To szczęście, że żyję tu i teraz

0

Żółtki, asfalty, siniaki, kakroczi… Takie określenia wcale nie są rzadkie w ustach ludzi zdawałoby się na poziomie. Trudno je uznać za pozytywne. Wyziera z nich niechęć, pogarda, poczucie wyższości. My, biali ludzie, to co innego. My, biali ludzie, rasa wyższa… Ooops, tego głośno już nikt nie powie co najwyżej pomyśli bo nie da się ukryć, że kojarzy się niedobrze. A w końcu ci, którzy uznawali teorię rasy wybranej, nas Polaków, i innych Słowian, też białych, ale gorszych tak jak my, uważali za niższą kategorię. Więc o wyższości ras nie mówi się explicite.

Kiedy uczyłam ESL w grupach złożonych ze studentów-przybyszy z najróżniejszych zakątków świata, miałam okazję do stanięcia twarzą w twarz z uprzedzeniami rasowymi par excellence. Studentki Polki w tej grupie nie miały inteligencji Einsteina, ale za to butne przekonanie o swojej inherentnej wyższości nad resztą grupy. A jaka była reszta? Niebiała, to fakt. Brązowa, azjatycka (czy orientalna, jak kto woli). Głównie Sri Lanka, poza tym Iran, Afganistan, Indie, Wietnam, Korea, Hong Kong, Filipiny. Kiedy moi studenci potrafili już powiedzieć co nieco, poprosiłam ich w ramach ćwiczeń językowych, aby przynieśli zdjęcia swoich rodzin, miejsc, skąd pochodzą. I tu moim puszącym się z wyższością Polkom opadły przysłowiowe szczęki. Zobaczyły nie lepianki z zacofanych krajach, a piękne czyste okwiecone domy, wypieszczone dzieciaki, ubrane w nieskazitelne barwne stroje, pięknie przygotowane przyjęcia. Widziałam, jak w ich głowach przewartościowują się dotychczasowe oceny. Zmienił się ton i miny. Potem kiedy angielski wystarczał do opowiedzenia o swoich myślach i uczuciach, w polskich oczach nie raz kręciła się łza, kiedy koledzy z ESL-owskiej ławy opowiadali o swoich przeżyciach. Rodzina z Iranu, która z powodów religijnych musiała uciekać przez pasmo gór zdając się na łaskę i niełaskę słono opłacanego przewodnika. Młody Wietnamczyk, jeden z tzw. boat people, którego matka miała 10 minut na podjęcie decyzji, które z szóstki dzieci wyznaczy na podróż przeładowaną uchodźcami łodzią, mającą na końcu niepewnej trasy wolność, ale po drodze karabiny i kule patroli i bezmiar głębin oceanu. Wszyscy ci jakże odmienni od siebie pod względem religii, tradycji, jedzenia i stroju ludzie okazywali się tacy sami wszyscy chcieli pokoju, szczęścia i dobrej przyszłości dla swoich dzieci, zdrowia i bezpieczeństwa. Dlatego ryzykowali niejednokrotnie życiem, zostawiali ukochane, piękne kraje o łagodnych, przyjaznych człowiekowi klimatach dla śniegów i miesięcy bez ciepłego słońca i barw kwiatów, dla nowej, nie od razu zrozumiałej kultury.

Moi studenci żegnali się po kilku miesiącach z żalem. Popróbowali już swoich kulinarnych przysmaków, nauczyli się podstawowych rytuałów, dowiedzieli się o krajach pochodzenia swoich kolegów, potańczyli przy dźwiękach jakże egzotycznie brzmiącej muzyki. Moje studentki ze Sri Lanki owinęły mnie w bajecznie kolorowe sari oh, jakże pięknie kobiecy i wdzięczny to strój… Swoje koleżanki Polki też poprzebierały miałyśmy do wyboru kilkanaście różnych odcieni i barw. Wszystkie w napięciu kibicowałyśmy jednej z Tamilek, która wychodziała za mąż z miłości, wbrew rodzinie swego ukochanego. Ślub był piękny, bajecznie kolorowy. Goszczono nas, białe kobiety, na nim jak królowe.

Na ostatnim “potlucku” (kiedy każdy przynosił danie z własnej etnicznej kuchni) brązowi zajadali bigos i śledzie, a moje białe studentki biryani i cous cous.

I tyle pozostało z początkowych napuszeń. Irańczyk okazał się poetą. Dwie Tamilki nauczycielkami akademickimi, a trzecia wysoko wykwalifikowaną laborantką. Egipcjanka księgową. Afgańczyk mechanikiem kolejowym. Polki miały ledwie maturę Lidka sprzątała, Anka pracowała w stołówce szkolnej.

W sklepie Starsky w Mississaudze zakupy razem ze mną robi Malezyjka i Chińczyk ona zachwyca się polską kiełbasą, a on kapustą kwaszoną i ogórkami małosolnymi. W szpitalu pielęgniarki, podobnie jak i pacjenci, mają wszystkie możliwe odcienie i kolory skóry. Nie zauważam, czy z troską po wychudzonej i pokłutej od kroplówek dłoni moją Mamę głaszcze Murzynka, Karaibka, Filipinka czy Ukrainka. Wszystkie przynoszą ulgę w cierpieniu.

I za to kocham ten kraj. Za to, że każdy może się w nim czuć dobrze i jest mile widziany. Dziękuję Bogu za to, że to jest kraj, w którym żyję, z wyboru, właśnie dlatego, że okazuje na co dzień szacunek wszystkim bez wyjątku. Nikt nie jest lepszy a priori.

Patrzę na zdjęcie prezydenta Obamy siedzącego w tym samym autobusie, w którym prawie 60 lat temu odważna czarnoskóra kobieta z Alabamy Rosa Parks nie chciała zgodzić się na segregację, na trwanie zbrodni jaką był rasizm. Miała przed oczami historię swojego ludu lincze, białe kaptury KluKluxKlanu, pejcze strażników pilnujących dyscyliny na plantacjach, targi gdzie butni biali plantatorzy bez drgnienia powieki kupowali matkę, zostawiając innemu jej dziecko, głusi na rozdzierające krzyki rozstania i już planujący nocne pijane harce z zastraszonymi młodymi czarnoskórymi dziewczynkami.

To już przeszłość. Chociaż jeszcze w późnych latach 1970. wielobarwna etnicznie grupa z Seneca College odwiedzająca południe Stanów nie była przez pół godziny obsługiwana w pustawym “dinerze” na prowincji jak się okazało, z powodu czarnej skóry jednej z dziewcząt. Kiedy biali mieszkańcy Tennessee czy Kentucky dadzą sobie “w szyję” wypływa z nich prawdziwe dziedzictwo Południa gęsto naszpikowane wyrazem “nigger”. Generalnie jednak to już przeszłość.

Nie mogę, nie mogę pojąć jak można nie rozumieć, że wszyscy jesteśmy w głębi tacy sami jako przedstawiciele homo sapiens, a to co czyni jednych dobrymi, a drugich łajdakami i kreaturami to na pewno nie kolor skóry, język czy wyznanie. Wystarczy rozejrzeć się dobrze po tzw. “swoich”. Niby biali, niby z tej samej kultury, niby jedzą to samo, a jednak…

Błogosławię czasy, w których pogardę i opartą na ignorancji nienawiść trzeba głęboko kryć. Szkoda, że w ogóle jeszcze istnieją.

 

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.