Historia wina w starożytności – Grecja

0

Choć na terenach Grecji zamieszkiwały mało znane plemiona od 20 tysięcy lat, a może i wcześniej, dopiero od najazdów plemion, których oryginalnych nazw nie znamy i o których pochodzeniu, czasie podbicia tych terenów do dzisiaj nie ma zgody między historykami, a nazwy Achajowie, Doryjczycy (Dorowie) i inne zostały im nadane później. Musiały to być plemiona o dojść zawansowanej cywilizacji, bo po wymieszaniu się z tubylczą ludnością Grecji kraj ten stał się liderem cywilizacyjnym Europy. Począwszy od czwartego tysiąclecia przed naszą erą zaczęły się pojawiać na tych terenach trzy odrębne cywilizacje.

Jedną z nich jest cywilizacja minojska obejmująca wiele wysp Morza Egejskiego, wśród nich Kretę, a jej stolica Knossos stała się głównym centrum tej cywilizacji. Złote lata tej cywilizacji trwały od około 2000 do 1450 roku p.n.e. Upadła na skutek trzęsienia ziemi, wybuchu wulkanu na wyspie Thira, po której pozostało obrzeże w formie rogala, obecna wyspa Santorini. Tsunami dokonało dalszych zniszczeń. Dokończył ten upadek najazd ludów kultury mykeńskiej z Peloponezu, bo właśnie tu, na terenie kontynentalnej Grecji wykształciła się, począwszy od roku 1700 p.n.e. ta cywilizacja (nazwa pochodzi od jej centrum – miasta Mykeny). Jej mieszkańcy wykorzystali tragedię, która dotknęła Kretę, najechali ją, zniszczyli zabytki na wyspie, zostawili jednynie pałac królewski w Knossos. Cywilizacja ta upadła około roku 1100 p.n.e. na skutek wojen między plemionami wspomnianego półwyspu, buntów mieszkańców tych terenów przeciwko władcom i prawdopodobnie najazdu z zewnątrz.

Trzecia, najmniej znana cywilizacja to cywilizacja archipelagu wysp Cykladów położonych także na Morzu Egejskim (220 wysp, bardziej znanymi są wspomniane Santorini, Delos, Naxos, Myconos, Milos, Andros). Upadła w tym samym czasie co cywilizacja mykeńska.

Ten trzywiekowy upadek cywilizacyjny to tak zwane ciemne wieki. Dopiero około roku 800 p.n.e. następuje ponowny rozwój tych terenów, szybki wzrost ludności i podbijanie wielu regionów na obrzeżach Morza Czarnego, oraz w basenie Morza Śródziemnego, między innymi na wybrzeżach południowych Włoch, południowej Francji, Hiszpanii oraz zajęcie całej Sycylii. Grecy przejęli misję zasiedlania Europy i zakładania winnic na jej terenach po Fenicjanach jakieś pół tysiąca lat później, ale tych kolonii mieli o wiele więcej od pierwszych kolonizatorów.

Wino na terenach obecnej Grecji było znane jeszcze przed ukształtowaniem się wspomnianych trzech cywilizacji. Pojawiło się najpierw na terenach Macedonii i dawnej Tracji, powoli rozprzestrzeniło się na wiele wysp i na kontynentalną Grecję. Grecy stworzyli w ramach gatunku winorośli vitis vinifera szereg jej odmian, które do dzisiaj, przeważnie w formie nieco zmodyfikowanej, tworzą niektóre winnice w Grecji. Najstarszy szczep istniejący w Grecji do czasów obecnych liczy prawie trzy tysiące lat, a wino z jego winogron jest wspominane przez Arystotelesa jako wino lemnijskie pochodzące z wysepki Limnos. Obecna nazwa szczepu to lemnio – sięgając po nie degustujemy wino sprzed tysięcy lat o smaku i zapachu oregano i tymianku. Ze źródeł pisanych wiemy coś niecoś o innych winach. Aikman, najprawdopodobniej Spartanin, jeden z największych poetów lirycznych Grecji, żyjący w VII wieku p.n.e., mówi o winie Dénthis o zapachu kwietnym, produkowanym z winorośli rosnącej w krainie Mesenii, położonej na południowych terenach Peloponezu. Pierwszym znanym winem czerwonym (Grecy nazywali je czarnym) było wino Chian. Dodam, że starożytni Grecy pili dużo więcej wina białego niż czerwonego. Innym winem znanym z nazwy było Coan, bardzo słone, bo zawsze mieszano je z wodą morską. O winie Ciro dowiadujemy się z przekazu historycznego o słynnym atlecie Milonie z Krotony, który codziennie wypijał dziesięć litrów tego kalabryjskiego wina. Dotarło ono do włoskiej Kalabrii z Grecji. Głównym składnikiem tego wina było i jest do dzisiaj wino Galiappo. Wino trzymano i transportowano najczęściej w amforach glinianych, pojemnikach wyróżniających się nie tylko wykwintną formą, ale i pięknymi malowidłami na emaliowanej powierzchni – szczątki tych amfor to jedno z głównych źródeł wiedzy o tym kraju, zanim pojawiły się pisane przekazy historyczne, szczególnie o życiu codziennym jego obywateli.

