Wspomnienia o Janie Ogrodniku po Jego pożegnaniu

6

W sobotę żegnaliśmy Go na mszy w Jego parafialnym kościele, a potem odprowadziliśmy Go na miejsce wiecznego spoczynku. To dobrze, że cmentarz porośnięty jest drzewami i krzewami – nie pusty trawnik z grobami zaznaczonymi sztucznymi kwiatami, jak często wyglądają kanadyjskie cmentarze. To miejsce jest na pewno bliższe duszy “Waszego Ogrodnika Jana” (pewnie zaraz zacząłby myśleć jak by tu zrobić, żeby je jeszcze upiększyć…) 

Fot. Gazeta

Fot. Gazeta

Poprzedniego dnia oglądaliśmy w domu pogrzebowym dziesiątki zdjęć z Jego pełnego ludzi i roślin życia. Tyle było za Nim, tyle mogło być jeszcze przed Nim. Patrząc jednak na to, ile osób towarzyszyło Mu w tych ostatnich dniach, wiadomo, że pozostawił po sobie mnóstwo wspomnień u wielu, wielu ludzi.

Oto wspomnienia – nasze i Jego najbliższych.

Jan Ogrodnik – przyjaciel ludzi i przyrody

This slideshow requires JavaScript.

Małgorzata P. Bonikowska:

6 października jak piorun z jasnego nieba nadeszła od Jana Ogrodnika wiadomość, że musi wstrzymać pisanie cotygodniowych artykułów, bo ma raka trzustki: “Z wielką przykrością muszę powiadomić, że ze względu na moje zdrowie muszę zawiesić publikowanie moich ogrodniczych artykułów (i zająć się leczeniem. Zdiagnozowano u mnie raka trzustki. Lekarze w Toronto nie dają mi żadnych szans. Jadę do Kliniki Gersona w Kalifornii, która poprzez bardzo ścisłą dietę leczy różne raki. Tam przez dwa tygodnie będą mnie uczyć tej diety. Zmobilizował mnie do tego nasz rodak mieszkający w Toronto, któremu udało się pokonać właśnie takiego raka. Jadę, aby potem pod sam koniec nie mieć złudzeń, że gdybym pojechał, to może byłoby inaczej.”

I na koniec: “Zawsze mi się z Wami dobrze współdziałało”.

Nie sposób było w to uwierzyć. Dosłownie dzień wcześniej na takiego samego strasznego raka umarła polska aktorka Anna Przybylska. Media pełne były informacji o tym podstępnym i strasznym raku. Jego moc rażenia była przerażająca. Na nasz list odpisał jeszcze: “Odnośnie raków. Bywają wredne i mniej wredne. Miałem raka prostaty przed 9-cioma laty i go pokonałem. W tym raku przy wczesnym rozpoznaniu praktycznie można wyleczyć około 95% przypadków. Rozwija się przy tym bardzo wolno i są już mało zawodne markery pokazujące jego pojawienie się. Co do raka trzustki z reguły wykrywa się go za późno(i wyleczyć można zaledwie(mówiąc optymistyczne w 5-10% przypadków. W ostatnich dniach zrobiło się o tym raku bardzo głośno z powodu śmierci aktorki Przybylskiej. Muszę walczyć, bo jedynie nadzieja mi pozostała.”

Ustaliliśmy, że czytelnikom mamy nie mówić o chorobie ich ulubionego autora. Tak sobie życzył. Chciał, aby publikować dawne artykuły z archiwum. My też tak chcieliśmy, mając nadzieję, że wróci do nas i zacznie znowu pisać…

18 listopada “lajkował” na Facebooku moje zdjęcie z wnuczką z Bostonu. Napisałam natychmiast pytając o zdrowie. Odpisał, że jest w szpitalu Princess Margaret. Na pytanie czy jest lepiej, jak się czuje, napisał “Niestety, nie jest dobrze”. Było późno, po 22.00 i kiedy napisał, że musi iść spać, nie wiedziałam co napisać komuś śmiertelnie choremu na raka. Napisałam, żeby spał spokojnie.

Po moim powrocie z Bostonu pomyśleliśmy, że koniecznie chcemy go odwiedzić w szpitalu, ale nie wiedząc, czy zechce widzieć kogoś będąc w złej formie, 29 listopada napisałam z pytaniem, czy można, czy chciałby nas zobaczyć. Nie wiedziałam, że już wtedy Go nie było w tym szpitalu… zasnął na zawsze. Oby spokojnie, jak życzyłam mu wtedy w Bostonu, zaledwie kilka dni wcześniej…

Na pewno zasnął dużo za wcześnie. 62 lata, wielki talent, ogromna pasja i miłość – do roślin, do natury i do ludzi – doradzał im, z radością pokazywał sukcesy swoich czytelników, opowiadał o spotkaniach z wielbicielami ogrodnictwa. Kiedy przenieśliśmy się na wieś, odwiedził nas i pokazywał nam, co zrobić z drzewami, krzewami. Patrzył na nie z taką troską i czułością… I wiedział o każdej wszystko.

