Ostracyzm

0

Dzisiaj to tytułowe słowo znaczy coś innego niż oryginalne jego znaczenie. Dziś to metoda odsuwania kogoś od społeczności lub jakieś grupy ludzi przez milczenie, lekceważenie, unikanie kontaktów, nawet pogardę. Kiedyś, a dokładniej dwa i pół tysiąca lat temu w Atenach, ostracyzm był jedną z najważniejszych metod utrącania tyranów zagrażających ustrojowi demokratycznemu tego miastapaństwa (polis).

Historia starożytnej Grecji w kapsułce
By lepiej zrozumieć tę instytucję potrzebne jest przypomnienie sobie, choćby w najogólniejszych zarysach, historii starożytnej Grecji. Jakieś 1200 lat p.n.e. tereny dzisiejszej Grecji najechało plemię indoeuropejskie nazywające siebie Hellenami. Tubylcy mieli już wysoko rozwiniętą kulturę, instytucje, system ekonomiczno- społeczny, o czym świadczą liczne wykopaliska, szczególnie na Krecie.

Hellenowie dodali swoje umiejętności i doświadczenia do tego co znali i czym posługiwali się aborygeni i na przestrzeni kilku wieków dzięki temu połączeniu powstała cywilizacja, której Europa i cały świat zawdzięczają wiele.

Były inne wielkie cywilizacje jak chińska, egipska, mezopotamskie – dzisiejszy świat niewiele ma punktów stycznych z ich osiągnięciami. Dzisiaj prawie wszystkie osiągnięcia w dziedzinie kultury, teorii politycznej, literatury, sztuki, filozofii, nauk ścisłych, medycyny miało w tym niewielkim górzystym kraju swoje prawzory. W rzeczywistości nawet nie w całej Grecji, ale w jednym mieście-państwie w Atenach, bo to właśnie polis przodowało we wszystkim, tylko nie w sztuce wojennej – to była domena Sparty.

W starożytności Grecja nie była jednym państwem. Głównym powodem tego rozbicia na wiele państewek były wysokie góry utrudniające komunikację na półwyspie. Poza tym jeszcze trudniej było utrzymywać kontakty między stałym lądem i wyspami oraz między poszczególnymi wyspami. Państewek było wiele, ale ich mieszkańcy czuli się jednym narodem. Pewne ogólnogreckie ceremonie religijne, słynne olimpiady sportowe co cztery lata, wspólne wyprawy wojenne, a częściej jeszcze łączenie sił w celach obronnych przed zewnętrznym wrogiem cementowało tę jedność narodową. Początkowo każdym państewkiem rządziła głowa rodu, potem pojawili się królowie, po nich arystokracja ziemska. Nadużycia tych ludzi w formie zabierania ziemi biedniejszym, zniewalanie dłużników, pycha i lekceważenie obowiązującego prawa powodowały niepokoje społeczne, bunty, morderstwa ciemiężycieli, a częściej jeszcze wygnania dożywotne z kraju razem z rodziną i konfiskatę majątku przez osoby stające na czele takiego buntu. Ci, którym udało się usunąć ciemiężycieli, niekiedy oszołomieni władzą, stwarzali warunki bytu dla współobywateli nieróżniące się niczym od poprzednich.

This slideshow requires JavaScript.

Począwszy od VIII w. p.n.e. na półwyspie powstawały dwa najmocniejsze państwa Sparta i Ateny, państwa bardzo różne pod prawie każdym względem. Sparta była państwem zmilitaryzowanym. Niemowlęta płci żeńskiej były raczej obciążeniem w tego typu państwie, więc niekiedy zrzucano je w przepaść (niekiedy tylko, bo ktoś musiał rodzić nowych wojowników!). Chłopców od siódmego roku życia zabierano rodzicom i zmuszano do dyscypliny prawie wojskowej. Poddawani byli ciągłym ćwiczeniom fizycznym i różnym praktykom przetrwania w niesprzyjających warunkach. Obowiązywało absolutne posłuszeństwo przewodnikowi grupy. Spartanom Europa nic lub prawie nic nie zawdzięcza. Ateńczycy też służyli w wojsku, podbijani byli kilkakrotnie przez Spartan, ale niekiedy oni z tych walk wychodzili zwycięską ręką. Bronili się przed Persami i innymi najeźdźcami, ale to byli przede wszystkim ludzie z wielkim poczuciem wolności indywidualnej, kochali i tworzyli sztukę, pisali dzieła nie tylko literackie, lubili dobre, zamożne, często luźne moralnie życie, rozrywki. Na początku VI wieku p.n.e. stworzono w Atenach pierwszy system rządów demokratycznych, w którym lud czyli demos był faktycznie siłą sprawującą te rządy. To był dość dojrzały ustrój rozwijany i ulepszany na przestrzeni kilku wieków.

