Tę książkę warto przeczytać

4
Od wielu pokoleń Polacy chętnie czytają literaturę związaną z minionymi wydarzeniami i procesami społeczno-historycznymi, które na wszystkich z nas pozostawiły ślad. Historia pod tym względem była niezwykle hojna, fundując nam zabory, powstania narodowe, obydwie wojny światowe, deportacje na wschód i hitlerowską okupację, powojenny stalinizm, kolejne bunty społeczeństwa aż po Solidarność, stan wojenny i wreszcie odzyskanie niepodległości. O wszystkich tych wydarzeniach kolejne pokolenia czytają, ponieważ w literaturze tej chcą odnaleźć siebie samych, z pewnym wzruszeniem móc wskazać dzieciom: “patrz, tak rzeczywiście było, ja właśnie w tym czasie…”. I potrafimy odróżnić prawdę od fałszu, rozpoznać dobrze oddany klimat od jakiegoś, który nas nastraja całkiem inaczej, niż to, co tak dobrze zapamiętaliśmy. Jest jeszcze jedna ważna zaleta takiej literatury, oczywiście tej rzetelnej, prawdziwej. Otóż za sto lat, czy więcej, historyk, żeby lepiej móc zbadać i zrozumieć interesujący go okres, musi sięgać nie tylko do oficjalnych diariuszy i statystyk musi poznać autentyczny klimat społeczny badanych przez siebie czasów, zrozumieć siły motywujące ludzkie zachowania. A to znajdzie tylko w literaturze wspomnieniowej. Dokonany w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia wielki exodus Polaków do krajów zachodnich, chyba największy od czasów tzw. Wielkiej Emigracji po Powstaniu Listopadowym i późniejszej emigracji zarobkowej biedoty, zaliczam do szeregu tych wielkich społecznych wydarzeń, które na zawsze odmieniły losy Polaków. Po wielu latach kompletnego ignorowania tej, można śmiało rzec, epopei narodowej, doczekał się on nareszcie pozycji literackiej, która wyjątkowo uczciwe, otwarcie, odważnie i kompleksowo oddaje nie tylko fakty, bo i autentyczny klimat tego, co było udziałem tak wielu Polaków decydujących się na opuszczenie starego kraju. Czy warto bylo Przede mną leży właśnie przeczytana książka autorstwa Liliany Arkuszewskiej: z podtytułem: “Odyseja dżinsowych Kolumbów”. Trudno mi się było od niej oderwać. Autorka, na pięciuset stronach opisuje szarzyznę życia w PRL, tzw. “ery późnego Gierka”, proces dojrzewania decyzji emigracji z Polski. Przybliża nam trudności, z jakimi musieli się zmagać nieznający często języka Polonusi, oczekujący na wizę do wymarzonego kraju, wreszcie opisuje pierwsze kroki, szok kulturalny, zwłaszcza dla tych, którzy osiedlili się po naszej stronie Atlantyku i wreszcie powolne odnajdywanie się w nowej rzeczywistości. Na kartkach tej książki poznamy nie tylko to, czego możemy się spodziewać po tym wstępie. Będziemy świadkami trzech miłości, które są, niejako, tkanką wiążącą wszystkie inne wydarzenia, a więc gorącej i zmysłowej miłości żony ze swoim mężem, czułej miłości matczynej i miłości spajającej rodzinę. Bez nich wszystko inne stałoby pod znakiem zapytania. Ale poznajemy też smak duchowego rozdarcia. W tych czasach w PRL-u tresowano nas, byśmy na ucieczkę z kraju patrzyli jak na zdradę. Autorka też i z tym uczuciem musiała się zmierzyć. Znam to uczucie doskonale, jako że sam z nim się zmagałem. Rozterkę duchową potęgował fakt, że ten, kto “wybrał wolność” nie miał powrotu do Polski, jak dziś. Pochodzimy z różnych miast i miasteczek w Polsce. Powody, dla których zdecydowaliśmy się wyjechać z Polski, bądź nie wracać z pobytu na Zachodzie, też były różne. Trafiliśmy tu wieloma okrężnymi drogami, reprezentujemy różne poziomy wykształcenia i posiadamy różne umiejętności. Ale początki w nowym miejscu były chyba wszędzie bardzo podobne. Książka Liliany Arkuszewskiej ukazuje historię jednej rodziny inteligenckiej i jej najbliższych, pochodzących ze Szczecina i trafiających do Kanady. Moja historia była odmienna. Wyjechałem z Polski bez zamiaru zostawania na Zachodzie, a dramatyczne wydarzenia w Polsce zdecydowały za mnie i moje początki miały miejsce nie w Kanadzie, lecz w Arizonie. W odróżnieniu od autorki i jej najbliższych, nie miałem do pokonania bariery językowej. A jednak, kiedy czytam tę książkę, poznaję siebie sprzed ponad trzydziestu lat temu. Ta sama atmosfera, te same problemy, te same trudności psychologiczne w dostosowaniu się do nowego życia, do całkiem innej mentalności otaczającego społeczeństwa. Tak samo odnajduję siebie i swoje własne myśli, kiedy czytam refleksje autorki na temat tego, co zostawiła w Polsce. Dramat pustych półek w sklepach i konieczność wystawania w wielogodzinnych kolejkach po głupią kostkę masła stały się katalizatorem decyzji, żeby wyjechać z tego łez padołu. Zwłaszcza, kiedy wróciło się z wycieczki do Peru i zobaczyło, jak można inaczej żyć.
Ale to mimo wszystko była Ojczyzna! Decyzja nie przyszła łatwo. Cisną mi się na klawiaturę (już dziś nie możemy mówić: “papier”) słowa piosenki z 1981 roku, które najlepiej oddają tamten klimat:
W wielkim świecie zagubiona, Chudym latom wiecznie wierna Z twarzą smutną, poszarzałą Pod sklepami w tłum wciśnięta Kołysana pszenicami, posiepana wojenkami Twoja Polska… Nasza… Święta. Książka Liliany Arkuszewskiej jest szczera do bólu. Rozmowy jej bohaterów nie są upiększone ani ugrzecznione. Są takie, jakie słyszymy często w środowisku polskim, łącznie z wulgaryzmami. Zaakceptowaliśmy je od dawna w filmach, musimy je zaakceptować w literaturze pisanej, w cytowanych dialogach. Po prostu dodają autentyzmu. Powieść ta, będąca literaturą faktu, opisem własnych doświadczeń autorki i jej najbliższych, ukazuje poniżające naszą godność procedery, uprawiane przez wielu Polaków, jak misternie planowany przemyt towarów, na których można zarobić,albooszukiwanieautomatów telefonicznych w Paryżu. Ale ci sami ludzie, bohaterowie opowieści, po wielu latach przyznają, że po to wyjechali z Polski (oczywiście ówczesnej!), żeby nie byli zmuszani tamtymi warunkami robić czegoś, czym się sami dziś brzydzą.
Liliiana Arkuszewska

