Polski zenit kontra amerykańska realpolitik

4

Emocje związane z wizytą Donalda Trumpa w Polsce sięgnęły zenitu na długo zanim Air Force One wylądował na polskiej ziemi, a amerykański prezydent przywitał się z przedstawicielami polskiego rządu. Strona polska nie ukrywała, że wiązała z tą wizytą ogromne nadzieje: od jej wymiaru symbolicznego, sygnału dla reszty świata, a w szczególności nie żyjącej ostatnio najlepiej z Warszawą Brukseli, że Polska doskonale sobie radzi, jej polityka i inicjatywy znajdują uznanie w oczach największych i najpotężniejszych, po wymiar praktyczny czyli dobicie z Ameryką kilku konkretnych interesów uznawanych przez obecny rząd za priorytetowe dla polskiego interesu narodowego i obronnego (uniezależnienie się od rosyjskiego gazu oraz zabezpieczenie przed ewentualną rosyjską agresją). Jesteśmy narodem uwielbiającym dywagacje i z lubością praktykującym wybieganie przed szereg, w tym ze zgaduj-zgadulą odnośnie tego, kto jak się zachowa, co powie i jaki te działania będą miały wydźwięk na całym świecie.

Nie inaczej było i teraz i każdy, kto zna polskie realia polityczne i obyczajowe, zapewne nie dostrzegł w tej gorączce niczego nadzwyczajnego. Wizyta amerykańskiego prezydenta w każdym kraju wywołuje poruszenie, Ameryka pozostaje bowiem światowym mocarstwem, które dyktuje reszcie warunki, jeśli nie bezpośrednio, to poprzez układy i naciski na niwie ekonomicznej i militarnej. Dobrze jest mieć w Ameryce przyjaciela; amerykańska przyjaźń rzuca długi cień na relacje z pozostałą częścią globu.

Jako emigrantka i dziennikarka od dawna “param się” z jednej strony objaśnianiem Ameryki Polsce, z drugiej Polski Ameryce. Najlepiej, oczywiście, byłoby wtedy, gdybyśmy wszyscy doskonale rozumieli się bez tłumaczy i opowiadaczy, władali językami innych, a wszyscy inni naszym, bo choć sama straciłabym wtedy pracę, świat tylko by na tym zyskał. Zdarzają mi się jednak chwile, że cieszę się, iż tak nie jest i istnieją bufory powstrzymujące absolutnie swobodny przepływ informacji, gdyż, nie owijając niczego w bawełnę – te bufory pozwalają zachować twarz tam, gdzie na pewno byłaby stracona. Wizyta Donalda Trumpa w Polsce była taką chwilą. Było mi na przemian smutno i wstyd, że wszechogarniający mnie entuzjazm był nie tylko wynikiem naturalnego zainteresowania polskiego społeczeństwa odwiedzinami amerykańskiego przywódcy w Warszawie, co skrupulatnie zaplanowanym, wyreżyserowanym i pedantycznie przez polskie władze dopilnowanym “szoł” obliczonym na wywołanie pewnego zamierzonego efektu. Że strona polska z góry założyła, iż wizyta Trumpa w Warszawie może być wyłącznie sukcesem, a kupony od tego “zwycięstwa” zaczęła odcinać już w momencie, gdy strona amerykańska potwierdziła przylot Trumpa do Warszawy. Że krótko mówiąc zamierzonym efektem miało być efekciarstwo i to tego najgorszego sortu, stawiające sobie za zadanie zakrzywić rzeczywistość, by się samemu tym aktem dowartościować.

By nie trzymać Państwa w niepewności co też takiego oficjalnie (głównie media rządowe, ale niestety także gros innych, gdzie dojmująco brakuje ekspertów rozumiejących meandry amerykańskiej polityki) mówiono i pisano w kraju nad Wisłą już wyjaśniam. Po pierwsze można się było dowiedzieć, że prezydent Trump jest entuzjastą inicjatywy Trójmorza i aktywnie wspiera ambicje Polski ku temu, by wyrosła na nowego regionalnego przywódcę w Europie, a dzieje się to, oczywiście dlatego, że jesteśmy Ameryce szczególnie bliscy i ważni.

Po drugie – że jego udział w szczycie Inicjatywy Trójmorza ma być dla Unii Europejskiej sygnałem, iż Ameryka podobnie jak Polska chce się od Unii zdystansować i jeśli rozmowy w Warszawie zostaną odebrane przez kanclerz Merkel czy prezydenta Macrona jako próba wbicia klina między “starą” a “nową” Europę, tym lepiej. Jak silna była tutaj retoryka o umacnianiu się wspólnego polsko-amerykańskiego frontu przeciwko Rosji nie trzeba pewnie nawet wspominać.