Twórcy demokracji ateńskiej
Pierwotna demokracja ateńska stworzona była w ciągu półtora wieku przez faktycznie trzech ludzi. Pierwszym był Solon, poeta i złotousty mówca, polityk i rządca Aten. Jeden z historyków starożytnych podaje, że gdy Ateńczycy po przegraniu bitwy o wyspę Salaminę byli w odwrocie, jego wspaniałe przemówienie do bojowników o patriotyzmie, potrzebie odwagi w życiu spowodowało, że zawrócili, pobili wroga, zaanektowali wyspę do swego państewka; miała ona ogromne znaczenie strategiczne, chroniła Ateny od niespodziewanego ataku od strony morza Egejskiego.

Solon żył w czasach kiedy Atenami rządziła arystokracja kraju. Ponieważ był to kraj rolniczy mimo przewagi terenów górskich i nieurodzajnej ziemi, o niewielkie tereny sprzyjające uprawie była ciągła walka. Bogata arystokracja ziemska przywłaszczała sobie coraz to nowe tereny i to zgodnie z obowiązującym prawem: pożyczała małorolnym chłopom wszystko co było im potrzebne do przeżycia w nieurodzajne czy znaczone klęskami żywiołowymi lub wojnami lata. Oni, nie mając z czego oddać pożyczki, automatycznie stawali się niewolnikami wierzycieli. Solon przerwał tę spiralę zniewalania obywateli. Udało mu się usunąć z kraju tyrana, stworzył rodzaj rządu demokratycznego w formie Rady Czterystu, podzielił obywateli na cztery grupy społeczne, przy czym nie pochodzenie, ale wielkość majątku kwalifikowała jednostkę do określonej grupy. W ten sposób nie tylko kilka czy kilkanaście rodzin decydowało o losie kraju, ale spora grupa nowych ludzi należących do elity, majętnych i nieco mniej majętnych. Ten system przetrwał prawie przez cały wiek VI p.n.e.

Pod koniec tego wieku wyrósł na ziemi ateńskiej nowy geniusz Klejstenes, który bazując na podwalinach teorii państwa i rządów Solona stworzył dojrzalszy już system demokracji. Przede wszystkim zrezygnował z podziału obywateli na grupy społeczne. Od jego czasów każdy mężczyzna Ateńczyk po skończeniu 18 lat życia stawał się równy wszystkim innym obywatelom, mógł się ubiegać o wszystkie stanowiska i honory w państwie. Kraj podzielił na 10 regionów zwanych fylami; każdy miał jeszcze trzy podpodziały. Najwyższą władzą w państwie stało się Zgromadzenie Narodowe – Eklezja, coś w rodzaju sejmu, a w niej mógł uczestniczyć każdy dorosły Ateńczyk, który zjawił się na spotkaniu tego gremium (tym słowem greckim nazwał się dużo później Kościół Chrześcijański). Wszyscy obywatele kraju nie pomieściliby się razem na żadnym placu czy wzgórzu, więc polegano na ochotnikach, a gdy tych zabrakło, losowano kto ma się pojawić na Zgromadzeniu, czyli taka sobie starożytna łapanka uliczna. Ateńczycy mieli nie tylko sejm, ale rząd. To powiększona o stu ludzi z czasów Solona rada, zwana teraz Radą Pięciuset, z każdej fyli po 50 osób. Ta władza wykonawcza miała duże uprawnienia, przygotowywała między innymi ustawy dla Zgromadzenia. Ważną i szanowaną grupą rządzących był Areopag czyli Rada Starszych. Należało do niej 9 archontów – ludzi odpowiedzialnych za osądzanie zabójstw i innych podobnych zbrodni; sprawowali też publiczne obrzędy religijne i mieli prawo opracowywania projektów ustaw. Był jeszcze Sąd Przysięgłych, który zajmował się zgodnością projektów ustaw z istniejącym już prawem, innymi słowy był to sąd apelacyjny podobny do współczesnych trybunałów konstytucyjnych. Ponieważ Ateńczycy bali się jak ognia jedynego człowieka na jakimkolwiek stanowisku, wojskiem dowodziło aż 10 generałów, po jednemu z każdej fyli; jak sobie radzili na wojnie, gdy nie było głównodowodzącego i gdy trzeba było podejmować natychmiastowe decyzje historia nie mówi. Przypuszczam, że najstarzy czy najbardziej doświadczony w boju generał miał więcej do powiedzenie, choć teoretycznie każdy był każdemu równy. To była bezpośrednia demokracja możliwa tylko w państwie małym, bo każdy obywatel bezpośrednio, a nie przez swoich przedstawicieli, miał możność wpływania na losy kraju. Ustawodawstwo to weszło w życie w latach 508/507 p.n.e.

