Akustyczny lider Polski – Opera na Zamku w Szczecinie

0

Rozmowa z jej dyrektorem Jackiem Jekielem

Leszek Wątróbski: Jesteście jedyną operą w Polsce mieszczącą się w zamku…
Jacek Jekiel: … a może i jedyną w Europie. Nasz odnowiony teatr ma trzy sceny i jest jednym z najnowocześniejszych teatrów muzycznych w Europie. Widownia sceny głównej ma 539 miejsc, w tym miejsca dla osób niepełnosprawnych. Jej akustyka porównywana jest z’akustyką w Operze Wiedeńskiej. Sala Kameralna im. Jacka Nieżychowskiego mieści 120 osób, Galeria Południowa – obecnie Galeria O. mieści 200 osób. Opera na Zamku ma najlepszy system akustyczny w Polsce, jeden z najlepszych w Europie. To właściwie trzy teatry w jednym. W sali głównej można zamienić operę w filharmonię, dzięki czemu odbiór koncertu jest doskonały. Akustyka została skrojona także na potrzeby musicalu. W wielu innych teatrach nie mogą odbywać się na przykład koncerty symfoniczne albo trzeba budować specjalne muszle koncertowe. Krótko mówiąc – Opera na Zamku to “akustyczny lider” w Polsce.

Jacek JEKIEL, dyrektor Opery na Zamku w Szczecinie

L.W.: Opera na Zamku w Szczecinie powstała pod nazwą Operetka Szczecińska Towarzystwa Przyjaciół Teatru Muzycznego…
J.J.: Pierwszy spektakl odbył się 25 stycznia 1957 roku. Była to “Kraina uśmiechu” Lehára. Początkowo Operetka mieściła się przy ulicy Potulickiej. Do Zamku przeniosła się w 1978 roku. W latach 2010-2015 przeprowadzono przebudowę Opery na Zamku w ramach regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Zachodniopomorskiego. Koszt inwestycji wyniósł ponad 69 mln złotych. Podczas remontu hala Opery została ustawiona przy ul. Energetyków, by nie przerywać sezonu przedstawień. Powrót do Zamku odbył się w listopadzie 2015 roku.

L.W.: Wasza Opera odnosi od lat same sukcesy. Przypomnij je.
J.J.: Nasze spektakle zdobywają entuzjastyczne opinie recenzentów, polskich i’zagranicznych, m.in.: Gazety Wyborczej, Polityki, Rzeczpospolitej, Mitteloge, Opernwelt, Dance Europe. Artyści Opery na Zamku otrzymali osiem Bursztynowych Pierścieni (najważniejsza nagroda teatralna na Pomorzu Zachodnim). Od roku 1990 sześciokrotnie produkcja Opery okazała się najlepszym spektaklem sezonu. Z naszych ostatnich sukcesów wspomnę może o roku 2018 i kolejnych pięciu nominacjach do nagrody Bursztynowego Pierścienia. Zdobyły je dwa nasze spektakle: opera “Cosi fan tutte” W.A. Mozarta w’reżyserii Jacka Papisa oraz spektakl baletowy “Dzieci z dworca ZOO” Roberta Glumbka. Nominowani artyści to tancerze z “Dzieci z dworca ZOO” – Karolina Cichy-Szromnik (Christiane), Paweł Wdówka (Detlef) i Maksim Yasinski (Fatum). I może jeszcze wspomnę o’dwóch prestiżowych nagrodach konkursu XII Teatralnych Nagród Muzycznych im. Jana Kiepury dla Agaty Uchman – za kostiumy i dla Macieja Glaza, najlepszego tancerza. W ręce naszych artystów trafiły także kolejne odznaczenia Ministra Kultury i’Dziedzictwa Narodowego.

This slideshow requires JavaScript.

