Karnawały (cz. 1) – Rio, Oruro, Trynidad

0

Różne kalendarze

Na początku wyjaśnienie: dwa największe święta chrześcijańskie Wielkanoc i Boże Narodzenie są obchodzone według dwóch różnych kalendarzy. Ponieważ nie znamy dnia, miesiąca i roku narodzin Chrystusa, Kościół zadekretował, że dzień ten będzie obchodzony 25 grudnia według kaledarza słonecznego, który powstał w Rzymie w czasach rządów Cezara, czyli pod koniec pierwszego wieku starej ery, nieco poprawiony i obowiązujący w Europie od roku 1582 z polecenia papieża Grzegorza XIII.  Większość krajów w starożytności i średniowieczu funkcjonowała według kalendarza księżycowego. Grecki rok kalendarzowy faktycznie trwał 4 lata, bo był oparty na  datach olimpiad, które były jednym z największych wydarzeń spajających miasta-kraje tego kręgu kulturowego.  We wspomnianym dniu obchodzono w Imperium Rzymskim pogańskie rozpustne święto o nazwie saturnalia – Kościołowi chodziło o wymazanie go z pamięci ludzkiej przez zastąpieniem go świętem chrześcijańskim.

Znamy według kalendarza księżycowego dzień śmierci i zmartwychwstania Chrystusa (nie znamy roku), dlatego według tego kalendarza obchodzimy Wielkanoc. Ponieważ obydwa kalendarze nie są ze sobą zgodne – miesiąc księżycowy jest krótszy od słonecznego – dlatego Wielkanoc co roku wypada w różnych dniach marca lub kwietnia. I tak w przestrzeni czasowej 400 lat (1800-2200) najwcześniejszy dzień Wielkanocy to 22 marca w 1818 roku, a najpóźniejszy to 25 kwietnia w latach 1886, 2038 i 2190. Przed tym świętem był i jest okres 40 dni postu, a czas od 6 stycznia, czyli od święta Trzech Króli, do dnia przed środą popielcową, miał być radosny z racji przyjścia na świat Chrystusa.  W roku 2019  ten radosny okres  trwa od 6 stycznia do 5 marca, czyli aż 59 dni. Nie we wszystkich krajach obchody karnawałowe trwają  przez cały ten okres, niekiedy w ostatnie kilka dni tego okresu, a często w innych  porach roku.

Początki szaleństw karnawałowych

Powszechnie przyjmuje się że słowo karnawał pochodzi od wyrażenia łacińsko/włoskiego carne vale (żegnaj mięso), ale bardziej prawopodobnym jest twierdzenie, że jego geneza to łacińskie wyrażenie carrus navalis, czyli  paradny pojazd ozdobny w formie okrętu używany w czasie bachanalii  i saturnalii rzymskich na cześć bóstw Saturna i boskiego pijaka Bachusa.

Starożytni przebierańcy

Jeszcze wcześniej u Greków, Egipcjan i  ludów Bliskiego Wschodu odbywały się szaleństwa mocno zakrapiane i często rozpustne poświęcone temu czy innemu bożkowi. I tak to czczono bogini Isis w Egipcie i Dionisosa w Grecji w czasie obchodów zwanych dionizjami. Chrześcijaństwo miało poważne problemy z okiełznaniem tych zwyczajów powszechnie uznanych w Kościele za złe i grzeszne. Ponieważ nie dało się całkowicie ich wyeliminować, postanowiono żeby przed Wielkanocą zaprowadzić post ścisły przez 40 dni, by skrócić te szaleństwa, a przedtem trzeba było poluzować nieco – ludzie musieli się trochę podtuczyć, by jakoś przetrzymać te 40 dni wyrzeczenia. Jedzono w tym okresie dużo i tłusto, a że trawieniu trzeba było pomóc, więc pomagano sobie miodem pitnym, gorzałką, winem, piwem. Gdy już się z czubów dobrze dymiło, rwano się do tańców. Sam taniec Kościół tolerował, ale dotykanie się par czyli „obłapianie” było z ambon mocno potępiane. Nawet tak światły człowiek jakim był Jan Kochanowski nie zostawia suchej nitki na tych, co się nie tylko obłapiają, ale na dodatek są spici.

