Choć raz być na 5 tysiącach metrów

1

14 kobiet, zamiast leżaki na plażach Cancun i drinki z kolorowymi parasolkami w basenowych barkach, wybrało pot i ból. To była wyprawa życia, choć nie dla wszystkich pierwsza, a dla niektórych nieostatnia. Daria Koralewska przywiozła z Azji wspomnienia, dziennik pełen notatek spisywanych na gorąco, setki zdjęć i niezapomniane wrażenia, którymi podzieliła się ze mną i z Państwem.

Małgorzata P. Bonikowska: Dario, niedawno byłaś na niezwykłej wyprawie. Jak długo ona trwała i dokąd pojechałaś?
Daria Koralewska: Dokładnie 17 dni. Byłyśmy w Nepalu – zaczęłyśmy wyprawę od Katmandu, a następnie pojechałyśmy w góry, gdzie byłyśmy 11 dni.

M.P.B.: O jakich wysokościach mówimy?
D.K.: Najwyższy szczyt, na który weszłyśmy, miał 5000 m. Jest to 101. co do wysokości góra na świecie.

M.P.B.: Czyli dla kogoś kto nie jest profesjonalistą to spore wyzwanie i rewelacyjny wynik. I w dodatku była to wyprawa samych kobiet. Skąd wziął się pomysł aby wybrać się w Himalaje w damskim towarzystwie?
D.K.: To nie był mój pomysł – wyprawę zorganizowała wraz z koleżanką Agata Kuśnierewicz, która była już wcześniej na podobnej. Doszły razem do wniosku, że dynamika w grupie będzie lepsza jeśli będą same kobiety, a także będziemy miały bardziej podobne fizyczne warunki i przygotowanie. Oryginalnie planowano wyprawę na 6 osób ale okazało się że zgłosiło się więcej zainteresowanych i grupa została rozszerzona do 14 osób.

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: W jakim wieku były uczestniczki wyprawy?
D.K.: Rozpiętość wiekowa była spora – od 35 do 58.

M.P.B.: A dlaczego ty zdecydowałaś się na wyprawę do Nepalu, w takie wysokie góry?
D.K.: Mam grupę koleżanek, z którymi zawsze podróżujemy – co roku organizujemy wspólny wyjazd. W tym roku jakoś nie było pomysłu, aż jedna trafiła na tę ofertę i namówiła cztery z nas. Zwykle nasze wyjazdy są znacznie bardziej wypoczynkowe więc dlatego nie wszystkie z naszej grupy się zdecydowały, a ponadto wyprawa była dosyć długa więc nie każda dysponowała tak długim czasem wolnego z pracy. Ja chciałam zobaczyć czy dam radę. W sumie wszystkie poradziłyśmy z wyjątkiem dwóch dziewczyn, które nie weszły na ostatnią górę – te dwie najstarsze w grupie.

M.P.B.: A więc wiek ma jednak znaczenie?
D.K.: Tak i dlatego zdecydowałam, że wolę to zrobić teraz.

M.P.B.: Jakie masz wspomnienia po powrocie?
D.K.: Ciekawe, że jak się szło to jedyne co się pamiętało to jak bolą nogi, jak ciężko jest oddychać, jak trudna jest ta trasa, a po przyjeździe tego właśnie zupełnie się nie pamięta. Pamięta się piękne widoki, wspaniałych ludzi i tę niesamowitą atmosferę, która nas wszystkie złączyła w bardzo zgraną grupę. I odczuwa się wielkie zadowolenie, że się udało.

