Hojne dary prezesa

2

Zła zima poszła juz precz, zabierajac ze sobą nie tylko śnieżne zawieruchy i zapierajace dech mrozy ale także wiele innych trosk i kłopotów. Idzie wiosna, a z nią nadzieja, której wyrazicielem jest prezes di tutti prezesów. Koniec zaciskania pasa, rozpoczyna się nowy rozdział naszej historii czyli życie w dobrobycie.

Najpierw Jojo Brudziński zapowiedział, że pieniądze są, tylko kiedyś się jakoś rozłaziły ale prezes ma plan. Indyk też miał plan ale prezesowi nikt o tym nie przypomniał. No i podczas konwencji PiS-u Kaczelnik Polski przedstawił pięciopunktowy program wyborczy. „Piątka Kaczyńskiego” zakłada tzw. transfery socjalne, 500+ na każde dziecko, trzynastą emeryturę dla seniorów oraz niepłacenie podatków przez pracowników do 26. roku życia. Była premier Beata Szydło, która polubiła właśnie Parlament Europejski mimo uprzedniej do niego niechęci, nazwała to „prezentem od prezesa Kaczyńskiego”. Wszyscy znamy oświadczenia majątkowe Jarosława Kaczyńskiego, prezes jest człowiekiem nieźle sytuowanym jak na polskie warunki, dług, jaki zaciagnął u pani Janiny Gross już spłacił ale jeszcze wisi 127 tys. zł kredytu. Według ostatniego oświadczenia majątkowego posiada on środki pieniężne o wartości 19 tys, zł., no i 1/3 wartości chałupy, w której mieszka czyli jakieś pół miliona. Jako żywo nie ma cienia możliwości pokrycia przez prezesa-filantropa kosztów jego szlachetnych obiecanek, do których ja bym jeszcze dodała 500+ na pierwszego kota i emeryturę zaraz po maturze.

Trzeba przyznać, że dom prezesa, rudera czy nie, ale znakomicie położony, bardzo ładnie zyskał na wartości. Kaczyńscy odkupili go od właściciela czyli gminy Warszawa Centrum w 1999 r. za oszałamiajacą kwotę 4 136,40 zł. Decyzję o sprzedaży podpisał ówczesny prezydent Warszawy Paweł Piskorski. A teraz proszę, wart półtorej dużej bańki! Jak Kaczyńscy tacy czarodzieje, to może jednak prezesowskie 19 tysięcy wystarczy na na te cuda na kiju, które nam obiecał. Tym niemniej partia Razem własnie złożyła wniosek do CBA o kontrolę oświadczeń majątkowych prezesa PiS.

Sam prezes powiedziaał u braci Karnowskich: “Żyję skromnie jak na człowieka znanego” i nawet się nie zająknął o kwocie 1,6 mln zł stanowiącej koszty ochrony jego cennej acz niewielkiej osoby. Zaznaczył też, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy, swoją działalność należy opierać na wierze, a jeszcze lepiej na dwóch wieżach. Ktoś odważny zyskał dostęp do ucha prezesa i uświadomił mu, że nie każdy emeryt pobiera świadczenia w wysokości 6,5 tys. zł, a szczur ma cztery łapy, żeby dopaść śmietnika przed emerytem: więc szlachetny ten człowiek pochylił się nad losem emeryckiej społeczności i każdemu jej członkowi zamierza w tym roku wypłacić 1 300 zł., taką jednorazówkę przed wyborami, a potem jak budżet pozwoli. A że emerytów jest ponad 6 milionów, nie każdej babci wnuczek zdąży schować dowód osobisty, więc tych głosów trochę może się uzbierać. Ale ja już zetknęłam się z takimi niewdzięcznymi i przewalistymi emerytami, nazywanymi przez pisowski think tank „geriatryczną opozycją”, którzy deklarują, że dar prezesa przyjmą, a jakże, a i tak zagłosują na Koalicję.

A swoją drogą nie przestaję się zdumiewać, jakim dziwnym krajem jest Polska, państwo demokratyczne i suwerenne przecież! Niestabilność psychiczna jednego człowieka, jego fobie, urazy, nienawiść do konkretnych osób, nieznajomość praw rządzących gospodarką czy reguł dnia codziennego przeciętnego obywatela determinują życie nas wszystkich! Szeregowy poseł, który uważa się za naczelnika państwa, kilka tygodni po przegłosowaniu budżetu państwa na 2019 r., po zatwierdzeniu tego budżetu przez prezydenta RP, obiecuje nam prezenty na kwotę prawie 50 mld zł., których w tym budżecie nie ma! A tu jeszcze minister finansów Teresa Czerwińska powiedziała ostatnio w „Sygnałach Dnia”, że na początek roku deficyt budżetowy Polski wynosił 10,4 mld zł.

Ale prezes taki magik, że jak zechce, to takie czary-mary zrobi, że królika w kapeluszu znajdzie, jak ten podsądny, którego sędzia strofował: ”Oskarżony oszukiwał ludzi, sprzedajac im sok poziomkowy jako eliksir nieśmiertelności. I zdaje się, że oskarżony był już za to karany”. „Tak, wysoki Sądzie, w 1510 i 1765 roku!” Bo jak PiS obiecuje to dotrzyma – spytajcie frankowiczów.

