Nowy, wspaniały koncert przeszedł do historii

0
Kiedy jeszcze byłem małym chłopcem, moja matka nuciła w domu różne piosenki, od neapolitańskich po arie operetkowe. Nawet nie wiem, kiedy ich się nauczyłem i sam zacząłem powtarzać. Jako dorastający chłopiec, wówczas na swojej pierwszej emigracji w Johannesburgu, biegałem po szkole na popołudniowe seanse, gdy przyjechał zespół La Scali z Mediolanu, z takim tuzem jak Beniamino Gigli. Wtedy właśnie zobaczyłem po raz pierwszy na scenie dwie opery: “Cavaleria Rusticana” (Rycerskość wieśniaczą) i “Pagliacci”. Pamiętam do dziś, jak, nawet nie rozumiejąc słów po włosku, z przejęciem chłonąłem tragedię smutnego pajaca, śpiewającego niemal przez łzy słynną arię “Vesti la giubba” (polski tytuł: “Śmiej się pajacu”). W jednym z kolejnych naszych mieszkań mieliśmy adapter i płyty z muzyką klasyczną symfoniczną i operową. Wsłuchiwałem się w nią i poznawałem. Z radia znałem i sam sobie pod nosem nuciłem różne utwory nie wiedząc nawet, że pochodzą ze słynnych operetek. Muzykę operetkową poznałem bliżej i zakochałem się w niej już po powrocie do Polski. No i tak już zostało. Do dziś muzyka klasyczna i wymieniony genre wokalny pozostały mi drogie i zawsze z najwyższą przyjemnością słuchane, bo gdy słucham, przywołują dobre emocje. Nie muszę być znawcą ani krytykiem muzycznym, by odbierać doznania wizualno-audialne i przeżywać je emocjonalne. I właśnie z takiej pozycji opisuję swoje wrażenia z ostatniego koncertu maestro Andrzeja Rozbickiego, zatytułowanego “Polish Tenors & ViVA”. Koncerty te, to już torontońska tradycja. Wiadomo, że na nich zobaczyć i usłyszeć można tylko artystów z najwyższej półki. I w moim odczuciu, był to jeden z najlepszych koncertów, jakie dotychczas widziałem i słyszałem bo też występowali w nim gościnnie nie byle jacy artyści z Polski i z Kanady. Pozwolę sobie zacząć ich prezentację od pań, z racji szacunku do kobiet, którego czasem tak bardzo brak w ustach niektórych prominentów. Tercet ViVA, obejmujący trzy głosy sopranowe, to Anna Bateman, Erin Fisher i Katya Tchoubar. Wszystkie trzy artystki ukończyły studia wokalne w najsłynniejszych instytucjach, takich jak Toronto Royal Conservatory of Music, University of Toronto i University of British Columbia. Każda z nich występowała indywidualnie w produkcjach operowych i w wielkich halach koncertowych w Toronto, Vancouver, w Pradze czeskiej, w Aldenburgh (Anglia) i w Nowym Jorku. Od kiedy stworzyły wspólny zespół, zasłynęły m.in. z przepięknej interpretacji “What a wonderful world”, słuchanej nawet w Korei. Zespół ten został ostatnio nominowany do nagrody “Emerging Artist of the Year”. Dziękuję panom za poczekanie. Teraz Wasza kolej, oczywiście w kolejności alfabetycznej. Tomasz Jańczak, tenor, jest absolwentem Akademii Muzycznej we Wrocławiu, w klasie studiów wokalnych i aktorskich. Debiutował w Hanowerze w roli Eisensteina w “Zemście Nietoperza”. W latach 1995-1996 był solistą w Tatrze Muzycznym Łodzi, następnie w latach 1996-2004 głównym solistą w Teatrze Muzycznym Wrocławia. Między rokiem 2004 a 2014 p1410908 Tomasz Jańczak śpiewał jako główny solista Teatru Muzycznego w Lublinie, gdzie występował w tytułowych rolach tenorowych w operach takich, jak “Carmen” G. Bizeta, “Straszny Dwór” St. Moniuszki, jak również “Nabucco”, czy “Traviata” G. Verdiego. To on, już jako dyrektor artystyczny, wystawił po raz pierwszy w Lublinie “Traviatę”, gorąco chwaloną przez krytykę. Jest wykonawcą niezapomnianych ról Radamesa i Don Carlosa. Obecnie jest dyrektorem artystycznym Filharmonii Dolnośląskiej w Jeleniej Górze. Wojciech Sokolnicki urodził się w 1981 r. Przedstawiciel młodej generacji dramatycznych tenorów, ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Łodzi, a następnie
Wojciech Sokolnicki Foto: Robert Rozowski

