Martwy byk (24)

0

– Dla twojego dobra złożyłem ci propozycję współpracy. Nie odrzuciłeś jej. Wręcz przeciwnie – cieszyłeś się i złapałeś, jak ostatniej deski ratunku.

Przypominam – ciągle grozi ci duży wyrok. W końcu przyłapaliśmy cię na grubych przekrętach. Udowodnimy w sądzie, że ten ostatni numer nie był pierwszym. Bo nie był, prawda? Ile razy woziłeś kasę z rajów podatkowych dla bossów z Enronu? Nie zapomnij, że przez ciebie setki pracowników tej firmy, ci, którzy zaufali waszej mafijnej organizacji, tak, można was porównać w działaniach do działań mafii, stracili wszystkie oszczędności. Mało tego. Inwestując w fundusze emerytalne stracili możliwość spokojnej starości. Przez cztery lata pomagałeś w rozbudowywaniu schematu organizacyjnego firmy Enron tak, by mogła transmitować pieniądze pomiędzy swoimi oddziałami, preparując odpowiednie sprawozdania, w których ukrywane były koszty, zawyżane przychody dystrybuowane pomiędzy tysiącami spółek zależnych. Byłeś jednym z audytorów firmy konsultingowej Arthur Andersen zatrudniającej cię po to, abyś robił korzystne sprawozdania dla Enronu. Twoje audyty kłamały. Zamiast pilnować prawa – świadomie, dla osiągnięcia dużych zysków – je łamałeś. Okradłeś, wspólnie okradliście wielu uczciwych ludzi, którzy wam zaufali.

Popatrz na siebie. Podobasz się sobie? Pewnie tak. Taki przystojny, dobrze ubrany, obwieszony złotem gagatek. Ile cię kosztował ten Rolex wysadzany diamentami? Ile pensji musiałbyś odłożyć, żeby sobie sprawić takie cacko? Do usranej śmierci musiałbyś na to składać. A mieszkanie, wasze gniazdko w Dakocie? Kogo na to stać? Zdegenerowanych artystów dorobionych na tak zwanej sztuce, którą kupują wariaci, to jeszcze można zrozumieć. Kapryśnych i koszmarnie bogatych aktorów i aktorki z Hollywood. Ale nie księgowego. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby prokurator dobrał wam się do dupy. Komornik już tylko czeka na wejście.

Więc nie grymaś. Skorzystaj póki co z chwilowego przypływu mojego dobrego humoru. Nie bądź głupi. Bo jak widzę, kasa przesłoniła ci świat. Żyjesz w świecie nierealnym. Zejdź na ziemię i się podporządkuj. Mądrzejszym od siebie. Bo to jest ostatnia deska ratunku dla ciebie.

– Raczej brzytwa, której tonący się chwyta – burknął MB.
– Ty to powiedziałeś. Nie jest źle, a jak się postarasz, będzie lepiej. Teraz nie wiadomo czemu czujesz się pokrzywdzony. Za błędy się płaci, bratku. Skorzystałeś z okazji żeby pomagając nam, odkupić częściowo swoją winę. My korzystamy z tej twojej wpadki, bo nam się to należy. Jesteś nasz. Legalnie. Masz wykonywać polecenia. To żadna prowokacja Martwy Byku. Kapujesz?

MB zaczesał i tak już przylizane, siwiejące na skroniach włosy i podniósł dumnie głowę do góry. Był bystrym facetem i nie było rady na jego kamienny spokój. Powiedział tylko krótkie:

– Tak jest.

I to było tyle na ten wieczór. Już stojąc, przed pożegnaniem się, agent Russo jeszcze raz powtórzył współpracownikowi zasady akcji w Starbuksie na poranek jedenastego września i zaraz potem pozwolił mu opuścić biuro FBI.

