Zmiana mentalności konieczna

0
W Polsce tak dziwnie jest od wieków, że w czasie zagrożenia, zniewolenia, czy uciemiężenia jesteśmy zjednoczeni, natomiast kiedy nic nam nie zagraża, nie wytrzymujemy spokoju i zgody zbyt długo. Żeby to chociaż było zwykle dzielenie, jak w dojrzałych demokracjach! Jedna partia ma pomysł co robić, żeby wszystkim było lepiej, druga ma pomysł inny. Elektorat słucha argumentów i wybiera większością głosów. U nas historycznie było to dzielenie na obozy wrogie sobie do granic nienawiści. I za każdym razem była to ta sama ideologiczna mentalność, która pogrążała kraj w otchłani. W Rzeczpospolitej szlacheckiej to samowola zadufanych w sobie i często tępych członków szlachty z ich warcholstwem, przekupstwem i liberum veto doprowadziła kraj do ruiny. Postępowa cześć szlachty, wraz z ówczesną elitą narodu musiały użyć fortelu, żeby móc uchwalić Konstytucję Trzeciego Maja i ratować kraj. Uchwalono ją, kiedy większość posłów ówczesnej frakcji warcholskiej (dziś nazwalibyśmy ją skrajną prawicą) przebywała na urlopach. W wyzwolonej po pierwszej wojnie światowej Polsce wydawało się, że Polacy są zjednoczeni, zagrożenie bolszewickie zjednoczyło nas jeszcze bardziej, ale gdy tylko niebezpieczeństwo minęło, znów skrajna prawica zaczęła jątrzyć, doprowadzając kraj do stanu wrzenia. Nacjonalistyczne, szowinistyczne i rasistowskie hasła endecji przeciwko znacznie spokojniejszemu obozowi piłsudczyków przygotowały atmosferę do zamordowania pierwszego Prezydenta Rzeczypospolitej. Dziś, kiedy mamy demokrację, kiedy Polska na tle pogrążającego Europę kryzysu osiąga lepsze od innych krajów wyniki gospodarcze, kiedy widać wielki postęp(nietracączoczu licznychjeszczeniedociągnięć)mamyznówpoważny, grożący nieopisanymi skutkami podział Narodu. Żaden dialog nie wydaje się możliwy, ponieważ strona inicjująca ten podział i skutecznie go od szeregu lat utrwalająca, głucha jest na wszelkie argumenty. Autorytety moralne, dawniej uznawane za wspólne dla wszystkich Polaków, zostają oplute z chwilą, gdy tylko opowiadają się po stronie rozsądku. Z kolei, trudno tej stronie, z którą ja się identyfikuję, uznawać za autorytety ludzi, którzy posługują się tragedią smoleńską w celu osiągnięcia korzyści politycznych, którzy demokratycznie wybrany rząd obrzucają bezpodstawnymi oskarżeniami o morderstwo i zdradę. Jeśli mają podstawy, dlaczego nie pójdą z tym do sądu, nawet do sądu Europejskiego? Do chwili udowodnienia winy przez sąd, istnieje domniemanie niewinności, o czym politycy powinni wiedzieć. Trudno uznać za autorytety ludzi, którzy dla celów politycznych wspierają zwykłą manipulację, według której TV Trwam miałaby być „odebrana”. Ci, którzy chcą ją oglądać, będą nadal mogli to robić tak samo, jak dotychczas, bo transmitowana jest drogą satelitarną. Tu NIC się nie zmieni. Niedostanie się na platformę multipleksu cyfrowego jest spowodowane odmową przez koncern Radia Maryja podania dowodów zabezpieczenia finansowania, wymaganych od wszystkich. Dlaczego TV Trwam miałaby być traktowana inaczej, niż wszystkie inne podmioty gospodarcze? A tysiące wychodzą na ulice miast i krzyczą o dyskryminacji i “braku wolności”. Trudno rozmawiać z ludźmi, którzy publicznie udają, że Polska jest zniewolona, nie uznają własnego państwa, krzyczą, że szaleje cenzura i usiłują stworzyć atmosferę, jakoby to, co oni piszą było “drugim obiegiem”. Tymczasem te ich pisma można kupić w każdym stoisku z gazetami, ich redaktorzy i politycy jeżdżą po świecie, oskarżając polskie władze o zdradę i nic im się za to nie dzieje. Czyśmy wszyscy powariowali? Czekałem, że Kościół, wzorem dawnych lat, będzie usiłował doprowadzić do porozumienia