Najlepsze nartowanie… gdzie świstaki gwiżdżą

0
Z cyklu:  Czas ruszyć… z miejsca siedzącego (39) Różne drogi emigracyjne zawiodły nas do niewielkiego (biorąc pod uwagę populację) kraju, który znajduje się w światowej czołówce gospodarzy letnich i zimowych igrzysk olimpijskich. Montreal gościł sportowców olimpiady letniej w 1976 roku, Calgary było gospodarzem igrzysk zimowych roku 1988, a niedawno, w 2010 roku, Vancouver-Whistler przyjęły tysiące sportowców i miłośników sportów zimowych. Właśnie do Whistler chciałbym dzisiaj zabrać drogich Czytelników i to nie w charakterze klaszczącej publiczności ale… ale powiedzmy sobie szczerze o-mało-co-olimpijczyków narciarzy. W 1860 roku, podczas prac kartograficznych na terenie leżącym 125 km na północny wschód od miasta Vancouver, szczyt góry o wysokości 2.180 m nazwano London Mountain ze względu na częste mgły. Wkrótce jednak dzięki odgłosom wydawanym przez liczną kolonię świstaków kanadyjskich zmieniono nazwę na Whistler, czyli… gwizdacz. Aż do roku 1914, kiedy przez dolinę Whistler ruszyła linia kolejowa firmy Great Pacific, trudno dostępne tereny były jedynie odwiedzane przez traperów. Rok później, nad malowniczym jeziorem górskim Alta, powstało pierwsze schronisko górskie, a okolica zaczęła słynąć z pięknych widoków i nieskażonej przyrody. Schroniska i ośrodki wypoczynkowe zaczęły wyrastać wokół jeziora ale dopiero w roku 1966 spółka akcyjna Garibaldi Lift Co. otworzyła na zboczu góry pierwszy wyciąg narciarski. Dzisiaj, proszę Państwa, jest to niezaprzeczalnie napiękniejszy, naj… naj pod każdym względem ośrodek narciarski w Kanadzie i we wszystkich rankingach (to nowe polskie słowo) jeden w pierwszej trójce w Ameryce Północnej. Miasteczko, które rozrosło się wzdłuż brzegów jeziora, liczy prawie 10.000 mieszkańców, którzy co roku goszczą ponad dwa miliony turystów z czego większość oczywiście to nar ciarze. Tereny zjazdowe Whistler-Blackcomb to dwie góry właśnie o tych nazwach o wysokości 2.180 i 2.284 m, a na ich zboczach rozciąga się 3.307 hektarów i ponad 200 tras narciarskich. Dla ciekawości proszę po-równać statystyki ośrodków ontaryjskich prezentowanych w poprzednich odcinkach… 100 hektarów, 12 tras? Żeby wydostać się z miastecz-ka na miejsca położone wyżej trzeba postać w kolejce do szybkiej, ośmioosobowej kolejki ale za to później i wyżej czeka na nas 37 (na obydwu górach) wyciągów krzesełkowych i orczykowych, które przerzucają 65.000 narciarzy na godzinę, a restauracje i grille rozrzucone na zboczach i szczytach mogą pomieścić 6.500 głodnych brzuchów. Szczyt góry Whistler wznosi się na 1.500 metrów ponad wioską narciarską (Blue Mountain -150 m) i będziemy potrzebować prawie godzinę i dwie przesiadki, żeby tam się dostać. Pamiętam doskonale moje wrażenie kiedy pierwszy raz wjechałem na to cudowne miejsce otoczone 360 stopniami niesamowitej panoramy widokowej Gór Skalistych. Kiedy jeszcze siedziałem na krzesełku ostatniego wyciągu zbliżając się szybko do szczytu w kieszeni kurtki zadzwonił telefon komórkowy. Kiedy próbowałem odebrać i usłyszeć głos mojej małżonki moje krzesełko minęło nagle ostatnią grań skalną i okazało się, że mam dwie sekundy do wyskoczenia z krzesełka… to był koniec wyciągu. Próbując