W kilkadziesiąt lat później udoskonalił ten system jeden z największych greckich mężów stanu Perykles, którego bardziej pamiętamy jako budowniczego Partenonu, Propyle i portu w Pireusie. Pamiętamy go także jako miłośnika sztuki, opiekuna i mecenasa artystów. Najbiedniejszych wpuszczał bez opłaty na przedstawienia teatralne. Na wszystkich popiersiach paraduje zawsze w hełmie na głowie. Wszystko ma swą przyczynę – gdy mowa o Peryklesie, w hełmie ukrywał zdeformowaną stożkowo czaszkę, stąd ten hełm, bez którego nie wychodził z domu. Czy go nosił wewnątrz pomieszczenia o tym historia dyskretnie milczy. Perykles rozbudował administrację państwową, poprzestawiał trochę kompetencje organów rządzenia, a co najważniejsze stworzył prawo obywatelskie: Ateńczykiem mógł być tylko człowiek urodzony z rodziców będącymi obywatelami Aten. Poza tym szczegółowo określił prawa i obowiązki obywateli.

Sąd skorupkowy
Klejstenesowi przypisuje się stworzenie ciekawej instytucji państwowej zwanej ostracyzmem, czyli sądem skorupkowym. Na glinianych skorupkach czy tabliczkach wydawano decyzje tego niby to sądu. Słowo pochodzi od nazwy garnka glinianego ostrakon, w liczbie mnogiej ostraka. Jest to tylko przypuszczenie, że ostracyzm wprowadził Klejstenes, bo pierwszy taki “sąd” odbył się dopiero w 20 lat później od jego słynnej ustawy rządowej. To dziwny sąd, raczej głosowanie, bo nie było w nim ani sędziego, ani obrońcy, ani oskarżyciela. Instytucja była tak pomyślana, by podciąć skrzydła, wyciszyć, zlikwidować zagrożenie dla państwa ze strony jakiegoś indywiduum, ale osoby nie niszczyć. Wyrokiem tego “sądu” człowiek szedł na dziesięcioletnie wygnanie, ale nie tracił praw obywatelskich, majątku, a jego rodzina mogła pozostać w Atenach. Po odbyciu kary mógł wrócić i dalej sprawować urząd publiczny. W okresie trwania tej instytucji małżeństwa działaczy polityczych Aten były często mieszane, brano sobie żony z innych miast Grecji, czy nawet z dworów innych krajów, czyli w języku greckim od barbarzyńców, a to tak na wszelki wypadek, bo gdyby przytrafiło się danej osobie mieć te długie “wakacje” poza krajem byłby to pobyt wygodny, w luksusie, na łonie rodziny żony.

