NOWY CYKL FELIETONÓW W “GAZECIE”

2

Beatę Dżon Ozimek nasi Czytelnicy mieli już okazję poznać z publikowanych w “Gazecie” ciekawych i ostrych tekstów. Poznałam ją w Wiedniu, kiedy odbierałam nagrodę “Złote Sowy”. To dziennikarka-dynamit. Jako krążąca między Polską a Austrią ma ciekawe spojrzenie na wiele spraw i tymi spostrzeżeniami i refleksjami będzie się dzieliła z nami w cyklu cotygodniowych felietonów “Z 8-go Piętra”, do pisania których ją zaprosiłam (a ona się zgodziła). Witamy ją z jej znakomitym piórem na naszych łamach.

Małgorzata P. Bonikowska

Od Autorki:
Świat wygląda inaczej z wysokości, nawet z dwudziestu i kilku metrów od ziemi. Chociaż podobnie jak w przydomowych ogródkach i tu oganiam się od szkodników, np. gołębi, sadzając na poręczach, zawieszam plastikowe kruki i inne pomoce. Ale kiedy zejdę (zjadę) na dół, zmieniam perspektywę, ludzie są blisko. Tęsknię do nich. Kiedy już mam uczucie, że chcę się zacząć od nich oganiać, wracam na to 8. piętro. Raz bliżej, raz dalej rzeczywistości, raz z bliska, raz z daleka. Dlatego nadałam tym planowanym felietonom nazwę “Z 8-go piętra”.

•••

Z cyklu: “Z 8-go piętra”

Wstrząśnięta i zmieszana

Niech tak nazywa się cykl moich felietonów z Polski, na zmianę z Austrią: “Z 8. piętra.” Mogę obserwować życie z tej perspektywy swojego mieszkania.

Dziś w Polsce podlegamy wielu wstrząśnieniom, ta “wstrząśnięta i zmieszana” nie jest tylko trawestacją opisu ulubionego drinka Jamesa Bonda, ale autentycznym stanem uczuć. Nie jestem jedyna w tym kraju, bo nie wiem, czy chcę napisać “w naszym kraju”, która tak się czuje. I nie jest to nadużycie przymiotnika.

Bo czyż zwykłym jest demonstrowanie poglądów politycznych poprzez wieszanie na specjalnie zbudowanych szubienicach podobizn polityków z “nienaszej” politycznej bajki? I to w asyście, pod ochroną policji. Mało tego, w miejscu szacownym, jakim jest plac obok zabytkowego budynku dawnego Sejmu Śląskiego z 1929 roku w Katowicach, którego sala sejmowa była wzorcem dla sali Sejmu II RP. Dziś jest tam siedziba śląskiego Urzędu Marszałkowskiego i Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Rozumiem wyrazistość, politycy poddają się ocenom i ich potem różnym wyrazom, ale wieszanie podobizn europosłów z PO, “zdrajców”, w otoczeniu odzianych w czernię narodowców w podkutych buciorach, z opaskami, flagami z symboliką narodowców nasuwa oczywiste skojarzenia. Niedobre, faszystowskie. Tym symbolicznie powieszonym RP po 1989 zawdzięcza wiele, wspominając pracę wykonaną w początkach choćby polskiej obecności w UE przez Janusza Lewandowskiego czy prof. Danutę Huebner. Tym niewieszanym, nie-zdrajcom jak poseł EU Ryszard Czarnecki czy Janusz Korwin-Mikke zawdzięczamy na pewno wiele: wstydu i zamieszania.

Flagi, marsze, symbole, język, zdrajcy, kara, ojczyzna, czystość rasowa, biała siła, chyba w każdym miejscu brzmią strasznie. Jakoś te “moje” Katowice, bo stąd jako pierwsze pokolenie mieszanek kresowych pochodzę, młode miasto, centrum śląskości rozumianej nie w kontrze do polskości, nie niemieckiej którejś kolumny, co podkreśla Jarosław Kaczyński niczego z tych procesów nie rozumiejąc – tu mnie taki wyraz nienawiści boli szczególnie. Chyba mądry prawnik z Krakowa ma jednak rację. Właśnie mi napisał “Jeśli miałbym to skomentować jako prawnik powiedziałbym, iż każdy z posłów powinien wystąpić na drogę cywilną o ochronę dóbr osobistych, nie angażowałbym prokuratury, bo po pierwsze okaże się, że to nie były szubienice lecz wieszaki na plakaty czy zdjęcia. I ta rewelacja będzie kosztować podatnika tysiące złotych, bo biegli tyle sobie zażyczą. Po drugie nie jestem zwolennikiem penalizacji takich czynów, bo zrobimy z nich męczenników za idee, a już takich mamy choćby tych ze Smoleńska i popatrz na skutki – sekta smoleńska rośnie.”