A w roku 2017 Opera na Zamku uzyskała dofinansowanie w ramach Programu Interreg Południowy Bałtyk 2014-2020 w’wysokości ponad 270 tysięcy euro! W drugim naborze do projektu Trans-Opera, zostaliśmy wybrani spośród 23 wnioskodawców z Polski, Danii, Szwecji, Litwy i Niemiec. Cały budżet projektu to 320 tysięcy euro, tak więc Opera na Zamku wywalczyła aż 85% unijnych pieniędzy na ten cel. Wspólny projekt Opery na Zamku i niemieckiego Partnera Theater Vorpommern GmbH zakłada tak współpracę obu teatrów, jak i pomoc w nawiązaniu kooperacji pomiędzy mniejszymi lokalnymi ośrodkami kulturalnymi po obu stronach Odry. Sześć wybranych w’pierwszym etapie projektu ośrodków podczas warsztatów połączy się w trzy międzynarodowe pary. Ich zadaniem było przygotowanie atrakcyjnych wydarzeń kulturalnych, które wraz z przedstawieniem operowym Opery na Zamku w Szczecinie i’Theater Vorpommern GmbH, zostały zaprezentowane podczas festiwali w Szczecinie, Greifswaldzie, Stralsundzie i Putbus. Także w 2017 roku udało się wraz z dwoma niemieckimi teatrami zdobyć blisko 3 miliony euro na polskoniemiecką sieć kulturalną. Opera na Zamku jest partnerem teatrów w Stralsundzie i Schwedt w ramach unijnego projektu. Na co te pieniądze? Na sprzęt, na wspólne spektakle, wymianę przedstawień, Polsko-Niemieckie Dni Teatru, programy, ulotki w językach sąsiadów, wyświetlacze w obu językach itp. To olbrzymie przedsięwzięcie, które łączy widzów z obu stron Odry.

L.W.: Do niewątpliwych Waszych sukcesów zaliczyć też można udział w październikowej trzeciej edycji Festiwalu Oper Kameralnych w Petersburgu…
J.J.: Tam 30 lat temu powstała Petersburska Opera Kameralna. Na wcześniejszą, ubiegłoroczną drugą edycję festiwalową zaproszono tam pierwszy teatr z Polski – Warszawską Operę Kameralną, której spektakl cieszył się dużą popularnością. Tamtejsza dyrekcja i organizatorzy uznali, że warto zaprosić na kolejną edycję inny polski zespół.

L.W.: Zainteresowała ich Wasza inscenizacja opery Benjamina Brittena “The Turn of the Screw” (“Dokręcanie śruby”)… J.J.: …która nie bez powodu została uznana w roku 2016 przez jury XI Teatralnych Nagród Muzycznych za najlepszy spektakl w Polsce. “Dokręcanie śruby” zdobyło także pierwszą nagrodę za najlepszą reżyserię oraz scenografię. I myślę, że ten właśnie sukces naszego szczecińskiego zespołu przeważył i dlatego właśnie my zostaliśmy tam zaproszeni na tegoroczną trzecią edycję festiwalową. Myślę, że w Petersburgu nic o nas wcześniej nie wiedzieli – nawet tego, że w Szczecinie mamy na zamku operę kameralną.

L.W.: Zaproszenie do Petersburga było dla Was wielkim wyróżnieniem…
J.J.: Pojechaliśmy tam nie bez obaw i nie bez lęków oraz z ogromną tremą. Spotkanie z’rzeczywistością było jednak zupełnie inne. Zachwyciło nas to miasto i tamtejsza publiczność, która niezwykle entuzjastycznie przyjęła nasz spektakl. Myślę, że złożyło się na to – to, co zobaczyli i usłyszeli w wyrafinowanej formie, niezwykle doprecyzowanej oraz intrygującej. Można powiedzieć nawet, że był to operowy horror czy operowy thriller. Fabuła tego przedstawienia jest dość krótka, aczkolwiek bardzo intensywna w sensie nieustannej zmiany lokalizacji oraz umiejętności aktorskich. Można śmiało powiedzieć, że spektakl w reżyserii Natalii Babińskiej odniósł tam wielki sukces. Nie wprowadziliśmy też w nim zbyt wielu zmian w porównaniu z tym, jak pokazywaliśmy go u nas, w Szczecinie, co wyszło mu na dobre. Niewielkie zmiany wymuszone zostały natomiast przez układ samej sceny. Ich scena różniła się od naszej szczecińskiej i ograniczała nas z kilku względów. Musieliśmy np. delikatnie przebudować scenografię i dostosować się do ich obrotowej, ręcznie przesuwanej sceny. Musieliśmy też nieco zmienić układ tego, co się nazywa actors movement – czyli ruchu scenicznego. Była taka jedna scena, kiedy jedna z naszych aktorek, Bożena Bujnicka, pojawiła się na wyciemnionej widowni i przechodząc wśród publiczności przestraszyła jakąś starszą kobietę.

L.W.: Wasz spektakl był dzięki temu bliski założeniom festiwalowym zakładającym pewną kameralność wydarzeń i pewną umowność…
J.J.: … która z niej wynika. Reakcje publiczności, która przyszła na nasz spektakl z pełną świadomością wyboru i która lubi stylistykę Benjamina Brittena, była nad podziw dobra.

