyglądały (a przecież on ma kilka – J.L.) tak jak w Janowie Podlaskim. Ja oferuję już w tej chwili stanowisko kierownicze moich stadnin panu Markowi Treli”. Jaki wstyd, no, po prostu wstyd! Tak się wstydziłam, kiedy to usłyszałam. Ci z PiS-u tyle mówią o historii i tradycji i narodzie, a tu dwieście lat tradycji, jedyna rzecz, która się naszemu narodowi naprawdę udała, której nie zchrzaniliśmy. Mamy zarejestrowane konie arabskie, pożądane przez cały świat. Ale widocznie to nie miało znaczenia i nie wytrzymało innych argumentów.

W.L: Wszystko to, co powiedziałaś, jest zarówno napawające dumą z naszych koni arabskich i ludzi, którzy je hodują, ale jednocześnie i smutkiem, że w taki sposób potraktowano zarówno całą stadninę, jak też ludzi, którzy ją prowadzili tak wspaniale przez tak wiele lat.
J.L.: W przyszłym roku będzie 200. rocznica stadniny w Janowie Podlaskim i mam nadzieję, że uroczystość, zaplanowana już od paru lat, odbędzie się zgodnie z tym, jak oczekują wszyscy koniarze na całym świecie.

W.L.: Miejmy nadzieję. Należy życzyć obydwu stadninom, żeby przetrzymały te perturbacje i żeby mimo tego, co się stało, w dalszym ciągu produkowały i hodowały te wspaniałe konie dla chluby i pożytku Polski, a Tobie dziękuję bardzo za tę niezwykle ciekawą rozmowę.

Witold Liliental

PS W chwili oddawania tego tekstu do redakcji dowiedzieliśmy się z Internetu, że w Janowie właśnie padła druga klacz, należąca do tej samej Shirley Watts. Właścicielka wycofuje resztę swoich koni z Janowa.

•••

AKTUALNE INFORMACJE (PAP)

7 kwietnia
 
Dwie klacze Pieta i Augusta należące do Shirley Watts opuściły w czwartek stadninę w Janowie Podlaskim – poinformował PAP rzecznik Agencji Nieruchomości Rolnych Witold Strobel. W ostatnich tygodniach padły dwie inne klaczy, których właścicielką była Watts.

Klacze Pieta i Augusta zostały przetransportowane do Anglii, do stadniny należącej do Watts – Halsdon Arabians.

Preria i Amra – zanim padły – urodziły źrebięta, które zostały w Janowie. Są one zdrowe i czują się dobrze – zaznaczył Strobel.

Shirley Watts, żona perkusisty The Rolling Stones, znana hodowczyni i miłośniczka koni arabskich, była od lat jednym z najlepszych klientów janowskiej stadniny. Konie, które padły (Preria i Amra), jak i te wywiezione, były zakupione właśnie w tej hodowli. Pietę Watts kupiła w 2007 r. za 300 tys. euro, Amrę – w 2008 r. za 340 tys. euro, Prerię – w 2009 r. za 230 tys. euro, a Augustę w 2010 r. za 40 tys. euro.

Wszystkie konie przebywały w Janowie w ramach dzierżawy. Umowa polegała na tym, że potomstwo od zaźrebionych klaczy pozostanie w stadninie w Janowie, w zamian za to cztery inne konie (3 klacze i ogier) Watts będą trenowane w polskiej stadninie, a klacze zaźrebione – wyjaśnił rzecznik.

Konie te były w Janowie od wiosny 2015 r. Umowa dzierżawy została zawarta dopiero 16 października 2015 r., tj. w dniu, gdy padła Pianissima. Były prezes stadniny Marek Trela sędziował tego dnia na zawodach w Rzymie – tłumaczył Strobel.

