Holokaust to także polskie doświadczenie

0
Z cyklu: ROZMOWY POLSKIEJ AGENCJI PRASOWEJ Zagłada Żydów jest również polskim doświadczeniem. Niezwykłym zobowiązaniem, wyzwaniem oraz szansą dla Polaków na zgłębienie faktów, zmierzenie wymiarów dobra i zła w człowieku – mówi w wywiadzie dla PAP prof. Jacek Leociak z PAN, znawca problematyki Holokaustu. PAP: Przyjmuje się, że w ciągu dwóch miesięcy, od 22 lipca do 21 września 1942 r., ok. 300 tys. ludzi, mieszkańców warszawskiego getta, przetransportowano do komór Treblinki. Czy data ta – 22 lipca 1942 r. – nie jest jedną z najważniejszych dat w historii Warszawy? J.L.: To data niezmiernie ważna z kilku powodów. W getcie byli nie tylko Żydzi warszawscy. W kolejnych falach przymusowej migracji przyjeżdżali tu uchodźcy i przesiedleńcy. W przededniu zamknięcia getta ich liczba sięgała 90 tys. (z terytoriów włączonych do III Rzeszy), potem przybyło jeszcze ok. 50 tys. (głównie z zachodniej i wschodniej części dystryktu warszawskiego). Za murami getta zamkniętych było nawet do 460 tys. ludzi. Liczby mówią same za siebie. Likwidacja największego getta w Europie to wydarzenie bez precedensu; jest to wydarzenie pierwszej wagi w kalendarium zagłady Żydów europejskich. Historia getta warszawskiego składa się z dwóch części. Pierwsza część to okres od zamknięcia dzielnicy 16 listopada 1940 r. do 22 lipca 1942 r., czyli rozpoczęcia akcji likwidacyjnej. Ten czas można nazwać okresem eksterminacji pośredniej. Choć śmiertelność w getcie do lipca 1942 r. wyniosła od 90 do 100 tys. osób, to była ona przede wszystkim spowodowana “przyczynami naturalnymi”: głodem, chorobami, strasznymi warunkami egzystencji. Po 22 lipca rozpoczyna się etap eksterminacji bezpośredniej; tych wszystkich Żydów, których zgromadzono na Umschlagplatzu, od razu transportowano do komór gazowych. Tam już nikt nie organizował nawet niewolniczej pracy. Ile miał przed sobą życia ten, który stanął na rampie kolejowej Treblinki? Od godziny do maksymalnie dwóch godzin. Wyłączając tych, którzy pracowali przy ciałach w ramach Sonderkommando, które obsługiwało niemiecką machinę śmierci. Data ta oznaczała kres pewnej epoki dla mieszkańców getta. Wcześniej próbowano w nim organizować życie społeczne, kulturalne; istniały urzędy, teatry, miejsca rozrywki, partie polityczne i konspiracja. Ci ludzie próbowali żyć “w cieniu śmierci”. PAP: A czy mieszkańcy getta mieli świadomość zbliżającego się końca? J.L.: Cezura 22 lipca jest kluczowa przy pytaniu o stan świadomości Żydów z getta dotyczących ich przyszłych losów. Czy oni sobie zdawali sprawę czym była Zagłada? Z perspektywy czasu dobrze wiemy, że Niemcy planowali wymordowanie wszystkich Żydów, także tych, którzy znajdowali się w łonach żydowskich matek. Dla tamtych Żydów etap przed lipcem 1942 r. był tylko kolejnym okresem w prześladowaniach wyznawców judaizmu w historii. Założenie getta było dla nich czymś oswojonym w sensie tradycji. Źródła mówią, że niektórzy Żydzi poczuli ulgę na wieść, że getto zostało zamknięte. Ciągłe zmiany jego granic były dla Żydów uciążliwe, wielokrotnie musieli oni przeprowadzać się z miejsca na miejsce. “Okropne warunki, ciasnota, głód, ale przetrwamy, tak jak to wielokrotnie bywało w historii” – zapewne myśleli ci ludzie; to był ich błąd, ale błąd niezawiniony, gdyż takie myślenie było uprawnione. Przebieg akcji likwidacyjnej pokazał jednak wszystkim, że oprawcom nie chodziło o udręczenie Żydów, ale ich fizyczne zlikwidowanie. Bez doświadczenia akcji likwidacyjnej nie byłoby woli walki w getcie. Trzeba było utracić wszelką nadzieję, aby rozpocząć zbrojne powstanie przeciw Niemcom. PAP: A jak Polacy, “z perspektywy zza muru”, postrzegali los Żydów? J.L.: W