Przemysław Jan Dąbrowski, bo tak naprawdę nazywał się “Wasz Ogrodnik Jan”, jak się podpisywał, urodził się w Bydgoszczy. W 1978 ukończył SGGW, a w 1981 roku – Podyplomowe Studium Dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim.

Na naszej stronie internetowej sam o sobie napisał: Przemysław Jan Dąbrowski – architekt krajobrazu, dziennikarz zajmujący się tematyką ogrodniczą znany w Toronto jako Jan Ogrodnik. Od dwudziestu lat na lamach prasy, jak również w radio oraz w telewizji radzi jak uprawiać przydomowe ogrody. Projektuje zielen wokol domow i instytucji publicznych, a takze udziela konsultacji ogrodniczych. Od kilku lat współpracuje jako Agent d/s handlu nieruchomościami z torontońską firmą GoWest Realty Ltd Brokerage. Oferuje bezpłatny projekt ogrodu przy zakupie lub sprzedaży domu.

Nasi czytelnicy “Gazety” drukowanej w Kanadzie i internetowej na całym świecie uwielbiali jego artykuły i porady. Bardzo nam będzie brak Jego i Jego ogrodniczej wiedzy.

Żegnamy Go z głębokim smutkiem, dziękując Mu za przyjaźń i prawie ćwierćwiecze współpracy. Jesteśmy pewni, że w niebie będzie hodował najpiękniejsze boskie kwiaty ku radości wszystkich, którzy tam Go powitali. Do zobaczenia…

•••

Zbigniew Bełz, założyciel “Gazety”

Pana Przemysława Dąbrowskiego poznałem 23 lata temu. Z telefonicznej rozmowy wnioskowałem, że “Gazeta”, wchodząca wówczas w trzeci rok swojej działalności zyska nową wartość.

Po osobistym spotkaniu i zapoznaniu się z propozycją prowadzenia działu ogrodniczego w “Gazecie” nie miałem najmniejszej wątpliwości, że jest to właściwy temat i kompetentna osoba do prowadzenia takiej rubryki. Nie pomyliłem się.

Wspominając teraz minione 23 lata nie przypominam sobie żadnej “nawalanki” ze strony Jana Ogrodnika, gdyż pod takim pseudonimem pisał swoje ogrodnicze artykuły i takiego pseudonimu używał też w swojej pracy zawodowej, w sieci sklepów “White Rose”, gdzie czytelnicy kontaktowali się z Johnem Gardenerem, a On chętnie udzielał wszelkich porad na żywo.

Pan Przemysław – tak się ułożyło, że nigdy nie byliśmy po imieniu, później już bardziej dla żartu – był nie tylko rzetelnym autorem swojej rubryki, ale również inicjatorem konkursów z wiedzy ogrodniczej publikowanych w Gazecie. Zawczasu uzgadniał ze mną wszelkie detale dotyczące nagród, które dobierał bardzo skrupulatnie, a gdy Gazeta przeżywała trudne chwile sam stał się ich fundatorem.

Zawsze skromny, uśmiechnięty, koleżeński i solidny, taki pozostanie na zawsze we wspomnieniach gazetowej braci.

Pamiętam ostatnie zdanie listu Pana Przemka, który otrzymałem 7 października br. “Muszę walczyć, bo jedynie nadzieja mi pozostała”. Wówczas wydawało się jeszcze, że wszystko jest możliwe. Niestety, choroba była już nieuleczalna, a cud się nie wydarzył.

Jego wielkim marzeniem było wydanie artykułów ogrodniczych w formie książkowej, ale nigdy nie znalazł sponsora do tego przedsięwzięcia. Może jest to zadanie pozostawione nam do wykonania.

Panie Przemku, pozostawił Pan po sobie ogromne dzieło, setki praktycznych porad, które jeszcze długo będą służyły nie tylko Polonii kanadyjskiej, ale Polakom na całym świecie. Obiecuję, że będą się starał propagować Pańskie dzieło wszędzie, gdzie tylko będzie to możliwe, licząc, że Pan tam z góry będzie sprzyjał temu przedsięwzięciu.

Niech Panu ziemia ogrodnicza zawsze lekka będzie. Żegnaj Przyjacielu.

•••

Michelle, córka mieszkająca w Australii

Mój Tatuś był tak kochany, że potrafił czasami sześć godzin jechać samochodem do Montrealu, żeby mnie zobaczyć dosłownie na 12 godzin, zabrać mnie na śniadanie, przywieźć mi jakąś roślinę, zrobić zdjęcie i wracać.

Kiedy przyjechał w odwiedziny do mnie do Australii, chodził codziennie do Royal Botanical Gardens. Kiedy raz z nim poszłam, piątego dnia już wszyscy pracownicy go dobrze znali. Tata oprowadzał mnie po ogrodzie botanicznym i pokazywał mi miejsca i rośliny, których nigdy nie wiedziałam mieszkając w Australii już pięć lat.

