Na balkon z manifestem!

0

Z 8-go piętra – felieton z Polski / Austrii

100-lecia się sypią w Europie, wszak zakończyła się wiek temu Wielka Wojna. Nie polska wojna, więc o niej najmniej pamiętamy. Pamiętamy oczywiście o jej konsekwencjach: dla Polski 100 lat temu powrót na mapy świata, dla Austro-Węgier koniec monarchii i powołanie I Republiki, w tle rewolucja radziecka, Bawarska Republika Rad. 100 lat później artyści i obywatele wychodzą na balkony w całej Europie, by nawoływać do powołania nowej Republiki Europy, republiki obywateli, którzy czują się Europejczykami, a manifest zaczyna się tak: “Dzisiaj, 10 listopada 2018 roku o godzinie 16, sto lat po pierwszej wojnie światowej, która na całe dziesięciolecia zniszczyła cywilizację europejską, nie tylko wspominamy przeszłość, lecz także bierzemy przyszłość w swoje ręce. Pora spełnić obietnicę Europy i wrócić pamięcią do założycielskiej idei projektu zjednoczenia europejskiego. Wszystkich, którzy w tej chwili znajdują się w Europie, uznajemy za obywateli Rzeczypospolitej Europejskiej. Bierzemy odpowiedzialność za uniwersalne dziedzictwo Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i ślubujemy, że ją na tym kontynencie wreszcie urzeczywistnimy.” Około 400 miejsc na świecie, w Polsce – manifest jest czytany tylko w Krakowie, chyba że jeszcze Opole włączymy, sama z balkonu może przeczytam… choćby mężowi i sąsiadom. Manifest jest przetłumaczony na około 30 języków! Tylko czytać i marzyć. Twarzami są m.in. Elfriede Jelinek, Kathrin Roeggla, pomysłodawcami są Ulrike Guérot, Robert Menasse z poparciem Milona Raua.

Świętujemy 100-lecie nadania praw wyborczych kobietom, wywalczonego przez nasze prababki. Jedną z odważnych, samodzielnych, projektujących swoje życie, karierę, stawiającą warunki w biznesie, walczących także o prawa kobiet do własnej wizji życia była Marcella Prakseda Sembrich-Kochańska. Pierwsza polska Primadonna w Metropolitan Opera, w Semperoper w Dreźnie, śpiewająca na scenach całego świata, przed koronowanymi głowami i biedakami. Umiała inwestować na giełdzie, dbać o swój PR, przyjaźniła się z samodzielnymi kobietami, adoptowała sieroty, wspierała utalentowane śpiewaczki, a to wszystko na przełomie XIX i XX wieku. Wspólnie z J.J. Paderewskim dokonywała wiele, by o “polskiej sprawie” w USA i na świecie przypominać. Kiedy myślę o prawach kobiet, myślę zawsze również o Marcelli.

Grób Marcelli Praksedy Sembrich-Kochańskiej

Byłam u niej wczoraj (7 listopada) w Dreźnie, przy jej i jej rodziny grobie. Zapaliłam światełka. Jakże mi było przykro, że zarząd tego pięknego starego cmentarza Johannisfriedhof prosi o opiekunów dla rodzinnego grobowca Stenglów (to nazwisko jej męża, którego nie używała), co oznacza, że mając tak wspaniałą kobietę, artystkę w niedawnej historii, zapomnieliśmy, zostawiamy jej ostanie miejsce na ziemi bez opieki, a przecież polskie państwo dba jakoby wielce o polskie ślady. Kobiety, zadbajmy o grób Marceli! Bo o jej pamięć dba kilka osób – Małgorzata Komorowska, Juliusz Multarzyński, Radka Franczak, skromnie i ja dzięki wspomnianym miłośnikom “Artystki Świata” i jej dokonań – aktualnie można przeczytać mój materiał w Focusie Historia. To kobieta niepodległa.

Inną “niepodległą” i moją ulubioną polityczką współczesną jest “nasza Ewa” czyli dr Ewa Dziedzic, Austriaczka polskiego pochodzenia z Małopolski. Jako 7-latka w Polsce dziwiła się, że mama nie może jej kupić pisaków, bo… nie ma. Napisała więc, za radą rodziców, list z pytaniem, czemu tak się dzieje, do kogoś, kto za to odpowiadał. Czyli do premiera w PRL. Odpowiedź nigdy nie nadeszła.