Wina w owych czasach smakowały gorzej niż wina dzisiejsze i nic w tym dziwnego: nie wiedziano, że muszą dojrzewać, i to najlepiej w pojemnikach dębowych, nie znano metod filtracyjnych, nie umiano uszlachetniać smaku i zapachu oraz odporności na zepsucie przez odpowiednie kuparze różnych win, a także innymi znanymi dziś metodami. Gdy w owych czasach mieszano różne wina to jedynie po to, by ta mieszanka była w miarę przyjemna przy spożyciu. By poprawić smak i zapach wina dodawano też różne zioła – było ich wiele, przynajmniej kilkanaście – słodzono je miodem, a te najdroższe cukrem z trzciny cukrowej, którego produkcja była znana w starożytności. Eksperymentowano by utrzymać wino w dobrym stanie, ale to były dość prymitywne eksperymenty. Najczęściej stosowaną praktyką zapożyczoną od Persów było mieszanie wina z żywicą drzew. Amfory na wino myto rozpuszczoną żywicą i nie wypłukiwano ich lub po prostu dolewano rozpuszczoną żywicę do młodych win. Dziw nad dziwy, że i w obecnych czasach Grecy do niektórych win dodają żywicę, mimo że znane są inne, lepsze metody ich konserwacji. To współczesne wino z żywicą nazywane jest retsina – dla mnie o wprost nieznośnym smaku i zapachu. Inne metody konserwacji wina w starożytnej Grecji to dodawanie do niego gipsu, wody morskiej, a nadmierną kwasotę częściowo likwidowano przez dosypywania wapna do pojemników z winem. Na podły smak wina codziennego użytku miały wpływ także inne od amfor pojemniki, w których je przechowywano, a więc bukłaki z koziej skóry lub świńskie pęcherze. Wina były przeważnie wysoko alkoholowe, niekiedy powyżej piętnastu procent. Nie dało się ich pić bez rozcieńczenia wodą, miodem lub innymi mniej odtrącającymi smakowo winami. Wody w tej mieszance było zawsze więcej niż wina. Zródła donoszą, że bardzo kwaśnym nierozcieńczonym winem korynckim pojono przestępców aż do ich przyznania się do winy. Musiała to być niezła katorga. Owszem, obok win o okropnym smaku, były inne trochę lepsze, a nawet całkiem dobre. Znamy nazwy niektórych z tej wyższej klasy. Produkowano je na wyspach Chios, Tasos, Rodos, Lesbos, na Krecie i na kilku innych. Wina te były lepsze, bo ich proces produkcji był bardziej higieniczny, lepsze warunki pogodowe, może szlachetniejsza odmiana winogron, a w Lesbos fermentacja odbywała się pod przykrywką z drożdży, jak w produkcji dzisiejszego hiszpańskiego sherry. Nieco lepsze wina sprowadzano także z terenów podbitych, szczególnie z terenów obecnych Włoch, najczęściej z Sycylii.

Jeśli wina były tak niedobre, dlaczego je pito? Oczywiście chodziło o szmerek alkoholowy w głowie, ale był to także środek odkażający organizm i w przekonaniu starożytnych lek na prawie wszystkie choroby i dolegliwości, no i był to element rozrywki, zbliżenia między ludźmi. Nasłynniejszymi takimi okazjami były tak zwane sympozja i dionizja, czyli imprezy na cześć boga Dionizosa (jego rzymska nazwa to Bachus), opiekuna winnic i wina, syna Zeusa i śmiertelnicy. Był sierotą, bo zazdrosna i mściwa żona i równocześnie siostra Zeusa Hera ukazała kochance wizerunek ludzki jej męża, co spowodowało, że musiała spłonąć. Dziwnym jest, przynajmniej dla mnie, że kochanka nie widziała go będąc tete-a-tete z nim. Zeusowi udało się wydobyć z jej łona i ocalić ich dziecko.