prasie konspiracyjnej ukazywały się informacje na temat akcji Reinhardt; były wzmianki, że Niemcy rozpoczęli jakąś akcję na ogromną skalę. Trzeba rozróżnić jednak sposób przeprowadzenia akcji likwidacji getta warszawskiego od podobnych tego typu akcji w innych miejscach GG. Getto warszawskie było odizolowane od reszty miasta; było zamkniętą przestrzenią znajdującą się poza bezpośrednim polem obserwacji warszawiaków. Ci byli świadkami pośrednimi widzieli jedynie “strzępy obrazu”. Natomiast na prowincji nie było murów. Żydów koncentrowano na głównych placach miejscowości; tam ich upokarzano, bito, a następnie prowadzono do wagonów kolejowych. Wszystko to działo się na oczach Polaków. Ta różnica to niezwykle istotny element, jeśli pytamy o polskie doświadczenia związane z Zagładą. Polacy byli świadkami Holokaustu; co z tym doświadczeniem robiliśmy i robimy po dziś dzień to oddzielne pytanie. Na jednym biegunie stoi czynna współpraca z Niemcami, szmalcownictwo i zabijanie Żydów; na drugim – ratowanie Żydów. W centrum znajduje się natomiast postawa obojętności, wycofania. Istniało “morze ludzi biernych”, którzy obserwowali Zagładę ze współczuciem albo z satysfakcją. Ulica warszawska znała np. powiedzenie, że “Hitler dobrze zrobił z Żydami”. Inni, nawet przed wojną nastawieni antysemicko, byli w stanie narażać życie dla pomocy Żydom. Świadomość tego, co działo się w getcie wśród Polaków była dość duża. W końcu września 1942 r., kilka dni po zakończeniu akcji, ukazała się konspiracyjna broszura Antoniego Szymanowskiego “Likwidacja getta warszawskiego” – swoisty raport napisany w konwencji literackiego reportażu. Wiadomo, że Szymanowski nie był w getcie, ale dobrze udokumentował swoją pracę. Personalizuje on tragedie, zamieścił nawet imiona ludzi, którzy mieli pozostać bezimienni. Druga broszura informująca o likwidacji getta to “Protest” autorstwa Zofii Kossak-Szczuckiej, która przed wojną była nastawiono antysemicko. Napisała ona, że Żydzi nie przestali być wrogami narodu polskiego; ale byli naszymi bliźnimi i należała im się pomoc. Według Kossak- Szczuckiej, ci, którzy milczą wobec Zagłady, są jej współautorami. PAP: Jak tematyka getta i Zagłady funkcjonuje w świadomości współczesnych warszawiaków? J.L.: Wydaje mi się, że mamy świadomość tego, co się wówczas wydarzyło. Akcja likwidacyjna, ale przede wszystkim powstanie w getcie warszawskim, to moment, gdy Zagłada wylewa się poza mury getta i staje się doświadczeniem warszawiaków. Dlatego jest ona niezwykle istotna dla polskiej refleksji nad rodzimą tożsamością. To jest kluczowe, uniwersalne doświadczenie XX wieku. Przemyślenie konsekwencji tego wydarzenie jest niezbędne dla budowania przyszłości. Zagłada nie jest tylko sprawą żydowską; to także polskie doświadczenie. To niezwykłe zobowiązanie, wyzwanie, nawet szansa dla Polaków. Szansa na zgłębienie faktów, zmierzenie wymiarów dobra i zła w człowieku. To najpoważniejsze sprawy, na jakie można się zdobyć w swojej refleksji. Jeśli chcemy być traktowani jako naród dojrzały i obywatelski to musimy podejmować otwarcie także doświadczenia związane z Zagładą. PAP: Czy problematyka likwidacji getta jest już na tyle zbadana, że nie kryje w sobie żadnych białych plam? J.L.: Jest ogromnie rozbudowana historiografia Holokaustu. Na temat akcji Reinhardt napisano wiele. Co jeszcze można zbadać? Każdy historyk jest świadomy tego, że przeszłość jest nie do opisania, że zawsze można dotrzeć do czegoś nowego. Na pewno należy kontynuować proces badania polskiego świadkowania Zagładzie. Sam mechanizm Holokaustu został zbadany, doskonale opisani są jego sprawcy. Wiemy “jak”, ale nie wiemy “dlaczego”, co więcej, nie wiadomo, czy kiedykolwiek poznamy