Wzięła się już w Austrii za politykę. Doktor filozofii, politolożka, została senatorką austriackiego parlamentu, jedyną polskiego pochodzenia tak ważną polityczką współcześnie. Ostatnio po długim namyśle zrezygnowała z ubiegania się o szefostwo Partii Zielonych. Działa rozważnie, z daleką wizją; przyznaje, że wyzwanie kusiło, ale “musi mieć czym to pole obrobić” jak już podkasze rękawy do roboty. Została jedyną “zieloną” polityczką w senacie obok “zielonego” senatora (są wybierani w landach w różnych terminach i różny jest ich układ w tej izbie). Ponownie została wybrana szefową kobiet w Zielonych. W tej partii wykuwają się najważniejsze zmiany w prawach kobiet i mniejszości, w tym wywalczone prawo do małżeństw (nie związków) jednopłciowych.

This slideshow requires JavaScript.

Ewy Dziedzic nie lubią aktualnie rządzący – chrześcijańscy demokraci i populiści o nacjonalistycznych rysach. Jest krytyczką wielu działań tego rządu dyskryminujących wszelkie mniejszości, samotnych rodziców, stosującego cięcia na społeczną pomoc, na integrację imigrantów. Ewa korzysta ze swojej świetnej wiedzy o aktualiach w Polsce, by komentować poczynania swojego rządu odnosząc je do “bliźniaczych” momentami poczynań, haseł, choć czasem pisze “że nawet Kaczyński by tego nie zrobił”, a to wiele mówi. Ewa Dziedzic nierzadko słyszy podczas publicznych wystąpień “Wracaj do domu!” Nie jest łatwo być w Bundesracie jedyną o imigranckim pochodzeniu, nikt inny nie słyszy z powodu nazwiska, pochodzenia “jak ci się nie podoba, wracaj do siebie”. Jej krytykę wobec poczynań rządu próbuje się przekładać na to, że nie jest stąd, że może reprezentować austriackich wyborców, imigrantów od pokoleń. Przyznaje, że liczyła się z tym, że jako imigrantka, kobieta w polityce będzie konfrontowana z różnymi sytuacjami, antymigranckimi, seksistowskimi wypowiedziami. – Dziś to jest akceptowane, aktywnie konstruowane, działa jak system, uważa. Senatorka Dziedzic ma doświadczenie, nie odwołuje się do pochodzenia, płci, nie jest ofiarą, ale poziom debaty publicznej, sposób obchodzenia się z innymi partiami, kobietami, imigrantami osiągnął taki punkt, że nie milczy. Organizuje debaty, m.in. na temat języka w polityce, przyszłości kobiet, także z udziałem Polek (m.in. Nowackiej), nagrody dla kobiet-kompozytorek (pierwsza edycja), czy debaty nt. “liberalnej demokracji w Polsce” z udziałem m.in. A. Krzemińskiego i samotnej protestującej w imię wolności sądów, Gabrieli Lazarek z Cieszyna.

This slideshow requires JavaScript.

Czy kobiety wracają do punktu wyjścia? Znowu muszą walczyć o prawa, szacunek pomimo 100 lat praw wyborczych? Czy o taką Europę w 100 lat po Wielkiej Wojnie, na 100 lat Niepodległej Polski i 100 lat Republiki Austrii nam chodzi? Wyjdźmy na balkon, wykrzyczmy, “o jakie Polskie” i Europę walczyliśmy? O jakiej marzyliśmy? Na pewno nie o taką, jaką nam szykują prawicowi nacjonaliści polscy i inni w marszach niepodległości (celowo piszę małą literą) i nagle organizowanego marszu prezydenta, który nie wypracował nawet autorytetu dobrego notariusza. W południe śpiewać Hymn Polski? Nie wiem. Wolę śpiewanie hymnu narodowego w językach narodowych, jak w Austrii, i wpisanie w jego tekst “córki i synowie” zamiast “wielcy synowie” narodu… Ciekawe, jak wybrzmiałby polski hymn po śląsku, góralsku czy kaszubsku?

No to 100 lat!

Ewa Dziedzic i Polki w Brukseli, UE, 100-lecie uzyskania praw wyborczych

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.