Klacz Amra padła w ub. tygodniu na skutek skrętu jelit. Wcześniej urodziła ogiera. Według rzecznika, Watts została poinformowana drogą mailową o przewiezieniu klaczy do specjalistycznej kliniki w Warszawie. Taką decyzję podjął weterynarz stadniny Ryszard Kucharczyk, który wiedząc, że u tej klaczy w 2005 r. podczas pierwszego porodu nastąpiły komplikacje, nie chciał ryzykować – wyjaśnił Strobel.   Swojego trzyletniego ogiera ze stadniny zabrał też Jarosław Lacina, szef Europejskiej Organizacji Konia Arabskiego. Jednak – jak zapewnił rzecznik ANR – nie ma to związku ze śmiercią klaczy, ale stało się tak na prośbę kierownictwa stadniny. Lacinę poinformowano 24 marca, że brakuje miejsca w boksach ze względu na na planowane przeprowadzenie czempionatów. 6 kwietnia koń Laciny został zabrany ze stadniny w Janowie.  

Wdrożono program naprawczy

Rzecznik poinformował, że Agencja wdrożyła w Janowie program naprawczy: m.in. zatrudniono trzy dodatkowe osoby do ochrony. Obsługą źrebnych klaczy mają się zajmować osoby najbardziej doświadczone, nadzorem objęto przygotowywanie pasz. Trwają prace, które pozwolą na założenie stałego monitoringu kamer – podał rzecznik.   W środę prezes Agencji Nieruchomości Rolnych Waldemar Humięcki powiedział, że zostanie rozpisany konkurs na prezesa i członka zarządu Stadniny Koni Arabskich w Janowie Podlaskim, jednak nie podał, kiedy to nastąpi. Poinformował, że trwają rozmowy na ten temat z ministerstwem rolnictwa, ustalane są kryteria, wykorzystane będą też wnioski i zalecenia z pierwszego spotkania Rady ds. Hodowli Koni w Polsce. Odbędzie się ono w poniedziałek.   Pod koniec lutego br. szef ANR powołał na funkcję prezesa stadniny Marka Skomorowskiego, z wykształcenia ekonomistę, który wcześniej był m.in. zastępcą dyrektora lubelskiego oddziału ARiMR. Skomorowski w rozmowie z Polsat News przyznał, że nie miał styczności z końmi. W połowie marca Zgromadzenie Wspólników Stadniny Koni Janów Podlaski powołało Mateusza Leniewicz-Jaworskiego (28 lat) na pełniącego obowiązki członka zarządu stadniny. Wcześniej z funkcji prezesa został zdymisjonowany długoletni prezes stadniny w Janowie Marek Trela. Jako powód zwolnienia podano “utratę zaufania” i niegospodarność.   Śledztwo w sprawie niegospodarności oraz zgonu klaczy w stadninie w Janowie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Lublinie. W środę prokuratura ta podała, że w próbkach paszy zabezpieczonych w Janowie Podlaskim po padnięciu klaczy Preria stwierdzono substancje farmakologiczne, koksydiostatyki, ale w dopuszczalnej ilości. Pobrano też próbki pasz po padnięciu Amry. Natomiast we wtorek w Janowie Podlaskim policjanci zabezpieczyli do badań dodatkowe próbki pasz, podawanej innym koniom. Wyniki tych badań mają być znane za kilka tygodni. 

•••

13 kwietnia
 
Agencja Nieruchomości Rolnych ogłosiła postępowanie kwalifikacyjne na stanowisko prezesa Stadniny Koni Arabskich w Janowie Podlaskim. Nabór potrwa do 30 maja – informuje Agencja na swojej stronie internetowej

Ogłoszenie konkursu na prezesa janowskiej stadniny zapowiedział na początku kwietnia minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel. Kierujący stadniną Marek Skomorowski oddał się do dyspozycji prezesa ANR w związku – jak tłumaczył minister – z “nagonką medialną”. Chodzi o sprawę padnięcia klaczy Prerii i Amry należących do Shirley Watts.

Zgłoszenie na stanowisko prezesa powinno zawierać m.in. życiorys oraz oryginał lub odpis dyplomu ukończenia studiów wyższych rolniczych, ekonomicznych lub prawniczych, dokumenty potwierdzające wymagany staż pracy, w tym co najmniej siedmioletni staż pracy na stanowisku kierowniczym, dokumenty potwierdzające staż pracy w branży rolniczej lub hodowlanej.   Otwarcie zgłoszeń odbędzie się 6 czerwca.

