Klituś-bajduś

1

W krzywym zwierciadle

Wszyscy wiedzieli, że to tylko kwestia czasu, kiedy, mimo pokornego pielgrzymowania na Nowogrodzką, Beata Szydło już praktycznie ześlizgnie się z premierowskiego stołka i zastąpi ją Mateusz Morawiecki, otrzaskany w świecie finansista, wykształcony w szkołach różnych Europejczyk, który swobodnie nosi dobrze skrojony garnitur, mówi po angielsku i jeszcze rozumie, co do niego mówią w tym języku, dyskutant równy politykom europejskim i światowym. W porównaniu z Beatą Szydło – wydawałoby się – szef rządu jak się patrzy, który poprawi wizerunek Polski w świecie.

A właśnie: w czerwcu Najwyższa Izba Kontroli przeleciała wydatki Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i ujawniono, że od marca do grudnia 2017 r. wydano 167,8 tys. zł. na upiększenie pani premier. Zdaniem wielu, były to najgorzej zainwestowane przez rząd pieniądze.

Ale jak ci nieszczęśni wizażyści mieli poradzić sobie z jarmarcznymi broszkami, zbyt obcisłymi i za krótkimi garsonkami i brzydką fryzurą? Pani premier była niewątpliwie trudnym przypadkiem i usługi wizażystów nie mogły być tanie.

Pamiętam, w latach siedemdziesiaątych uparcie szeptano, że Stanisława Gierek co tydzień lata samolotem do Paryża, do fryzjera. Ogromnie mnie bawiła naiwność szepczących, no bo kto trzeźwo myślący uwierzyłby, że jakikolwiek paryski mistrz grzebienia mógłby stworzyć natapirowaną i usztywnioną toną lakieru fryzurę w kształcie chałki i kolorze “barowy blond” czyli odcieniu, jaki nosiły barmanki w powojennych filmach.

W pierwszej chwili wydawało się, że prezes Kaczyński to sprytny gość i i fajnego premiera nam wyszykował. Nominując Mateusza M., pozwalał przypuszczać, że ten przyciągnie do PiS polityczne centrum, sugerując również, że przytłumi antyunijny jazgot byłej premier, a kto wie, może nawet przyhamuje proces demolki proworządności w Polsce. Nadzieja nie trwała długo: nowy premier skropił się perfumami Nasomatto Pardon, poprawił gumkę w majtkach Just Cavali BJC-07, półbuty Filippo otarł o tył spodni i w dyrdy pobiegł udzielić pierwszego wywiadu TV Trwam. Tam oznajmił, że jego marzeniem jest rechrystianizacja Europy. Bo smutno mu, kiedy widzi, że kościoły pustoszeją, a ludzie nie śpiewają kolęd. A przecież musiał zdawać sobie sprawę, że politykowi w XXI wieku, po Vaticanum II, wchodzenie w apostolskie sandały nie uchodzi. Tym samym nam przesłał komunikat jasny i prosty: “Polacy, nic się nie zmieni”.

Ponieważ ta wizja nie zyskała powszechnego aplauzu, być może dlatego, że nikt nie spytał Europy czy ta w ogóle chce być rechrystianizowana, premier przedstawił szeroki wachlarz innych interesujących wizji, zatytułowanych “Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju”. A tam takie projekty flagowe jak “Batory” czyli polskie promy na Bałtyku. Do dziś rdzewieje stępka pod pierwszy prom, choć nie powinna, bo poświęcona przez biskupa. “Lukstorpeda” to miało być polskie Pendolino, a “Zwirko i Wigura” – najnowocześniejsze drony, do tego milion elektrycznych samochodów na polskich drogach, co prawda w 2025 r., ale czas byłoby już zakasać rekawy. A tu jeszcze trzeba elektrownie atomową wybudowć, no i przekopać Mierzeję Wiślaną, żeby u wejścia do kanału można było postawić pomnik Lecha Kaczyńskiego wielkości Statui Wolności. Prezes obiecał, a nawet w 2016 r wbił pierwszy sztych, ale ponieważ po raz pierwszy w życiu miał w rękach tak ekspansywne narzędzie, stukał, dłubał, nóżkami przebierał, że nawet szpadel ze śmiechu boki zrywał. Dopiero nowowybrany poseł Andrzej Jaworski szpadel prezesowi odebrał i w ziemię z sukcesem wbił. A wiecie Państwo, że pierwszy projekt przekopania Mierzei powstał w 1577 r.? I do dzisiaj nic. Widocznie też swojego Kaczyńskiego i Morawieckiego mieli.