odpowiedź na to pytanie. Dlatego tak istotne jest zbadanie w pełnym spektrum najróżniejszych przejawów relacji polsko-żydowskich. To bardzo trudny teren badawczy, podatny na manipulacje polityczne, na ideologiczną instrumentalizację. Przykładem jest zmitologizowana przez lata historia Żydowskiego Związku Wojskowego. W iście detektywistyczny sposób zdemaskowali ją niedawno Dariusz Libionka i Laurence Weinbaum w książce “Bohaterowie, hochsztaplerzy, opisywacze – wokół Żydowskiego Związku Wojskowego”. PAP: Czy jest jeszcze nadzieja na odnalezienie ostatniej, trzeciej części Archiwum Ringelbluma? J.L.: Podobnie jak wielu innych badaczy, np. Tadeusz Epstein uważam, że nie ma twardych dowodów na jej istnienie. Archiwum było sporządzone w sposób bardzo profesjonalny przez historyków, socjologów, archiwistów i dokumentalistów. W tej strukturze nie ma miejsca na jakiś dodatkowy element. Historia trzeciej części archiwum jest związana z relacją Marka Edelmana mówiącą o jej zakopaniu w kamienicy przy ul. Świętojerskiej 34 niedaleko Placu Krasińskich. Bardziej prawdopodobne jednak, że Edelman zakopał archiwum Bundu – żydowskiej partii lewicowej. W sprawie rzekomej trzeciej części Archiwum Ringelbluma prowadzono badania i odwierty. Podczas nich odkryto zarysy piwnicy wspomnianej kamienicy, ale nic innego nie znaleziono. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że teren getta to jeden wielki cmentarz i na pewno coś nieznanego na tym obszarze jeszcze tkwi. Cieszmy się, że mamy dwie części archiwum i starajmy się je wydać. Wysiłki w tym kierunki czyni Żydowski Instytut Historyczny. PAP: Co pozostało z getta warszawskiego do dziś? J.L.: Fenomen obecności getta w Warszawie polega na tym, że jego materialnych śladów w stolicy jest niewiele w przeciwieństwie np. do Łodzi. Jak się chodzi po łódzkich ulicach widzi się domy, które były w obrębie dzielnicy zamkniętej. Warszawa w styczniu 1945 r. była miastem kompletnie zrujnowanym. W tzw. części aryjskiej stały wypalone kikuty domów. Z kolei w getcie nie było ruin, była jedynie pustka – “morze martwe”. Wyzwaniem dla dzisiejszych warszawiaków jest to, aby w wyobraźni wrócić pamięci do czasów getta. Pomóc nam mogą ostańce, czyli te materialne ślady getta, np. kawałki kamienic czy bruku, które zachowały się do dnia dzisiejszego. Są one widoczne szczególnie na terenie tzw. małego getta (w południowym obszarze getta warszawskiego), ale i ich – z biegiem lat – ubywa. Do wydanej w 2001 r. publikacji “Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście”, którą napisałem wspólnie z prof. Barbarą Engelking, dołączona została mapa wspomnianych ostańców. Dziś okazuje się, że tylko niewiele ponad połowa z wymienionych śladów getta się zachowała. W 2008 r. zrealizowano projekt oznaczenia 21 miejsc przebiegu granic getta na obszarze Warszawy. Wszystko to przyczynia się do kształtowania naszej zbiorowej wyobraźni o getcie. Rozmawiał Waldemar Kowalski (PAP)  

Prof. Jacek Leociak

Prof. Jacek Leociak jest pracownikiem Instytutu Badań Literackich PAN i Centrum Badań nad Zagładą Żydów w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Jest autorem m.in. publikacji poświęconych gettu warszawskiemu: “Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście” (wspólnie z prof. Barbarą Engelking; 2001) i “Spojrzenia na warszawskie getto” (2011).  
Poleć:

O Autorze:

PAP

PAP to największa agencja informacyjna w Polsce. Zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. Przez całą dobę, 7 dni w tygodniu 250 dziennikarzy i 40 fotoreporterów przygotowuje serwisy informacyjne, z których korzystają media, instytucje, urzędy państwowe i przedsiębiorcy.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.