Martwy Byk uczynił to z wielką ochotą. Miał już tego wszystkiego dosyć, po dziurki w nosie. Brzydził się agentem Russo, brzydził się sytuacją, w jakiej się przez swoją głupotę znalazł, brzydził się samym sobą. Wsiadł w swoją maszynę, a kiedy dociskał gaz do dechy i auto zatańczyło niebezpiecznie po suchym jak pieprz asfalcie, nawet nie zwrócił na to uwagi. Jego głowę świdrowało jedno ze zdań wypowiedziane przez tajnego agenta Russo: “…komornik już tylko czeka na wejście…”.

Wjechał do podziemnego garażu Dakota House, zatrzasnął drzwi samochodu i pobiegł schodami na górę. Cztery piętra pokonał w kilka sekund. Bardzo sprawny fizycznie był Martwy Byk. Dobrze odżywione i wyćwiczone w klubach fitness ciało nigdy nie odmawiało mu posłuszeństwa. Wklepał w system czterocyfrowy kod, przekręcił klucz i oto znalazł się w środku swojego królestwa, na które, jak zawsze powtarzał – ciężko zapracował. Osunął się na czerwoną kanapę i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w wiszący dokładnie naprzeciwko obraz, przedstawiający nadnaturalnej wielkości rudą dziewczynkę w sukience koloru maku. Kiedy pomyślał, ile go ten obraz kosztował, aż się spocił na nosie.

Martwy Byk znał się na sztuce. Kiedyś tylko teoretycznie, z zamiłowania, gdyż wszyscy w jego rodzinie albo się malarstwem parali, albo byli kolekcjonerami, lub jedno i drugie razem. Kiedy już obrósł w piórka na giełdzie, zaczął w sztukę inwestować. Ten obraz był rarytasem. Jeden z portretów Józefy Oderfeldówny, najbardziej znany obraz Józefa Pankiewicza, będący całopostaciowym portretem dziewczynki, wisi w Muzeum Narodowym w Kielcach. Drugi, prawie taki sam, wisi u niego, u MB.

Oba wizerunki zostały zamówione przez Adama Oderfelda, ojca małej modelki, mecenasa i kolekcjonera polskiego malarstwa. Dzięki jego zleceniom na portrety rodzinne (córek, żony i innych krewnych) Pankiewicz mógł odbyć liczne podróże stymulujące jego rozwój artystyczny. Obraz doceniony został przez Feliksa “Mangghę” Jasieńskiego z Nowego Jorku, który zakupił go do swojej monstrualnej kolekcji już w 1902 roku.

Portret powstał w okresie fascynacji Pankiewicza subtelnymi niuansami oświetlenia. Malował w tym czasie m.in. wyrafinowane kolorystycznie nokturny osnute mgłą, pozbawione ostrych szczegółów mogących przykuć oko widza. Podobna technika została zastosowana w portrecie dziewczynki.

Brak konturów w obrazie skupia wzrok widza na przenikliwych, patrzących wprost na niego oczach modelki. Rozproszone, boczne oświetlenie, jakby pochodzące z dużego okna pracowni malarskiej, rozjaśnia prawą stronę obrazu i pozostawia z lewej lekki cień. To właśnie mistrzowskie oddanie owego specyficznego oświetlenia czyni portret nieco tajemniczym i tak atrakcyjnym wizualnie.

Docenił to Martwy Byk, kiedy na aukcji w Sotheby’s przebił wszystkich, licytując najwyżej. Suma, jaką wybulił za obraz, powodowała u niego jeszcze do dziś zawroty głowy. Potrząsnął więc swoją przystojną głową, aby wytrząsnąć z niej przerażenie, jakie ogarnęło go na myśl, że taką fortunę mógłby sprzątnąć mu sprzed nosa byle amerykański komornik i przystąpił pospiesznie, acz systematycznie do dzieła, bowiem istniał jeszcze trzeci obraz rudej dziewczynki w makowej sukience. Właściwie to była kopia tego obrazu. Bardzo dobra kopia, pędzla ubogiego, choć niezmiernie uzdolnionego artystymalarza, właściwie kopisty z Polski, jakich pełno plątało się po artystycznych dzielnicach Nowego Jorku. Jakże potrzebna teraz, kiedy komornik mógł czaić się za rogiem.

