Konkwista i Rekonkwista (3)

0

Zabezpieczenie granic
Najłatwiejszym z tych nowych zadań było chyba zabezpieczenie granic. Najbardziej znaną wówczas metodą było rodzenie jak najwięcej dzieci i wydawanie ich za tych władców czy ich potomków, którzy aktualnie czy w przyszłości mogą być zagrożeniem. Izabela zabrała się dzielnie do rodzenia dzieci. Miała ich wiele, a pięcioro osiągnęło wiek dorosły.

Córki Izabela i Maria
Najbliższe niebezpieczeństwo mogła przedstawiać Portugalia. Pierwszą córkę Izabelę wydano za Alfonsa Portugalskiego, syna i następcy tronu po królu Janie II – tron jednak objął Manuel I, poznał Izabelę w Sewilli, podobała mu się, stała się żoną królewską. Zmarła młodo w wieku 28 lat.

Dzieciniec trzeba było zapełnić – jakby nie było był to najpotężniejszy król w dziejach Portugalii, dzieci były potrzebne by przez małżeństwa powiększać kraj lub mieć wpływy w innych krajach. Na ratunek pośpieszyla czwarta córka “królów katolickich”, Maria. Po śmierci siostry poślubiła Manuela, dzieci sypały się co roku i choć umarła młodo w wieku 34 lat, jak to zwykle bywało w czasie porodu, dała mężowi 10 dzieci, a ósemka dożyła dorosłości.

Joanna Szalona i Jan Święte

Joanna Szalona

Cesarstwo Rzymskie pod rządami Habsburgów stawało się w Europie coraz potężniejszym zagarniającym coraz to nowe ziemie, więc dziecko Izabeli i Ferdynanda Juana – Joanna poślubiła Filipa Pięknego syna cesarza Maksymiliana I, a dla podkreślenia wagi tych wzajemnych relacji ich jedyny syn Juan (Jan) poślubił Małgorzatę Austryjacką. Umarła dwa miesiące po ślubie śpiesząc z Wiednia do Lizbony na uroczystość ślubną najstarszej siostry – umiera w czasie podróży w Salamance. Co prawda zdążył zapłodnić żonę, ale dziecko urodziło się martwe. Najbardziej tragicznym małżeńtwem był ślub Joanny z księciem habsburskim Filipem Pięknym (na portretach tak nie wygląda). Żony nie kochał, zaniedbywał ją, miał wiele kochanek. Jego jedynym celem było przyłączyć Hiszpanię do Cesarstwa, którego był następną tronu, ale nie udało się to. Władczyni Kastylii Joanna Kastylijska już nie żyła od roku 1505, zamiast niej udaremnił te knowania Ferdynand Aragoński. Do wojny domowej nie doszło, bo “Piękniś” nagle umarł. Joanna – piękna, wyształcona, zakochana w Filipie jak pensjonarka, zaniedbywana, pogardzana i zdradzana przez męża, wpadła w chorobę psychiczną.

Formalnie rządziła krajem, podpisywała i pieczętowała wszystko co jej podsuwano pod rękę. Gdy miała watpliwości czy coś podpisać szła do pokoju, w którym spoczywał trup męża, pytając go o radę. W owych czasach rządzono krajami przemieszczając się z miejsca na miejsce, a najważniejszą osobą w tych podróżach był Filip w trumnie. Zatrzymywano się w zakonach męskich – Joanna obawiała się, że gdy Filip zobaczy jakąś piękną zakonnicę ożyje i znowu będzie ją zdradzał. Po kilku latach zaaranżowano wykradnięcie ciała i powiedziano jej później, że je odzyskano i że mąż pochowany został w klasztorze. Ją także umieszczono w innym pobliskim klasztorze – nie protestowała, bo to było blisko spoczynku jej kochanego siedziała przez kilkadziesiąt lat przy oknie przyglądając się temu miejscu.

Pięknym wyjątkiem w tej tragedii był fakt, że urodziła szóstkę zdrowych dzieci: cztery córki zostały królowymi, jeden z synów królem, a drugi cesarzem.

