NIE BYŁO WYBUCHU – dowody

2

Uparcie przedstawiane przez Antoniego Macierewicza i jego zespół tezy o zamachu zmieniają się z jednego na trzy wybuchy. Wszystkie one są niepoparte żadnymi dowodami. Jest to niepotrzebne mieszanie w głowie ludziom, którzy wierzą, a nie starają się zrozumieć.

Dlaczego do katastrofy doszło to inna sprawa, ale czas zakończyć idiotyczne wysysły Macierewicza. W swoim ostatnim “raporcie” wymyślił, że zamach był podyktowany chęcią zlikwidowania prezydenta Kaczyńskiego, który nie dopuściłby do agresji Rosji na Ukrainę i parcia na Zachód (!).

Przypominamy listę dowodów na to, że żadnych wybuchów nie było, a samolot zszedł za nisko i rozbił się wskutek katastrofy, a nie zamachu:

• Załoga w trakcie podejścia do lądowania nie reagowała na ostrzeżenia sytemu TAWS – terrain ahead (ang. teren z przodu) i pull up (chodzi o ściągnięcie na siebie drążka sterowniczego), lecz kontynuowała zniżanie sprawnym samolotem poniżej minimalnej bezpiecznej wysokości.

• Ponad tysiąc metrów przed progiem pasa startowego tupolew znalazł się nieco ponad 6 metrów nad terenem i jednocześnie poniżej poziomu lotniska w Smoleńsku.

• Brak jest charakterystycznych śladów wybuchu, takich jak osmalenia i nadtopienia, na szczątkach samolotu, nie ma śladów mechanicznego działania fali uderzeniowej czy wzrostu ciśnienia. Krawędzie części kadłuba są powyginane zarówno na zewnątrz, jak i do wewnątrz, co świadczy o tym, że ich deformacja jest efektem zderzeń z przeszkodami terenowymi. Nie ma pionowego wygięcia elementów podłogi kabiny, które powstałoby w przypadku wybuchu, wzdłuż toru lotu samolotu aż do punktu jego zderzenia z ziemią nie było szczątków pochodzących z wnętrza kadłuba, a jedynie to, co oderwało się z poszycia i skrzydła w wyniku zderzenia z drzewami. Pracujące aż do zderzenia z ziemią rejestratory rozmów i parametrów lotu Tu-154M nie odnotowały objawów eksplozji, takich jak wzrost ciśnienia w kabinie czy dźwięku, który musiałby towarzyszyć wybuchowi, a przeprowadzone badania obrażeń ofiar wykluczyły możliwość ich powstania w wyniku wybuchu.

• Swiadkowie słyszeli wzrost prędkości obrotowej silników, następnie odgłosy zderzeń samolotu z drzewami i ziemią. – Jeżeli jest wybuch, jest on naprawdę słyszalny, zwłaszcza w takiej atmosferze, jak wtedy w Smoleńsku – przy dużej wilgotności, która oznacza duże przewodnictwo dźwięku.

• Rejestratory dźwięku w kokpicie nie nagrały żadnej wypowiedzi członków załogi, która wskazywałaby na zaniepokojenie ewentualnym wybuchem. – Można to porównać do nagrania rozmów załogi samolotu Ił-62M, który w 1987 r. rozbił się w Lesie Kabackim, gdzie załoga zaraz po usterce silnika (która spowodowała pożar – red.), bardzo wyraźnie mówi o wszystkich problemach, które tam nastąpiły, dyskutuje na ten temat, gdzie wyraźnie słychać niepokój. W przypadku Tu-154M nie mamy do czynienia z czymś takim.

• Brak jest jakichkolwiek dowodów na wybuch w salonce, w której podróżował prezydent Lech Kaczyński. – Są zdjęcia szczątków kadłuba w miejscu, gdzie była salonka, i nie ma żadnych charakterystycznych odkształceń. Jednocześnie zespół biegłych prokuratury wykonał badania pirotechniczne, nie stwierdzając żadnych śladów materiałów wybuchowych na wraku. Zarówno na stronie internetowej zespołu smoleńskiego przy KPRM, jak i na stronie internetowej prokuratury wojskowej można znaleźć fotografię kanapy z salonki prezydenckiej, na której nie ma żadnych śladów osmaleń, nadtopień lub nadpaleń.

• Nieprawdziwe jest stwierdzenie z raportu zespołu parlamentarnego, że eksplozja rozrzuciła części salonki z wyraźnymi śladami działania wysokiej temperatury i ciśnienia. – Nie ma takich dowodów. Wszystkie badania wykluczyły działanie wysokiej temperatury i ciśnienia.

– Szczątki były rozrzucone w promieniu 30 metrów, podczas gdy samolot miał rozpiętość prawie 40 metrów. Gdyby był wybuch, ten rozrzut byłby zdecydowanie większy, a nie mniejszy niż rozpiętość samolotu – zwrócił uwagę Lasek.

• Nieprawdziwe jest także inne twierdzenie zespołu parlamentarnego – że zasilanie elektryczne w samolocie zostało odcięte na wysokości 15 metrów. Komputer pokładowy zarejestrował bowiem kolejne pozycje samolotu łącznie z punktem uderzenia w ziemię i początkiem destrukcji płatowca. Do samego końca działało też nagrywanie dźwięku w kokpicie.

• Nie ma żadnych dowodów na to, żeby zapisy rejestratorów pokładowych były fałszowane, co jest kolejną tezą zespołu Macierewicza. Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie, robiąc zdjęcia namagnesowania taśmy, potwierdził wiarygodność zapisów. Również odczyty pamięci urządzenia TAWS (ostrzegało przed zbliżaniem się ziemi) potwierdzają takie położenie samolotu, jakie zostało odczytane z czarnych skrzynek.

Te argumenty przypomniał Maciej Lasek, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. (onet.pl)

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

2 Comments

  1. Witold Liliental on

    Wyznawcy teorii spiskowej o zamachu nie słuchają głosów rozsądku, ani nie interesują ich sprawdzone i udowodnione naukowo fakty, ponieważ oni nie starają się rozważać tragedii smoleńskiej w sposób racjonalny, tylko WIERZĄ, a wiara wyklucza dyskusję. Znamienny jest fakt, że linia podziału między wierzącymi w zamach i tymi, uznającymi fakty zbiega się dokładnie z linią podziału politycznego.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.