Świat się kończy

0

Z cyklu: Z 8-go piętra – felieton z Polski/Austrii

Dzień dobry, dzień dobry, nowa formuła “Gazety”, więc też musiałam nowy termin pisania felietonów sobie przyswoić, umawiamy się zatem na wspólne poniedziałki.

Trudno w Polsce złapać oddech między kolejnymi aferami aktualnego rządu, a raczej jednoosobowego zarządcy, pana Kaczyńskiego, który odkrywa publicznie swoje talenty biznesowe. Może niechcący, wszak dał się podsłuchać, ale ci, którzy mieli złudzenia co do nieporadności finansowo-biznesowo-bankowej nie powinni ich mieć. Prezes PiS jest niewątpliwie sprawnym zarządzającym także imperium finansowym, związanym ze swoją partią, jak i państwem. Wszystko „z tylnego siedzenia”, bez odpowiedzialności. Za to egzamin z przedmiotu „zarządzanie etycznością działań” nie został zdany, został oblany wielokrotnie.

Zdarzają się piękne momenty, jak koncert w katowickim wspaniałym obiekcie NOSPR. Przedtem jednak chwile horroru w kolejce, bo przejazd 100 km od domu do NOSPR-u zostaje zablokowany na pół godziny przy wyjeździe z lokalnego highwayu, wynalazek bramek nie sprawdza się od lat i powoduje korki, a potem spóźnienie np. na wyczekiwany koncert. Ale obsługa jest w NOSPR pełna wyrozumiałości, wchodzimy bocznym, arcycichym wejściem, by wejść już na salę podczas małej przerwy… i już można zapomnieć o stresie autostradowym. Pobiłam mój rekord od bramek do Katowic, ale i tak kwadrans spóźnienia…

Dzień później Cieplice, centrum kuracyjne, już teraz część Jeleniej Góry i przepiękny, cacuszko, Teatr Zdrojowy po restauracji, na ok. 180 widzów, z podobnie cudowną akustyką. Na scenie Ewa Paprotna, artystka, śpiewaczka, która raduje się operą, jej sopran świetnie sobie radzi w Tosce, Rossinim i Czarodziejskim flecie, Don Giovannim. Wprowadza na scenę także mniej znane arie, do tego odkurza mało znane szopenowskie pieśni, a niektóre brzmią jak wiejskie uszlachetnione przyśpiewki, ciekawe odkrycie. Jedna artystka, która potrafi sobą wypełnić scenę to wielki sukces, zwłaszcza, że w rzeczywistości filigranowa kobieta, na scenie jawi się posągowo. I potrafi się operą bawić z szacunkiem, ale bez bezmyślnego nabożeństwa, także strojem, rekwizytem, ruchem. Paprotna pochodzi stamtąd, tam odkryto jej głos, ale od lat mieszka i doskonali swoją sztukę w Wiedniu. Publiczność miała szczęście, obok Paprotnej na scenie była druga, niezależna artystka: Sylwia Michalik-Bednarczyk. Zjawiskowa pianistka, zachowująca uważność na śpiewaczkę. Wspaniała współpraca obydwu pań, dobra chemia miedzy nimi, to czuło się ze sceny. Ruchy dłoni, uroda sceniczna, do tego brzmienie, pod palcami pianistki fortepian Petrof ożył najszlachetniejszymi dźwiękami. Dostaliśmy w prezencie wspaniale wykonany nokturn Chopina i sonatę F. Liszta. I estetyczne zjawisko warte najlepszych sal koncertowych, zresztą to aktywna koncertująca pianistka.

Muzyka ratuje równowagę, którą traci wielu z nas w zderzeniu z polską rzeczywistością polityczną, choć zarządzający w Polsce także muzyką, operowymi świątyniami, jak we Wrocławiu, okazują się hochsztaplerami, oszustami, czy w Filharmonii Dolnośląskiej mobbingującymi szefami. Tracą na tym artyści, muzycy, a w efekcie – my, publiczność. Czyż nie powinno to inaczej wyglądać? Niszczenie placówek kultury trwa, duży udział ma niestety w tym partia PSL, która nie wiedzieć czemu zamiast rolnictwem w wielu województwach zarządza albo mocno wpływa na kulturę, bo obsadza „ją” swoimi ludźmi. Często niestety niszczycielami, burzycielami bez kompetencji. W jednym z ważnych muzeów taki pan z PSL, od którego wiele zależy uznał, że fajnie, że tu takie stare pistolety, podobają mu się, trzeba je pokazywać  ludziom! Losami cennych obrazów już się przejął.