Katarzyna Aragońska

Młoda Katarzyna Aragońska – Juan de Flandes

Los najmłodszej córki Izabeli i Ferdynanda, Katarzyny Aragońskiej, jest najbardziej znany z wielu filmów, seriali, powieści i opracowań historycznych. Została żoną księcia Artura, następcy tronu Henryka VII Tudora. Artur umarł przed przejęciem tronu, więc wyszła za mąż za młodszego brata Artura, późniejszego króla Henryka VIII. Katarzyna nie była pięknością, król też był dość szpetny, szczególnie w starszym wieku, gdy stał się potwornie gruby. Będąc mężem Katarzyny zakochał się najpierw w siostrze Anny Boleyn, po odrzuceniu jego zalotów, w Annie.

Próbował dostać rozwód, ale Katarzyna urodziła mu dwójkę dzieci: chłopca i dziewczynę Marię, która dożyła do wieku dojrzałego. Starał się o rozwód, nie mając podstaw prawnych, bo odpadał standardowy powód rozwodu “nieskonsumowanie” małżeństwa. Przekupstwo nie zadziałało. Owszem, papież przyjął bogaty dar – ogromny złoty łańcuch na szyję, ważący kilka lub kilkanaście kilogramów ozdobiony setkami brylantów, ale małżeństwa nie rozwiązał. Łańcuch zaginął w przeogromnej prawie kompletnie nieskatalogowanej Bibliotece Watykańskiej, jeszcze pół wieku temu, kiedy byłem studentem w Rzymie. Jej budynek był wtedy także składem różnych niespisanych pamiątek z przeszłości. Jeden z moich profesorów zaprosił mnie bym mu towarzyszył w zwiedzaniu bibioteki, zorganizowanym dla grupy profesorskiej, podając mnie za swego asystenta. Wprowadzono na do środka tej składnicy, jej kurator Francuz odnalazł w niej właśnie tenże łańcuch kilka dni czy tygodni wcześniej. Rozanielony tym odkryciem wkładał go na szyję każdemu z nas. Był i na mojej szyi, aż się ugiąłem pod jego ciężarem.

Król zmienił religię, Katarzynę więził, nie dając się jej widzieć z córką. Ożenił się jeszcze kilka razy, kilka żon uśmiercił, by móc zawrzeć inne małżeństwa. Głównym powodem tego szaleństwa była troska, by którajś z kolejnych żon urodziła mu syna. Doczekał się syna Edwarda, człowieka bardzo chorego, który umarł zaraz pojego śmierci, po założeniu mu korony na głowę. Rządy przejęła córka Henryka i Anny Boleyn Elżbieta, która dokonała czystek po Katarzynie, bo jej córkę Marię uśmiercił z jej rozkazu topór kata za rzeczywistą czy rzekomą zdradę stanu.

Mimo tych nieszczęść, w krwi obecnych królów, królowych i wielu członków arystokracji europejskiej płynie choćby trochę krwi założyciela dynastii Trastama Henryka II Trastamary zwanego Bękartem, syna Alfonsa XI i Eleonory Guzman. Rodzenie dzieci, a szczególnie wydanie na świat syna miało w tej “nowej” Hiszpanii ogromne znaczenie ze względów dynastycznych. Dzieci władców Joanny i Ferdynanda stały się prawymi następcami do obu tronów połączonych ze sobą: Kastylii i Aragonu, a ich dzieci także cesarzami.

Zwycięstwo nad księstwem Granady
Następną palącą sprawą było zdobycie sułtanatu Granady. Papież Sykstus IV ogłosił krucjatę przeciw niewiernym, zwolnił Hiszpanię z podatków kościelnych na papiestwo, ustanowił nawet wsparcie finansowe do spełnienia tego dzieła, wysłał parze królewskiej duży srebrny krzyż jako symbol tej krucjaty, ale zapał do kruciat już zanikł: było ich zbyt wiele w przeszłości. Nikt nie śpieszył z pomocą, nawet Aragończycy ograniczyli swój udział do wsparcia materialnego. Kastylia wystawiła armię stutysięczną i ta po dziesięciu latach potyczek, zajmowania kolejnych miasteczek i fortów, częstych przerw w wojnie szczególnie w okresie zimy, ostatecznie zdobyła Granadę. Jej twórczyni Izabela towarzyszyła armii rozkładając swój namiot w środku obozowiska tuż przy namiocie męża. Dziwnym trafem losu Kastylijczycy znalezli sprzymierzeńców w samej Granadzie. Faktycznie była to rozgrywka dwu najpotężniejszych rodzin w mieście: Zegrysowie uznawali za legalną królowę Ajeszę, oficjalną żonę sułtana, a Abencerragowie trzymali stronę nawróconej na Islam ślicznej Zorai “Gwiazdy Poranka”, jego kochanki. Królowa zmuszona do opuszczenia Granady z dzieckiem Boabdilem zorganizowała pomoc militarną, ogłosiła to dziecko władcą Granady (“el rey chico”) i przepędziła z miasta swego męża i jego zwolenników. Wojska Izabeli otoczyły miasto. Poza plecami dumnej matki Boabdila nastąpiły tajne rozmowy o poddaniu miasta między reprezentatami “królów katolickich” i wezyrem sułtana. Ten ostatni wynegocjował bardzo korzystne warunki. Maurowie nie utracili życia, mogli swobodnie praktykować swoją religię, utrzymywać swe meczety, nie stracili majątków. Mieli własną administrację i prawo, nie byli powoływani do armii chrześcijańskiej. Nie było żadnych restrykcji dotyczących podróżowania, a także w transakcjach biznesowych. Boabdil hojną ręką pary królewskiej dostał też na własność duży teren w półdzikich jeszcze do dzisiaj górach Alpuchary.