M.P.B.: Czy znalazłaś tam coś szczególnego, coś czego nigdzie indziej nie do tej pory nie spotkałaś?
D.K.: Takich gór jak Himalaje nigdzie więcej na świecie nie ma i te góry ściągają ludzi z całego świata, którzy chcą pokonać własne ograniczenia i słabości. Do tego dochodzą lokalni ludzie, którzy mieszkają w Himalajach – buddyści, przemili ludzie o bardzo specyficznym typie urody. Na początku zastanawiałyśmy się gdzie są dzieci, bo nigdzie ich nie było widać, a każda z nas przywiozła ze sobą rzeczy z Kanady jako prezenty. Okazało się, że dzieci, które mieszkają w górach, spędzają 5 miesięcy w szkole w Katmandu, wracają do domu na miesiąc i znowu jadą na 5 miesięcy do szkoły. Przez ostatnie nasze 3 dni akurat dzieci zaczęły zjeżdżać do domów.

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: Z czego żyją tam ludzie – przede wszystkim z turystyki?
D.K.: Ludzie są tam w zasadzie samowystarczalni. Hodują jaki, które dają mleko. Z ich mleka wytwarzają sery. Hodują własne warzywa – marchew, kartofle, cebulę, czosnek Nie jedzą mięsa w ogóle, ale mają kurczaki i jajka oraz hodują własną odmianę zboża i ryż. Podejrzewam, że nawet gdyby turystów nie było, to te wioseczki też jakoś by funkcjonowały bo przecież tak wyglądało ich życie przez długie wieki. Ale teraz ludzie są bardzo uzależnieni od turystyki. Przybyło dużo zabudowy przeznaczonej typowo dla turystów – małe hoteliki i moteliki nazywane tea houses, które mają po 8 pokoi, czasami 4- 6 – takie bed and breakfast.

M.P.B.: Co tam jadłyście?
D.K.: Muszę powiedzieć że menu było bardzo urozmaicone. Było europejskie jedzenie typu owsianka na śniadanie, naleśniki – tak naprawdę to były takie placki, były frytki. Serwowali nam też ich własne dania z dużą ilością ryżu, sosy z pikantnymi przyprawami, dużo warzyw i fasoli. Byłam zaskoczona bo czasami w menu było nawet 20-30 pozycji.

M.P.B.: A jaka była pogoda?
D.K.: To była jesień, czyli bardzo popularny okres na organizowanie tego rodzaju wypraw dla turystów z całego świata. Latem jest bardzo dużo deszczu. Potem jest bardzo ciepła jesień, zimą silne wiatry i znowu deszcze, a potem bardzo ładna wiosna, tak że turystyka w zasadzie odbywa się jesienią i wiosną. W Katmandu było między 20 a 24° w październiku czyli cieplej niż w Kanadzie natomiast w górach oczywiście dużo zimniej. Na samym szczycie było -2. dokończenie ze strony 18-19

M.P.B.: Jak wyglądało przygotowanie fizyczne do takiego wysiłku?
D.K.: Już od pierwszego spotkania orientacyjnego po zapisach była mowa o konieczności przygotowywania się w sensie fizycznym na przykład chodzenia po schodach przez godzinę do 2 godzin dziennie. Wszystkie się przygotowywałyśmy w ten sposób. Ja chodziłam też na spacery – 2-3 godziny dziennie. Tam w górach chodziłyśmy przez 8, a nawet więcej godzin dziennie. Wejście na najwyższy szczyt, który pokonałyśmy, zajęło 12 godzin. W sumie uważam, że większość z nas była całkiem dobrze przygotowana.

M.P.B.: Wspinaczka na takie wysokie szczyty wiązać się może z pewnymi zagrożeniami. Czy nie było obaw o wasze bezpieczeństwo albo sytuacji zagrożenia?
D.K.: Góry są bardzo strome, chodzi się po kamieniach więc nieprawidłowe postawienie nogi może się wiązać z upadkiem, a taki upadek może się bardzo źle skończyć. Parę razy żartowałam, że przydałyby się nam kaski. Nasza grupa dobrze sobie poradziła, ale wypadki się zdarzają i to często. W czasie całej naszej podróży codziennie, a czasami 2 razy dziennie, widziałyśmy helikopter, a nasz przewodnik informował nas, że znowu komuś się coś stało bo helikoptery przylatują tylko po to aby zabrać rannych do szpitala. Oczywiście każda z nas musiała mieć polisę ubezpieczeniową i konieczne było sprawdzenie czy ta polisa obejmuje również lot helikopterem.