Według obowiązującego prawa raz do roku lud Aten zbierał się na wzgórzu Pnyks by ustalić czy w danym roku ktoś nie zagraża demokracji. Decyzja była tak lub nie; w przypadku decyzji na tak nie wymieniano żadnych nazwisk. Wszyscy jednak wiedzieli, że za kilka miesięcy kogoś z kraju trzeba będzie wysłać na banicję. Wtedy dopiero scena polityczna ożywała, podobna była do obecnej kampanii wyborczej z tą różnicą, że nie chodziło o przekonanie obywateli by uhonorowali kogoś urzędem, ale o odebranie mu go. Były dyskusje, ploty, pomówienia, przemówienia przez osoby zagrożone wygnaniem na głównym placu Aten o tym jakimi to są wspaniałymi nieskazitelnymi ludźmi i co im Ateny zawdzięczają, były manifestacje za lub przeciwko komuś. Dochodziło wreszcie do spotkania Zgromadzenia Narodowego na Agorze – głównym placu Aten. Nie wiemy dziś i nie wiem czy dowiemy się już kiedykolwiek, czy liczba 6000 podawana przez źródła dotyczyła kworum na placu, czy liczby głosów oddanych przeciwko jakiemuś politykowi, by go można było usunąć z kraju. Najbardziej poważani w społeczeństwie ludzie, archonci rozdawali uczestnikom tabliczki, pilnowali by każdy obywatel posłużył się tylko jedną, którą pod ścisłą kontrolą składano na miejscu odgrodzonym od tłumu. Na tabliczkach ryto imię i nazwisko rodowe kandydata na wygnanie. Prawdopodobnie trzeba było aż 6000 tabliczek przeciwko komuś, by go można było usunąć z kraju. Na Agorze ateńskiej nie tak dawno odkryto tysiące takich zapisanych, czy raczej wyrytych ostrym narzędziem tabliczek. Niektóre są wystarczająco czytelne. Na nich znaleziono aż 64 imion polityków typowanych na wygnanie – większość tych ludzi ocalała, bo albo liczba tabliczek przeciwko nim nie osiągnęła liczby ustalonej, albo ktoś inny miał więcej głosów przeciw sobie. Dla niektórych głosujących obdarzonych ciągotami pisarskimi była to okazja, by się odgryźć na znienawidzonym polityku. Wypisywano obelgi i powody, które usprawiedliwiały ich decyzje o banicji. Nas to drugie bardziej interesuje. Dowiadujemy się ze skorupek, że powody były różnorodne. Najczęstsze to posądzanie kogoś o zdradę państwa z racji tajnych kontaktów z największymi wrogami jak Persowie czy Spartanie. Innym powodem był zbytni populizm delikwenta, a faktycznie manipulowanie prostym ludem dla osobistych korzyści, dążenie do tyranii, seksualne ekscesy i kilka innych podobnych zarzutów.

Zmierzch ostracyzmu
Były w tym całym procederze różne przekręty, bo Ateńczycy byli normalnymi ludźmi, a ich politycy podobni do naszych, dlatego instytucja ta przetrwała tylko 70 lat; nie przyjęła się w innych miastach greckich, choć próbowano zaprowadzenia jej w Argos, Milecie, Efezie, Syrakuzach, Megarze. Współcześni ostracyzmowi historycy greccy nic nie mówią o ostracyzmie w swych księgach, trudno powiedzieć dlaczego. Może wstydzili się tej procedury, która w intencjach twórcy była w państwie demokratycznym potrzebna, ale często skorumpowana. Opisy ostracyzmu mamy dopiero z czasów około stu lat później, z czasów Platona i Arystotelesa. A ponieważ pamięć ludzka jest krótka trzeba krytycznie spojrzeć na pewne fakty tam przedstawione. Studium tych dokumentów pisanych i skorupek pozwoliło ustalić, że aż 15 liczących się w państwie osobistości wypędzono z kraju, niektórych Bogu ducha winnych, zmanipulowanych przez innych potężniejszych polityków.

