Prawda jest tam, gdzie jest

1

Polowania wielkoobszarowe, tak od niedawna nazywają się polowania. Teraz na dziki. Nie wiem, od którego momentu stają się wielkoobszarowymi, ale to te same, na które umawiają się zwykle myśliwi z poszczególnych kół łowieckich. Nie wiedziałam, że kół jest tak dużo, w samym najmniejszym mieście wojewódzkim kraju, Opolu jest ich czternaście, a każde liczy po kilkudziesięciu członków, członkiń, Dian, jak się panie tam nazywają. Szykowały się spacery, mające przeszkodzić myśliwym w odstrzale dzików, ale skromna grupka aktywistek (!) nie zdołała ustalić, w której to części terenów poszczególnych kół odbędzie się strzelanie. Za mało nas, bo to wielkie obszary zaiste, co tydzień strzela się w innej części, wieszane są ostrzeżenia, ale nie znalazłyśmy ich. Szukałyśmy polowań nie w tych leśnych fragmentach, co trzeba. A zaprzyjaźniony myśliwy owszem, powiedział: przy tym paliku, niedaleko “tego i tego”, i tak nie trafisz, jak nie znasz lasu. Ale możesz jechać z nami. Nie o to mi chodziło…

Potem w niedzielę słyszałam na spacerze strzały za jeziorem Turawa. Kilka kobiet poszło na spacer leśnymi duktami, w kolorowych kurtkach, z piosenkami na ustach, ale nie widziały ostrzegawczych tablic, które muszą być na dobę przed polowaniem umieszczone przy ścieżkach czy wejściach do lasu. Tam nikt w ten weekend nie polował. Spacer był więc dla zdrowia, już nie dla dzików.

Myśliwi mówią, że mnożą się dziki okrutnie. Ukrywają się w kukurydzy, najadają, szybko dojrzewają; to sam człowiek swoimi uprawami ułatwia im rozmnażanie; coraz młodsze mają młode. Myśliwi nie głupcy, śmieją się z “ministrów”, że to dziki roznoszą chorobę ASF. Ale swoje muszą odstrzelić. Co roku tak robili, to nie jest nowość. Mówią, że ilość zwierząt sięga granic wytrzymałości ekosystemu. Nie wiem… Na pewno jak zwykle, prawda jest gdzieś pośrodku. Chociaż, nie pamiętam kto to powiedział, prawda jest tam, gdzie jest.

Ooo, córeczka uczy się w Stanach Zjednoczonych, no tak, nie każdy sobie może na to pozwolić. No tak, prezydentówna “tego” z Gdańska to może. I tak dalej, jadowicie, zawistnie. Dlaczego? Chyba każdy rodzic chce jak najlepiej kształcić swoje dzieci. Przy dużym wysiłku wielu może sobie na to pozwolić dzięki różnym programom dla młodzieży. Córka mojej samotnej przyjaciółki także uczyła się w USA, rok na to się przygotowywały, oszczędzały, ale miały cel. Otrzymujący 500plus mają na to środki, jeśli poważnie traktują te moje, nasze pieniądze, które otrzymują od państwa.

Starsza córka zamordowanego prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza uczy się w Ameryce. To był warunek, postawiony przez żonę prezydenta: ochronić córkę przez hejtem, agresją podczas kampanii wyborczej męża Pawła. Musi wyjechać, być jak najdalej od “grillowania” ojca i całej rodziny, od nerwowego porannego wyskakiwania z łóżka, czy już po niego jadą antyterroryści, od lęku, niepokoju… To był, jest nawet teraz czas “kąsania” rodziny Adamowiczów. Zastanawiam się jako matka, jako dorosły człowiek, jakie trudne musi być dla nastoletniej wrażliwej dziewczynki opuszczenie ciepłej, bezpiecznej rodziny, mamy, taty, siostrzyczki – dla własnego dobra, ale i kosztem własnego dobra. Jak drżeć musi mama, tata, młodsza siostra bez tej starszej, że tak daleko leci, że jej nie będzie długo w zasięgu ręki, kilku godzin podróży. Ameryka, owszem, marzenie wielu, ale w jakich okolicznościach? Bez wielkiego wyboru terminu, czasu. Trudna decyzja dla całej rodziny. Dopiero teraz pokazuje nam odważnie pani Magdalena Adamowicz przejmującą drugą stronę medalu. Swoiste poświęcenie dla służby na rzecz Gdańska ojca, męża. Ktoś zazdrości jeszcze Ameryki? No kto?

Podobnie, jak łatwo krzywo patrzymy i mówimy o adwokatach, papugach. Robią kasę, nie mają zasad. Jak mogą bronić mordercy!

Właśnie, a co my wiemy o pracy adwokatów? O ich obowiązkach, o roli obrońcy. O ich dylematach. “Obrońca nie jest przedłużeniem noża zabójcy Pawła Adamowicza” – te słowa padły na bardzo ważnym spotkaniu w Kafejce Prawnej, gdzie co miesiąc prawnicy edukują obywateli, gdzie się dyskutuje, poznaje arkana zawodów prawniczych, nie kasty, a ludzi, którzy wybrali pewną zawodową drogę. – Martwię się, czy morderca prezydenta dożyje do procesu – słyszę od prawników, działaczy KODu, obrońców Konstytucji. Jednym z nich był Bartłomiej Piotrowski z Katowic, syn słynnego prawnika, sędziego, adwokata Leszka Piotrowskiego. Bo adwokat musi poza zadaniem obrony unieść także hejt, jeśli decyduje się wykonać swoją pracę, zadanie – obronę klienta. Tak jest w przypadku adwokata Stefana W. To adwokat czasami bywa jedynym kontaktem ze światem, jedyną osobą, która rozmawia z oskarżanym, jedynym “zaufanym”. To adwokat bywa jedynym, który staje pomiędzy machiną i siłą państwa, naciskami społeczeństwa a człowiekiem, oskarżonym, klientem. Jedynym, który ma zagwarantować, że ten człowiek ma prawa, że państwo nie stanie się teraz przestępcą, takim “Stefanem W.” wobec Stefana W.

Adwokaci, “zieloni” mają swoje dylematy etyczne. Warto o tym pamiętać. Także o tym, że wykonują swoje zadania jako ci z urzędu i ci z wyboru z podobnym zaangażowaniem. I że pamiętają, iż każdy człowiek ma prawo do obrony, a ta obrona jest właśnie ich zadaniem. Dlatego nie każdy musi i może być adwokatem, papugą. To cholernie niełatwy zawód, zwłaszcza w kraju, w którym wyroki wydaje się na ulicy albo wpływa na nie prokurator- minister. Tu na pewno prawda nie leży pośrodku, tylko leży tam, gdzie leży. No kto to powiedział…

Ps. Pan Adamowicz zebrał dzięki pewnej uroczej krawcowej Patrycji 16 milionów złotych do swojej ostatniej puszki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dla swojego Gdańska…

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

1 Comment

  1. Witam , prosze zle nie pisac o moim kraju Polsce .Prosze pisac o swojej nowej ojczyznie takie artykoly to pewnie szybko ktos zacznie protestowac . Prosze sie zajac prawami gejow i lezbijek w Kanadzie w mniejszych miejscowosciach i problemem dewastacji srodowiska przez koncerny bo ta sa tematy interesujace czytelnika i opiece zdrowotnej .

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.