Po trzecie wreszcie nie ulegało wątpliwości, że 7 lipca w Warszawie odbędą się absolutnie przełomowe rozmowy na temat nowych rozdziałów w polsko-amerykańskiej współpracy gospodarczej (w związku z możliwością dostaw do Polski amerykańskiego gazu skroplonego) i militarnej w związku ze sprzedażą do Polski amerykańskiej broni i obecnością w Polsceamerykańskichżołnierzy. Niezabrakło też oczywiście spekulacji czy prezydent Trump zdecyduje się znieść nam wizy już w trakcie spotkania z prezydentem Dudą na Zamku Królewskim czy poczeka do przemówienia na placu Krasińskich.

Gdy piszę te słowa prezydent Trump najprawdopodobniej właśnie wylądował w Hamburgu, a Polska przeżuwa to, co faktycznie “stało się”, a raczej co się “nie stało” dzisiejszego dnia w Warszawie. Zanim tekst dotrze do Państwa rąk będą już Państwo wiedzieli, że wizy nadal nas obowiązują, Ameryka na żadną wojnę z Rosją się nie wybiera, a w przemówieniu warszawskim Trump wręcz spuścił z tonu. Choć pogroził Rosji palcem to jednocześnie potraktował ją jak partnera, którego wciąż prosi o dołączenie do europejskoamerykańskiej koalicji w walce w terrorem i reżimem w Syrii. Będą Państwo wiedzieli, że Trump idealnie odegrał swoją rolę – zagrał na naszych najczulszych narodowych strunach, wysłał pod naszym adresem moc pięknych, górnolotnych słów, a jednocześnie zabrakło konkretów, które zawczasu odtrąbiono.

Dostaliśmy zapewnienie o wierności Ameryki idei i celom NATO, lecz przecież ten kurs Trump obrał już jakiś czas temu, gdy w Potomacu upłynęło akurat tyle wody, by amerykański wyborca powoli zaczął zapominać o kontrowersyjnych sloganach Trumpa z kampanii wyborczej, a na powrót zaczął akceptować fakt, że świat realpolitik to układy, kompromisy i współdziałanie z innymi. Usłyszeliśmy o amerykańskim gazie – niestety nie ma pewności, że będzie on nam sprzedawany po atrakcyjnej cenie. Pewność jest tylko co do tego, że współpraca z Polską to świetna wiadomość dla wyborcy amerykańskiego, który dzięki temu dostanie zatrudnienie. Wreszcie – nie dowiedzieliśmy się niczego na temat dalszych planów stacjonowania w Polsce amerykańskich żołnierzy w ramach długofalowego wzmocnienia wschodniej flanki NATO i nic w temacie, czy Ameryka ma w planach uczynienie z Polski partnera porównywalnego z Wielką Brytanią, która jako jedyna poza samą Ameryką ma dostęp do jej najnowszych militarnych patentów i rozwiązań, dzięki czemu w razie potrzeby wspólne działanie może być maksymalnie zsynchronizowane. Dopóki Pentagon nie przydzieli na ten cel stałego budżetu i będziemy dla niego jedynie państwem rotacyjnym, dopóty polskie bezpieczeństwo, a zwłaszcza militarne znaczenie w regionie, które polski minister obrony Antoni Macierewicz tak podkreśla, pozostanie w sferze naszych ambicji, nie osiągnięć. Nieliczni komentatorzy niezwiązani z mediami rządowymi właśnie z tej jednej, jedynej przyczyny gotowi są wręcz uznać wizytę Trumpa za porażkę dla polskiej dyplomacji. Można być pewnym, że słowo “porażka” na pewno w Belwederze nie padnie, tym trudniej jednak nie zadawać sobie pytania co się stało z naszą polską głową i gdzie (czy w ogóle jeszcze) są granice politycznego manipulanctwa, któremu poddaje się Polaków.