I tak na wygnanie poszedł bratanek Klejstenesa, ojciec Peryklesa, Arystydes, Temistokles, Tukidydes i inni. Taki na przykład Arystydes, jedyny mąż stanu ateńskiego polis, któremu wdzięczna historia dodała do imienia Sprawiedliwy, był człowiekiem nieskazitelnym, powszechnie szanowanym, bohaterem w wojnach z Persami pod Maratonem w 490 r. i pod Termopilami w 480 r. Jeden z historyków podaje, że w czasie głosowania przeciwko niemu zauważył, że jakiś analfabeta trudzi się z wyryciem jego imienia na skorupce. Wziął z jego ręki ostre narzędzie i sam w jego imieniu wyrył swe imię. Zasądzono go na wygnanie gdzie był tylko dwa lata – Ateńczycy nie mogli dać sobie rady bez niego, a szykowała się nowa wojna. Odwołano go z wygnania, przejął funkcje, które piastował wcześniej u boku człowieka, który brał udział w wydaleniu go z kraju, Temistoklesa. Sam Temistokles, chyba po Peryklesie największy mąż stanu Aten starożytnych, budowniczy potęgi morskiej Aten, którą zapoczątkował Perykles, też na skutek fałszywych oskarżeń skończył na wygnaniu. Był wrogiem Spartan. Ci poprzez swoich tajnych zwolenników w Atenach oskarżyli go o tajemne knowania z Persami. Teraz już dla Zgromadzenia Narodowego banicja tego człowieka nie wystarczała, wydano na niego wyrok śmierci. Temistokles musiał się ciągle przemieszczać z miejsca na miejsce by nie wpaść w ręce rządowych zabójców. Schronienie znalazł wreszcie u Persów – ci przyjęli go z honorami, oddali mu we władanie jakieś księstwo. Wśród Persów zmarł. Niektórzy historycy mówią, że popełnił samobójstwo, bo nie widział siebie w armii perskiej najeżdzającej jego ukochane Ateny. Perykles nie miał wyrzutów sumienia wyekspediować z kraju swego największego przeciwnika Tukitydesa – chodzi tu nie o słynnego historyka greckiego, ale o jego dziadka o tym samym imieniu. Był on przeciwnikiem imperialistycznych zakusów Peryklesa by państewka greckie zjednoczone w Związku Morskim przejąć i stworzyć jedno państwo ateńskie. Był zwolennikiem przyjaźni ze Spartą, bo wiedział, że bez jej udziału w zbliżającej się kolejnej wojnie z Persami Ateny i Związek Morski nie mają szans wyjścia ręką obronną. Wrócił do kraju po odbyciu dziesięcioletniej “pokuty”, wypalił się jako polityk, bo historycy nie mówią nic o jego działalności z tego okresu życia.

Powolny zanik demokracji ateńskiej
Ostracyzm poszedł w zapomnienie – chociaż później próbowano go bezskutecznie reanimować – po słynnej i wstydliwej aferze dwóch polityków ateńskich Alkibiadesa i Nikiasza.