Rozmowy kwalifikacyjne z kandydatami, którzy spełnią wymagania formalne, będą prowadzone od 21 czerwca.   Przedmiotem rozmowy kwalifikacyjnej będzie m.in. wiedza w zakresie działalności spółki oraz o sektorze, w którym działa ta spółka, znajomość zagadnień związanych z zarządzaniem i kierowaniem zespołami pracowników, znajomość zasad funkcjonowania spółek prawa handlowego, ze szczególnym uwzględnieniem spółek z udziałem Skarbu Państwa – podała Agencja.   

Jednocześnie ANR zastrzegła, że postępowanie kwalifikacyjne może być w każdym czasie i bez podania przyczyny zakończone bez wyłonienia kandydata. (PAP)  

Poleć:

O Autorze:

Witold Liliental

Urodzony w Polsce, dorastający w Południowej Afryce, inżynier metalurg z zawodu (dyplom z Polski) i dziennikarz, propagujący tolerancję rasową, szczególnie aktywny w obalaniu stereotypów i uogólnień, popularyzator historii Polski i osiągnięć Polaków w starym kraju i na świecie, recenzent wydarzeń kulturalnych i książek.

11 Comments

  1. Urszula Madej Wojnarowicz on

    Rozmowa Witolda Lilientala z pania Jolanta Lipowicz jest niezwykle interesujaca i na czasie. W komentarzu pani Beaty Radzio zawarte jest wszystko, co, mam nadzieje rozjasnilo umysl panu Maciolowskiemu na dobre. Mozna kogos nie lubiec, to prawo kazdego, ale nie mozna w swej nienawisci galopowac, jak te piekne konie w niewiedze i ignorancje. Nienawisc polityczna w Polsce galopuje w nicosc. I tylko koni nam zal.. Nie mowiac juz o FILARACH.

  2. Marek Maciolowski on

    @Pani Beata Radzio
    Nawet nie sugerowalem ze znam sie na hodowli arabow czy koni ogolnie. Zgadzam sie ze hodowla koni to proces idacy w dziesiatki lat, hodowla to kontynuacja wiedzy ktora przekazuja sobie z pokolenia na pokolenie hodowcy. Narod tworzy sie przez 1000 lat. Przerwanie wiezow pokolen w narodzie to koniec narodu.
    Nie mam podstawy by kwestionowac Pani opis tego co stalo sie w Janowie – dziekuje za
    za wyjasnienia i cenne opinie. I troche historii.
    Jesli PiS ” zgrzeszyl” to powinien sie przyznac do bledu i popelnionej szkody, i odpokutowac!
    Polska przed wojna miala najlepsze hodowle odmian buraka cukrowego na swiecie – prywatne hodowle Jonasza i Buczewskiego. Z tam tych wlasnie hodowli zbudowali swe hodowle buraka Niemcy , Amerykanie i inni.
    Komunisci w peerelu obie te polskie hodowle znacjonalizowali i zniszczyli. Dochody z hodowli buraka cukrowego to milionowe wielokrotnosci dochodow ze sprzedazy Polskich Arabow.

  3. Katarzyna Broda on

    Myślę, ze Pan sie myli. Pis, nie dość, że w haniebny sposób pozbył się zasłużonych hodowców, tych artystów przez duże “a”, jak to Pan ujął, to właśnie zniszczył polską hodowlę koni arabskich. Od kilku tygodni trwa już rozdawnictwo. Mówię o obniżeniu stanówki wybitnymi ogierami, co skutkowało będzie w przyszłości zaniżaniem cen za konie po nich.
    Nad Polskę właśnie nadciągnęły czarne chmury i nienormalność, czego symbolem jest zniszczenie polskiego dziedzictwa narodowego.

    • Marek Maciolowski on

      @Pani Katarzyna Broda
      Jak juz dobie wyjasnilismy hodowla koni to proces dlugi , bardzo dlugi – tym samym PiS w tak krotkim czasie zaledwie kilku tygodni zniszczyc tej hodowli nie byl w stanie.

