Dzieci z Aleppo

5
To temat skrajnie emocjonalnie nacechowany i łatwo tym emocjom ulegać. Nie dziwi mnie więc, że emocje są w stanie wrzenia od kiedy upubliczniono wniosek władz samorządu w jednym z polskich miast. Jak pisze “Dziennik Bałtycki” 3 lutego: “Władze Sopotu – Rada Miasta i prezydent Jacek Karnowski z inicjatywą sprowadzenia do kurortu ok. 10 sierot z Aleppo wystąpiły do premier Beaty Szydło przed świętami Bożego Narodzenia. W czwartek do sopockiego magistratu wpłynęła odmowna odpowiedź z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji”. Najdziwaczniejsze są argumenty strony rządowej. A to, że liczba sierot nie była podana, a to, że brak było szczegółów jak miasto zamierza się nimi zająć – i takie tam. Wszystko służy jednemu. Pokazaniu: kto tu rządzi. Interesujący jest też podział głosów publicystów. Prawicowi je-dnogłośnie przypisują najgorsze intencje prezydentowi Sopotu, a liberalni nie przestają się dziwić głupocie rządu. Ja należę do tych drugich. Jednak nie chcę poprzestać na narzekaniu na rząd, tylko pragnę wskazać na powolne, ale jednak wyraźne ożywienie się innych samorządowców i niektórych przynajmniej hierarchów. Być może Karnowski uruchomił lawinę, której rządowi nie uda się zatrzymać. W każdym razie – i samorządowcom i hierarchom polecam uwadze niezwykle ważny tekst “Przyjmując, chroniąc i kochając migranta, przyjmujemy, bronimy i kochamy samego Boga”, opublikowany w sobotniej “Gazecie Wyborczej”, pióra amerykańskiego teologa, pochodzącego z Wietnamu Petera C. Phana. Śledzę jego twórczość już od wielu lat i przyznam, że stanowi dla mnie źródło nadziei, że jednak teologia katolicka całkiem nie zamarła i potrafi twórczo czerpać z biblijnych korzeni. Czytelnicy wiedzą, że nie przepadam za mieszaniem religii z polityką. Jednak w tym wypadku chcę zwrócić uwagę na prosty fakt, że tu nie chodzi o politykę, tylko o pomoc potrzebującym. Krytyka postawy rządu w sprawie przyjęcia na leczenie dzieci z Aleppo nie oznacza więc mieszania się w politykę, ale jest prostym przypomnieniem do czego rząd i politycy są powołani – do wzmacnianie i popierania solidarnych działań obywateli. Oto więc najważniejsza, jak mi się wydaje, myśl ze wspomnianego tekstu, która może się przydać w rozmowach z uparciuchami z rządowych komórek odpowiedzialnych za blokowanie obywatelskiego zaangażowania. Jest to myśl o tyle ważna, że bardzo dobrze komponuje się z historią naszego kraju. Chodzi o osiem fal emigracji, które stworzyły chrześcijaństwo jako religię światową. Jest to o tyle ważne, iż polski katolik zwykł postrzegać własną religię jako dar z nieba i jedynie owoc zbawczego działania Jezusa Chrystusa, na który on sam się otworzył i już został zbawiony. Tymczasem Peter Phan przypomina, że w równym stopniu chrześcijaństwo jest dziełem ludzkim, a więc że również od ludzi zależy czy zachowa swoją tożsamość. Oto wspomniane etapy rozwoju naszej religii. Cytat będzie długi, ale proszę się nie zniechęcać i spokojnie dobrnąć do końca. Naprawdę warto: Chrześcijaństwo stało się religią światową dzięki ośmiu falom migracji. Pierwsza, która przeobraziła je z żydowskiej sekty w ogólnoświatowy Kościół migrantów, wyszła z żydowskiej diaspory po zburzeniu drugiej świątyni A.D. 70. Wkrótce przyszła druga, potężniejsza fala, którą był exodus z Jerozolimy i Palestyny. Zniszczenie Świątyni, a następnie zdławienie żydowskich powstań lat 115-17 i 132-35 spowodowało migrację nie tylko Żydów, ale też chrześcijan. Miejscem docelowym tej drugiej fali chrześcijańskiej migracji było pięć obszarów, na których powstało wkrótce wiele tętniących życiem wspólnot – były to Mezopotamia i rzymska prowincja Syrii, Grecja i Azja Mniejsza, zachodni obszar Morza Śródziemnego, Egipt, wreszcie Azja, a zwłaszcza Indie. Impulsem do trzeciej fali migracji, która wywarła ogromny, nieprzemijający wpływ na kształt chrześcijaństwa, było przeniesienie przez Konstantyna stolicy imperium rzymskiego i dworu cesarskiego z Rzymu do Bizancjum i Konstantynopola. Czwartą wielką migracją była wędrówka plemion germańskich do Europy Środkowej i Południowej, gdzie stykały się one z chrześcijaństwem i ulegały chrystianizacji. Piąta migracja, radykalnie zmieniająca mapę chrześcijaństwa, zbiegła się w czasie z “odkryciem” Nowego Świata w epoce wielkich odkryć geograficznych, niosąc pod królewskim patronatem Hiszpanii i Portugalii w świat chrześcijańską misję na dotąd niespotykaną skalę. Szósta migracja – od ok. 1650 r. do I wojny światowej – odgrywała stale rosnącą rolę w procesach modernizacji i industrializacji światowej gospodarki, co dla Kościołów chrześcijańskich stanowiło ogromne wyzwanie. Siódma fala ogólnoświatowej, masowej migracji spowodowanej II wojną umożliwiła odnowę wielu Kościołów zniszczonych działaniami wojennymi. Jest wreszcie ósma fala migracji, której jesteśmy świadkami dzisiaj; dzięki globalizacji i łatwości podróżowania osiąga ona ogromne rozmiary. Dzieci z Aleppo są częścią ten ósmej fali, która ogarnia nas wszystkich. Również polskie wsie i miasta. Papież Franciszek zachęcał na początku emigracyjnego kryzysu, by każda katolicka parafia przyjęła przynajmniej jedną rodzinę uchodźców. Może w tej chwili nadszedł czas by polscy katolicy przypomnieli sobie o apelu swego szefa? W moim przekonaniu to kryzys migracyjny jest papierkiem lakmusowym pozwalającym stwierdzić czy Polska naprawdę jest krajem chrześcijańskim i czy jej nowo koronowany król, przy udziale całego rządu i prezydenta jak też całego episkopatu, – Jezus Chrystus – nie będzie się musiał za swój (nominalnie przynajmniej) katolicki kraj, wstydzić wobec całego dworu niebieskiego. Tej ostatniej uwagi proszę nie traktować jako zgryźliwej ironii niedowiarka. Jestem śmiertelnie poważny. Wychowany na jezuickiej tradycji medytacji o “wezwaniu króla ziemskiego czyli o królestwie Chrystusowym”, wierzę w siłę takich teologicznych metafor. Jednak to, co się dzieje w Polsce znacznie osłabia moją wiarę. Jak przypomina Phan: “Kościół wezwany do tego, by być sakramentem – znakiem i narzędziem – Boga Migranta, powinien przyjmować i otaczać opieką wszystkich wędrowców”. Jeśli tak się stanie w moim kraju, to zacznę wierzyć w zasadność obecności Kościoła w przestrzeni publicznej. Na razie mam same wątpliwości.
Poleć:

