Poczucie humoru

0
Poczucie humoru jest wielkim darem ludzi i narodów. My Polacy przekonaliśmy się o tym w trudnych czasach w ciągu naszej historii, szczególnie w czasie ostatniej wojny światowej i w okresie narzuconego nam komunizmu. Humor rozładowywał napięcia, szarość, nudę, nawet nieszczęścia czynił znośniejszymi. Pełne antologie kawałów, żartów, powiedzonek i humorystycznych piosenek z tych czasów są wprost niemożliwe do napisania, zajęłyby dziesiątki tomów. Humor jest jakąś potrzebą człowieka; ci z poczuciem humoru żyją dłużej, tacy znajdują przyjaciół, to wyróżnik człowieka inteligentnego. Oczywiście nie tylko poczucie humoru, ale i inne cechy jak refleks, logiczne myślenie, znalezienie wyjścia z trudnej i niespodziewanej sytuacji i kilka innych tego typu cech i zachowań, ale poczucie humoru jest ciągle jednym z ważniejszych składników inteligencji. Gdy taki człowiek ma dystans do siebie, toleruje, cieszy się, a nawet produkuje humorystyczne anegdotki o sobie, to już wyjątkowa cecha inteligenta. Ludzie różnych narodowości różnią się od siebie, to sprawa oczywista, ale gdy chcemy bliżej określić te różnice między np. Polakiem i Francuzem możemy mieć kłopoty, w tym chyba najbardziej pomaga nam humor poszczególnych nacji. Analizując tematy wypowiedzi humorystycznych, co w danym narodzie ludzi najbardziej bawi i styl tych wypowiedzi, możemy wtedy powoli odkrywać duszę narodu. Gdy Polska była zniewolona przez zaborców i przez sowiecki komunizm, najwięcej kawałów było na temat państw zaborczych i ich prominentów. Ja pamiętam, że za takie kawały szło się nawet do więzienia, to nie potrafiło jednak zamknąć ust humorystom. Któryś z polskich pisarzy wyśmiewał ten nadmiar kawałów politycznych powiedzeniem “słoń a sprawa polska”, czyli że troskę o nasze istnienie czy przetrwanie posuwano do absurdu, bo wyrażenie “a sprawa polska” można doczepić było do jakiegokolwiek słowa. O nas mogą świadczyć najlepiej kawały polskie, stworzone w kraju. Nie polegamy zbytnio na kawałach czy powiedzeniach humorystycznych spreparowanych poza krajem. Często to odwet za jakąś krzywdę rzeczywistą czy wyimaginowaną. Freud w jednym z mniej znanych swoich dzieł pisze, że gdy musimy rezygnować z czynnego wyrażenia agresji czy wrogości, ludzie uciekają się do oczerniania, a jeśli to oczernianie jest humorystyczne, i “gdy w ten sposób czynimy go [oczernianego]małym, żałosnym, godnym pogardy, śmiesznym, zdobywamy sobie okrężną drogą rozkosz zwycięstwa nad nim, które bez żadnego wysiłku potwierdza nam osoba trzecia swoim śmiechem”. To geneza tzw. “polish jokes” w Stanach, a i na terenie Niemiec, a ich twórcami są ludzie wypędzeni i z naszego kraju, który był i ich ojczyzną zaraz po drugiej wojnie światowej i w czasach czystek żydowskich. Polaków odsądza się w tych niby kawałach od wszystkiego co ludzkie, wytyka im się dziesiątki idiotycznych zachowań. Poświęciłem się i przeczytałem kilkaset tego typu kawałów. Są prymitywne, źle świadczą raczej o autorach tych tworów, niż o Polakach, dlatego radziłbym zapomnieć o nagonce medialnej na ich twórców człowiek inteligentny wyciągnie właściwe wnioski, a idiotom, którym te twory się podobają, nie zmienimy zdania różnymi odwoływaniami, straszeniem sprawą sądową. Inna sprawa, gdy Polaków czyni się narodem zbrodniarzy, twórcami obozów koncentracyjnych wtedy trzeba reagować i to zdecydowanie.