Rzymskie saturnalia

Rio de Janeiro

Najsłynniejszym karnawałem odwiedzanym przez setki tysięcy turystów jest karnawał w Rio de Janeiro w Brazylii. Miejsce wspaniałe, wymarzone na tę imprezę. Miasto z najwspanialszymi na świecie plażami oceanicznymi, rozrzucone w kotlinach kilku masywów górskich, które tu się spotykają, pogoda wymarzona.

Pochód jednej z grup karnawałowych w Rio

Jedną ze „świętości” Brazylijczyków jest ich narodowy taniec samba – rytm szybki, latynoski, charakteryzujący się w tańcu intensywną pracą bioder. Jest w tym kraju wiele szkół nauki tego tańca. Główną imprezą karnawału w Rio jest parada w rytmie tanecznym poszczególnych szkół samby. Uroczystość trwa 5 dni, a w Środę Popielcową odbywa się wybór najbardziej paradnej szkoły. Przygotowania do występu w następnym roku zaczynają się zaraz po zakończeniu parady. Trzeba mieć jakąś piękną szaloną koncepcję, która by ludzi oczarowała i tym samym zwróciła na daną grupę uwagę. Są w tym pochodzie tanecznym różnego rodzaju pojazdy ozdobne, wszyscy uczestnicy przebrani są w fantyzyjne stroje, większość z nich przebywa trasę pieszo tańcząc w rytmie samby, pióra na głowach tancerek powiększają niekiedy ich wzrost o drugie tyle. Fantazyjne stroje, w każdej szkole tańca inne, biodra są odsłonięte, bo przecież trzeba nimi „pracować” intensywnie przez kilka kilomentrów trasy, pupę i  „drugą stronę  medalu” zasłaniają przeważnie mikroskopijne stringi – piękno ciał tancerek to oczywiście dodatkowy atut, by głosować później na tę, a nie inną szkołę.

Polka Katarzyna Stocka królową samby w jednym z karnawałów w Rio

Oruro

To piąte co do liczby mieszkańców miasto Boliwii, najbiedniejszego kraju Ameryki Południowej. Kraj ten zawdzięcza swą niezależność największemu bohaterowi tego kontynentu Boliwarowi, który na początku XVIII wieku przepędził Hiszpanów z kilku krajów i uznał w 1825 roku tereny obecnej Boliwii za kraj niepodległy. To ciągle duży terytorialnie kraj, prawie czterokrotnie większy od Polski, mimo że w ciągu swego istnienia został ograbiony przez wszystkich czterech sąsiadów: przez Brazylię ze wschodu i północnego wschodu, przez Peru z północnego zachodu, przez Urugwaj z południowego wschodu, ale najboleśniejszą stratą były tereny zachodnie nad Pacyfikiem. Odebrały je Chile łącząc swój kraj w jedno terytorium i czyniąc Boliwię krajem śródlądowym. Obecnie kraj ten to wielkie płaskie tereny na wschodzie, a na zachodzie wysokie Andy i ogromny płaskowyż na wysokości ponad trzech i pół  kilometra nad poziomem morza. Boliwia to kraj wielonarodowy i wielokulturowy: prawie dwie trzecie jego mieszkańców to metysi, czyli rasa mieszana Hiszpanów i miejscowych Indian, ale około 20 procent ludności to czyste plemiona indiańskie, niektóre istniejące od czasów przed podbojem tych terenów przez Inków, dlatego poza językiem hiszpańskim istnieje tu 38 innych języków. Główne bogactwo kraju to rudy srebra, cyny i miedzi. Kopalnie są już mocno wyeksploatowane, dlatego kraj staje się coraz biedniejszy. Dodatkowym źródłem dochodów w najnowszych czasach jest coraz bardziej rozwijająca się turystyka, a jej najważniejszyą przynętą jest karnawał w górniczym mieście Oruro.