O Autorze:

Stanisław Obirek

Prof. Stanisław Obirek, autor zaprzyjaźnionego z nami portalu publicystów Studio Opinii (studioopinii.pl), jest teologiem, historykiem, antropologiem kultury. Jest autorem wielu książek i artykułów. Interesuje się miejscem religii we współczesnej kulturze, dialogiem międzyreligijnym, konsekwencjami Holocaustu i możliwościami przezwyciężenia konfliktów religijnych, cywilizacyjnych i kulturowych. Jest zaangażowany w dialog z innymi religiami (m.in. z judaizmem) i z niewierzącymi. Jest wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego w Ośrodku Studiów Amerykańskich. W 1976 roku wstąpił do zakonu jezuitów. Jesienią 2005 ogłosił, że występuje z zakonu i rezygnuje z kapłaństwa. Przyczyny tej decyzji wyjaśnił w książce "Przed Bogiem".

5 Comments

  1. “Chrześcijaństwo stało się religią światową dzięki ośmiu falom migracji. Pierwsza, która przeobraziła je z żydowskiej sekty w ogólnoświatowy Kościół migrantów, wyszła z żydowskiej diaspory po zburzeniu drugiej świątyni A.D. 70.”..
    Wiekszych bredni nie mozna bylo napisac? Od kiedy rozwoj chrzescijanstwa zawdzieczamy migracjom? Chrzescijanstwo mialo i ma chrakter MISYJNY i nie jest efektem zjawiska migracji, jak sama etymologia slowa “katolikos”- z greckiego “powszechny” na to wskazuje. Radzilbym panu dokladne i zrodlowe zbadanie sprawy, lacznie z przeczytaniem opracowan badan zrodlowych Pisma Swietego zanim pan zdobedzie sie na napisanie podobnych bredni po raz kolejny.

