Tadeusz Boy-Żeleński “Słówka” i piosenki kabaretu Zielony Balonik

0

Któż odwiedzający Kraków nie wpadnie choć na chwilę na kawę i kremówkę do legendarnej Jamy Michalikowej, przy ulicy Floriańskiej. Na początku XX wieku było to miejsce, gdzie z pobliskiej Akademii Sztuk Pięknych schodziła się “brać malarska”. Artyści zawsze ciągną do siebie, więc i w Jamie u szczodrego pana Michalika przesiadywali także pisarze – Tadeusz BoyŻeleński, Stanisław Przybyszewski, reżyser Teofil Trzciński, niezrównany scenograf Karol Frycz i wielu innych. Minęło prawie 50 lat od tamtych czasów i my, studenci mieszczącej się wówczas przy ulicy Szpitalnej PWST, mieliśmy przysłowiowe trzy kroki, żeby znależć się w zaczarowanym świecie początku XX wieku. Tak jak wtedy, przed laty, do Jamy przychodzili studenci ASP i razem z nimi prowadziliśmy żarliwe dyskusje o sztuce. Takich miejsc się nie zapomina, takie miejsca wędrują razem z nami.

Z tęsknoty za Krakowem, w Toronto, przygotowałam spektakl “Zielony Balonik”. Taką samą nazwę nosił kabaret krakowski z czasów Młodej Polski. Powstał on przypadkowo – któregoś wieczoru brać artystyczna wychodząca w wesołym nastroju z Jamy Michalikowej zobaczyła na Krakowskim Rynku chłopca niosącego pęk zielonych baloników. Zgodnie zakrzyknęli – “Zielony Balonik – mamy nazwę kabaretu!”

Po opracowaniu scenariusza zaprosiłam artystów na próby. Odbywały się wieczorami, często aż do później nocy, gdyż członkowie zespołu artystycznego pracują w różnych zawodach, lecz ich radość tworzenia jest tak wielka, że ci, którzy zdecydują się na przygodę teatralną, są jej oddani bez reszty.

Przedstawienie zaczynało się od pieśni “Któż wypowie twoje piękno Krakowie prastary”, a liczna grupa dzieci – wśród nich były moje wnuki: Matylda, Maciek i Tomek – weszła z pękami zielonych baloników, które potem fruwały po scenie. Podczas mówienia wiersza “Uwiedziona”, jako uwodzicieli zaprosiłam na scenę wiernych bywalców Salonu – w jednym spektaklu był to Bogdan Łabęcki, a w drugim Andrzej Willman. Obaj panowie rozbawili publiczność do łez.

Maria Nowotarska

W roku 1905, w Krakowie, w cukierni Jana Michalika, nastąpił “Big Bang”, którego rezultatem był kabaretowy Zielony Balonik. Wprawdzie po siedmiu latach przestał istnieć, ale fala wybuchu rozszerzała się na całą Polskę, dotarła do Warszawy, gdzie powstały Qui Pro Quo, Morskie Oko i inne kabarety.

This slideshow requires JavaScript.

Mimo że Toronto leży w odległości milionów lat świetlnych od zielonobalonikowego Krakowa, Big Bang w końcu dotarł i do nas w układzie i reżyserii pani Marii Nowotarskiej. Pani Maria, mając do dyspozycji kilkadziesiąt prawdziwych zielonych baloników, “Słówka” Boya, grono aktorów, w połowie amatorskie, w połowie zawodowe i trochę szmatek, stworzyła niezwykle barwne i żywe, a przede wszystkim dowcipne widowisko. Jak kabaret kabaretem, złotą regułą każdego przedstawienia są indywidualne występy, poprzedzielane monologami konferansjera, po czym następuje finał w wykonaniu całego zespołu. “Balonik” pani Marii to finał od początku do końca, a poszczególne numery przechodzą jeden w drugi, tworząc dynamiczną całość, więc braku konferansjera zupełnie się nie zauważa.

This slideshow requires JavaScript.

Wprost przeciwnie, w tym przedstawieniu byłby intruzem. Z wykonawców, palmę pierwszeństwa należy ofiarować niewątpliwie Marii Nowotarskiej: “Pani Stefania”, “Dobra mama”, “Paniusia z Towarzystwa świętej Zyty”- każdy z tych epizodów wykonany był z dużą brawurą, a każdy inny. Z największą jednak brawurą w “Uwiedzionej” uwodziła pani Maria bogu ducha winnego i niczego nie podejrzewającego pana Bogdana Łabęckiego, którego energicznie wyciągnęła z widowni. Był to debiut aktorski pana inżyniera i stanął on na wysokości zadania. Drugim talentem, który objawił się podczas wieczoru, był Sławek Iwasiuk. Okazał się doskonałym aktorem kabaretowym. Jego interpretacja Krakowskiego Dziadka, Gościa z Warszawy, a przede wszystkim Draba, co sprząta schody “pani …uchnie”, były kreacjami, których nie powstydził by się Qui Pro Quo. Drapieżne w swoim drobnomieszczaństwie i plotkarstwie były dwie kumoszki Katarzyna Jaśkiewicz i Małgorzata Drąg, a trójka pań: Agata Pilitowska, Katarzyna Jaśkiewicz i Krystyna Lipińska żywo i obrazowo opisywały rozkosze pobytu Esika w Ostendzie. Małgorzatę Drąg oglądaliśmy wielokrotnie w koncertach typu oratoryjnego lub operowego. Ma jednak ona drugą osobowość, którą ujawniła w jednym z poprzednich Salonów, wykonując piosenki z repertuaru Hanki Ordonówny. Pani Małgorzata ma nie tylko bardzo ładny głos, ale nie wytacza ciężkiej, operowej artylerii dla wykonania piosenki kabaretowej. Rusza się na scenie i tańczy ze swobodą divy kabaretowej. W scenach zbiorowych, w których brali udział Mirosław Choba i Krzysztof Rumian, cały zespół okazał się bardzo dobrze zgrany, skoordynowany i muzykalny. I my tu żyjemy, “Zielony Big Bang” – fragmenty, Stanisław Dubiski, Gazeta 26. 1. 1994

Fragment książki Beaty Gołembiowskiej
“Teatr bez granic”

Poleć:

O Autorze:

Beata Gołembiowska

Beata Gołembiowska – pisarka, autorka powieści Żółta sukienka, Malowanki na szkle, Lista Olafa, Droga do Wilenii oraz książek–albumów – W jednej walizce i Teatr bez granic. Kocha przyrodę, ceni ciszę, a w ludziach – tolerancję.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.