2 stycznia 1492 r., w roku odkrycia Ameryki przez Kolumba, uroczysta procesja królewska i mauretańska spotkały się na wybrzeżu rzeki Genil. Boabdil oddał klucze do swej twierdzy i zamku Alhambry w ręce Ferdynanda, pieczęć miasta w ręce nowego gubernatora miasta, sam z matką i swym orszakiem udał się w stronę swej posiadłości płacząc nad utraconym rajem ziemskim. Ajesza miała mu wtedy powiedzieć (czy to fakt czy legenda tego nie wiem): “Płacz jak kobieta nad utraconym królestwem, bo nie potrafiłeś go obronić jak mężczyzna.” W mieście wreszcie uwolnionym od arabskiej ośmiusetletniej dominacji pod niebem turkusowym przy zapachu dzikich pomarańczy pomieszanym z zapachem niepochowanych trupów z wcześniejszych potyczek odśpiewano triumfalne Te Deum. Mendoza powiesił srebrny krzyż papieski i sztandar Kastylii na wieży warowni, nastąpił szał radosnego celebrowania nie tylko końca wojny, ale oczyszczenia Europy z resztek znienawidzonych innowierców.

To był wreszcie koniec ośmiusetletniej reconkwisty . Rok 1492 jest najważniejszym rokiem w historii Hiszpanii i jednym z najważniejszych w historii świata. Jak wspomniałem, 2 stycznia tego roku Ferdynand i Izabela przepędziła ostatecznie Maurów z Półwyspu Iberyjskiego, a 12 października Kolumb dotarł na San Salvador na Karaibach.

Odnowa społeczeństwa i dalsza przebudowa kraju
Oficjalnie rekomkwista skończyła się w tym roku, ale faktycznie trwała jeszcze ponad sto lat, bo trzeba było “posprzątać” po 800-letniej niewoli. To sprzątanie zaczęlo się jeszcze przed zdobyciem Granady, tak że w tym roku Hiszpania była już państwem dość nowoczesnym i prężnym. Co prawda Kastylia Izabeli i Aragon Ferdynanda uważały się ciągle za oddzielne państewka, ale kochająca się para królewska robiła wszystko, by zacierać różnice prawne i historyczne, by je jednoczyć.

Quadrilleros czyli oficerowie służby porządkowej zwanej Santa Hermandad szybko uporali się z samowolą i buntami możnych, corregidores, czyli delegaci królewscy do reformy sądów i administracji lokalnej uporządkowali bałagan w tych dziedzinach. Na to wszystko trzeba było dużych funduszy. Strzałem w dziesiątkę była decyzja Izabeli o wysłaniu Kolumba do Indii. Wylądował, jak wiemy, na Karaibach i natychmiast zaczęła się gwałtowna, nowa, tym razem chrześcijańska konkwiasta wysp Karaibskich, Centralnej i Południowej Ameryki. Tony złota, srebra, potem kamieni szlachetnych i nieznanych w Europie roślin zaczęły napływać z tych terenów do Sewilli.