Wojciech Sokolnicki Foto: Robert Rozowski

Państwową Szkołę Muzyczną w Wałbrzychu. Już na drugim roku studiów zadebiutował w operze L. Bernsteina “Candide”, wystawionej w Teatro del Giglio we Włoszech. Powtórzył tę rolę w teatrach w Ravennie, Livorno i w Pizie i w końcu w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Za tę rolę otrzymał nagrodę imienia Jana Kiepury w kategorii “Najlepszy debiut roku 2010 w polskiej operze”. Od 2012 r. czasu artysta jest solistą w polskich teatrach, wykonując recitale, śpiewając role operowe i oratoria. W 2013 r. wygrał prestiżową nagrodę w międzynarodowym konkursie – XV Grand Tenor Competition – organizowanej na zamku w Szczecinie. Do jego repertuaru zaliczają się liczne role, jak m.in. Cavaradossiego z opery “Tosca” G. Pucciniego, Maurizio z “Adrianny Lecouvreur” F. Cilei. Hermana z “Damy Pikowej” i Leńskiego z “Eugeniusza Oniegina” P. Czajkowskiego, czy Alfreda z “Traviaty” G. Verdiego. Tadeusz Szlenkier, urodzony w Warszawie, ukończył filozofię na Uniwersytecie Warszawskiem, a studia wokalne na renomowanej uczelni Yale University w Stanach Zjednoczonych. W maju 2005 r. wygrał on pierwszą nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Wokalnym “Klassik- Mania” w Wiedniu. Od tego czasu występował w licznych ważnych teatrach w Polsce i poza jej granicami. Od 2010 roku Tadeusz Szlenkier śpiewa w teatrze Opera Nova w Bydgoszczy w rolach tenora lirycznego, jak, przykładowo: Alfredo w “Trawiacie”, Rudolfa w “Cyganerii”, Enzo w “La Gioconda”, Barinkaya w “Baronie Cygańskim”, czy Alfreda w “Zemście Nietoperza”. W maju 2012 r. Tadeusz Szlenkier wystąpił w Teatro Municipal w stolicy Peru Limie, w roli tytułowej Idomeneo z opery W.A. Mozarta. W swoim debiucie w Teatrze Wielkim w Warszawie w lutym 2015 r. artysta zaśpiewał rolę Pinkertona w “Madama Butterfly” G. Pucciniego. Jeszcze w tym roku wystąpi w Operze Narodowej w Warszawie w roli Stefana w “Strasznym Dworze”. Tadeusz Szlenkier wydał właśnie nową płytę CD z nagraniami najpiękniejszych pieśni włoskich, zatytułowaną: “Parlami d’amore.” (Tu wtrącę, że płytę nabyłem i umilała nam z żoną jazdę powrotną do domu po koncercie.) Piotr Sułkowski jest Dyrektorem Naczelnym i Artystycznym Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej. Wcześniej zdobył szerokie doświadczenie będąc dyrygentem i dyrektorem artystycznym Opery Krakowskiej, jak również dyrektorem muzycznym Festiwalu Wildwood Opera w Little Rock, stolicy stanu Arkansas. W jego dorobku artystycznym jest również pozycja zastępcy dyrygenta Chóru Polskiego Radia, Solistom towarzyszy Celebrity Symphony Orchestra dyrektora artystycznego Orkiestry Symfonicznej Torunia, a od 2008 r do 2014 r. pierwszego gościnnego dyrygenta Signature Symphony Orchestra w Tulsa w stanie Oklahoma. W hiszpańskim mieście Pamplona, w 2010 r. przygotował premierę opery G. Bizeta “Carmen” dla Orquestra Sinfonica de Navarra oraz Asociación Amigos de la Gayarre Ópera. Do jego osiągnieć należy też zaliczyć przygotowanie w 2010 r. produkcji Fidelio L. Beethovena do projektu Pamięci Holokaustu w wielu polskich miastach. W 2011 r. Piotr Sułkowski otrzymał stopień doktorski, a w 2015 r. habilitował się. Od 2014 r. dyryguje on Filharmonią Warmińsko-Mazurską. Za swoje osiągnięcia otrzymał statuetkę “Najlepszy z najlepszych.” Jest laureatem medalu Gloria Artis, statuetki Pegaz i Srebrnego Krzyża Zasługi.
Wojciech Sokolnicki z Poznania, Tomasz Janczak z Wroclawia, Tadeusz Szlenkier z Warszawy