Jeśli reakcją na takie zarządzanie byłoby powstanie „antypaństwa”, nie zdziwiłabym się.

Tak właśnie było w Austrii, przez kilka lat funkcjonowało, raczej usiłowało funkcjonować “antypaństwo”. Zaczęło się w Styrii, gdzie dziś 42-letnia “Prezydentka” powołanego z kilkunastoma samozwańczymi „milicjantami” i sympatykami tworu o nazwie „Federacja Austriacka” odmawiała uczestnictwa w życiu zgodnym z prawem w Republice Austrii. Założono w „Federacji” własne księgi wieczyste, do których wpisywano nieruchomości, które można było “nabywać” w kredytach na 0 procent, bo taka była idea; własne konto podatkowe, gdzie zamiast do urzędu skarbowego grupa fanatyków oderwania od państwa wpłacała swoje “podatki” (zebrano ok. 40 tys. euro), nauka odbywała się w domach. „państwo” stosowało przymus: prowadzący działalność gospodarczą musieli się poddać opiece milicjantów nad biznesami, nieruchomościami, oczywiście za to płacić. To nazywa się „wymuszanie”.

Federacja wprowadziła własne tablice rejestracyjne i dokumenty “dyplomatyczne”. Prezydentka, nie będę jej nazwiska promować, żądała od armii austriackiej, by się oddała w jej ręce, by wzięła do niewoli członków aktualnego rządu. Zwracała się też do prez.  Putina o opiekę nad “jej” państwem. Dlaczego założyła państwo, które uznało ok. 2600 osób? Bo czuła się ofiarą państwa opresyjnego.

Austria została podzielona na 9 części, jak dzisiaj, ale miała być rządzona przez samozwańczych, jak ta pani, prezydentów.

„Prezydentka” to agresywna, pewna siebie, mało zadbana kobieta w dresowych ubraniach, która podporządkowała sobie grupę mężczyzn. Stworzyli rodzaj „bojówek”. 

Niedawno zakończył się w sądzie proces antypaństwowców. Zostali oskarżeni i skazani za zdradę stanu. Działali co prawda jak karykatura „zdrady stanu”, ale nie było sądowi do śmiechu. Motto antypaństwa to “Prawda, Światło i Miłość”, te „ofiary represji państwa” były wcześniej skazywane za różne agresywne czyny. 

Uzurpatorka władzy wykrzykiwała w procesie “nie jesteśmy żadną karnawałową grupką przebierańców, zakładamy nowe państwo!”, do sędzi krzyczała „ja rozkazuję, by mi oddać moje dokumenty państwowe!”, czyli dyplomatyczne paszporty, wzory tablic i druki Federacji Austriackiej.

Szanowni Państwo, to nie jest zabawne: po wielu miesiącach obserwacji uzbrojonej grupy  antypaństwowców, w tym byłego policjanta, zatrzymało w 2017r. 350 antyterrorystów. Gdyby ktoś podejrzewał, że są np. chorzy psychicznie, to to zostało wykluczone. Oni  „myślą inaczej” i nie zmieniają przekonań. 

Po 4 miesiącach procesu wydano wyrok: zdrada stanu, 14 lat dla „Prezydentki”, 10 lat dla jej prawej ręki, byłego policjanta, pozostali – od kilku miesięcy do 3 lat. 

To był taki pierwszy proces w Austrii i pierwsze od lat wyroki za zdradę stanu. „Prezydentka” nie zmieniła poglądów, wciąż czuje się prezydentką i wydaje rozkazy, może w celi próbuje powołać nowe państwo, a może „naród” osadzonych nie da się zmanipulować.

Natomiast rozczarowanie swoim państwem może wieść w różne strony, a to rozczarowanie w kraju nad Wisłą narasta, ale i odbiera siły. 28 stycznia, dzień po rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz i obchodach była tam, spotkałam się z kilkoma wspaniałymi, oddanymi pracownikami. I usłyszałam „Pani Beato, świat się kończy, skoro narodowcy, ONR mogą wykrzykiwać swoje parole pod muzeum, tutaj…”

Może świat się jednak odrodzi.

Beata Dżon Ozimek   

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.