W roku 416 lud Aten uznał, że to rok ostracyzmu. Wiadomo było, że na wygnanie pójdzie albo bratanek Peryklesa, uczeń Sokratesa, szaleńczy i rozpustny Alkibiades (lub w innej pisowni Arcybiades), albo bogaty Nikiasz, który dorobił się kokosów dostarczając niewolników do pracy w kopalni srebra na wyspie Eubei i któremu też zapachniały urzędy państwowe. Dochody ze srebra użyto na budowę wspaniałych zabytków znanych do dzisiaj w Atenach, murów wokół Aten, innego muru ciągnącego się z miasta do portu Pireusu, budowę samego portu i potężnej floty morskiej. Pycha i potęga materialna tych dwóch ludzi, gdy wszyscy cierpieli na skutek niekończącej się wojny ze Spartą, była powodem przyszłego wyroku na jednego z nich, bo tylko jednego polityka zawsze wysyłano na banicję. Do tego jednak nie doszło: wrodzy sobie przywódcy zjednoczyli swe siły, wypełnili agorę swymi ludźmi, zapłacili im solidnie by w czasie głosowania zapomnieli ich imiona i sugerowali imię nieznaczącego w państwie Hyperbolosa. Wygnany z kraju został tenże Hyperbolos, ale te Odkryte na Agorze skorupki ostrakonów Pozostałości po pałacu w Knossos zbudowanego ponad 3500 lat temu Ostrakon z imieniem Arystydesa Ostracyzm na wazie greckiej wszelkie dość jawne manipulacje tak zniesmaczyły Ateńczyków, że zlikwidowali ten proceder na zawsze. Incydent ten miał miejsce w okrutnych czasach wojen peloponeskich między Atenami i Spartą, które trwały z piętnastoletnią przerwą od r. 459 do 404 p.n.e. Obie wojny peloponeskie przegrały ostatecznie Ateny. Uczestniczyły w nich prawie wszystkie państewka greckie po jednej czy drugiej stronie konfliktu, a nawet dalekie kolonie choćby Sycylia czy południe Półwyspu Apenińskiego. Jako zdecydowani zwycięzcy Spartanie zburzyli mury wokół Aten i do Pireusu, odebrali Atenom wszystkie posiadłości morskie poza wyspą Salaminą, przejęli potężną flotę ateńską poza 12 jednostkami, rozwiązali Związek Morski, nominowali rząd Aten złożony z oddanych Sparcie trzydziestu oligarchów. Ateńczyków, którzy dostali się do niewoli, wymordowano jako rewanż za ucinanie prawych rąk wojownikom spartańskim będącym w niewoli ateńskiej. Ateny zostały zredukowane do drugorzędnego państewka greckiego. Wojny peloponeskie miały jednak tę dobrą stronę, że ateńscy uciekinierzy na różne wyspy, także na Sycylię rozprzestrzenili swoje zdobycze kulturowe i naukowe poza granice Grecji. Były próby reaktywowania ostracyzmu, ale to były tylko dobre chęci, bo nie było w kraju instytucji demokratycznych, w których ten proceder mógłby funkcjonować, bo zwycięzcy Spartanie zlikwidowali Zgromadzenie Narodowe, nie było już archontów i nie istniał demokratycznie wybrany rząd.

Antymia
Ateńczycy zastąpili później tę instytucję antymią, czyli odebraniem godności osobie źle się sprawującej, powodujące powszechną pogardę. Popularną praktyką było przymuszenie delikwenta by w czasie zimy nago spacerował naokoło Agory.

***

Nie umiem się postrzymać, by nie podzielić się z czytelnikami przemyśleniami, które buszują po mojej głowie, o paralelach między praktykami ateńskimi sprzed ponad 2.000 lat z obecnymi praktykami stosowanymi w Polsce. Co cztery lata jesteśmy świadkami jak wielu najbardziej rozkrzyczanych, kłamliwych i fałszywych lub zagrażających osobom rządzących w państwie polityków, partie polityczne bez użycia skorupek wysyłają na “wygnanie” do instytucji Unii Europejskiej (niektórzy politycy robią to z dobrej nieprzymusznej woli – to już nie wygnanie). Nie jest ono zbyt bolesne dla “wygnanych”, bo bogowie dzisiejsi są międzynarodowi, można ich czcić równie dobrze w Belgii jak i w Polsce, na groby rodziny można swobodnie przyjeżdżać nie tylko w Dniu Zadusznym, ale kiedy dusza zapragnie. Co więcej: Ateńczykom nie płacono za opuszczenie kraju, a nasi “wygnańcy” dostają trzykrotnie większe pobory w Belgii w porównaniu z płacami krajowymi. Już tam mniej gardłują, rzadziej obrażają ludzi, bo do tego potrzebna jest znajomość jakiegoś zachodnioeuropejskiego języka, czyli wszystko jest prawie cacy lali – ale frustracje tym spowodowane wyładowują na współrodakach, czym ośmieszają w oczach innych nie tylko siebie ale i Polskę. Ta emigracja do instytucji Unii Europejskiej to rodzaj antymii greckiej.

Byłoby prawdziwą rozkoszą dla mych oczu oglądanie w telewizji skorumpowanego typa funkcjonującego poza własnym krajem za karę, czyli faktycznie bez wyroku skazanego na atymię, oglądać spacerującego w zimie nago po jednym z większych placów Warszawy lub Brukseli – nie jestem człowiekiem okrutnym i mściwym, nie chcę by gorszył dzieci golizną i nie zapadł na zdrowiu, pozwoliłbym mu na przyodzianie slipek i sandałów.

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.