Wojciech Sokolnicki z Poznania, Tomasz Janczak z Wroclawia, Tadeusz Szlenkier z Warszawy

No to już wiemy, kim są artyści. A czym nas oczarowali? Po wstępnych przemówieniach powitalnych, na scenę wkroczyli trzej panowie tenorzy. Ze sceny zabrzmiały najsłynniejsze przeboje z repertuaru Jana Kiepury. To było od razu mocne wejście. Występ ten, rozpisany na zmieniające się role indywidualne, a czasem wspólne unisono, zasłużenie nagrodzony był gorącymi brawami widowni. Najbardziej utkwiły mi w pamięci “Ninon” i “Brunetki, blondynki”. Przy okazji, z ust maestro Rozbickiego dowiedzieliśmy się, jaki warunek trzeba spełnić, by stać się tenorem światowej sławy. Otóż, trzeba być… synem piekarza. Synami piekarzy byli zarówno nasz “chłopak z Sosnowca”, jak i Enrico Caruso. No dobrze, to ja tu, pozwólcie Państwo, wtrącę swoją małą anegdotkę. Kiedy Enrico Caruso dotarł ok. 1920 r. do Ameryki, podczas wywiadu, dziennikarz zapytał go, co sądzi o Babe Ruth. Chodziło o słynnego w tym czasie baseballistę George’a Hermana Ruth, niemal bohatera narodowego. Caruso odpowiedział: “Nie poznałem jej i nigdy nie słyszałem, jak ona śpiewa.” Piękne, dramatyczne wykonanie słynnej arii Cavaradossiego “E lucevan stelle” z opery “Tosca” G. Pucciniego przez Wojciecha Sokolnickiego przypomniało mi moment, kiedy po raz pierwszy wiele lat temu oglądałem tę operę na scenie w Polsce. Aczkolwiek wszyscy wiemy, że opera to “śpiewanie na tematy poważne”, a więc trochę nierealne, jednak właśnie interpretacja pozwala nam zapominać o tym i przeżywać arię nie tylko muzycznie, ale i uczuciowo. Tak właśnie udało się artyście z Poznania przekazać nam, nieznającym przecież języka włoskiego, dramat bohatera z czasów wojen napoleońskich. Kuplety Barinkaya z operetki “Baron Cygański” J. Straussa należą do moich najbardziej ulubionych utworów. Tomasz Jańczak wniósł nimi nie tylko udaną zmianę nastroju, ale także sporo humoru i zabawy. W refrenie: “Wielka sława, to żart, książę błazna jest wart” artyście wtórowała cała widownia, oczywiście z radosnym udziałem piszącego te słowa. I znowu zmiana nastroju i wrażeń optycznych. Na scenę wchodzą trzy eleganckie kobiety. Zespół ViVA. Gdy zaczęły śpiewać, oniemiałem. Doskonale zharmonizowane trzy piękne głosy sopranowe (momentami nawet słyszymy koloraturę), wykonują wpierw walca Musetty z “Cyganerii” G. Pucciniego, a następnie arię “Sempre Libera” z “Traviaty”. G. Verdiego. Dawno nie słyszałem tak doskonale zgranego, cudnie brzmiącego chóru żeńskiego w aranżacji symfonicznej bowiem każda z pań śpiewała inne nuty. Tadeusz Szlenkier przeniósł nas w nastrój Tatr i naszej własnej polskiej wersji Madamy Butterfly, czyli porzuconej przez miejskiego panicza góralki Halki i żalu jej wiernego adoratora, którego ona nie chciała. Historia niby banalna, powtarza się w każdym kraju tysiące razy, ale mistrz Moniuszko swoją muzyką potrafił stworzyć niepowtarzalny klimat. Tadeusz Szlenkier z wielką kulturą i dramatyczno- liryczną interpretacją wyśpiewał cały ból zranionego Jontka. I ponownie na scenie ujrzeliśmy Wojciecha Sokolnickiego. Gdy tylko usłyszałem pierwsze takty wstępu, nachyliłem się do żony i do ucha szepnąłem (oczywiście chcąc pokazać, że poznaję): “Twoim jest serce me”. Artysta jednak pięknie zaśpiewał w oryginalnej wersji niemieckiej: “Dein ist mein ganzes Herz”. Moim zdaniem język niemiecki bardzo dobrze brzmi w muzyce. Ponieważ aria ta pochodzi z operetki Fr. Lehara “Kraina uśmiechu”, już po koncercie uśmiechnąłem się do pana Wojciecha i powiedziałem, że dobrze, iż nie zaśpiewał tego w warszawskim tramwaju. On się też uśmiechnął. Zrozumieliśmy się doskonale. Napisałem na wstępie, jak niegdyś w młodości przeżywałem