stron na bazie wspólnego interesu, jakim jest dla wszystkich dobro Polski. Niestety, Kościół stał się stroną w konflikcie głosząc, że nieprzyznanie koncesji TV Trwam stanowi „atak na katolicyzm”. Jedna strona nie trzyma się żadnych zasad, ani “reguł gry”, jest w wielu sytuacjach nieobliczalna. Czy ktoś wyobraża sobie, żeby w Kanadzie można było swobodnie maszerować po ulicach z transparentami nazywającymi premiera zdrajcą, czy mordercą? To jest grube przekroczenie, przy którym policja wkroczyłaby do akcji. I słusznie. Może coś jest nie tak z naszą mentalnością? Mamy demokrację, uznaną przez inne demokratyczne państwa. Demokracja, czyli ludowładztwo, oznacza przyjmowanie decyzji zapadającej głosem większości i akceptację tego wyboru przez mniejszość. Taki tryb postępowania powinien obowiązywać od parlamentu począwszy, w dół do najmniejszych organizacji społecznych. Cóż, kiedy wielu uważa, że demokracja demokracją, a nasze i tak ma być na wierzchu i koniec dyskusji. Chciałbym tu opisać jeden drastyczny przykład takiego podeptania zasad demokratycznego wyboru i wszelkich norm przyzwoitości. O historii tej, która wydarzyła się kilka lat temu, dowiedziałem się od znajomej, nauczycielki w szkole w jednym z mniejszych miast w Polsce. Przez lata szkoła nosiła imię gen. Karola Świerczewskiego. Przyszedł nareszcie czas wyrzucenia go z pamięci, po czym szkoła pozostała bez patrona. Padły trzy propozycje: Marszałka J. Piłsudskiego, Mikołaja Kopernika i Janusza Korczaka. Kandydatura Piłsudskiego promowana była przez dyrekcję szkoły i jakąś organizację kombatancką z zewnątrz. Ale skoro padły trzy propozycje, nie było innego wyjścia, jak dokonać wyboru na drodze głosowania przez nauczycieli, rodziców i same dzieci, po obejrzeniu prezentacji ze strony proponentów trzech kandydatur. Nauczycielka historii dostała polecenie promowania kandydatury Piłsudskiego. Przyszedł dzień decyzji. Moja znajoma wraz z grupą nauczycieli przygotowała prezentację o Korczaku taką, że po jej zakończeniu widownia nie kryła łez wzruszenia. W głosowaniu Korczak wygrał bezapelacyjnie. Dyrektor, który nie brał pod uwagę, że zwolennicy Korczaka mogą przedstawić swoje racje tak przekonująco, zdenerwował się, ale wyniku nie dało się podważyć. Procedura nadania imienia wymagała jeszcze zgłoszenia do urzędu miasta, do oficjalnej akceptacji. Dyrektor wniosku nie złożył. Nazajutrz po wyborach został wezwany do burmistrza i zakazano mu składania wniosku, bo gdyby go złożył, burmistrz musiałby się tłumaczyć, dlaczego nie wyraża zgody. A zgody nie mógł wyrazić, bo miał naciski… Aferę w prasie szybko uciszono. Dzieci były strasznie zawiedzione. Jak im wytłumaczyć, że ich wybór został podeptany, że demokracja to mit? Szkoła miała dostać imię Piłsudskiego, bo tak zadecydowała pewna grupa. A Korczak? Hmm, wiadomo przecież, że on, no, sami rozumiecie… i nieważne, że powołują sie na niego największe autorytety. Były naciski z góry i miało być tak, jak sobie życzą decydenci. Szkoła do dziś nie ma patrona. Zawsze szanowałem Józefa Piłsudskiego. Ale tutaj był podeptany demokratyczny wybór. Najsmutniejsze, że dano przykład kpin z demokracji ufnym i jeszcze niezdeprawowanym realiami polityki dzieciom Czy naprawdę nie jest nam potrzebna zmiana mentalności?
Poleć:

O Autorze:

Witold Liliental

Urodzony w Polsce, dorastający w Południowej Afryce, inżynier metalurg z zawodu (dyplom z Polski) i dziennikarz, propagujący tolerancję rasową, szczególnie aktywny w obalaniu stereotypów i uogólnień, popularyzator historii Polski i osiągnięć Polaków w starym kraju i na świecie, recenzent wydarzeń kulturalnych i książek.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.