Pomaszerował do kuchni. Podszedł do końca długiej lady, która mieściła wszystkie potrzebne do przygotowania posiłków urządzenia. Przyklęknął przy ostatnim, przypominającym wielką lodówkę. Gdyby się dobrze tej całej kuchni przyjrzeć, uważny obserwator zauważyłby, że jest to już druga w tym segmencie lodówka. Ale dlaczego w tak kosztownej, z gustem urządzonej kuchni nie miałoby być dwóch, a nawet trzech lodówek? Bogatemu wolno – jak mówiło przysłowie.

Bo zaraz miało się okazać, że to była zaledwie atrapa lodówki. Po otwarciu zwyczajnych drzwi ukazała się biała ścianka, a po naciśnięciu kombinacji kilku guziczków umieszczonych w lewym górnym rogu, ścianka owa odsuwała się, ukazując drzwi do regularnego sejfu. Z szyfrem i kołem do kręcenia. MB przycisnął co należy i zakręcił jak potrzeba, a wtedy ciężkie drzwi rozwarły się, ukazując zawartość. Martwego Byka na razie interesowała jedynie długa papierowa rura. Nie zamykając drzwi sejfu przeniósł ją do salonu. Najpierw zdjął ze ściany oryginał i rozpoczął4żmudną czynność wyjmowania płótna ze złoconej ramy. Jak można było zauważyć, miał w tym wprawę, gdyż w dziesięć minut było po wszystkim. Następnie wysunął z rury płótno i przez następne dziesięć minut montował w ramę. Na koniec powiesił identyczny na oko obraz na swoje miejsce. Potem zrobił sobie drinka – i usiadł znowu na czerwonej kanapie, z dumą wpatrując się w kopię. Cały duży kielich z cienkiego szkła napełniony szlachetnym koniakiem Henessy wypił jednym duszkiem, nie przejmując się w ogóle procedurami picia szlachetnych trunków.

Kiedy już nieco odsapnął, wrócił do kuchni.4 Po drodze wyjął z szafy schowanej w ścianie korytarza dwie czarne, sporych rozmiarów skórzane torby. Za dużymi drzwiami sejfu znajdowały się mniejsze drzwiczki szuflad w liczbie trzech. Z jednej wygarnął kilkadziesiąt paczek banknotów studolarowych połączonych różowymi banderolkami. Kiedy ten towar upchnął do jednej z toreb, ledwie się domknęła na gruby suwak. Otworzył drugie drzwiczki. Ta przegroda mieściła jedynie czarną szkatułkę. Otworzył ją małym kluczykiem doczepionym do samochodowych kluczyków i przez niemałą chwilę przyglądał się zawartości.

Czego tam nie było. Można było podejrzewać, że facet kiedyś okradł poważny sklep jubilerski, jakkolwiek myślący tak człowiek byłby w błędzie. Złoto i srebro w sztabkach pomieszane z wyrobami z tychże kruszców naszpikowanych szlachetnymi kamieniami. Westchnął ciężko i po chwili wepchnął kuferek do drugiej torby. Otworzył trzecią szufladkę wypełnioną stertą papierów. Kiedy je wybrał jak pisklęta z gniazda i wrzucił do drugiej torby, w skrytce pozostało jeszcze około dziesięciu foliowych paczuszek wypełnionych białym proszkiem. Powędrowały śladem papierów wartościowych.

A potem pozamykał wszystko jak należy; jednym słowem, starannie zamknął na dziesięć spustów fałszywą lodówkę. Na koniec sapnął, przeciągnął się tak mocno, aż mu zatrzeszczały kości i znowu przysiadł na kanapie i spojrzał na złotego rolexa opasującego przegub lewej ręki. Uczynił to z prawdziwą przyjemnością. Widać było, że lubi spoglądać na ten wyjątkowy, robiony na zamówienie złoty zegarek z sześcioma diamentami wokół tarczy ze szlifowanego szafiru. Dochodziła północ.

