Srebrzyście wokół nas

5

Rok dopiero sie zaczął, a w polskim piekiełku ruch aż miło. W kotłach wrze, pod kotłami buzuje, zajmujący się Polską diabli i aniołowie siłują się i przepychają, nie wiadomo, śmiać się czy płakać, bo stymulowane bezustannie emocje falują, a rozum w ślepej uliczce od ścian się obija. Trzeba przecież zapoznać się z aferami i aferkami różnego kalibru, którymi obficie sypnął początek roku, wypracować opinię, zająć stanowisko… A tyle tego jest, że czasu nie staje.

W świąteczny i noworoczny nastrój z wielkim rozmachem wprowadził nas popularny Ryszard Czarnecki. Na Twitterze, facebooku i gdzie sie dało umieścił serdeczne życzenia “Marry Christmas”. Do dziś nie rozumiem dlaczego miałabym poślubić jakiegoś nieznanego mi bliżej Christmasa ale doceniam życzliwość europosła, który o mnie pamiętał, mimo że nie jestem prezesem, no i rozumiem jego chęć przypomnienia się wyborcom.

W sylwestrowy nastrój niestety nie wstrzelillo się domostwo Czarneckiego młodszego, Przemysława. Nowy Rok witało tam nieliczne ale doborowe grono: trzeźwy Przemysław, podcięta żona i ubzdryngolony do poziomu 2,3 promila przyjaciel domu, bez ubrania i dźgnięty w rękę ostrym narzędziem. Gospodarz twierdzi, że gość sam się nadział, a ranny, że to poseł Przemysław zrobił mu sznyty z zazdrości o żonę. Teraz prokuratura ma ból głowy, co z tym fantem zrobić, aż mi żal tych strażników praworządności, bo mieć na karku Ryszarda Czarneckiego to znaczy stracić radość życia. W internecie natychmiast powstał ambitny utwór wierszowany: „Nawet tatuś  nie pomoże, gdy wyrośnie ci poroże!” Być może młody Czarnecki zostanie po prostu wicepresesem Polskiego Związku Szermierczego i po aferze.

W sylwestrowy nastrój wprowadzał swojego psa rasy foksterier widowiskowy Janusz Korwin-Mikke, a że czynił to w miejscu publicznym, zdjęcia natychmiast zostały wykonane i upublicznione. Widać na nich, jak były europoseł jedną reką trzyma psa na krótkiej smyczy, a drugą rzuca mu pod nogi zapaloną petardę.

Okazało się, że w ten nietypowy sposób oswajał psa z hałasem, uczył go, żeby się nie bał petard. Niby racja, Szarik też się przyzwyczaił czołgiem jeździć,  a mógł mieć świety spokój i udawać, że ma chorobę komunikacyjną. Jeden  pies spotkał kolegę, obładowanego torbami po czubek nosa: „zwariowałeś”, pyta, „tak harować?” „Ech”, westchął kolega, „kiedyś nieopatrznie pokazałem, że umiem przynieść gazetę…” Do bólu też można przywyknąć, proponowałabym zatem wsadzić panu JKM pinezkę do każdego trzewika, niech się oswaja.  Wśród licznych komentarzy przeważa jednak opinia, że najlepiej byłoby mu wetknąć petardę w chudy zadek i odpalić, niech się do latania wdraża. Mam nadzieję, że wszyscy Państwo pomogą prezesowi nowej partii „ Wolność” oswoić się z niskim progiem wyborczym.

To nie koniec afer z udziałem czworonogów. Podczas spotkania komisji weryfikacyjnej dotyczącego przejmowania nieruchomości w Warszawie, mec. Robert Nowaczyk, który w tej sprawie robi za przestępcę, a nie adwokata, zeznał, że oskarżony Jakub B., wiceszef warszawskiego Biura Gospodarki Nieruchomościami, miał „wyczyścić sprawę roszczeń do działki na Srebrnej”.  Według Nowaczyka i jeszcze dwóch świadków, szef-koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński bywał u głównego podejrzanego, naładowany jak ruski plecak chodził na czworakach po podłodze i wymieniał pocałunki z suczką gospodarza, bokserką Tekilą.