L.W.: Spektakl Brittena powstał na podstawie opowiadania Henry’ego Jamesa…
J.J.: …wiktoriańskiego amerykańsko- angielskiego pisarza oraz krytyka i teoretyka literatury z przełomu XIX i XX wieku. Jego fabuła sprowadza się do historii guwernantki, która pojawia się w wiktoriańskim dworze, pod nieobecność opiekuna dwojga dzieci i zaczyna go poznawać. I nagle, ku jej zaskoczeniu oraz widzów, zaczynają się pojawiać tajemnicze osoby – jakieś duchy, jakieś zjawy, które są projekcją wyobraźni dziecięcej… Dzisiaj interpretujemy to jako relacje pomiędzy zjawami, które się w spektaklu pokazują, a jego bohaterami, którzy są odgrywani przez dzieci bliskie są temu, co my dzisiaj nazywamy złym dotykiem. I opowiadamy o tym językiem wiktoriańskiej narracji, ze sporą liczbą niedopowiedzeń. Ani bowiem Britten, ani autorzy tego opowiadania, nie chcieli stawiać kropki nad i. I my też nie chcieliśmy tego zmieniać.

L.W.: Jaka jest dzisiejsza widownia petersburska?
J.J.: Petersburska widownia jest dużo bardziej żywiołowa od naszej szczecińskiej i bardziej wyrobiona. Uwielbiam polską, zwłaszcza szczecińską publiczność, ale stołeczny Petersburg, z dziesiątkami możliwości dla widzów, to nie nasz Szczecin. Tam duży procent mieszkańców regularnie chadza do opery na każdy niemal spektakl czy przedstawienie teatralne. I jest ich procentowo naprawdę dużo, nie tylko w ich petersburskiej operze kameralnej, ale i we wszystkich innych teatrach.

L.W.: Obok Was w trzeciej edycji Festiwalu Oper Kameralnych występowały także opery rosyjskie i niemieckie. Jak na ich tle wypadła szczecińska Opera na Zamku?
J.J.: Nasz występ na tle tych innych zespołów, a mówię to po przeczytaniu recenzji oraz informacji uzyskanej od tamtejszej dyrekcji, oczarował tamtejszą publiczność. Mam nadzieję, że nie jest to wyłącznie kurtuazja, ale naprawdę wynika z uznania. Myślę, że nasze odczucia po spektaklu mówiły nam wszystkim, że wypadliśmy tam naprawdę dobrze i że złapaliśmy dobry kontakt z petersburską publicznością. Na pewno też była to także zasługa naszej wspólnej z Rosjanami słowiańskości, przy całym jednak szacunku do anglosaskiego dzieła Benjamina Brittena. I posługiwaliśmy się tam na miejscu, notabene, dwoma językami: rosyjskim i angielskim, w którym to języku opera “The Turn of the Screw” (“Dokręcanie śruby”) została stworzona i była grana. Postaraliśmy się ponadto, aby całe libretto było przetłumaczone na język rosyjski.

L.W.:Kto Wam pomagał w wyjeździe? J.J.: Bardzo pomógł nam marszałek województwa, który sfinansował dużą część kosztów związanych z tym wyjazdem. Dołożyli się do tego także sami organizatorzy dysponujący odpowiednimi funduszami na festiwal. Ich zaproszenie nie było tylko gestem kurtuazyjnym, aby dostać wizy rosyjskie. Oni pokryli także znaczną część naszych kosztów związanych głównie z pobytem oraz przyjazdem naszego 46-osobowego zespołu. Lecieliśmy do Petersburga z Berlina linią Rossija bardzo komfortowym lotem.

L.W.: Porozmawiajmy jeszcze o najbliższych planach Waszych spektakli.
J.J.: Staramy się, razem z naszym dyrektorem artystycznym, tak je układać, aby skupić się na tych spektaklach, których nie wystawiają duże teatry, zarówno polskie jak i zagraniczne, gdzie wystawiani są najczęściej klasycy operowi tacy jak Rossini, Verdi, Puccini czy jeszcze kilku innych.

W przyszłym roku mamy 200. rocznicę urodzin Stanisława Moniuszki. Od września 2018 roku mam przyjemność być koordynatorem regionalnym obchodów Roku Moniuszkowskiego z nadania dyrektora Teatru Wielkiego i Opery Narodowej Waldemara Dąbrowskiego. Szykujemy się do tych wydarzeń bardzo intensywnie w sensie planowania artystycznego. Chciałbym tu bardzo mocno podkreślić, że przygotowując nasze działania artystyczne, kierujemy się zawsze fundamentalną zasadą, aby publiczność miała wielką frajdę i uciechę przychodząc na nasze spektakle. Nawet wtedy, kiedy pokazujemy spektakl nowatorski, tak w sensie muzycznym jak i tematycznym, to chcemy zawsze zaprezentować go bardzo intrygująco i ciekawie z punktu widzenia oglądających. Tak, aby nie mieli oni wrażenia zalęknienia czy zaniepokojona faktem, że zderzają się z pewną estetyką, która może dla nich jest trochę niecodzienna.