M.P.B.: Co było najpiękniejsze?
D.K.: To zabrzmi śmiesznie, ale przedostatnie miejsce, gdzie się zatrzymaliśmy, było zaskakująco piękne i dobrze wyposażone. Były tam normalne toalety a nie dziury w ziemi, prysznic, który działał. To był dla nas raj na ziemi po tym zejściu z gór, niekąpaniu się przez dłuższy. Piękny relaks. A jednocześnie hotel był położony w przepięknym miejscu, miał piękny taras. Świeciło słońce, wokoło cudowne góry i bajeczne widoki…

M.P.B.: A co było najgorsze?
D.K.: Jazda autobusem z Katmandu. Tego się nie da opisać. Drogi tam są nie najlepszej jakości, bywają odcinki z asfaltem – im bliżej do Katmandu tym lepsze drogi, a im dalej w głąb gór tym gorsze, coraz węższe, z serpentynami, położone niesamowicie wysoko, nieodnawiane od czasu wielkiego trzęsienia ziemi w 2015 roku, a tuż obok głębokie przepaści. Były takie miejsca, gdzie brakowało 1/3 albo _ drogi. Autobus był spory i miałyśmy poważne wątpliwości czy zmieści się na tej drodze, a o krok przepaść. Nigdy nie chciałabym już więcej takim autobusem w takich warunkach jechać. Musiałyśmy oczywiście przejechać tą trasą raz jeszcze, wracając z gór do Katmandu. Koszmar. 

This slideshow requires JavaScript.

Wstrząsające było też miejsce, które widziałyśmy dzień przed dojściem do naszej bazy wypadowej na ten najwyższy szczyt. Trzeba było przejść przez wioskę Langtang, która szczególnie ucierpiała w trzęsieniu ziemi w 2015 roku. Był to dla nas trudny i smutny przemarsz ponieważ ten teren jest jak wielkie gruzowisko, pole głazów, które zasypały całą wioskę. Pod tymi głazami są domy i ludzie, którzy byli żywcem pogrzebani kiedy doszło do tej tragedii. To jest jedyne przejście żeby dojść na ten szczyt – idzie się dosłownie po grobach. Szłyśmy powoli, w ciszy. To cmentarzysko jest wyraźnie inne ponieważ wszędzie indziej jest roślinność – trawy, niskie krzaki. Nie ma wysokiej roślinności, ale jest jakaś zieleń natomiast tam jest jakby pustynia z szarego kamienia. To miejsce jest grobem wielu ludzi, zarówno mieszkańców lokalnych nepalskich wsi jak i turystów. Ponad 200 turystów zginęło w tym miejscu. Trzęsienie ziemi przyszło bardzo gwałtownie i wszyscy zostali pogrzebani pod tymi szarymi głazami.

M.P.B.: Rozumiem, że miałyście Szerpów którzy pomagali wam wnosić wasze rzeczy na góry?
D.K.: Tak, miałyśmy jednego Szerpę na dwie. Każda z nas miała limit bagażu 12 kg. Dostałyśmy identyczne torby od firmy organizującej nasz wyjazd i dwie torby były związane sznurkami, a Szerpa miał opaskę na głowę i dwie torby na plecach.

M.P.B.: Czy nie było wam ich żal, że tak bardzo się męczą?
D.K.: Na początku tak, szczególnie że oni nie są zbyt wysocy, a więc chyba żaden z tych mężczyzn nie był wyższy niż my. Ale okazuje się, że mają niesamowitą kondycję i bardzo się cieszyli, że mogą nam “tym biednym zagubionym polskim kobietom” pomóc.