Jest on bardzo różny od słynnych karnawałów w krajach Europy i Ameryk, ale w mojej ocenie jest najciekawszy ze wszystkich. Tereny te były miejscem kultu najważniejszych bóstw Indian Ameryki Południowej – są to miejsca do dzisiaj istniejące i odwiedzane przez Indian, położone po czterech stronach Oruro. Jak nigdzie indziej katolicyzm tutejszych Indian jest ciągle wymieszany z wierzeniami ich przodków, nawet tych sprzed kilku tysięcy lat. Zjawiają się tłumnie w kościołach, ale równocześnie nie zaniedbują dawnych wierzeń. Tradycyjnym wrogiem ludzi jest bóg podziemi, przemianowany przez misjonarzy na Diabła, o imieniu Huari, w języku hiszpańskim El Tio – Wujek, nie z szacunku przed tym stworem, ale by mu się przypodobać, by zostawił ludzi w spokoju.

Diablice karnawałowe w Oruro

On w towarzystwie zastępu diabłów w przerażających maskach i przebraniu, oraz archanioła Michała przewodzą współczesnej paradzie karnawałowej. W przekonaniu Indian jest on panem podziemi, a więc i kopalń, ujarzmiony przez większego katolickiego Boga tylko raz w roku ma pozwolenie wyjścia na powierzchnię, oczywiście po to, by być pokonanym mieczem św. Michała. Rozkręcony w boju archanioł gładzi spersonifikowane Siedem Grzechów Głównych. W mym dziedziństwa ich wyliczanka była częścią składową mojego długachnego paciorka; pamiętam do dziś, że to pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew i lenistwo.

Taniec aracari w Oruro

Orszak kieruje swe kroki do sanktuarium Matki Boskiej Gromnicznej zwanej tu Dziewicą Tunelową, bo położony jest w tunelu kopalni, a uczestników tej parady jest wielu – najliczniejszą jest grupa około 40 tys. muzyków i tancerzy. Każda grupa prezentuje swój odrębny taniec. I tańce i muzyka mają swe źródła w tradycji wielu plemion indiańskich i afrykańskich niewolników, niewiele w nich rytmów latynowskich i chyba nic z tańców europejskich. To wiele melodii i tańców, nie tak jak jedyna samba w Rio.

By wszystkie grupy taneczne zmieściły się w jednym pochodzie, jest on długi, około 7-kilometrowy. Na początku pochodu znajduje się często grupa tańca o nazwie diablada czyli bardzo żywego, ruchliwego tańca diabłów. Popularną grupą jest morenada – taniec czarnych niewolników. I muzyka i taniec ten mają swe źródła w dorobku kulturowym dawnych Indian i Afrykańczyków. Tych melodii i tańców, jak wspomniałem, jest wiele. Wymieniam tylko kilkanaście z nich: lama lama, coporales, inkas, tobas, lliamerada, kullawada, antawara, awatiri, zaponeros, kallawaya, wititi, waka waka, putulu.

Pochód urozmaica  mistyczno-dydaktyczna prezentacja, podobna do dawnych polskich jasełek, przypominająca podboje Indian przez Hiszpanów i inna prezentacja o akcentach chrześcijańskich, dodana później przez zakonników chyba po to, by nieco odwrócić uwagę mieszkańców od  ich zniewolenia – to wspomniana rozprawa św. Michała z El Tio i Siedmioma Grzechami Głównymi. Prości indiańscy górale, by przeprosić swe dawne bóstwa za uczestnictwo w paradzie karnawałowej, w której upokarzany jest ich dawniejszy bóg, udają się, wśród nich grupy taneczno-muzyczne, do wspomnianych czterech pogańskich miejsc pielgrzymkowych przed oficjalnym pochodem karnawałowym.

W roku  2001 karnawał w Oruro został uznany przez UNESCO  jako Arcydzieło, a siedem lat później dostał się na jego Światową Listę Niematerialnego Dziedzictwa.