nie pogubić rękawic, kijków i oczywiście telefonu niezdarnie ześliznąłem się z siedzenia trafiając rączką własnego kijka we własny nos. Był to niezapomniany moment kiedy piękny widok oglądałem poprzez łzy (wzruszenia?) z zapartym tchem przyciskając garść śniegu do krwawiącego nosa. Trudne początki wywróżyły piękny ciąg dalszy. Takich tras zjazdowych jak w Whistler-Blackcomb moje narty jeszcze nie dotykały. Najdłuższa, a tym samym najłatwiejsza trasa zielona, przeznaczona praktycznie dla narciarzy każdego poziomu, wiedzie szerokimi zakolami przez ponad 11 kilometrów z samego szczytu aż do wioski. Jest też wiele tras dla prawdziwych ekspertów największej klasy. Wybrałem się na jedną z nich ale wszystko co mogłem zrobić to z lękiem popatrzeć w dół. Niestety nie na wszystkie trasy starczyło moich olimpijskich umiejętności. Kilka z tych trudniejszych zjazdów nosi pamiątkowe oznaczenia olimpijskie, przy których można zrobić sobie zdjęcie zamiast ryzykować. Rok przed ostatnią olimpiadą uruchomiono następny naj… najdłuższy wyciąg-gondolę łączący niewspartą liną obydwa szczyty. Wyciąg Peak 2 wznosi się na 436 metrów ponad dnem doliny, a długość niczym niepodpartego odcinka wyciągu ma ponad trzy kilometry. Przejażdżka widokowa tym wyciągiem nie wlicza się w cenę całodziennnego biletu (96 dol.) obejmującego obydwa szczyty i kosztuje dodatkowe 50 dol. Jeżeli zdecydują się Państwo na wyprawę do Whistler to szczerze radzę poszukać całego pakietu narciarskiego a nie próbować skleić poszczególnych cen w jedną całość. Lot z Toronto do Vancouver i z powrotem, przejazd z lotniska do miasteczka (125 km autobusem), noclegi w hotelu i bilety na wyciągi, wszystkie te cztery elementy powinny znaleźć się w jednej wspólnej cenie. Rok przed olimpiadą udało mi się spędzić kwietniowy tydzień na stokach Whistler za cenę 1100 dol. plus wyżywienie we własnym zakresie. Nie polecam natomiast wynajmowania auta jadąc na narty. Większość czasu auto stoi bezczynnie bo kierowca i pasażerowie albo jeżdżą na deskach albo odzyskują utracone siły w saunie lub hot tub czy też co się czasem zdarza… piją piwo. Autobus z lotniska pod drzwi wyznaczonego hotelu kosztuje około 100 dol. (w obie strony), a parking na terenie miasteczka minimum 8 dol. dziennie. Jeżeli dysponujemy ekstra gotówką to ciekawą przygodą może być przejazd pociągiem widokowym Vancouver-Whistler, takim z wielkimi, panoramiczny-mi oknami, którym przejazd trwa ponad dwie godziny, wiedzie brzegiem oceanu i pomiędzy szczytami górskimi, a kosztuje w dwie strony 235 dol. od osoby. A propos ekstra gotówki lub pojemnej karty kredytowej to możemy jeszcze skorzystać zsuper frajdy, której w Ontario czy Quebecu na pewno nie znajdziemy… heliskiing, proszę Państwa. Jedyne 815 dol. zakupi nam trzykrotny wlot helikopterem w góry i zjazd z przewodnikiem po dziewiczym śniegu puszystym ku dołowi, co też może być uwiecznione na profesjonalnie nakręconym filmie. Mimo krwawiącego nosa były to moje naj… naj wakacje na deskach i polecam to miejsce wszystkim niedoszłym olimpijczykom. Hasło tygodnia: najlepsze nartowanie… gdzie świstaki gwiżdżą. Janusz Beynar janufr@rogers.com
Poleć:

O Autorze:

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.