Wszystkiego nam dobrego

1

Z 8-go piętra – Felieton z Polski/Austrii

Leasing polityczny, polecam nowe odkrycie językowe posła Jana Marii Jackowskiego, chodzi o wędrówki posłów pomiędzy partiami opozycji. Niestety, trafnie powiedziane, pomimo być może szczytnej idei polityków opozycji. Nie chce mi się o tym pisać, bo pozostaje nam tylko czekać na wybory, choć trudno mi uwierzyć jeszcze, żeby tak zdeprawowane prezentami finansowymi i kłamstwami oraz obietnicami społeczeństwo odzyskało pojedynczo i zbiorowo rozum.

Bardzo nam na święta nadchodzące, święta narodzin Nowego i Dobrego, a dla wierzących – Boga, życzę odzyskania lub nabrania rozumu, bo ogrom pieniactwa, chamstwa, braku empatii i odpowiedzialności jest bezmierny w sferach rządzących. Kiedy ktoś, kto ma bronić Praw Dziecka, a nazywa się ten pan Mikołaj Pawlak, nazywa w polskim senacie, ponoć miejscu zgromadzenia mądrości, doświadczenia i powagi, metodę in vitro “niegodziwą” metodą przychodzenia na świat dzieci, tym samym utwierdza przeciwników z przyczyn religijnych w poczuciu, że dzieci z in vitro są gorsze, a może też “niegodziwe”, to co można o prawach dzieci rzec… Tylko że są zagrożone i w najgorszych rękach talibanu religijnego, nie waham się użyć tego sformułowania. Rodzice dzieciaków z in vitro boją się o nie i to jest zrozumiałe, bo kiedy do niedawna minister zdrowia, lekarz Konstanty Radziwiłł potwierdza, że Kościół jest przeciw tej metodzie, i że rozumie takie stanowisko “przeciw”, to gdzie tu szacunek dla dokonań nauki, in vitro jako osiągnięcia nauki, nagrodzonego Nagrodą Nobla w 2010 roku? To cofnięcie zegarów o stulecia.

13 grudnia była 37. rocznica ogłoszenia stanu wojennego i tragicznych dla wielu osób dni, złamanych życiorysów albo żalu, że nie ma się czego wspominać z tamtego czasu. Pamiętam tę niedzielę w Katowicach, ze dwa kilometry od kopalni Wujek, jak zaprzyjaźniony sąsiad z 2 piętra wbiegł na nasze 3 piętro i pół żartem, pół serio, bo taki był pan Zdzisław, łomotał w nasze drzwi i krzyczał “Edek, Edek, wojna, wyciągaj pistolety!” – to do mojego taty. Ojciec, owszem, miał dwa pistolety sportowe na śruty, nie raz urządzali z mamą i przyjaciółmi strzelanie do tarczy w przedpokoju, no jakoś się wtedy specjalnie nie przejęli i obśmiewali “tę wojnę” – nie pamiętam wielkiego przerażenia. Wiem, że tylko poprawił popiersie swojego ukochanego Piłsudskiego, przestawił go bliżej okna, jakby miał lepiej widzieć, co się za nimi dzieje. Napięcie oczywiście zaczęło wkrótce rosnąć, kiedy po dwóch może dniach, może następnego widzieliśmy z balkonu jak cudownie białą ośnieżoną ulicą Brynowską sunęły mroczne, groźne czołgi pośród złowrogiej ciszy ulicy, ludzi w oknach, na balkonach, takich jak my. My mieszkaliśmy “nad Wujkiem”, nad kopalnią, co rusz czuliśmy w domu tąpnięcia, spadały drobiazgi czasem. W szkole trzeba było się meldować z legitymacją, by wejść do środka, to był mój pierwszy rok w liceum, zresztą uchodzącym za najbardziej “czerwone” w Katowicach, bo tam wcześniej chodziła Stasia Gierek, dzięki niej mieliśmy np. nowoczesny basen. Może i najbardziej “czerwona”, ale wspaniała rusycystka, Elżbieta Notońska był szefową Solidarności i jak mi się zdaje, mogliśmy rozmawiać nie tylko z nią na wszelkie tematy. Pewnie dziś idealizuję, ale te pierwsze dni stanu wojennego były dla nas młodych, niespecjalnie zaangażowanych w politykę, raczej w życie, muzykę, ciekawskich nastolatków jakimś interesującym wydarzeniem, a nie historyczną tragedią, krótko, aż do wydarzeń na Wujku. W klasie miałam dwie koleżanki “górnikowe”, jak je nazywaliśmy, faktycznie miały ciuchy z materiałów z sklepów górniczych, inne rzeczy itd., ale nie pamiętam, żeby one coś mówiły, opowiadały o tym co się dzieje “na Wujku”. Nie mieliśmy z kolegami z mojej klasy bohaterskich kart nastoletnich wojowników, przyznaję. Z czerwonymi uszami zawsze słuchałam z rodzicami w domu Radia Ameryka, w kącie dużego pokoju, ale nie pamiętam, z jakiego odbiornika, nie pamiętam też, dlaczego rodzice wybierali “Amerykę”, a nie radio Wolna Europa. Muszę zapytać mamy, właściwie się nad tym nie zastanawiałam. Ojca już nie zapytam, bo jutro mijają 32 lata od jego tragicznej śmierci, ale nie bohaterskiej. I nie poległ. Zginął w wypadku samochodowym, który sam spowodował, ponoć miał zawał czy coś takiego. Pozostała okaleczona na całe życie obca osoba, nie znam jej. Przykro mi z powodu jej nieszczęścia spowodowanego przez mojego ojca. Kiedy miałam 45 lat zastanawiałam się, czy też tak skończę w wypadku, jak on; potem moja siostra, ale ten wiek przekroczyłyśmy szczęśliwie bezwypadkowo.