Prześladowanie innowierców
Izabela, osoba bardzo tradycyjnie religijna, za namową spowiednika i kilku hierarchów postanowiła uporządkować sprawy religijne kraju. Nie wyobrażała sobie swego kraju jako wielowyznaniowego i wielorasowego. Jeszcze nie wysechł inkaust na dokumentach poddania Granady, a wszystkie jego hojne dla Maurów ustępstwa stały się fałszywkami: Boabdil nie zadomowił się w swoim nowym księstwie w Alpucharach, pośpiesznie uciekał w stronę morza, by jak najszybciej znaleźć się w Afryce i ocalić życie. Część jego poddanych została w tych górach: to ci najbiedniejsi, którzy nie mieli szansy zadomowić się gdzie indziej i nie mieli grubszej gotówki by zapłacić piratom ottomańskim, ówczesnym panom Morza Śródziemnego, za przewóz do Afryki lub jakiegoś europejskiego kraju. Obietnice złożone we wspomnianym dokumencie o równości rasowej, prawie wyznawania swej religii, posiadania swego samorządu, prawie do wolnego handlu i bogacenia się to też puste słowa. Izabela zaczęła szeroko zakrojoną akcję limpia sangre (czysta krew), co oznaczało przepędzenie z półwyspu wszystkich Maurów i Żydów, a przynajmniej nawrócenie ich na chrześcijaństwo.

This slideshow requires JavaScript.

Mieszkańcy hiszpańskiej części półwyspu tworzyli wtedy prawdziwą mozaikę religijno-rasową. To przede wszystkim chrześcijanie krajów wolnych od dominacji mauretańskiej, mozarabowie czyli chrześcijanie mieszkający na terenach pod okupacją mahometan, muzułmanie zatrzymujący swą wiarę, czyli mudeharowie i ci nawróceni na chrześcijaństwo czyli moriskowie. Żydzi też dzielili się na dwie kategorie, na nienawróconych i tych co przeszli na chrześcijaństwo, czyli marranów. Wielu Żydów opuściło Hiszpanię podobnie jak Maurowie: Izabela dała im kilka miesięcy albo na nawrócenie, albo na wyniesienie się z Półwyspu. Tak jak ówczesna ikonografia to przedstawia, całe rzesze z grajkami i rabinami na czele podążyły w stronę morza. Wielu nie miało wyboru – trzeba się było nawrócić. Po tym przymusowym nawróceniu zarówno Żydzi jak i mahometanie przybierali status conversos (nawróconych), stawali się obywatelami gorszej kategorii. Najczęściej przyjmowali nową wiarę z przymusu, na pokaz, fałszywi. Nikt faktycznie nie traktował ich jak chrześcijan; uprawiali swoje dawne praktyki religijne w ukryciu i jeszcze bardziej nienawidzili nowej religii. Ta różnorodność rasowa i religijna to jedna wielka beczka prochu. Tych co nie zdążyli się nawrócić czy uciec po prostu wycinano. Gdy jako student hispanistyki w 1980 odwiedzałem Kordobę przewodnik zaprowadził naszą grupkę turystów na dwa place. Na jednym miało być zgromadzonych 4000 Żydów, na drugim taka sama liczba Maurów i w tym samym dniu, o tej samej porze miecze dokonały swego dzieła. Trudno mi sobie nawet wyobrazić krzyki takiego tłumu mordowanych i stumieni krwi zalewających place i sąsiednie ulice. Może liczba ta była przesadzona, jest jednak faktem historycznym, że tego typu “widowiska” dla gawiedzi miały miejsce na placach miast hiszpańskich.

Nowonawróconych obserwowano bacznie. Szybko przekonywano się, że to nieprawdziwe nawrócenia, że ci nowi chrześcijanie nie tylko praktykują nową religię na pokaz, a w zaciszu swoich domów trzymają się swej wiary niekiedy bezczeszcząc nową, znienawidzoną. Izabela zdecydowała się na bardzo skrajne antidotum – reaktywację Inkwizycji.