Ciekawe jest studiowanie kawałów różnych narodowości na ten sam temat. W nich jak w lustrze odbija się właśnie ta indywidualność narodowa. Nie ma narodu, w którego literaturze czy opowiastkach nie było kawałów o Żydach. Mógłbym przytaczać ichdziesiątki,przytoczędlaprzykładu tylko dwa. We Francji funkcjonuje następujący stary kawał: Dwaj Żydzi spotykają się na ulicy. Pożycz mi franka mówi jeden. Nie mam przy sobie. A w domu? Dziękuję, wszyscy zdrowi. Polski kawał: Żyd do Żyda: Co sądzisz o “Panu Tadeuszu?” Tak w ogóle, czy pod względem interesów? Widzimy na tym przykładzie, że Francuz postrzega Żyda jako skąpca, Polak jak geszewciarza. W każdym kraju ludzie lubią wyśmiewać się ze swoich pobratymców, zwłaszcza tych z najmniejszymi szansami życiowymi. W Polsce kiedyś wyśmiewano Poleszuka, który włażąc na drzewo nie tylko robił sobie obiad z owoców, ale i obuwał się, bo robił sobie kierpce z kory. Później śmiano się z Żydów byli przecież też członkami narodu, a gdy Hitler i Gomułka spowodowali, że zniknęli z Polski, śmiejemy się teraz najczęściej z górali. Francuzi wyśmiewają ludzi z ich byłych kolonii, najczęściej Algierczyków, Kanadyjczycy mieszkańców Nowej Fundlandii, Anglicy, i nie tylko oni, mają setki kawałów o skąpych Szkotach. Biedni Szkoci początkowo się mocno za to obrażali, bo w rzeczywistości nie są bardziej skąpi niż jakakolwiek inna nacja. Obecnie sami o swym rzekomym skąpstwie produkują kawały i są one lepsze od tych tworzonych poza granicami Szkocji, a zamykają usta obcym z mniejszym polotem artystycznym niż ich. Oto jeden z wielu autentycznych szkockich kawałów: Przychodzi Szkot do lekarza z poranionym czarnym językiem i relacjonuje: Wypadła mi butelka whisky, a ulica była świeżo wyasfaltowana. Warto się wsłuchać w kawały o poszczególnych narodach. To przeważnie złośliwe docinki oparte na przesądach i stereotypach, ale gdy się je bliżej przeanalizuje, poprzez stereotypy przebija się często coś co w jakimś sensie charakteryzuje negatywne cechy danego narodu. Najsłynniejszym powiedzieniem o Polakach jest chyba niemieckie pogardliwe wyrażenie Polnische Wirtschaft polska gospodarka. Była ona w swoim czasie byle jaka, Polacy nie mieli szansy rozwinąć jej pod zaborami, szczególnie pruskim. Dziś się nie słyszy tego pogardliwego powiedzenia, dziś ludzie myślący podziwiają tę gospodarkę, bo nie tak łatwo i często jak w innych krajach, nawet w Niemczech, ulega kryzysom. Zarzuca się nam antysemityzm i słusznie bo antysemitami jesteśmy, zarzuca się nam cwaniactwo i skłonności do kłamstwa, bo po temu dajemy powody. Jesteśmy złodziejami, owszem, przynajmniej w jakimś okresie byliśmy: po otwarciu granic tysiące samochodów ukradzionych przeważnie w Niemczach przerzucano do Polski, przebijano numery produkcyjne, ktoś tam rejestrował je nielegalnie i kursowały po naszych drogach. Zarzucano nam pijaństwo, bo faktycznie dużo pijemy, a po zlikwidowaniu kontroli granicznej w krajach Unii Europejskiej masa mętów społecznych wyemigrowała na zachód i tam dawała popisy co Polak potrafi. Nie ma potrzeby zżymać się na to, tak było, ale w tych sprawach jest coraz lepiej, zmienia się wizerunek Polaka, więc stare kawały i powiedzonka idą do lamusa. Przypominam sobie pewien incydent z czasów mojej młodości. Byłem uczniem języka francuskiego w międzynarodowej szkole językowej w Paryżu, w Alliance Francaise. Nauczycielka zaproponowała byśmy po francusku podawali krążące w świecie opinie o narodach i rasach. Padło powiedzenie, że leniwy jak murzyn, rozpustny jak Francuz, skąpy jak Szkot, ktoś podrzucił powiedzenie “soul comme un Polonais”, czyli pijany jak Polak. Byłem jedynym Polakiem w klasie, oczy wszystkich zwróciły się na mnie jak zareaguję. Zrobiłem minę kwaśną, nie okazałem entuzjazmu. Pani od razu dorzuciła wyjaśnienie, że to nie znaczy, iż Polak w mentalności francuskiej bywa pijany jak świnia, ale że ma głowę do trunków: gdy inni już leżą pod stołem na uczcie mocno zakrapianej, on nie tylko funkcjonuje w pozycji siedzącej, ale potrafi ciągle prowadzić mądrą konwersację. Dodała, że taka opinia o Polakach wśród Francuzów istnieje przynajmniej od czasów Napoleona. Poszperałem w literaturze i faktycznie odkryłem, że i Napoleon zazdrościł nam mocnej głowy. Miał się wyrazić po bitwie pod Samosierrą, że życzyłby sobie by Francuzi nie tylko pili tak jak Polacy, ale i bili się jak oni. Inny incydent dotyczy jednego ze zwycięstw Napoleona. Po pokonaniu wroga żołnierze celebrowali to zwycięstwo przez kilka dni i w apogeum uczty pokonani wrogowie ponownie zaatakowali. Tylko Polacy chwycili za miecze, nawet dosiedli koni, przepędzili atakujących ratując przed zagładą cały obóz inni ucztujący nie potrafili zmienić pozycji z leżącej na inną. Dzisiaj powiedzenie pijany jak Polak nabiera niestety znaczenia negatywnego sam widziałem polskich kloszardów słaniających się już od rana po ulicach Paryża.