Posąg boga podziemi Huari

Trynidad

Mieszkańcy Wysp Karaibskich też szaleją w karnawale, a nasłynniejsze są szaleństwa w kraju Trinidad i Tobago, a najbardziej w jego stolicy Port of Spain. Tutaj jest najwięcej szalonej muzyki grywanej wyłącznie na bębnach metalowych. Byłem świadkiem takiego koncertu na wyspie St. Lucia, niestety nie w okresie karnawałowym – w eleganckim hotelu koncertował jeden z najbardziej znanych zespołów z Trynidadu. Bębny te nie służą do bębnienia. Są tak zbudowane, że przez uderzenie w blaszaną wklęsłą metalową membranę w odpowiednie jej miejsce otrzymuje się pożądany ton.

Bębny te to jedyne i bardzo sprawne instrumenty w tego typu  zespołach muzycznych. Kilka bębnów różnej wielkości z powodzeniem zastępuje całą orkiestrę. Tu na Karaibach nie gra się i nie tańczy samby, lecz calipso, a najczęściej jego odmianę wzmogaconą o rytmy muzyczne Indian Wysp Karaibskich – soca.

W czasie mego pobytu na wyspie St. Lucia miałem okazje poznać melodie tego nowego zwanego duchowym calipso i naprzyglądać się tańcom. Studentka z tej wyspy, z którą przyjaźnił się kolega w czasie jej studiów na uniwersytecie Western Ontario, zaprosiła kolegę, no i przy okazji mnie, na bal do pałacu rodziców, który miał trwać 3 dni. Rodzina studentki była jedną z pięciu, do której należała cała wyspa. Tańczono unowocześnione calipso, czyli soca. Taniec to ruchy górnej części ciała w różne strony, ale najbardziej ruchliwym jest tyłek. To taniec  pojedynczych osób, ale co chwila łączą się one w pary i wtedy pojawia już dość prymitywne ocieranie się o sobie partnerów imitujące ruchy kopulacyjnie. Nie dałem się wyciągnąć na parkiet, zniknąłem po godzinie czy dwu niezauważony, a kolega zjawił się w wynajętym przez nas domku kilka godzin później. Obrażono się na mnie z racji tej ucieczki. Kolega musiał  się mocno napracować by mnie oczyścić , twierdząc,  że ze mnie tak czyste niewiniątko, więc to co oglądałem było zbyt mocne, dlatego uciekłem do domu. Koledze trzeba było przebaczyć, że kłamał czyniąc mnie niewiniątkiem.

Soca to skrót od pełnej nazwy tańca: soul of calypso, który nie ma nic wspólnego z soulem amerykańskim. Twórcą soca jest rastafarianin Ras Shorty, który stworzył ten nowy rytm. Od lat siedemdziesiątych rozprzestrzenił się ten taniec i śpiewki mu towarzyszące po całych Karaibach, wielu krajach kontynentów amerykańskich, Zachodniej Europie; dotarł nawet do Japonii. Obecnie przybiera różne formy. Shorty i inni kompozytorzy skomponowali  dziesiątki piosenek w tym stylu, a tańce też przybierają nieco różne formy – dziś tańczy się ragga soca, parang soca, steelband soca. Młodzież lubuje się w najbardziej  energetycznym soca zwanym power soca (160 uderzeń bębna na minutę). Najnowszym szałem jest nieco wolniejszy taniec zwany groovy soca (tylko 115 uderzeń na minutę).

Tancerki calypso w Port of Spain

W czasie pochodów karnawałowych na ulicach Port of Spain pojawiają się także tradycyjne tańce afrykańskie, bo rodowici mieszkańcy wysp to w większości potomkowie dawnych niewolników sprowadzanych tu z Afryki. Pochody te są  bardzo barwne, panie prowadzące grupy są na ogół mniej rozebrane niż te z Rio, ale ich stroje, równie barwne, są dużo bardziej rozbudowane w górę i na boki, tak że ledwie mieszczą się na ulicach w czasie pochodu

Władysław Pomarański

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.