Dziś na siłowni (czy w gymie) spotkałam jedną z radnych miasta, pyta nas: “mam głosować za fajerwerkami na Sylwestra w tym roku, czy nie?”. W większości rzuciłyśmy “nie”, bo pieski, kotki, starsi ludzie, w ogóle de mode, passe, po co. “Taki mały fajerwerczek, fajerwerczunio, raz w roku, pieskom się da środki uspokajające, a w ogóle to myślałam, że chodzi o pyły.” “Nie, nie głosuj »za«, to jest tylko w zacofanych miejscach, to passe, passe…” To ją nieco przekonało, bo lubi być na czasie i modna, no i nasze zdecydowanie. Potem jeszcze szepnęłyśmy półżartem “dowiemy się, jak głosowałaś.” Ciekawa jestem…

Na koniec dziękuję Państwu, którzy brnęli przez ten rok 2018 przez moje często emocjonalne, często pozakręcane zdania. Nie udaję przed Państwem, którzy ofiarują kilka bezcennych i bezzwrotnych minut swojego życia na spotkanie z moimi “myślami nieuczesanymi”, jestem szczera. Nie musimy się zgadzać, nawet lubić, ale szanujmy się. Dziękuję za komentarze.

W ucieczce przed więzieniem świątecznych przygotowań jadę do Niemiec do archiwów, śledzić świat przebrzmiały, ale wciąż obecny. Pierogi i uszy do barszczu zrobiłam z przyjaciółką, spędziłyśmy uroczy wieczór pełen śmiechu, bez pośpiechu, lepiąc żywnościowe dziełka, pijąc wino, a “biedny” mąż Iwony, Waldemar musiał próbować czy na pewno nadzienia i ciasto na pierogi nam dobrze wyszły… Kolejnego dnia zawieźliśmy z moim mężem siedem pak (dzięki także przyjaciołom) do Ozimka dla pewnego pana i pewnej rodziny. Wolontariusze mówili, że się popłakali, że sprawiliśmy im wszyscy odrobinę radości. Brawo Szlachetna (i każda inna) Paczka dana od serca. A potem trzy dni przed Wigilią razem z grupą innych kobiet siadamy w przytulnym klubie, gadamy, haftujemy, wyszywamy (kto umie), skupiamy się na sobie, nie każemy sobie i innym sprzątać, kupować, gotować, ale robimy sobie wewnętrzne sprzątanie, czyszczenie, dopieszczenie, by święta i spotkania były przede wszystkim radością.

Życzę nam wszystkim pięknych, zdrowych, pełnych serdeczności, w zgodzie i z szacunkiem dla innych światopoglądów

Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku 2019!

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

1 Comment

  1. Szalenie pozytywne, jak na naszą rzeczywistość, a co ważne, z pewnym dystansem, co pozwala nie udusić się czytelnikom nadmiarem emocji, które , niestety wciąż burzą krew – polityczną (…)
    Pozdrawiam wszystkich świątecznie, i obyśmy utrzymali dystans do otaczającej nas rzeczywistości.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.