To była niedziela, która już niedługo, jak przegłosował Sejm, wiedząc lepiej, czego suweren chce, co druga będzie wolna od zakupów, sklepów. Będzie więcej czasu na takie demonstracje po mszach, które mają zamiast wizyt w sklepach wypełnić rodzinom część wolnych niedziel. O poranku zaś w poniedziałki, mając energię niezmitrężoną w niedzielę w supermarketach, można będzie się fizycznie odprężyć: zaatakować sobie kamieniami czy kawałkami betonu jakiś meczet, jak zdarzyło się właśnie w Warszawie, a może sobie jakiś meczet czy synagogę jeszcze inaczej potraktować, albo znowu powiesić buźki kilku zdrajców. Te słowa to wyraz mojego przerażenia, nie tylko mojego. Nie usłyszałam jeszcze do południa w poniedziałek słowa potępienia takiego czynu od księży Kościoła katolickiego. A sami też nie raz przeżyli podobne ataki…

Nie można udawać, że widzimy biało-czerwony marsz i kobiety z wózkami z dziećmi, małymi budowniczymi patriotyzmu, kiedy widzimy hasła nienawiści, rasizmu i agresję w biało-czerwonych barwach. I kiedy policja, politycy rozwadniają obrazy, mówiąc, że na takie coś się nie zgadzają, ale rozumieją uczucia, które kazały komuś np. kogoś pobić, to to po prostu jest niebezpieczne. Słowo nie jest niewinne, słowo ma swoje konsekwencje w czynach. Moją posłankę też “powieszono” w Katowicach. Od razu do niej napisałam ze słowami wsparcia, nie tylko ja przecież. Nie wyobrażam sobie, jak się mogła czuć.

To chyba w Kanadzie wymyślono WenDo, coś dla kobiet. Jak świetnie spotkać się i wykrzyczeć, wygadać, popróbować moce swoje i innych dziewczyn, kobiet – ile mamy siły w sobie, hej! Ile mamy smutków, też. Możemy pokrzyczeć, wykrzyczeć, możemy, musimy się bronić naszymi mniejszymi piąstkami, czasem naszym myśleniem. Wszędzie, bo w autobusie, metrze stają za nami obmacywacze, ale z nimi sobie poradzimy, w najgorszym wypadku wysiądziemy z poczuciem obrzydzenia.

Ale z domu rodzinnego nie wysiądziemy na następnym przystanku. Tu kobiety muszą zadbać o granice, których także najbliższym przekroczyć nie wolno. I tego musimy uczyć dziewczęta. Mogą zacząć od tego, by przypomnieć sobie, że umieją krzyczeć – komuś na odstraszenie, sobie na wzmocnienie. Jako dzieci w wózkach przecież się darłyśmy w niebogłosy!

Dziś z 8. piętra widzę daleko Górę św. Anny – tu mówi się także “Anaberg” po śląsku i po niemiecku. Widzę ramiona dźwigów, stają nowe bloki, ponoć będą ładne mieszkania. Już w postaci dziury w ziemi wszystkie są wykupione, a to nie centrum miasta. Posmarowałam sobie pyszny chleb “od Kobyłkiewicza” masłem z Olesna (niecałe 7 zł kostka). Nie kupiliśmy z mężem tego za 9 zł. Drogo się zrobiło. Ale wciąż dobrzy ludzie biorą psy z azylu i dzikich hodowli, leczą je, kochają, choć czasem im na żadne masło nie wystarcza. Ci ludzie człowiekowi krzywdy nie zrobią. I nie krzyczą głośno, że są patriotami czy dobrymi katolikami. Kurczą ramiona, schodzą na bok, kiedy mijają osiłków w kurtkach z “Polską Walczącą” i Orłem na piersi. Schylają się po kupki po swoich ulubieńcach, pozostawiane na chodniku, a nie rozdeptują ich ciężkim buciorem.

Na 8. piętrze pięknie słychać wiatr w kominie, wyje szaleńczo. Słucham go zamiast dogorywającego Programu 3, Trójki, radia mojego pokolenia. Dobra zmiana zmieniła Trójkę na dobre. Na razie! 

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

2 Comments

  1. Czy Ślązacy nie chcą teraz łączyć się z Niemcami? Vzy temat ten jest jeszcz żywy?

    • A kiedy chcieli?
      Ci którzy chcieli to już za Gierka się połączyli, a teraz kto chce to siada do auta, pociągu albo samolotu w Pyrzowicach i się łączy.:)
      Natomiast w modzie jest szczucie na Niemców i Niemcami mimo tego że ten co uprawia ten sport kupuje w niemieckim Lidlu, albo Kauflandzie czy wsadza dolne plecy do własnej Skody, VW -na, czy mercedesa wyprodukowanego w Polsce.
      Niemcy maja tez własnych posłów w sejmie i jakoś nie słychać, żeby ci posłowie jakies ukłony w stronę Berlina ćwiczyli.
      Natomiast jest marginalna grupa wołająca o autonomię Śląska, co jest uzasadnione w jakimś sensie historią, bo przed WWII Ślask miał znaczną autonomię w stosunku do innych województw .Tak więc te brednie Kaczyńskiego o ukrytej opcji niemieckiej należy z czystym sumieniem uznać za wredne szczucie jednych mieszkańców Ślaska na drugich.
      Tym bardziej, że on ani z hanysami, ani z gorolami z tego regionu nie miał do czynienia.
      Warto też pamiętać, że historycznie Śląsk dłużej był pod wpływem Niemiec niż RP i to nie w wyniku najazdów i okupacji.

      T

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.