Gdy już mowa o Francuzach wyłaniają się z kawałów i powiedzonek humorystycznych mocno podkolorowane ich cechy narodowe jak tchórzostwo, że nigdy nie wygrali żadnej wojny, nikomu nie udzielali pomocy, że zgubieni są w morzu kazirodztwa, piją kiepskie cienkie francuskie wina, które wychwalają pod niebiosy. Niemcy mieli zdobyć Francję w ciągu 10 minut, a Francuzi tak się popłakali z tego powodu, że wzruszyli Hitlera i pozwolił mi zachować kawałek kraju dla siebie. Kawały muszą przesadzać, inaczej nie zakotwiczyłyby się w mózgach ich odbiorców, ale mimo to widzimy w nich jakieś cienie realnych negatywnych cech narodowych. Oto kilka mocno przejaskrawionych kawałów o Francuzach, choćby ten, że najkrótsza książka napisana przez Francuza ma tytuł “Wojny, które wygraliśmy”, że w podparyskim Disneylandzie nie ma pokazów sztucznych ogni, bo Francuzi od razu by się poddali, że Chrystus nie mógł się narodzić we Francji, bo gdzie by można było znaleźć trzech mędrców i dziewicę itd., itp. Holendrzy w kawałach to ludzie, którzy legalizują wszystko, więc można tu zażywać wszelkie narkotyki, zabić własną babcię, a faktyczny ich wkład do kultury europejskiej to wiatraki, chodaki i ser. Niemcom kawalarze najbardziej dokuczają tym, że widzą w nich naród, który bardzo szybko przepoczwarzył się z nazistów w hippisów, że ich pasją życiową jest zachlewanie się piwem, a gdy organizm już więcej nie chce przyjąć tego trunku, wtedy knują nowe wojny, główkują jak mordować Żydów i kurwić Francuzów. To naród prawie w całości złożony z gejów i lezbijek.
Kawałami nie warto się przejmować, niosą jakieś przesłanie, często całkiem błędne, niekiedy, jak wspomniałem, jest w nich tylko jakieś ziarno prawdy. Kawały są po to, by się z nich śmiać jeśli zasługują na to, ignorować gdy są idiotyczne. Socjologowie zauważają, że nie tylko rozładowują nasz stres, ale gdy dotyczą groźnych tematów, to ośmieszenie ich czyni je mniej groźnymi, są łatwiejsze do strawienia. W Polsce okres kawałów politycznych faktycznie się skończył. Są tam jakieś podśmiechujki z naszych władz, z Unii Europejskiej, ale są one jakieś blade i nieciekawe. Gdy ktoś w towarzystwie próbuje żartować z Hitlera, Stalina, Gomułki i innych polskich komuszków, nie znajduje słuchaczy, bo to przeszłość, więc i kawały o niej są przestarzałe, z brodą. Kabarety nie zwijają się mimo skurczenia się tematyki humorystycznej, przeciwnie, jest ich coraz więcej . Ale im jest ich więcej, tym gorszy poziom. Stolicą kabareciarzy jest dziś Zielona Góra, ale żaden z tych kilku czy nawet kilkunastu kabaretów tego miasta mnie nigdy nie podniecił ani nie ucieszył. Jeszcze kawały czy kabareciarskie wypowiedzi czy śpiewki na “żelazne” tematy jak teściowa, blondynka, mały Jasio, księża, stara baba u lekarza, pijaństwo, zdrady małżeńskie, potrafią niekiedy rozjaśnić nam twarz, ale dość rzadko, bo są to przeważnie przeróbki starych kawałów. Wielka szkoda! Żyliśmy kiedyś w ciekawszych czasach, ale wszystko co dobre kończy się, taka jest dialektyka życia i historii, trzeba się z tym pogodzić.
Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.