Liliiana Arkuszewska

Śledząc na kartkach tej odysei kolejne fazy życia nowych, a później już osiadłych emigrantów, miałem niejednokrotnie uczucie pewnej nostalgii. Nie było wtedy łatwo, ale do przeszłości, kiedy byliśmy młodsi, zawsze będziemy wracać. Wracałem więc, czytając o zdobywaniu pierwszych mebli, kupnie pierwszego, rozklekotanego samochodu, przeniesieniu się z klitki do lepszego i większego mieszkania. Wszystko prawdziwe, bowiem znam to z autopsji. Solidarność nowoprzybyłych Polonusów i niekiedy pikantne szczególiki, a nawet tragedie wśród znanych i poznanych ludzi, wykonywanie prac jaskrawo poniżej swoich kwalifikacji, byle by tylko mieć źródło zarobku, wreszcie gorzki smak utraty pracy z dnia na dzień. Znalazłem nawet i poznałem z własnych obserwacji proces stopniowego wprowadzania angielskich słów do potocznej polskiej mowy. Wszystko to opisane jest zgodnie z tym, co było udziałem większości z nas. Autorka okazałą się być bystrą i wnikliwą obserwatorką życia i ludzi.
Nie tylko. Okazała się być świetną przewodniczką, którą zapewne chętnie by zatrudniła niejedna agencja podróży do napisania prospektów turystycznych. Pobyt w Paryżu, w oczekiwaniu na wizę do Kanady, to sugestywne zapoznanie czytelnika z życiem w Mieście Świateł, łącznie z zapachem paryskiego metra. Książka obfituje w urzekające i dla mnie odkrywcze opisy zwiedzania miast i miasteczek w odległym Peru. Jesteśmy prowadzeni szlakiem dżungli amazońskiej, odczuwamy lekki brak tchu przy wjeździe do Cuzco, doznajemy silnych emocji spoglądając na Machu Picchu, dowiadujemy się o cywilizacji Inków, wreszcie delektujemy się rarytasami dla podniebienia, serwowanymi w restauracjach Limy. Peru to nie wszystko. Zostajemy dokładnie zaznajomieni z lokalami w tropikalnym  meksykańskim Cancun, poznajemy ceremonię przyrządzania Mayan café, nurkujemy, żeby zobaczyć podwodny świat, zdezelowaną łodzią płyniemy by zwiedzić maleńką wysepkę Isla de Mujeres i poznajemy ruiny Majów i Tolteków w Chichen Itzy.
Amatorom podróży zdradzę, że w książce czeka nas też zwiedzanie atlantyckich prowincji Kanady, niektórych miast Kalifornii i Las Vegas w Nevadzie  oraz Florydy ze szczegółowym opisem Walt Disney World w Orlando. Jak ktoś nie był, po przeczytaniu książki z pewnością o tych miejscach zamarzy.
Książka Liliany Arkuszewskiej jest prawdopodobnie pierwszą traktującą o tym masowym exodusie Polaków z początków lat osiemdziesiątych, którego ja sam jestem cząstką. Wszyscy jesteśmy bogatsi o bagaż doświadczeń, wszyscyśmy z tej emigracji wynieśli nową wiedzę i nauczyliśmy się inaczej żyć. Zdania z książki, poniżej przytoczone, stanowią kwintesencję tego, co uważam za najcenniejszy, nie tylko literacki, ale ludzki aspekt: Kiedy słucham opinii, uwag przyjeżdżających z wizytą rodaków, dociera do mnie, że jesteśmy już inni. Zmieniliśmy swoje zachowanie, formę krytyki. Mieszkając w wielokulturowym kraju, nauczyliśmy się tolerancji, staliśmy się bardziej otwarci. Nie potępiamy w czambuł wszystkiego, co obce lub nieznane. Jakże miłe są te słowa mojemu sercu! Na zakończenie książki, autorka, już na dobre osiadła w Kanadzie, zadaje pytanie: “czy naprawdę warto było?” Każdy czytelnik-emigrant będzie miał na to swoją, indywidualną odpowiedź. Ja zaś powiem, że z pewnością warto było tę książkę przeczytać.
Liliana Arkuszewska