Teraz premier dokłada wspaniałomyślnie największy w Europie port lotniczy za 50 mld zł., w Baranowie, gdzie PiS uzyskał w 2015 r. 50% głosów. Więc teraz wygrana partia z wdzięczności chce zafundować mieszkańcom Baranowa ten port. A ci, że nie. Bo trzeba trzy gminy zaorać, ojcowiznę oddać po 40 zł za metr kwadratowy i nowego miejsca do życia szukać. Więć różne komitety do obrony rejonu powołano, mieszkańcy zaczęli się organizować, petycje pisać, że oni nie chcą już wdzięczności PiS i niech rząd o nich zapomni. Jak ci harcerze, którzy pochwalili się dobrym uczynkiem: “Przeprowadziliśmy staruszkę przez jezdnię”. “Jak to, we trzech?” “Tak, bo ona wcale nie chciała przejść na drugą stronę”.

A cóż szczodrobliwy premier ma dla obywateli? A wszystko, cały pakiet pod chwytliwym i wielce obiecującym tytułem “Od malucha do starucha” albo inaczej “Od pieluchy do pieluchy”. W kręgach zbliżonych do rządu mówi się, że premier pracuje nad kolejną reformą: bezrobotnym zamierza podnieść kwotę wolną od podatku, a bezdomnych zwolnić z podatku od nieruchomości.

Ale co tam obiecanki-cacanki. Premier niestety szybko zyskał ponurą sławę i ksywkę “Pinokio”, a ostatnio “Matołuszekkłamczuszek” z powodu swego nonszalanckiego podejścia do faktów czyli inaczej mówiąc jest notorycznym kłamcą i mistrzem mówienia nieprawdy. Ze skrzywionych ust Morawieckiego płyną stwierdzenia, z których każde należy natychmiast kontrować, prostować, wyjaśniać.

Omówienie wszystkich meandrów retorycznych premiera wymagałoby wydania książki o średniej objętości, wspomnijmy więc bajeczki z dziedziny, na której powinien się znać najlepiej z racji wykształcenia i zatrudnienia. Podczas sporów z frankowiczami zapewniał, że Bank Zachodni, którego był prezesem, nie udzielał pożyczek we frankach szwajcarskich – oczywista nieprawda, wystarczy zajrzeć do statutu.

Zapewniał wielokrotnie, że inwestycje w Polsce rosną, a jako finasista wie doskonle, że stopa inwestycji wynosi 17% i jest najniższa od 21 lat. “Dług publiczny w Polsce spadł najmocniej od 30 lat” zapewniał – dług, jak wszyscy wiemy, systematycznie rośnie, co można oglądać na zegarze w centrum Warszawy.

Ostatnio na spotkaniu z rolnikami w Głogowie oznajmił, że poprzedni rząd wyprzedał polskie przedsiębiorstwa, np. Hortex. Tymczasem Hortex został sprzedany w 1999 r. za rządów AWS, którego politykiem był Mateusz Morawiecki.

To są kłamstwa, które wyborcy PiS chcą usłyszeć – że jest coraz lepiej, że kraj się rozwija, bo przyszła “dobra zmiana”. “Poprawiamy po naszych poprzednikach” – i tu wchodzi premier na bezczela: nawet się, skubaniutki, nie zająknie, że przez lata był doradcą gospodarczym Donalda Tuska, którą to pozycję bez skrupułów wykorzystywał w interesie banków, dla których pracował i swoim własnym, co pamiętają jego współpracownicy.