Wielka Inkwizycja Hiszpańska
Początkowo nawet jej małżonek był przeciwny tak drastycznej akcji, ale potrafiła nieznanymi mi sposobami zmienić jego stanowisko. Mówiąc najprościej Inkwizycja to sąd kościelny nad kimś podejrzanym o herezję, czary czy jakieś wielkie zbrodnie, który często kończył się spaleniem żywego człowieka na stosie. Wielka Inkwizycja to cały aparat wykonawczy tego procederu w jakimś kraju. Historia mówi oddzielnie o Hiszpańskiej Inkwizycji, bo swym okrucieństwem liczbą ludzi spalonych była fenomenem wyjątkowym. O Inkwizycji napisano tysiące artykułów i wiele monografii. Dużo tam, nawet w źródłach pierwotnych, nieścisłości, przesady, czy niedopowiedzeń. Wystarczy rzucić okiem na pierwszą stronę takiego dzieła i już widać jak na dłoni, czy pisał go apologeta Kościoła, czy jego wróg, czy też bezstronny badacz. Z tych powodów emocjonalnie niezaangażowani naukowcy mają ogromne trudności ustalić szczegóły tego procederu, czy nawet dokładnie określić liczbę osób tak okrutnie zamordowanych. Argumenty apologetów są często imbecylne, ośmieszające Kościół. Mówią o tym, że nie było wyjścia, trzeba było wszelkimi siłami bronić wiary, że Kościół tylko sądził, a władze świeckie dokonywały morderstw, co jest nieprawdą, bo to był związany z sobą ciągły proces, że ostatecznie liczba spalonych to mały procent tego czego dokonali Stalin czy Hitler. Nie odpowiadają na pytanie kto dał papiestwu prawo do zabijania, dlaczego z nadgorliwości zabijano nie tylko tych, którym udowodniono herezję, ale i tylko podejrzanych, nawet ludzi niewinnych, którzy woleli umrzeć, niż być poddani okrutnym i wymyślnym torturom. Co prawda tym, którym jednoznacznie nie udowodniono herezji, ale samo podejrzenie o herezję wystarczało by ich unicestwić, okazywano litość dusząc ich przed spaleniem – często był to luźny sznur na szyi doczepiony do szczytu pala; ofiara tracąc przytomność sama się dusiła osuwając się z nóg. Dziwne, że ci sędziowie czytali tę samą Ewangelię co i my i nie dostrzegali w niej, że życie jest darem bożym i człowiek nie może nim frymarczyć, że wszyscy ludzie jako kochane dzieci Boga są sobie równi, że miłosierdzie i przebaczenie są kardynalnymi cnotami w naszej religii. Poza tym, jak wiara powiada, Bóg jest wszechmocny, nie potrzebował pomocników w zarządzaniu Ziemią. Dlaczego tym ludziom bardziej pasował obraz Boga Starego Testamentu, tego mściwego i niekiedy okrutnego Jehowy, niż Boga naszych głównych ksiąg świętych Nowego Testamentu gdzie się jawi jako kochający i dbały o każdego Ojciec?

Nie będę wchodził w dalsze szczegóły tego procederu. I tak serce boli gdy się o nim myśli nawet w ogólnych zarysach. Dla mnie Inkwizycja to największa ze zbrodni papiestwa, tak wielka, że jak dotychczas nie stać było nikogo, by ją jednoznacznie potępił i przyznał się do winy. Gdyby Jan Paweł II żył dłużej może poszedłby tą drogą, tak jak jednoznacznie przeprosił Żydów za zbrodnie popełnione na nich przez chrześcijan. Współcześni wykształceni i uświadomieni katolicy czekają na takie wyznanie winy i dopóki nie wyjdzie ono z ust najwyższego hierarchy, dopóty Kościół będzie tracił wiernych i to tych najwartościowszych, tych myślących i zaangażowanych religijnie.

Palenia żywych ludzi nie wymyślił jednak Kościół. Znano tę karę w krajach Bliskiego Wschodu, niekiedy posługiwali się nią Rzymianie. Nawet gdy stosy Inkwizycji pogasły XIX wieku ludzi dalej palono żywcem: wspomnę choćby incydenty z czasów II wojny światowej, kiedy to Niemcy i Ukraińcy zamykali ludzi w stodołach, domach, kościołach i podpalali je.

Pierwszym niechlubnej pamięci papieżem, który zainicjował ten proceder w Kościdele był Innocenty III na przełomie XII i XIII wieku. Obowiązywał on na terenie Rzymu. W kilkanaście lat później papieże Lucjan III i Grzegorz IX rozszerzyli go na Francję jako skutecznie narzędzie pierwszego chyba w kościele wielkiego ludobójstwa eliminującego trochę inaczej wierzących chrześcijan znanych nam pod nazwą Albigensów lub Katarów. Już w połowie XIII w. praktyka przyjęła się w całym świecie chrześcijańskim z wyjątkiem Anglii i Skandynawii. I w Polsce zapłonęły stosy.