Zdjęcia, które przesyłam, to moje najbardziej ulubione jego zdjęcia. Na jednym (tym z aborygeńską flagą) jesteśmy na wycieczce, w czasie której uczył nas o ogrodniczych praktykach i tradycjach medycznych rdzennej ludności australijskiej, stosującej różne rośliny i drzewa w celach leczniczych oraz dla przetrwania w trudnym australijskim klimacie. Na drugim Tata idzie przez jeden z najstarszych lasów tropikalnych w Australii, gdzie rosną gigantyczne drzewa eukaliptusa tzw. gumowce.

Byłam w biurze Taty wczoraj i zobaczyłam, że zachował każdy artykuł, jaki napisał do “Gazety” – wydrukowany i zalaminowany. W sumie miał około 20 pełnych segregatorów. Wiem, że było to dla niego bardzo ważne i dawało mu to mnóstwo radości. Mam wiele wspaniałych wspomnień, kiedy siedział późno w nocy kończąc artykuł. Później, kiedy już mieszkałam w Australii, czasami podsuwałam mu pomysły na artykuły w oparciu o różne trendy w australijskim ogrodnictwie.

This slideshow requires JavaScript.

 

•••

Roman Dąbrowski, syn mieszkający w Kanadzie

Jedno z moich najmilszych wspomnień z dzieciństwa to nasze wyprawy do biblioteki (w czasach przed Internetem), gdzie Tata wypożyczał 5-10 książek w tygodniu do prowadzenia swoich badań i jako materiał na artykuły. Zawsze mnie kierował albo wypożyczał dla mnie coś ciekawego o historii albo o lotnictwie. Tak narodził się mój nawyk czytania (i miłość na całe życie).

Tata zawsze rozwijał we mnie i mojej siostrze pasję do czytania i lotnictwa. Podsuwał jej utwory swoich ulubionych poetów i pisarzy (Szymborska, Kapuściński etc.), a także dostarczał jej poetyckich inspiracji ze swoich obserwacji roślin i przyrody. Teraz jest zawodową poetką w Australii.

Tata zawsze rozumiał i wspierał mnie w mojej pasji do lotnictwa. Kiedy byłem dzieckiem wiele godzin spędzaliśmy popołudniami oglądając jak startują i lądują samoloty na lotnisku Pearsona. Teraz, kiedy pracuję jako inżynier lotnictwa w Bombardier Aerospace, jestem mu za to bardzo wdzięczny.

•••

Wśród wielu listów i maili od Czytelników, warto zacytować jeden – Piotra Jassema z Polish-Jewish Heritage Foundation. Mimo bliskich kontaktów nie wiedzieliśmy, że znają się tyle lat… Warto też zapamiętać to co napisał na końcu:

To był bardzo porządny człowiek. Chodziliśmy do jednej klasy w liceum. Zawsze był świetnym gawędziarzem, skarbnica wiedzy, nie tylko przyrodniczej. Lubiliśmy rozmawiać o historii, geografii, polityce. Żałuję, że od paru lat nasze intensywne życia spowodowały rozluźnienie kontaktów. Nigdy nie przypuszczałem, że przyjdzie chwila, kiedy już się nie da tego nadrobić. Teraz żałuję. Pamiętajmy o tym. Nie zaniedbujmy przyjaźni! Piotr Jassem

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

6 Comments

  1. Maria Jakobiec on

    Wczoraj dowiedzialam sie o odejsciu tego wspanialego czlowiek ,Jana Ogrodnika, w dzien mojej prezentacji o Hawajach.
    W 2011 roku w marcu 31-6 kwietnia ukazal sie jego artykul “Hawajska pieknosc-plumeria”, w ktorym jest tez moj wklad , zdjecia i moze troche inspiracji.
    Demonstrujac w fragmenty tej pracy pomyslam o nim aby te piekne kwiaty kwitly dla niego wiecznie.
    Maria Jakobiec
    Dollard des Ormeaux Qc

  2. Zmarl prawy i uczciwy czlowiek.Wielki pasjonat Matki Natury.Wierze ,ze teraz pomaga sw.Piotrowi dogladac niebianskiego ogrodu….

  3. Czytaliśmy każdy Pana artykuł w Gazecie, ja i moim przyjaciele. Wiele roślin mam dzięki Panu. Raz sie spotkaliśmy – dziękuję za wszystkie rady, które wtedy od Pana uzyskałam. Bardzo mi przykro, że już nie przeczytam więcej Pana porad i ciekawostek. Modlimy się wszyscy za Pana i Pana Bliskich.

  4. BARDZO PRZYKRA WIADOMOSC. ZEGNAMY GO ZE SMUTKIEM; POZOSTANIE WE WSPOMNIENIACH ZAWSZE USMIECHNIETY, PELEN CIEPLA. NAZYWAL MNIE “KOLEGO PO PIORZE” I BARDZO MI PRZYKRO, ZE NIE BEDZIE JUZ WIECEJ PISAL SWOICH CIEKAWYCH ARTYKULOW…

  5. Barbara Zborowska on

    CO ZA TRAGICZNY ROK. ZA DUZO PRZYKRYCH WIADOMOSCI I ZBYT DUZO WSPANIALYCH WIERNYCH NASZEJ POLONII LUDZI ODCHODZI. RIP JANKU

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.