Fałszowanie historii, którym posługuje się Matołuszek-kłamczuszek, jak to, że w Katyniu polskich oficerów zabili Niemcy albo jego publiczne dywagacje na temat uzasadnienia ustawy o IPN, która tak zaszkodziła Polsce i którą wreszcie i tak trzeba było anulować, to materiał na osobne omówienie. No bo wtręt, że zamachu na Hitlera dokonał niejaki Stoltenberg może być wynikiem pomyłki lub przejęzyczenia, do których premier ma skłonność wielką. Cóż on ostatnio wyczyniał, odwołując się do klasyków, cytatami z których ubarwiał swoje wystąpienia! Rozumiem, że nie radzi sobie z sentecjami łacińskimi, ale on beztrosko mieszał Jana Kochanowskiego z wieszczem Adamem i Bolesławem Prusem. Aż korci, żeby zacytować premierowi stare warszawskie porzekadło: “Jak nie potrafisz, nie pchaj się na afisz”.

Nie sposób tu nie wspomnieć o ostatnim wystąpieniu Mateusza Morawieckiego w Parlamencie Europejskim. Wysyłając tam premiera prezes zalecił: “Pokaż pazurki!” No i premier odpłynął. “To my postawiliśmy tamę niemieckiemu barbarzyństwu podczas drugiej wojny światowej i uratowaliśmy kontynent od jeszcze większego ludobójstwa” – wygarniał zdumionym europosłom. Do tej pory Europa miała wrażenie że w 1939 r. Niemcy Polskę przeczołgali i zajęli w tempie ekspresowym ale to było dawno temu pamięć Europie może szwankować, stara już jest.

“Polska jest najbardziej demokratycznym krajem Europy” wytykał zgromadzeniu, odpierając zarzuty o łamaniu praworządności w Polsce. Zmiany w systemie sprawiedliwości to walka z postkomunizmem – bredził. Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy trzeba zreformować – majaczył – bo sędziowie nadal aktywni zawodowo wydawali wyroki na opozycjonistów. “Niektórzy moi towarzysze broni zostali zamordowani, wielu spędziło długi czas w wiezieniu” – rozpędzał się premier, który nie potrafił podać ani jednego nazwiska takiego zbrodniczego sędziego, a o Stanisławie Piotrowiczu widocznie zapomniał. Miał też prawo nie pamiętać, no cóż, mały był, że urodził się w 1968 r. i i w chwili wprowadzenia stanu wojennego miał 13 la. Z “towarzyszami” to on mógł najwyżej w klipę pogrywać, a Bronię za warkocze ciagnąć.

A w ogóle to “Europa potrzebuje nowego otwarcia” przekonywał z wigorem. Na razie nie wspomniał, że jest tylko jeden człowiek na świecie, który wie, jak tego otwarcia dokonać. Skoro taki poseł bez trybu, poruszając się o kulach, bez zakłoceń wprowadza Polskę do Średniowiecza, to i z Europą sobie poradzi.

Europosłowie zrobili z polskiego premiera wiatrak, postępowanie w trybie art.7 traktatu unijnego wobec Polski będzie kontynuowane, co zostało przedstawione w mediach publicznych jako wielki międzynarodowy sukces.

Na początku tygodnia komentator TVP ogłosił kolejną podwyżkę cen paliwa, na tle paska z napisem: “Polacy zadowoleni z podwyżek cen paliwa”. Za moich czasów podwyżki cen powodowały, że ludzie wychodzili na ulice i palili komitety. Widocznie jednak wiele się w kraju zmieniło… No i Polaków czeka jeszcze wiele radości z podwyżek cen gazu!

Poleć:

O Autorze:

Danuta Owczarz Kowal

Danuta Owczarz-Kowal-absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (Filologia Orientalna, Wydział Prawa i Administracji). W Kanadzie od 1988 roku. Mieszka w Montrealu. Interesuje się polityką i literaturą, lubi zwierzęta i muzykę rosyjską.

1 Comment

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.