O prawo wprowadzenia Inkwizycji do swego kraju Izabela poprosiła papieża Sykstusa IV. Ten tę prośbę zatwierdził w 1478 r. na teren Królestwa Kasylijskiego, później gdy się bliżej przyjrzał propozycji Hiszpanów odmówił rozciągnięcia procederu na Aragon. Zdziwiło go i zaniepokoiło, że byle chłystek może oskarżyć nawet wielkiego pana, a gdy oskarżenie jest fałszywe i złośliwe oskarżyciel nie ponosi żadnej konsekwencji. Dziwnym mu się wydało, że nie było przepisu konfrontacji oskarżonego z oskarżającym. Szereg innych przepisów bardzo restrykcyjnych lub skrajnych też nie przypadło mu do gustu. Gdy Ferdynand niedwuznacznie mu powiedział, że królestwo Neapolu rządzone w jego imieniu przez kogoś z rodziny zajmujące prawie połowę Półwyspu Apenińskiego i jedną z trzech wielkich wysp na Morzu Tyrreńskim, może przestać być państwem przyjaznym dla Państwa Kościelnego będącego w ciągłych walkach z republikami i księstwami dzisiejszych Włoch i nie da posiłków na szykującą się wojnę z Turcją, papież szybko zmienił zdanie, a nawet dał “Królom Katolickim” absolutnie wolną rękę w tej sprawie. Izabela natychmiast zabrała się za formowanie Trybunału. W 1481 już w obu królestwach istniał on pod przywództwem dwóch inkwizytorów. Rok później zapłonęły pierwsze stosy w Sewilli. Jednego dnia spalono żywcem 6 lub 7 Żydów “fałszywie wierzących.” Dwa lata później Wielkim Inkwizytorem w obydwu królestwach stał się słynny Tomasz Torquemada, dominikanin z Segowii. Wtedy to machina ruszyła całą parą. Dziwnym jest, że cały impet skierował się przeciwko Żydom. Jakby nie było to nie oni zawładnęli Hiszpanią. Oni dali krajowi wielu naukowców, lekarzy, bankierów, filozofów, mieli tę samą świętą księgę, Stary Testament, co chrześcijanie. Chodziło chyba o to, by zawłaszczyć ich majątki, bo byli najbogatszą warstwą społeczną w tych czasach w tym kraju. Palono też muzułmanów i chrześcijan podejrzanych o nieortodoksję religijną. Inkwizycja stała się niezależną instytucją w państwie, poszerzyła zakres swoich uprawnień – paliła ludzi nie tylko za herezję ale i uprawianie czarów, bluźnierstwo, bigamię, praktyki homoseksualne czyli sodomię i przynależność do organizacji wrogich religii chrześcijańskiej. Trudno dziś o ścisłą statystykę. Przyjmuje się jako najbardziej prawdopodobne liczby, że Izabela spaliła na stosie w dziesięcioleciu przed ostatecznym przepędzeniem Maurów z Hiszpanii ok. 700 conversos, Torquemada w ciągu swego piętnastoletniego urzędowania ma na sumieniu 2000 ludzi spalonych żywcem, a w całym okresie trwania tej okrutnej praktyki poszło na stos w tym kraju około 32 tysięcy ludzi.

Auto de fé

By trochę przytłumić swąd spalanych żywcem ciał próbowano ten proceder uświęcić. Powstała ceremonia zwana auto de fé, czyli wyznanie wiary, która z upływem czasu rozrosła się tak, że trwała przez całe popołudnie do ranka następnego dnia. Była to uroczysta msza, różnego rodzaju przemówienia i ekshortacje, odczytywanie wyroków, przyznanie się do win osób osądzonych, procesja skazanych po mieście, niekiedy na miejsce kaźni. Tak rozdmuchana i urozmaicona była ta oprawa liturgiczna, że wielu Hiszpanów uwielbiających walki byków wybierało tę ceremonię gdy obie kolidowały ze sobą w czasie. Dla wielu, szczególnie w owych czasach, mogło to się wydawać pięknym uzupełnieniem procesu i egzekucji, dla mnie, a myślę, że nie tylko dla mnie, to najwyższy rodzaj cynizmu i kalania naszej wiary.

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.