Jacek JEKIEL, dyrektor Opery na Zamku w Szczecinie

Stąd kiedy zastanawiałem się, jak zrobić Brittena, zgodziłem się z naszym dyrektorem artystycznym, że ta historia mroczna “Dokręcanie śruby” jest trochę thrillerem i będzie najbardziej interesująca. Dlatego staramy się sięgać po takie tytuły, które będą polską, a najlepiej światową prapremierą. Stąd też moja zgoda, którą wydałem trzy lata temu, na rozpoczęcie prac przygotowawczych i artystycznych do światowej prapremiery współczesnej opery Laurenta Petitgirarda “Guru”. Opowiada ona o ostatnich dniach sekty, gdzieś tam daleko. Jest to prawdziwa historia, oparta o losy kilkuset wyznawców w Gujanie Francuskiej, pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku, gdzie blisko tysiąc ludzi popełniło zbiorowe samobójstwo. Opera “Guru” to spojrzenie na ostatnie dni sekty, prowadzonej przez opętanego przywódcę. Początkowo jego zamiarem było pozbawienie swoich wiernych ich majątków. Ale “Guru” zaczyna wierzyć w swoją nadprzyrodzoną moc, chce być zbawcą, prorokiem. Demoniczny przywódca rozpoczyna przygotowania do wielkiej “podróży”, która pozwoli wyznawcom spotkać się w sferze bezcielesnej. Opór stawia tylko jedna kobieta, Marie, niedawno przyjęta członkini sekty. Zachowując zdrowy rozsądek w obliczu masowego szaleństwa, zdecydowanie wyróżnia się spośród innych postaci. Podejmuje walkę z Guru, by powstrzymać machinę zła, ocalić siebie i pozostałych.

“Guru” to historia memento, próba przypomnienia nam, że wszyscy jesteśmy obiektami manipulacji. Że manipulują nami politycy, media czy właściciele wielkich firm, którzy chcą coś na nas ugrać. I jeżeli zrezygnujemy z niezbywalnego prawa do własnej oceny, własnego krytycznego spojrzenia na świat, to staniemy się zwyczajnymi obiektami do manipulacji tego tytułowego “Guru”.

Opera Laurenta Petitgirarda została przyjęta bardzo dobrze. Jej premiera, która odbyła się 28 września, utwierdza nas, że warto dalej iść w tym kierunku. Właśnie dlatego, już za kilkanaście miesięcy, wystawimy kolejną współczesną operę, której autorem jest wybitny kompozytor amerykański Philip Glass, określany jako twórca muzyki minimalistycznej.

Kilka lat temu Ph. Glass skomponował współczesną operę na podstawie procesu Franza Kafki, niemieckojęzycznego pisarza pochodzenia żydowskiego, związanego przez całe swoje życie z Pragą. Glass uwielbiał tę książkę, bo była niejako przepowiednią tego, co wydarzyło się w XX wieku. Dziś, kiedy mamy za sobą doświadczenia systemów totalitarnych, to chcielibyśmy jego książkę odczytać na nowo, jako nieprawdopodobną samotność człowieka w świecie zdominowanym przez płytkie i bardzo powierzchowne relacje publikowane w internecie. I będzie to historia opowiadająca o bohaterze żyjącym tu i teraz, który ma problemy dobrze nam znane.

Chcemy wystawić operę Glassa już w styczniu 2019 roku. Może udałoby się zaprezentować nasz spektakl w USA? Czekamy na zaproszenie. Myślę, że każdy by chciał zaprezentować swoją twórczość dla takiej publiczności jak amerykańska. Amerykanie widzieli już przecież wszystko, szczególnie widzowie Metropolitan Opera, teatru operowego w Nowym Jorku. Dziś jest przecież moda na operę, która jest tym gatunkiem scenicznym, który będąc sublimatem tak wielu różnych działań, ma predyspozycję do wywoływania wielkich emocji, jakich nigdzie indziej nie znajdziemy.

Poleć:

O Autorze:

Beata Gołembiowska

Beata Gołembiowska – pisarka, autorka powieści Żółta sukienka, Malowanki na szkle, Lista Olafa, Droga do Wilenii oraz książek–albumów – W jednej walizce i Teatr bez granic. Kocha przyrodę, ceni ciszę, a w ludziach – tolerancję.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.