I gdzie są obrońcy zwierząt? Kto ma chronić suczkę przed zakusami suberubeka? Ja też przeżyłabym traumę, gdyby całował mnie narąbany jak węgiel kamienny klasy „orzech” minister Kamiński, zważywszy na jego zdumiewajace podobieństwo do gryzonia rattusa, zarówno en face, jak i z profilu. Możemy więc zacytować klasyka, że pies ministrowi mordę lizał i czekając na dalsze rewelacje, przechodzimy do następnej afery.

Tym razem nie jest to mały Pikuś lecz lecz jedna z paru powiązanych ze sobą afer finansowych PiSu, których kumulację dało się zauważyć ostatnimi czasy. Ale najpierw odświeżmy nieco zaśniedziałą pamięć, która jakże często bywa zawodna. My jednak pamiętamy aferę FOZZ, kiedy to miliony dolarów, przeznaczonych na wykupienie długu, zaciągniętego przez Edwarda Gierka, zostały zdefraudowane i zasiliły różne podejrzane spółki, w tym spółkę Telegraf, Fundację Prasową Solidarność i Porozumienie Centrum. W aktach sądowych jest informacja, że bezpośrednim odbiorcą pieniędzy Z FOZZ był np. Adam Glapiński, wówczas jeden z liderów PC, obecny prezes NBP. Ugrupowanie Kaczyńskiego uwłaszczyło się też na majątku po komunie, przejmując wiele cennych nieruchomości w centrum Warszawy po „Expressie Wieczornym” i „RSW Prasa”. Majątek został wniesiony do Fundacji „Instytut im. Lecha Kaczyńskiego”, a fundacja nie może prowadzić działalności gospodarczej, którą jednak prowadzi za pośrednictwem spółki „Srebrna”, chociaż sam J.K. podaje w oświadczeniu majątkowym, że jako poseł nie prowadzi działalności biznesowej,  o „rejestrze korzyści” zapomniał, a w dewelopera bawi się po godzinach! Ufff!

Jarosław Kaczyński nie został pociągnięty do odpowiedzialności za wyprowadzenie z kasy fundacji w latach 90., bo artykuł na podstawie którego był sądzony, został wykreślony w 2000 r. przez ministra sprawiedliwośći, którym wówczas był Lech Kaczyński. A takie, wydawałoby się, niemoty!

Przelewając forsę na różne spółki-córki, spółki-bratanice, instytucje i fundacje, rozpisując, przekazując i zacierając ślady, udało się prezesowi stworzyć PiSowską ośmiornicę, zgromadzić kilkadziesiąt milionów majatku. To jednak nie wystarczało, żeby zbudować K-Towers, dwa bliźniacze wieżowce, wysokie na 190 m., które upamiętniałyby braci-bliźniaków. Pomniki kiedyś zburzą, z Wawelu usuną, a wieże stać będą przez wieki wieków, amen. Aby mieć pieniądze, trzeba mieć bank. Angażując aparat państwowy „odzyskano” więc PZU i Bank PKO SA i za ich zasoby dokupiliśmy jeszcze Alior Bank. PKO SA zostało zrepolonizowane, żeby dać Kaczyńskiemu 1,3 mld zł kredytu, bez zabezpieczenia.

Upublicznione przez „Gazetę Wyborczą” taśmy dostarczają informacji o około dwudziestu spotkaniach, na których Jarosław Kaczyński negocjował biznes w imieniu prywatnej spólki. Austriacki biznesmen, spokrewniony z rodziną Kaczyńskich, dostał pełnomocnictwo do budowy wieżowców na działce należącej do „Srebrnej”. Wykonał prace wstępne i na bezczela zaczął piszczeć, żeby mu wypłacono transzę wynagrodzenia, tupeciarz jeden! Ale nie z prezesem takie numery, okazało się, że zawarł on umowę ustną, do czego nie miał prawa, więc jest odpowiedzialny za to zobowiązanie osobiście. Geraldowi Birgfellnerowi sugerowano, żeby podał prezesa do sądu, minister Ziobro dostarczy sędziego i mamy Austriaka z głowy. Jakże trafna okazała się wypowiedź rzeczniczki Mazurek w dniu 29 stycznia: „Prezes od lat walczy z uczciwością w życiu publicznym”. Czasami politycy też mówią prawdę…