– Całe szczęście, że ta lesba ma dzisiaj nocny dyżur – pomyślał nieładnie oraz z odcieniem gniewu o swojej rodzonej żonie, pięknej jak anioł Julii.

Naraz ciałem jego wstrząsnął nieuzasadniony dreszcz. Kiedy zaczął się zastanawiać nad powodem tego chwilowego odczucia słabości ujrzał jak z obrazu wpatrują się w niego bardzo uważnie przymglone niebieskie oczy rudej dziewczyny. Zamknął więc swoje oczy, wyłożył się na wznak i zaczął myśleć o innej, całkiem realnej rudej dziewczynie, zamieszkałej niezbyt daleko, do której zamierzał udać się nad ranem z dosyć poważnym depozytem. Zanim zasnął, leniwie snuły mu się w głowie marzenia o rudej Monice, dziewczynie, która ostatnio sporo znaczyła w jego życiu. Wyrobił sobie nawet niezbyt wyrafinowany, pseudonaukowy pogląd na temat rudych dziewczyn, oparty na studiowanymi z uporem maniaka poradnikowymi materiałami internetowymi w wiadomym temacie, pochodzącymi rzekomo z badań na Uniwersytecie w Bostonie. 4

Rozdział V.
Rude jest niezwykłe

Umawianie się na randki z rudymi dziewczynami to kapitalny wybór, bo one są naprawdę wyjątkowe. Nie tylko dlatego, że są widoczne na ulicy z daleka ze względu na cudny kolor włosów. Nigdy nie słuchaj głupot w stylu: “rude to wredne”. Mówią to ci, którzy wierzą w koty przebiegające drogę i rzekomo przynoszące pecha, albo w to, że pecha przynosi piątek 13-tego. Pomyśl inaczej: “rude są naprawdę gorące”. Tak gorące jak kolor ich włosów. Rude kobiety zasługują na podziw, uznanie i miłość, bo są kochane, cudowne i wyjątkowe. Wyjątkowość rudych nie zaczyna się i nie kończy na kolorze włosów i piegach na twarzy. Czy ktoś zastanawiał się nad tym, że stanowią zaledwie pół procenta populacji? A to oznacza, że jedną rudą dziewczynę można od biedy znaleźć w grupie dwustu osób. Czy to nie dowodzi wyjątkowości? Najwięcej jest ich w Szkocji, bo około 13% populacji, w Irlandii około 10% i w USA – zaledwie od 2 do 6%.

Rude kobiety są delikatne jak kwiaty. Zakochaj się w rudej. Badania naukowe dowodzą, że rude odczuwają ból inaczej niż pozostałe. Dodatkowo są bardziej podatne na wszelkiego rodzaju dolegliwości. Rude są bardziej wrażliwe na zimno, bardziej cierpią z powodu bólu zębów, bardziej narażone są na sklerozę, a także na podwójną miesiączkę, zwaną fachowo endometriozą. Jeśli więc chcesz mieć w swoim domu istotę kruchą i delikatną, którą otoczysz swym silnym, męskim ramieniem – wybierz rudą. Rude zazwyczaj miewają więcej orgazmów niż nie-rude. Jeśli chcesz odczuć, że to co robisz w sypialni prawie zawsze skutkuje super orgazmem u twojej partnerki – wybierz rudą. Rude kobiety mają częściej orgazm, aniżeli przedstawicielki innych kolorów włosów. Są wyczulone na dotyk i naprawdę kochają seks… Dużo seksu…

Niemiecki seksuolog, dr Werner Habermel twierdzi, że rudowłose kobiety są najbardziej aktywne seksualnie spośród wszystkich. Lilith, pierwsza żona Adama, miała mieć rude włosy i została wygnana z raju za lubieżność.

ciąg dalszy nastąpi

Poleć:

O Autorze:

Edek Wojciak

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.