Nie chcę zostawić Państwa z refleksją, że wizyta Trumpa nie miała dla Polski większego znaczenia, bo oczywiście je miała – chodzi tylko o to, że inaczej niż to naświetlono polskiemu obywatelowi w jego ojczyźnie. 6 lipca oczy świata były zwrócone na Warszawę i było to dla nas istotne wyróżnienie. Pierwsze europejskie przemówienie nowego amerykańskiego prezydenta wygłoszone właśnie w Warszawie ma wymiar symboliczny – jest przemiłym gestem, podziękowaniem za polską lojalność i przyjaźń. Należało się nam, dostaliśmy to. Zagraniczne media zadały sobie przy tej okazji trud przybliżenia Polski swoim odbiorcom, zaś dzięki wyborowi miejsca warszawskiego przemówienia i nawiązaniom Trumpa do polskiej historii część tych odbiorców być może po raz pierwszy dowiedziała się kilku istotnych szczegółów na temat przeszłości naszego kraju. Znaczenie na pewno ma finalizacja sprzedaży do Polski rakiet Patriot w najnowszej wersji, tej samej, którą posiadają Amerykanie. Porozumienie zawarto w nocy z 5 na 6 lipca. Nie powinniśmy jednak zapominać o tym, że Ameryka ma w tej transakcji wymierny, finansowy interes, podobnie jak w eksporcie swojego gazu do Polski i do Europy. Nie powinniśmy zapominać o tym, że czułe słówka, dyżurne zapewnienia o przyjaźni, hegemoni tacy jak Ameryka wypowiadają każdego dnia i nie należy mylić tego ani z dyplomacją, ani z wiążącymi obietnicammi czegokolwiek. Konkrety w relacjach z Ameryką ma się wtedy, gdy uprawia się w Waszyngtonie skuteczny gospodarczy i polityczny lobbying, którego Polska wciąż nie ma i w który Warszawa na co dzień nie inwestuje.

Jak najbardziej chcę zostawić Państwa z refleksją, że o ile nie wydarzy się coś absolutnie skandalicznego i niepojętego podczas spotkań Trumpa z Merkel oraz Putinem na szczycie G20 – Trump nie tylko nie zadeklarował jednoznacznego popracia dla idei bloku państw Trójmorza realizujących się w kontrze i rywalizacji do obecnej UE, ale powiedział wprost, że wierzy w moc sprawczą zintegrowanej Europy. Warszawa powinna się nad tym zastanowić. Czy to zrobi? W chwili obecnej nie słyszę takiego głosu.

Eliza Sarnacka-Mahoney

(prosto z Polski)

Witamy dzisiaj na naszych łamach plastyka, grafika i ilustratora Tomasza Wawera.

Poleć:

O Autorze:

Eliza Sarnacka Mahoney

Eliza Sarnacka-Mahoney- publicystka i pisarka, mieszka w Kolorado. Od wielu lat współpracuje z mediami w Polsce i Ameryce. Mama Natalii i Wiktorii, ich dwujęzyczne wychowanie opisuje w cyklu artykułów dla Gazety.

4 Comments

  1. Dziękuję za tę ciekawą prasę, ale “Gazetę wyborczą” i “Angorę” to my mamy na miejscu.

  2. Slogan na scianie p kultury jest wlasciwy, troche nie take byloby na scianach prezentu od komunistycznego zssr chwalic kapitalistycznego Prezydenta

  3. Julian Owczarski on

    @ Rob Ksiaz
    Nie ma co się podniecać gazem, bo może się on okazać droższy dla Polski niż obecnie dostępny. Tu nic nie ma za darmo, to czysty biznes.
    @ Autorka
    Bardzo dobra i z dużą wiedzą, bez emocji przeprowadzona analiza. Myślę, że jest to szczególnie przydatne dla wielu dyskutantów, którzy na poparcie swoich emocjonalnych reakcji nie mają solidnej wiedzy. Pani jej dostarcza, ewidentnie nią dysponując. Ja też uważam, że nie ma co się podniecać jaki to łaskawy pan Trump dla Polski, bo ten facet nie robi nic dla idei i kierując się uczuciami. Czas zmądrzeć i przestać się łudzić.

  4. Amerykanie potwierdzili swoje zamiary dostarczania do Europy skroplonego gazu (pierwsza amerykańska dostawa gazu do gazoportu w Świnoujściu dotarła już w poprzednim miesiącu), co więcej być może wkrótce Polska zawrze umowę na długoterminowe dostawy gazu skroplonego do naszego kraju, stając się swoistym hubem gazowym dla wszystkich państw Trójmorza.
    Inicjatywa Trójmorza zapoczątkowana w 2015 roku przez prezydenta Polski Andrzeja Dudę i prezydent Chorwacji Kolindę Grabar-Kitarowić, została sformalizowana podpisaniem w sierpniu 2016 roku porozumienia w Dubrowniku i obejmowała deklarację współpracy w zakresie energetyki, transportu, cyfryzacji i gospodarki.
    Wczoraj ta inicjatywa zyskała polityczne wsparcie Stanów Zjednoczonych, USA wsparły ją także obietnicą dostarczania gazu skroplonego zarówno do Polski jak do budowanego gazoportu chorwackiego tak, aby kraje Środkowo-Południowej Europy, nie były już nigdy zakładnikiem Rosji w tym zakresie.
    Podsumowując historyczna wizyta, z ogromną promocją naszego kraju na świecie (blisko 40 minutowe przemówienie Donalda Trumpa było transmitowane przez największe światowe telewizje), umacniająca pozycję Polski w Europie i na świecie, której pozytywne rezultaty będziemy odczuwali przez najbliższe lata.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.