Liliana Arkuszewska

Poleć:

O Autorze:

Witold Liliental

Urodzony w Polsce, dorastający w Południowej Afryce, inżynier metalurg z zawodu (dyplom z Polski) i dziennikarz, propagujący tolerancję rasową, szczególnie aktywny w obalaniu stereotypów i uogólnień, popularyzator historii Polski i osiągnięć Polaków w starym kraju i na świecie, recenzent wydarzeń kulturalnych i książek.

4 Comments

  1. Życie to ruch, nieustające zmiany. Zdobywane doświadczenia wskazują nam kierunek na szlaku, którym podążamy. Ale bez determinacji za daleko zajść nie można. Trzeba wskrzesić w sobie siłę, by po każdym upadku, podnieść się i iść do przodu, realizować swoje cele i pragnienia.
    Jak to zrobić pokazała nam Liliana Arkuszewska w powieści „Czy było warto Odyseja dżinsowych kolumbów”. Liliana chciała zmienić swoje życie i je zmieniła.
    Opuściła Polskę, ruszyła w nieznane. Pierwsze kroki na obczyźnie stawiała w Paryżu, a potem wyjechała za wielką wodę.
    Tam bywało różnie, ale ona nie poddawała się.
    Prowadzona intuicją i niesamowitym optymizmem wierzyła w siebie.

    Nie pamiętam, żebym czytała tak pozytywną książkę. Ona uwolniła moją duszę. Czytając z zapartym tchem, czułam, że i moje życie się zmieni. Liliana zainspirowała mnie, dała mi motywację do działania. Teraz wiem, że i ja osiągnę to, o czym śniłam.
    Ta książka ma w sobie jakąś niespotykaną siłę. Oczarowała mnie. Mocno zachęcam.

  2. @ Autor - a Pan jak jak odpowiada, ... on

    na pytanie; “czy naprawdę warto było?”.

    Jeżeli ucieczka z PRLu to; “Dramat pustych półek w sklepach i konieczność wystawania w wielogodzinnych kolejkach po głupią kostkę masła stały się katalizatorem decyzji, żeby wyjechać z tego łez padołu.” to co jest katalizatorem obecnej ucieczki z IIIRP?

    Całkiem niedawno słyszałem o zachwycaniu się sezonowego powrotu kanadyjskiego Polaka nad zmianami.
    Fakt; blokowiska z “ery Gierka”,za pieniądze od UE, obłożono styropianem i pomalowano kolorowo – i niewiele ponadto.
    Bezdomność już jest zjawiskiem powszechnie zauważanym, a co byłoby gdyby do IIIRP zaczęli wracać młodzi “gastarbaiterzy”?
    Fakt i następny; nie stoimy za żywnością na kartki, ale jak ocenić – z Państwa emigracyjnej perspektywy – sytuację – link;
    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019399,title,Ponad-1400-samotnych-i-bezdomnych-podzielilo-sie-oplatkiem,wid,15203064,wiadomosc.html?ticaid=1fcfe
    Zauważcie akapit z paierem toaletowym (sic).

    A rozbiory PRL nam Polakom nie historia a nasi polscy rządzacy zafundowali.

    • @ “@ Autor – a Pan jak jak odpowiada” (niestety nie potrafię lepiej rozszyfrować Pańskiego ‘nicku’) – nie widzę nic dziwnego ani obrazoburczego w tym, że ktoś przeprowadza się w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków życia. Obojętnie czy jest to przeprowadzka 10 km, 100km czy 1000 km lub10000 km. Nie twórzmy mitów i nie kreujmy bezsensownych tragedii.
      Tego typu zjawisko, jak przemieszczanie w poszukiwaniu zmian istniało zawsze w historii rozwoju człowieka. Opamiętajmy się w paranoicznym i błędnym rozumieniu patriotyzmu czy innych podobnych wartości.
      Co do bezdomności (i podanego linku) to jest to sprawa, która była, jest i niestety będzie. Trochę na tej samej zasadzie, na jakiej są wśród nas 2 metrowcy oraz ci, co mają 1,50m i to w kapeluszu. Nie równajmy pod sznurek. To nie sprawdziło się. Uznajmy, że tak jest i starajmy się zrobić jak najwięcej, by tym ludziom ulżyć i pomóc.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.