Żeby działać dalej, trzeba mieć „ wuzetkę” czyli warunki zabudowy czyli zmienić plan zagospodarowania przestrzennego. A to mógłby zrobić tylko PiSowski prezydent Warszawy. Obiecywano warszawiakom cuda na kiju, podgrzewane chodniki na Nowogrodzkiej, mleko bez kożuchów i operację plastyczną pani rzecznik Beaty Mazurek.  Ale mieszkańcy stolicy nie w ciemię bici: Patryk Jaki wybory przegrał, mimo że jasnowidz Jackowski obiecywał mu wygraną w  drugiej turze…

A wracajac do spólki „Srebrna” to obsadzona jest ona przez najbliższych współpracowników prezesa: dwóch kierowców i sekretarkę. Jarosław Kaczyński wożony jest przez milionera: Jacek Cieślikowski ma 3 domy i działkę, warte 1,6 mln zł, 350 tys. zł. oszczędności. Słynna Barbara Skrzypek, najbogatsza sekretarka w kraju, może zarządzać majątkiem „Srebrnej” do wysokości 12 mln zł., ma udziały w dwóch spółkach. Pani Barbara pracowała dla Jaruzelskiego i Messnera i może mieć archiwum bogatsze od IPN. A dla tych, co tego wszystkiego nie rozumieją, przytaczam wyjaśnienie kumatych: Birgfellner ma weksel Kaczora z żyrem Glapy, a windykator jest Lapa. On daje 50 procent franko loko, towar jest u kuzyna na Srebrnej. Tylko ten towar jest zajęty przez Rydzyka z powodu weksla Antka, za ten weksel Antka można dostać gwarancję od jego przyjaciela Miśka, ale że Misiek jest w pierdlu, weksel jest przepisany na pania Janinę, a pani Janina jest chora….

A co jeszcze pokazały taśmy „Gazety Wyborczej”? Pokazały, jak prezes czołowego polskiego banku na telefon prezesa pędzikiem goni do siedziby partii rządzącej, gotów dać jej 1,3 mld zł bez żadnego zabezpieczenia, z naszych pieniedzy.

To ten sam prezes, wokół którego wybuchł skandal, kiedy okazało się, że biuściate blondynki, z którymi lubił się fotografować, nie są już repcjonistkami ani asystentkami tylko poważnymi dyrektorkami z odpowiednim wynagrodzeniem. A i tak ludzie opowiadają sobie taką historię: żona bankiera wpada z niespodziewaną wizytą do męża do pracy. Zastaje go z sekretarka na kolanach. Bankier bez zmrużenia oka dyktuje list: „…i na koniec, Rado Nadzorcza, zwracam uwagę, że nie obchodzi mnie czy mamy kryzys czy nie; ja nie jestem w stanie pracować bez drugiego fotela w gabinecie…”

Danuta Owczarz-Kowal

Poleć:

O Autorze:

Danuta Owczarz Kowal

Danuta Owczarz-Kowal-absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (Filologia Orientalna, Wydział Prawa i Administracji). W Kanadzie od 1988 roku. Mieszka w Montrealu. Interesuje się polityką i literaturą, lubi zwierzęta i muzykę rosyjską.

5 Comments

  1. Pani Danuto mimo, że jestem “fejsbukowa” dopiero dziś, szczęśliwym przypadkiem trafiłam na Pani genialne, a przede wszystkim dowcipne komentarze (jak to spostrzeżenia inteligentki)… Sama jestem blogerką (3blogi), bywam poetką a poza tym jestem “opozycją geriatryczną” jak ktoś kiedyś dowcipnie powiedział na FB. Pozdrawiam bardzo serdecznie z oka cyklonu czyli z Warszawy Ewa Oranowska-Wróbel

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.