Sympozjony były organizowane często. Śmietanka towarzystwa, oczywiście sami mężczyźni, byli zapraszani przez gospodarza domu, by uczcić jakieś okazje czy wydarzenie, na przykład zwycięstwo nad nieprzyjacielem. Faktycznie głównym powodem tych spotkań było to, by sobie solidnie popić. Były to spotkania tylko mężczyzn, czyli w owych czasach wyższej rasy ludzkiej – jedyną kobietą poza obsługującymi biesiadników niewolnicami właściciela domu była flecistka przygrywająca w czasie uczty na podwójnym flecie zwanym aulos. Gospodarz wynajmował do prowadzenia spotkania mistrza ceremonii. Początkowo zaczynano je od wylewania nierozcieńczonego wina do ognia na cześć bóstw domowych, no i oczywiście Dionizosa, ale ponieważ tych bóstw bywało wiele, więc w późniejszych czasach, by zaoszczędzić na winie, wznoszono toast na cześć poszczególnego bóstwa i wino wypijano. Jeszcze więcej toastów wznoszono na tym spotkaniu na cześć wszystkich obecnych i wielu nieobecnych ważnych w państwie osób. Mimo że w tym rozcieńczonym winie często było dwukrotnie więcej wody niż wina, towarzystwo upijało się w czasie kilkudziesięciu wniesionych toastów, ci, którzy mieli “twardsze” głowy, niedługo potem dołączali do tych ze “słabszymi” głowami, bo teraz następowała prawdziwa pijatyka: chyba z tego powodu biesiadnicy spoczywali w czasie uczty na łożach, by bez przemieszczania się później wytrzeźwieć. Gdy towarzystwo było jeszcze trzeźwe dyskutowanio i plotkowano na różne tematy. Oczywiście nie krytykowano rządców miasta, bo wtedy szansa dotrwania do następnego sympozjonu malała. W Grecji znane były inne sympozjony organizowane w domach najwyższej klasy prostytutek, utrzymanek najbogatszych ludzi w mieście. Rolę gospodarza pełniła pani domu uczestnicząca w uroczystości, jej rola ograniczała się tylko do przywitania gości. W takich uroczystościach usługiwała do stołu jej niewolnicza drużyna kilkunastolatek i młodych chłopców zwanych efebami, wszyscy na golasa, by uczestnicy sympozjonu mogli wybrać sobie odpowiedniego partnera czy partnerkę na noc.

Ważniejszą uroczystością zakrapianą winem, otwartą dla wszystkich, były różne formy dionizji. Nie wchodząc zbytnio w bardzo rozbudowane tego typu uroczystości powiem, że faktycznie można je podzielić z grubsza na dionizja małe i wielkie. Te drugie odbywały się w Atenach. Dionizja małe to przeważnie procesje i uczty w porze zimowej z racji otwarcia pojemników z nowym winem. Dionizja wielkie rozpoczynały się w Eleuterach (słowo znaczy wolność), małej miejscowości państwa ateńskiego, w której znajdowała się świątynia Dionizosa. Była to bardzo kolorowa procesja na czele z dziewicami z bogatych rodzin attyckich. W drodze do Aten niesiono drewniany pomnik boga, ogromny wizerunek penisa, chleb, wodę i wino. Zatrzymywano się w przydrożnym parku, tu ucztowano, a pod wieczór przy świetle pochodni docierano do teatru na Akropolu w Atenach. Konieczne jest tu wyjaśnienie dlaczego w procesji niesiono posąg penisa. Niewiele miał on wspólnego z bogiem i nie był rodzajem sugestii powiązania picia wina z rozpustą. W dalekiej przeszłości mieszczańcy Eleuterów znajdującego się w państewku Beacji na granicy z Attyką, zdecydowali się przenieść swą miejscowość do tego drugiego państewka. Zjawili się z posągiem bóstwa przed władcami Aten, ale ci odrzucili ich prośbę. Wtedy do akcji wkroczył Dionizos, rzucił klątwę na tę wymienioną część ciała Ateńczyków, więc ci natychmiast ulegając szantażowi przyjęli miasteczko w swe granice. Dopiero wtedy bożek uwolnił ich od tej niedogodności i Ateńczycy znowu stali się pełnosprawnymi mężczyznami. A więc nie była to procesja na cześć penisa, tylko subtelne przypomnienie Ateńczykom co ich może spotkać, gdyby źle potraktowali mieszkańców Eleuterów.

W Atenach uroczystości trwały jeszcze 6 dni. Najważniejszą zdobyczą kulturową tej uroczystości było powstania pierwszego europejskiego teatru. Budowla istniała, ale do tej pory było to miejsce wystąpień chórów. Powoli do występu przed publicznością wprowadzono dialogi, inne teksty, akcję, powstały pełnokrwiste sztuki teatralne, które do dziś wystawiane są w teatrach. Pierwszego dnia w Atenach poza ucztą były prezentowane publiczności krótkie oferty dramaturgów. W następnym dniu odbywały się konkursy chórów chłopięcych. Dzień trzeci to pokazy komedii, przeważnie politycznych, ale niezbyt złośliwych, by nikogo nie urazić. Najwybitniejszy przedstawiciel komedii greckiej, Arystofanes, choć występował w konkursie wiele razy, tylko raz zajął drugie miejsce, bo był synem chłopa i mieszkał poza murami Aten. W ciągu ostatnich trzech dni uroczystości teatr był miejcem wystawiania na scenie tragedii. Cały jeden dzień w teatrze należał do wybranego w konkursie dramaturga. Najczęstszymi zwyciężcami była trójka najwybitniejszych twórców tragedii greckich, którzy nie tylko stworzyli ten typ dramaturgii, ale doprowadzili ją do perfekcji. Byli to Ajschylos (Eschylos), Sofokles i Eurypides

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.