  2. Jadwiga Wojtczak-Jarosz on

    Prof. Obirek przedstawil sprawe od strony historycznej mowiac o kolejnych falach emigracji; w jeszcze dawniejszych czasach, nie wchodzac w przyczyny, przemieszczanie sie wielkich mas ludnosci nazywano ogolnie wedrowka ludow.
    I oto tak sie dzieje, ze kolejna “wedrowka ludu” odbywa sie na naszych oczach. Mamy szczescie lub nieszczescie ten fenomen historyczny widziec. Patrzymy na to, przygladamy sie, sluchamu wypowiedzi Papieza. Milczymy. To nie sa pojedyncze grupy ludzi, nie dotyczy to nawet tylko konkretnego kraju; to jest tlum przerazonych, glodnych ludzi obojga plci, w roznym wieku, w tym dzieci i starcow, z tlomokami i bez, uciekajacych przed przemoca, pozoga, kulami i gwaltem. Mamy mozliwosc im pomoc. Ale czy pomozemy? Czy tylko bedziemy patrzec i myslec: “O, jakie szczescie, ze to nie mnie spotyka!”, albo: “Nie pomoge… nie przyjme pod dach… moze to dzicko jest chore i ja sie moge zarazic… moze ma robaki, pasozyty jakies nieznane… i wogole jest brudne, po co mi to w moim domu… albo nawet i u sasiada; od sasiada tez moze przejsc na mnie.”
    Okazalo sie, ze w tym swoim egocentryzmie tak daleko sie zagubilismy, ze nawet dziesiecioro dzieci nam przeszkadza, gdyby przez “nierozwaznych” zostly przyjete. Wiec jako Wladza nie zgadzamy sie i koniec! Bo – tak sie zlozylo, ze akurat jestesmy wladza!
    Dlatego wlasnie ja osobiscie nie widze tu pola do jakiejkolwiek dyskusji. To nie znaczy, ze moja wiara w CZLOWIEKA zostala zachwiana. Ale zdarzaja sie, jak widac, ludzie bez empatii, albo z empatia wybiorcza, mimo ze, jak mniemam, wychowani w chrzescijanskiej cywilizacji.
    Moja natomiast wiare w bezinteresownosc ludzi wzmocnil bardzo kanadyjski program “Save a Life” prowadzony niegdys przy Zarzadzie Glowny KPK, kiedy to tysiace donacji plynelo do Fundacji Charytatywnej na leczenie i ratowanie zycia ciezko chorych dzieci z bylych republik sowieckich. To glownie Kanadyjczycy polskiego pochodzenia skladali te donacje. Ale czy trzeba samemu zaznac niedoli bycia emigrantem, aby zrozumiec i poczuc potrzebe pomocy drugiemu w podobnej sytuacji, zwlaszcza dziecku? Zupelnie sie to w glowie nie miesci. Rzad przeciez mamy, jak mniemalam ‘leb w leb’, minister w ministra, katolicki. Ojciec Dyrektor w dodatku w bliskosci. Gdzie sie wiec podziala wspomniana wyzej nasza chrzescianska cywilizacja. Obserwowac tylko pozostaje. I zaplakac, jesli ktos nie wytrzymuje nadmiaru podobnie smutnych zaniechan. Ale pola do dyskusji nie widze tu zadnego.

    • Aneta Zajkowska on

      A twoja wiara w socjalizm nie oslabla? Slowa naszego Papieza Jana Pawla II obijaja sie o zatwardziale, liberalne glowy: “To właśnie tutaj, w tej części Europy, Kościół stawał się często najbardziej wiarygodną instytucją życia zbiorowego, a religia – jedynym niezawodnym punktem odniesienia w sytuacji nieufności i zupełnego skompromitowania oficjalnego systemu wartości.”

    • Pani Aneto, nie radze polemizowac z lemingami. Jesli ktos ma problem z przyjeciem Objawienia Bozego, czyli odpowiedzia na nie poprzez katolicki styl zycia, zawsze bedzie szukal argumentow by znalezc w kosciele przeszkode a wiare sprowadzi jedynie do odczucia subiektywnego w istnienie bytu nadprzyrodzonego. Malo tego, jeszcze smie pouczac jak ma wygladac nasza wiara katolicka. Taka wiare to i sam diabel ma, przeciez diabel tez zdaje sobie sprawe z istnienia bytu nadprzyrodzonego. Nie warto. Jezus mowil…”sluchaja ale nie slysza, patrza ale nie widza..”

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.