  4. Monika Płażewska on

    No właśnie, ten nasączony podekst polityczny czuć w pana Marka M. komentarzu. Bo niby co, PiS wymienił wieloletniego, doświadczonego dyrektora stadniny (i parę cenionych pracowników) tak z miłości do bliźniego? Nie drogi Panie, ta “dobra zmiana”, czy jak kto tam uważa, była podyktowana niczym innym, jak tylko chęcią zemsty politycznej. I aż niewiarygodne, że dyrektor stadniny w Janowie dr. Marek Trela był na tym stanowisku również za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego i premiera Jarosława Kaczyńskiego(sic!) PiS był wtedy również u władzy. Wtedy nikt nie chiał “dobrej zmiany” dla dobra tych pięknych koni i ludzi doświadczonych pracujących w stadninie.

    • Marek Maciolowski on

      @ Monika Plazewska
      Nie ujalem w mojej odpowiedzi na ten politycznie motywowany tekst ( nic zreszta w tym zlego ze tekst jest politycznie motywowany pod warunkiem ze czytelnik jest tej motywacji swiadom ) doniesien prasy krajowej ze w stadninie w Janowie panowala prywata i podejzenia o korupcje i finansowe malwersacje.
      Moze Pani ma wiedze czym ta zemsta PiS na dyrekcji w Janowie byla spowodowana ? Prosze opisac jesli nie jest Pani goloslowna, zainteresuje zapewne to czytelnikow.
      Pisze Pani o moim ” nasaczonym podtekscie ” – nie ma w tamtej mojej wypowiedzi jakiegokolwiek podtekstu – jasno wyrazilem swoje mysli i wiedze, a politycznie faktycznie czuje wstret do bolszewikow, komunistow, hitlerowcow i PO – we takiej historycznej kolejnosci.

    • Beata Radzio on

      Odpowiem Panu Maciolowskiemu w zastępstwie.
      Historia jest bardzo długa. Polecam ponownie lekturę bloga Pana Marka Szewczyka hipologica.pl. Tak jest wszystko pięknie przedstawione, od dnia 19.02.2016r. Zrozumie Pan rolę Pana Andrzeja Wójtowicza i Senatora PiS Dobrzyńskiego. To tak dla przykładu, bo osób jest więcej. Trochę wysiłku, oczekuje Pan podania na tacy wszystkich informacji? Jeśli odzywa się Pan w danym temacie, polemizuje, zadanie pytania, to rozumiem, że zainteresował się Pan tematem i zgłębił problem.
      Zwolnione Osoby były APOLITYCZNE! Trzymały hodowlę (jak tylko się dało) z dala od polityki i rozgrywek. Bywam w Janowie Podlaskim od 20 lat (interesuje się od 30) na dniach Konia Arabskiego i nie tylko. Widziałam i przeżyłam tam wizyty Kwaśniewskiego, Komorowskiego, Leppera, Piechocińskiego itp. itp, ich przemowy, zapewnienia i uśmiechy. W zależności od wiatrów historii, notable jeździli tam i grzali się w świetle chwały i sławy. Nawet to rozumiem. Pewne zakusy na prywatyzację stadnin arabskich miał podobno Min. Sawicki, dlatego nasłał na stadniny NIK. Mądrzy ludzie zdołali mu wytłumaczyć, że takiego dobra nie należy ruszać i rozwalać. Za nastania PiS-u poszło oddolnie. Z całym szacunkiem, ale proszę poczytać. Wiedza jest ogólnie dostępna, wystarczy poszukać i czytać ze zrozumieniem.
      Jaką prasę krajową Pan czyta? Każda donosiła o malwersacjach i korupcjach? Może warto pokusić się o lekturę z różnych źródeł, opierać się na niezależnych opiniach i posłuchać specjalistów. Nie każdy w tym kraju jest złodziejem, są jeszcze uczciwi ludzie. Dyrektor Jerzy Białobok z Michałowa w komentarzu do odmowy wypłaty odszkodowania rzekł do Senatora Dobrzyńskiego “jak coś jest państwowe, to nie znaczy, że jest niczyje”. Ale .. Pan Senator ledwo władze zmieniły się i odwołały Dyr. Białoboka z Michałowa, wystąpił o swoją kasę i odszkodowania.