arię “Śmiej się pajacu” z “Pagliacci” R. Leoncavalla. Podobne emocje ogarnęły mnie, gdy słuchałem tej arii w dramatycznym wykonaniu Tomasza Jańczaka. Zawsze utrzymywałem, że maestro A. Rozbicki ma wielki talent organizatorski i jest nie tylko dyrygentem wielkiej orkiestry, ale także showmanem. Przy okazji każdego koncertu wymyśla także oprawę, a i repertuar tak jest dobrany, żeby chwytał wszystkich. Ponieważ rok bieżący został proklamowany jako rok Feliksa Nowowiejskiego, na zakończenie pierwszej części koncertu, orkiestra, pod batutą maestro Piotra Sułkowskiego, zagrała trzy jego utwory: “Hymn Warmii”, “Legendę Bałtyku” i… “Rotę” do słów Marii Konopnickiej. A śpiewały połączone głosy trzech tenorów i trzech sopranów. Na dźwięki “Roty”, z foteli podniosła się cała widownia. W nastroju patriotycznym, wszyscy, ponad wszelkimi podziałami, wspólnie i zgodnie odśpiewali słowa, które stanowią naszą najświętszą przysięgę. Trzy artystki Kanadyjki, nieznające naszego języka, zaśpiewały tekst “Roty” w tłumaczeniu angielskim, ale wyraźnie po polsku zabrzmiały w ich ustach słowa “Tak nam dopomóż Bóg!” To były niezwykle wzruszające chwile. Aby widownię szybko rozgrzać po powrocie z przerwy, orkiestra pod batutą Piotra Sułkowskiego zagrała “Unter Donner und Blitz” J. Straussa. Istotnie, grzmoty i błyskawice, co oznacza niemiecki tytuł, dały o sobie znać w postaci huraganowych oklasków widowni w rytm zawrotnie szybkiej muzyki. Na scenę zaproszono dr Ryszardę Russ, która wręczyła nagrodę – grant młodej skrzypaczce. Joanna Górska uznana została za najbardziej obiecującą młodą adeptkę muzyki instrumentalnej. Skrzypaczka zasiadła do… fortepianu i brawurowo zagrała walca F. Chopina, po czym powróciła do orkiestry i zajęła swoje miejsce wśród skrzypiec. I ponownie słuchamy tercetu tenorów, w słynnym “La donna e mobile” z opery “Rigoletto” G. Verdiego. Niemniej słynną pieśń neapolitańską “Torna Surriento” słyszymy w rzadko wykonywanej wersji polskiej, lirycznie interpretowanej przez Tomasza Jańczaka. Myślami przeniosłem się do słonecznego południa Italii. Jeszcze pozostałem tam słuchając równie lirycznego “Parlami d’amore, Mariu” w wykonaniu Tadeusza Szlenkiera. Szczególnym przeżyciem audialnym można określić występ tercetu ViVA, śpiewającego symfoniczną aranżację “What a wonderful world” (B.Thiele, G.Weiss), a następnie “Halleluiah” Kanadyjczyka Leonarda Cohena. Po tej uczcie dźwiękowej panie pozostały na scenie, by chóralnie wesprzeć trzech tenorów w rozpisanej na głosy arii “Nessun dorma” z “Księżniczki Turandot” G. Pucciniego. Jeszcze nigdy nie słyszałem tej arii z udziałem głosów sopranowych. Ale efekt był taki, że aria ta była wykonana na bis. I znów piękne zabrzmiały dźwięki włoskie, tym razem “Core’ngrato” (S. Cardillo) wykonane przez Tadeusza Szlenkiera. Zaraz po tej melodii zauważyliśmy, jak maestro Rozbicki własnoręcznie przynosi krzesło i stawia przed mikrofonem z boku sceny. Po chwili przyprowadza małą dziewczynkę, podnosi ją i stawia na krześle przed mikrofonem, tak, żeby do niego dosięgnęła. Co to ma być? Ale uwagę widowni przykuwa Tomasz Jańczak, który właśnie wchodzi na scenę, a orkiestra podaje przygrywkę do słynnej arii z “Ptasznika z Tyrolu” “Lat dwadzieścia miał mój dziad…” Gdy dźwięczą słowa refrenu “…jeszcze raz, jeszcze raz ptaszku mój, zanuć mi tamten śpiew…” przy mikrofonie mała dziewczynka na krześle i jej dziadek, czyli maestro A. Rozbicki piszczałkami imitują ptasie trele. Choć cały koncert obfitował w sympatyczne i wzruszające, a czasem humorystyczne chwile, ta wydaje się należeć do tych, których nikt nie zapomni. Nie mówiłem, że organizator tych koncertów, to showman pierwszej klasy?

