Nosh, taka ładna bułeczka z czubkiem

0

Z 8-go piętra – felieton z Polski/Austrii

Trzeci dzień nowego roku 2019, trudno się pozbierać, który to dzień tygodnia. Może się uładzi przebieg dni i tygodni od następnego, który zacznie się roboczym poniedziałkiem i zakończy piątkiem w myśl “thank God it’s Friday”. Ludzie niezadowoleni, że tylko tyle dni wolnych, przecież 6 stycznia, Trzech Króli normalnie powinien być wolny (od kilku lat), a tu pech, wypada w niedzielę, choć za nami dwa tygodnie z mnóstwem nieróbstwa. Choć jeśli komuś ktoś bliski umiera w wigilię, to już tak niewinnie i radośnie nie jest, niemniej okazuje się w takich momentach, jak pomocni, życzliwi, oddani mogą być sąsiedzi, znajomi i zupełnie obcy ludzie. I jak nieludzcy bywają pracownicy służb związanych z usługami w przypadku śmierci, bowiem walczą o każdą “skórę”, o każdą możliwość zarobku na nieboszczyku, a jak się wybierze “nie tę” firmę, to utrudnia się, nie wydaje zwłok itd., itp. Tak brzydko było w Mielcu w prosektorium, tak właśnie, dlatego wymieniam nazwę miasta, chodzi o prosektorium przy szpitalu. “Real” w obliczu nieśmiertelności najpierw dotyka “ciała”, potem się ewentualnie zastanowi nad czymś mniej materialnym i cierpieniem bliskich. Ale potem znowu jasna strona życia przy śmierci – spotkanie z kimś pełnym szacunku wobec momentu odejścia, rozstania, i jest, firma pogrzebowa, ta obca, z Tarnowa, wyręcza ile może, pomaga, odciąża, karmi cukierkami, dostarcza dokumenty, druki, wskazuje najlepsze “ścieżki”. I Mistrz Ceremonii, nie ksiądz, tylko cywilny prowadzący uroczystość pochówku, który kilka dni pyta rodzinę, przyjaciół o Człowieka, głównego Bohatera tej ostatniej drogi, o to, co lubił, co go interesowało, co było dla niego najważniejsze, jakiej słuchał muzyki, co czytał, co uważał za najważniejszą bądź ważne rzeczy w życiu, jakim był człowiekiem w różnych przestrzeniach. Zaimponowało mi wielce to zaangażowanie, konsultacje z najbliższą zmarłemu osobą, szacunek dla tego Ostatniego Pożegnania, zamknięcia niejako czyjejś drogi życiowej. Filozofia i etyka pracy, której jak dotąd nie dostrzegłam przez lata u nieświeckich, religijnych odprowadzających Zmarłych – zaangażowanie większości skupiłabym w powiedzeniu “Bóg tak chciał”, ale nie w poznaniu tego, kogo żegnamy, wszak zanim prochem się stał był przez ileś lat cielesnym stworzeniem z czynami, myślami na swoim koncie.

I widać też nasze nieprzygotowanie, nieumiejętność rozmowy, reagowania, bo udajemy, że śmierci nie ma, nie zabieramy dzieci na cmentarze czy do chorych, starych ludzi. Albo wdowie ktoś rzuca “oj kochana, nie będzie ci łatwo teraz!”, przy całej trosce nie buduje to wdowy. A podziwiać można jej przygotowanie do tego momentu, na który nikt nie czeka, ale przygotowanie, które wypracowali ze zmarłym, uporządkowanie “papierów”, wszelakich niemal kwestii, omówienie, co ma być gdzie napisane, jak ma się odbyć, spisane bez paniki, powoli wobec nieuchronnego, by dać podpórki w realnym życiu temu, kto pozostaje w smutku, bez kogoś kochanego i przynajmniej w tym mu jest lżej. Jakież to ważne i ile więcej spokoju daje, pewności, bez lęków, przynajmniej tych egzystencjalnych…

Sąsiadka z jajkami ze wsi. Koleżanka z blachą pysznego ciasta. Sąsiad z prawem jazdy, gotów do pomocy w każdej chwili. Nie jesteś sama, mówią, nie narzucają się; są.

Krzywa klepsydra na drzwiach denerwuje, choć tę “krzywość” widzi tylko najbliższa osoba. Nieodwiedzona przez nich żydowska knajpka zostaje odwiedzona później, izraelskie wino wypite jest za pamięć Nieobecnego.

Kogoś śmieszą tytuły naukowe i szarża na nekrologu, bo mundurowy. Inni uważają, że tak powinno być. Inni jeszcze, że najważniejsze, czego sobie Nieobecny już życzył. Przyjaciele chcą o nim mówić innym. Podwładni latami podkreślali, że wspaniały szef, człowiek. Nie lekki, nie miły, ale prawy, z kręgosłupem. W obejściu trudny, szczególny, zwłaszcza wobec najbliższych wymagający. Jednocześnie autorytet. Człowiek wiedzy, szacunku dla inności. Kiedy na ławce obok niego w parku jakiś pan w średnim wieku usiadł z chłopcem w czapce i kurtce i mały nie chciał ich ściągnąć, pan ów rzucił chłopcu “nie bądź żydem!”, nasz Nieobecny już zapytał “Dlaczego pan tak mówi? Co to znaczy, czy pan to synowi wyjaśni? Dlaczego uczy pan dziecko, że bycie żydem jest czymś złym?”

Pyszny bajgel zjedzony w Tarnowie w maleńkiej Nosh, pierwszej tam żydowskiej koszernej knajpce od 77 lat, pod obrazami Miny Nath, dziewczyny z Tarnowa, która cudem przeżyła Holocaust, smakuje szczególnie. Jak właściciel Nosha (a nosh to mała bułeczka z zawijasem), kanadyjski Żyd z Vancouver mówi, Polska jest chyba jedynym krajem na świecie, gdzie tak trudno o koszerną żywność, np. sery białe… Nie mam pojęcia, czy tak jest. Chętnie gwarzy po angielsku, zapowiada, że od marca w Dąbrowie Tarnowskiej otwiera następną koszerną knajpkę i szuka osób do pracy. Właśnie przywieziono mu mały piec do pizzy, ciekawe jak będą smakować, czulent i zapiekanka serowa bardzo smaczne. Ale wino… to samo słońce, tak to pierwsze spotkanie z Nosh zapamiętam, z tym Nosh, do którego nasz Nieobecny nie zdążył zajrzeć i się nim ucieszyć. Aaa, i ze stłuczonego niechcący naczynia szklanego, które rozprysło się w piękne kryształki na podłodze, na szczęście, na cały 2019 rok.

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.