  5. Marek Maciolowski on

    relacja ta byla by ciekawa gdyby nie byla nasaczona natretnym podtekstem politycznym – scenarzyscie tej opowiesci nie chodzi o Araby i dobro tych stadnin lecz tylko i wylacznie by wskazac grozacym palcem ” partii ” na ten okropny PiS.
    Zmiana dyrektora stadniny nie powinna miec najmniejszego wplywu na hodowle koni, cykl hodowlany to dziesiatki lat i nie da sie go zmienic decyzja urzednika. Hodowle prowadza hodowcy a nie dyrektorzy przedsiebiorstwa.
    O zdrowie koni dbaja weterynarze a nie dyrektorzy przedsiebiorstwa. Dyrektorzy zajmuja sie zarzadzaniem pracownikami i finansami firmy. Podobnie jak w szpitalu gdzie dyrektor zajmuje sie administrowaniem a chirurg operowaniem.
    Nie ma na swiecie ani jednej firmy zajmujacej sie hodowla zwierzat lub roslin gdzie dyrektor czy prezes zajmuje sie hodowla. Hodowla zwierzat i roslin to zajecie w 100% zajmujace czas hodowcy – i dziesiatki lat konsekwentnej pracy hodowlanej. Programow hodowlanych nie zmienia sie w polowie cyklu a cykl hodowlany to np. 10 lat dla roslin ( warzyw) a dla zwierzat o wiele dluzszy. Dyrektora czy administratora zawsze mozna zmienic – sa to funkcje na ktore podaz talentow jest duza.
    Dobry hodowca to skarb ! Wiekszosc hodowcow zwierzat czy roslin to dobrzy rzemieslnicy, czasami swietni rzemieslnicy .
    Wybitny hodowca to nie rzemieslnik po najlepszych nawet szkolach i uniwersytetach,lecz Artysta przez duze A !
    By zostac Artysta trzeba miec talent a talentu nie mozna sie nauczyc. Talent jest przyrodzony.
    Byc moze PiS popelnil blad administracyjny, kadrowy, lecz napewno nie ” hodowlany” .
    Wymienia sie tu sumy za jakie sprzedawane byly konie z Janowa. Pytanie czy 1 milion $ za ogiera ElPaso to byla sprzedaz czy oddanie ogiera za poldarmo ? w tym samym czasie komunisci z PRL sprzedawali samochody Fiat 125 w Anglii za rownowartosc $1500 ! Dlaczego – ano dlatego ze sila robocza w PRL byl za darmo !
    Czy stadnina w Janowie jest przedsiebiorstwem dochodowym czy tez zyje z subwencji budzetu Panstwa ? Innym slowem czy podatnik doplaca do tej hodowli pozwalajac tym samym na sprzedaz koni po cenach ponizej cen na rynkach swiatowych ? Jakie sa te ceny swiatowe?
    Niemcy wywozili stada hodowlane koni do Niemiec – wywiezli np. cala stadnine w Racocie. Ksiaze Eustachy i Lew Sapieha uratowali te konie ktore bezpiecznie wrocily do Racotu po wojnie. Niemcy wymordowali wszystkie psy rasy polskiego harta , tak ta unikalna rasa wyginela. Chcieli zniszczyc tez hodowle polskiego konika – udalo sie ja odbudowac po wojnie.
    Jest taka scena w ” Pozodze” Kosak Szczuckiej gdzie brudne smierdzace zdziczale wojsko sowieckie zabiera z polskiego dworu piekna szlachetna i delikatna klacz arabska – i zaprzega ja do towarowego wozu ponad jej sily i psychike. To samo bolszewickie bydlo zaprzeglo sila Polske do swojej ekonomi zbrodni. Teraz dopiero po raz piereszy od 1939 roku Polska zaczyna sie ponownie budowac.
    Minie w sierpnia tego roku 10 lat od smierci gen. Michala Gutowskiego . Ten wybitny oficer kawalerzysta po wojnie nie mogl bezpiecznie wrocic do Polski. Zamieszkal w Kanadzie – byl trenerem kanadyjskiej druzyny hipicznej na olimpiadzie. Byl to zloty medal.
    Dla Polski rowniez .