This slideshow requires JavaScript.

Wojciecha Sokolnickiego wykonanie “Granady” (A. Lara) nazwałbym bohaterskim i lirycznym zarazem. Artysta zasłużył w pełni na huczną owację. A tuż po jego występie jeszcze jedna niezapomniana chwila. Kiedy tylko usłyszałem pierwsze takty “O sole mio”, przeczuwałem, że będzie to, co ja nazywam “przekomarzaniem się na fermaty”. Nie zawiodłem się. Fermaty były, nawet zadziwiająco długie. Jak człowiek potrafi tak długo utrzymywać na przeponie nutę pozostanie tajemnicą zawodową śpiewaków. Mnie pozostaje podziwianie. W finałowej scenie wystąpiły obydwa tercety, męski i żeński, dając brawurowe wykonanie “Libiamo” z Traviaty” G. Verdiego. Artyści nie tylko śpiewali, ale i tańczyli. Huraganowa owacja na stojąco “wyklaskała” powtórzenie utworu. Nawet po bisowaniu oklaski długo nie milkły. Myślę, że zarówno goście z Polski, jak i artystki kanadyjskie nie zawiodły się na tej widowni. Od początku koncertu do końca dała się odczuć ta atmosfera silnego związku widowni ze sceną. p1410917-2 I to już byłoby wszystko. Powie ktoś: to przecież nie jest żadna recenzja. I będzie miał rację. Bo to jest tylko relacja z wrażeń i to bynajmniej nie profesjonalisty, ale przecież muzyka jest dla zwykłych ludzi. I jako taki oglądałem, słuchałem i przeżywałem. Wielkie dzięki dla Organizatora i dla wszystkich wspaniałych wykonawców, którzy dali nam tyle cudownych chwil. Od dziś do swoich życiorysów i listy prestiżowych występów wpisywanych do programów przyszłych występów na scenach świata będą mogli dopisać koncert w Mississaudze. Bo on już przeszedł do historii.

Witold Liliental Foto: Grzegorz Tautt i Witold Liliental

Piotr Sujkowski, Wojciech Sokolnicki, Katya Tchoubar, Erin Fisher, Tadeusz Szlenkier, Tomasz Janczak, Andrzej Rozbicki, Anna Bateman, Anna Rozbicka-Murphy

Piotr Sujkowski, Wojciech Sokolnicki, Katya Tchoubar, Erin Fisher, Tadeusz Szlenkier, Tomasz Janczak, Andrzej Rozbicki, Anna Bateman, Anna Rozbicka-Murphy

This slideshow requires JavaScript.

Poleć:

O Autorze:

Witold Liliental

Urodzony w Polsce, dorastający w Południowej Afryce, inżynier metalurg z zawodu (dyplom z Polski) i dziennikarz, propagujący tolerancję rasową, szczególnie aktywny w obalaniu stereotypów i uogólnień, popularyzator historii Polski i osiągnięć Polaków w starym kraju i na świecie, recenzent wydarzeń kulturalnych i książek.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.