This slideshow requires JavaScript.

M.P.B.: Czy dużo było takich tylko kobiecych grup?
D.K.: Nie spotkałyśmy żadnej. Ale ludzie nie reagowali na naszą jakimś większym zaskoczeniem..

M.P.B.: Czy zrobiłabyś to jeszcze raz?
D.K.: Nie, to był wielki fizyczny wysiłek i jestem bardzo zadowolona, że dokonałam tego wyczynu. Ale dla mnie było to trochę za ciężkie. Niektóre z dziewczyn planują kontynuować tego rodzaju wyprawy, ale ja mam anemię i niskie ciśnienie krwi i mimo że przygotowałam się biorąc dodatkowe ilości żelaza i mając ze sobą specjalne tabletki, strasznie mi się kręciło w głowie i bardzo bałam się, że się przewrócę, upadnę i doznam jakiegoś urazu. Tam w Nepalu nie była to kwestia po prostu zwykłego wysiłku ale efektu, jaki na mój organizm miała wysokość powyżej 3000 n.p.m. kiedy zaczyna się odczuwać chorobę wysokościową. Ja miałam odpowiednie tabletki, które bardzo pomagały Ale mimo wszystko miałam duże problemy z zawrotami głowy od wysokości 2000-2500 m – było mi ciężko oddychać utrzymywać równowagę i bałam się, że zemdleję. Dużo osób cierpiało na silne bóle głowy, mimo że są tabletki mające pomagać na chorobę wysokościową. Czytałam na temat tego rodzaju wypraw, że po 2-3 tygodniach organizm zaczyna się przyzwyczajać i znosi się to lepiej. Ale ja nie mogę pojechać na 2 miesiące …

M.P.B.: Gdybyś mogła cofnąć się do czasu przed wyjazdem czy zrobiłabyś coś inaczej?
D.K.: Nie. Wiem jak się spakować bo jeździłam pod namiot od bardzo młodego wieku. Miałam wszystko czego potrzebowałam, a nawet mogłam wesprzeć moje koleżanki. Myślę, że nawet wiedząc jak ciężko będzie i tak zdecydowałabym się na ten jeden raz, ale tylko ten jeden.

M.P.B.: To co teraz? To już koniec waszych wypoczynkowych wyjazdów? Już będą same ekstremalne wakacje?
D.K.: Zawsze lubię kiedy wakacje, które wybieram, wiążą się z wysiłkiem Nie lubię statycznego relaksu, siedzenia na leżaku bo to potwornie dla mnie nudne. Pracuję w biurze cały tydzień i dużo spędzam czasu w pozycji siedzącej, więc chcę się ruszać. Nie wiem, może teraz zmierzę się z oceanem. Chciałabym pojechać gdzieś, gdzie nie jest tak wysoko. Chodziłam po górach Polsce ale to zupełnie co innego wspinać się na wysokości dwóch, a nie pięciu tysięcy metrów. Z pięcioma już skończyłam, chociaż wspaniałe wspomnienia zostaną na zawsze. 

Małgorzata P. Bonikowska
Foto: Daria Koralewska

A oto szczyty i miejsca, na które wspięło się 14 kobiet, w tym Daria:

  • Sherpagaun (2500 m),
  • Ghode Tabela (3050 m),
  • Langtang Village (3350 m),
  • Kyanjing Gompa (3870 m),
  • Kyanjing Ri (4400 m),
  • Tserko Ri (5000 m),
  • Bamboo (1825 m),
  • Thulo Syabru (2260 m),
  • Dhunche (2020 m).
Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

1 Comment

  1. Karolina Wróblewska on

    Zazdroszczę chociaż nie wiem czy bym miała odwagę. Mój znajomy był w Nepalu i wchodził na szczyty niektóre ale to kawał chłopa. Brawo, dziewczyny! Wspaniała opowieść!

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.