    • Beata Radzio on

      Z całym szacunkiem, ale kompletnie nie ma Pan wiedzy w temacie hodowli koni arabskich. To bardzo specyficzna branża.
      Niestety, ale kontekst polityczny jest w tej całej sprawie niezmiernie ważny, nie da się o tym zapomnieć ani pominąć. Polecam lekturę bloga Pana Marka Szewczyka “Hipologica.pl”, tam jest wszystko na bieżąco wyjaśniane od dnia 19.02.2016r. Będzie Pan miał pełny ogląd procesu, wraz z właściwymi nazwiskami. Całe środowisko wie, prasa też szeroko rozpisywała się w tym temacie, prywatne anse i zemsta, przy wykorzystaniu politycznych koneksji, doprowadziły do zwolnień. Dojście PiS-u do władzy uruchomiło lawinę.
      Stadniny arabskie nie są dotowane, są przedsiębiorstwami dochodowymi (wbrew temu, co rozgłaszają niektórzy dziennikarze, posługując się manipulacją), są spółkami prawa handlowego. To jest do sprawdzenia. Wystarczy ściągnąć dane finansowe z KRS, np. via wywiadownie.
      Niestety myli się Pan również w temacie przerwania ciągu hodowlanego. O 10 latach to może jest napisane w podręcznikach, w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Bardzo długo trzeba pracować na sukcesy. Tu 10 lat to za mało. Proszę pamiętać, że klacze zaźrebia się w wieku 4-5 lat. Później trzeba poczekać na to, co się urodzi. Mało tego, żeby ocenić wartość hodowlaną klaczy czasem trzeba czekać latami plus mieć oko. Bo … nie wszystko złoto co się świeci. Bywają klacze, które “nie grzeszą urodą”, ale mają olbrzymi ładunek genetyczny i są bezcenne pod względem hodowlanym. Proszę pojechać do Janowa i obejrzeć Pętlę po Visbaden. Taka niepozorna, nie na championaty, ale jakie daje ogiery (np. Pogrom). Konie to nie kury albo owies. Zasiać/nasadzić na wiosnę, podsypać nawozami, podtuczyć, a jesienią zbierać plony i liczyć wydajność z ha lub z kg. Proszę obejrzeć zdjęcie Piewicy, to od niej pochodzi cała, słynna linia “P” w Janowie, naszpikowana championami wszelkiej maści.
      Mamy jedno z najcenniejszych stado klaczy matek na świecie. Kluczowy jest dobór ogierów. To wręcz majstersztyk. Nasienie cennych ogierów z TOP świata jest bardzo drogie. Jakim cudem np. Gazal Al Shaqab i Kahil Al Shaqab (Championi świata) przyjechali na 2 lata do Polski? Kto to sprawił? To autorytet, kontakty budowane latami, szacunek całego świata arabskiego dla 3 zwolnionych Specjalistów.
      Wybitny hodowca koni arabskich to rzemieślnik i artysta w jednym. Trzeba mieć wiedzę i oko, żeby ocenić konia, jego budowę. Czasem trzeba głęboko sięgnąć w rodowód takiego konia. Mało tego, czasem mieć przed oczami jego przodków. Sam artyzm to za mało. Takich ludzi jest niewiele na całym świecie. Dyr. Treli i Białoboka zazdrościły nam hodowle na całym świecie. Co zrobili Polacy? Wywalili Ich z dnia na dzień, bez podania przyczyny. Później zaczęto wymyślać coraz to nowe zarzuty na potrzeby tłumu, z ostatnim jakże żenującym “zwolniłem ich za złodziejstwo” (Minister Rolnictwa Pan Jurgiel). Wstyd na cały świat, ludzie pukają się po głowach. Zastanawiają się, czy istnieje granica absurdu i chamstwa.
      Ta hodowla jest dziś na światowym poziomie, tylko i wyłącznie dzięki LUDZIOM. Czynnik ludzki jest tu kluczowy. To byli pasjonaci, państwowcy, z narażeniem życia chroniący te konie. We wrześniu 1939r. stadnina najpierw została ewakuowana na wschód. Po wejście wojsk radzieckich do Polski, wróciła do Janowa. Ta tułaczka to była gehenna. Na początku października 1939r. do stadniny w Janowie weszli rosjanie i prawie wszystkie konie wywieźli do Tierska. Paradoksalnie to Niemcy zaczęli odbudowywać stadninę w Janowie podczas II Wojny światowej. Płacili niemałe pieniądze za wszystkie odnalezione konie (zagubione podczas wrześniowej ewakuacji na wschód), prowadzili hodowlę, chronili pracowników Stadniny przed wywózkami. Oczywiście w 1994r. całość ewakuowali do Niemiec. Tu odbyła się kolejna gehenna, potem walka o powrót koni do Polski. Po II wojnie, komuniści chcieli te konie wyrżnąć, bo nie nadawały się do pługa, pożerały owies, były symbolem szlachectwa. Garstka znawców, pasjonatów ocaliła je przed rzeźnią. Komuniści dali w końcu zielone światło, bo okazało się, że za tymi końmi idą dolary. Nie przeszkadzali. Wydawałoby się, że w wolnej Polsce konie arabskie są bezpieczne, mogą być naszą narodową chlubą i dumą, sławną na całym świecie. Niestety, wywalono znawców, zatrudniono laików i cwaniaków. Niepojęte. Akurat ta hodowla była odbudowywana w Polsce od lat 50-tych, cały czas, intensywnie. Po II Wojnie w Polsce mieliśmy tylko ok 50-60 klaczy arabskich. Jakiego trzeba znawstwa, pasji, artyzmu, żeby wyprowadzić tę hodowlę na światowe wyżyny. Od zawsze w Janowie i Michałowie były zarządy jednoosobowe, hodowlą i zarządzaniem trudniły się te same osoby. Bo to jest najlepsze w tym szczególnym przypadku.
      Polecam lektury o historii hodowli tej rasy w Polsce. To fascynujący temat, pozwoli Panu lepiej zrozumieć specyfikę tej hodowli. Nie zawsze wiedza podręcznikowa jest tą jedyną i obowiązującą w każdym przypadku. Proszę przybliżyć sobie postaci Dyr. Krzyształowicza z Janowa i Dyr.Jaworskiego z Michałowa, Pani Izabeli Pawelec-Zawadzkiej. Zwolnione osoby to ich uczniowie i następcy. Fachu uczyli się latami, długimi.
      W tak dobrze funkcjonującym procesie hodowli, tylko głupiec dokonuje rewolucji. Zmiany przychodzą wcześniej lub później, ale dobrze jeśli mają charakter ewolucyjny.
      Straciliśmy FILARY.

    • Marek Maciolowski on

      @Pani Beata Radzio ad.#2
      Z ciekawoscia poczytam blog Pana Marka Szewczyka.
      Co zastanawia a priori to ze w komentarzach tu zawartych uzywa sie stwierdzen ” zemsta polityczna ” PiS – a Pani pisze ze zwolnione osoby byly apolityczne ?
      Pani pisze ze stadniny te sa ” spolkami prawa handlowego ” – czy Skarb Panstaw jest udzialowcem w tych spolkach ?
      Zakladam ze jest bo jak inaczej obecny Rzad moglby wtracac sie w polityke kadrowa owych spolek ?
      Nie jestem proponentem ” prywatyzacji” hodowli koni i innych hodowli – ” prywatyzacja” to z zasady kradziez mienia narodowego. Polska doswiadczyla takiej ” prywatyzacji” po 1989 . Prosze sobie wyobrazic ” prywatyzacji” Muzeum Narodowego w Krakowie ? Sadze ze ” wolnorynkowcy” PO z radoscia ” sprywatyzowali” by to MN podobnie jak ich przodkowie w peerelu ” upanstwowili” wlasnosci prywatna Polakow – w tym hodowle zwierzat i roslin , dwory i palace , dziela sztuki i pamiatki rodzinne. Upanstwawianie i prywatyzacja mimo pozorow sprzecznosci w rekach komunistow sluza jako mechanizmy kradziezy.
      Hitler po dojsciu do wladzy w 1933 dokonal w Niemczech wlasnie ” prywatyzacji”.
      Hodowle zwierzat i roslin to inwestycje dlugoterminowe i z natury deficytowe w krotkich cyklach gospodarczych. To rola Panstwa by wspomagac finansowo hodowle dla pozytku narodowego.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.