Na razie trik się udał i celnie trafiona opozycja straciła głowę: raz mówi, że Kaczyński ukradł jej pomysły gospodarcze, a raz, że PiS uprawia korupcję wyborczą. Jeśli opozycja się nie ogarnie i nie przystąpi do kontrataku, przerżnie najpierw majowe wybory do Europarlamentu, a potem jeszcze październikowe do Sejmu i Senatu.

Podobno Jarosław Kaczyński bardzo ceni sobie tytuł „szeregowego posła”. Kiedy Jacek Sasin powiedział tak o sobie w obecnośći prezesa „ja jako szeregowy poseł” usłyszał w odpowiedzi groźne upomnienie: „Uważaj, w naszej partii stanowisko szeregowego posła jest już zajęte”. Podobno śmiechom nie było końca. Ulica też polubiła określenie „szeregowy poseł”. Po „seksaferze”, w której próbowano umoczyć Stefana Niesiołowskiego, natychmiast pojawiło się publicznie zadawane pytanie: czym różni się 69-letni szeregowy poseł PiS od 75-letniego szeregowego posła UED? Tym, że ten ostatni jeszcze może.

Jak już wspomnieliśmy, wszyscy mamelucy prezesa wybierają się teraz do Parlamentu Europejskiego i bez skrupułów zamierzają przejść na żołd nienawistnej Unii Europejskiej. Im który bardziej szczekał przeciwko, tym szybciej teraz nogami przebiera, żeby we wrogim obozie się znaleźć. Wiadomo, że do Europarlamentu pruje Beata Szydło, która już na pierwszej konferencji prasowej swojego rządu wystąpiła na tle flag biało-czerwonych, usuwając flagi unijne. Pamiętam, jak po głosowaniu 27:1 Witold Waszczykowski piał w TVP: „Oto rośnie nam następny lider Europy”, nie sądzę jednak, żeby Europa o tym wiedziała. Sama pani Beata ma o sobie dobre mniemanie –   parę dni temu ogłosiła: „Jestem politykiem, którego niektórzy się boją”. Internet ryknął śmiechem: „Tak, współuczestnicy ruchu drogowego!”

Do PE wybiera się również minister edukacji Anna Zalewska z domu Gąsior, która już dwa razy kandydowała bez powodzenia. Wiadomo, że jej ministerialna teka idzie się wozić i kariera europarlamentarzystki jest ucieczką od odpowiedzialności za ruinę polskiego systemu edukacji. Beata Szydło co prawda zapewniała, że rodzice są zadowoleni z reformy edukacji ale wyraźnie miała na myśli rodziców Anny Zalewskiej.

Z PiS-u zaczęły wyciekać przerażajace sugestie, że nowym ministrem edukacji miałby zostać obecny wiceminister spraw wewnętrznych Jarosław Zieliński, podlaski baron PiS, człowiek pełen ułańskiej fantazji, a do tego obdarzony wyrafinowanym poczuciem estetyki. Podczas jego rzadów w MSWiA miały miejsce wydarzenia widowiskowe, bulwersujące i poruszające opinię publiczną.

Na przykład, w Szczecinie Orszaku Trzech Króli strzegli sami archaniołowie: policja konna odziana w białe powiewne szaty z przyczepionymi skrzydłami. Funkcjonariusze nie wyglądali jednak na rozanielonych, wlekli się ponuro z opuszczonymi głowami, powarkując na uczestników orszaku, a jednego podobno nawet opluli! A powinni być zadowoleni, że to nie była Wielkanoc i zwierzchnicy nie poprzebierali ich za zające! Oglądaliśmy też babcie z Koła Gospodyń Wiejskich pląsające pokuśnie w skąpych strojach przed ministrem Zielińskim w tańcu hula-hula, było spektakularne wykopywanie masztu z flagą unijną, rozwijanie przed ministrem czerwonego dywanu, no i rozrywka rozszerzona: w Augustowie policjanci wycinali nożyczkami konfetti, aby helikopter mógł je sypać na dostojny ministerialny łeb. Jeśli J. Zieliński zostanie ministrem edukacji narodowej – jakie nowe możliwości otworzą się przed nim, jakie wyzwania! Tyle szkół, tyle małych pracowitych rączek, ileż to konfetti można przygotować, ile hymnów pochwalnych odśpiewać!

Natychmiast odezwał się Roman Giertych, były minister edukacji: „Nie mogłem zatrudnić J. Zielińskiego jako wiceministra MEN. Po krótkim, pobieżnym spotkaniu odniosłem bowiem wrażenie, że ubiegajacy się o zostanie moim zastępcą poseł PiS nie nadaje się nawet na woźnego w szkole podstawowej”.

Ale jeżeli Incinatus, ulubiony rumak cesarza Kaliguli, mógł zostać mianowany senatorem, to dlaczego Jarosław Zieliński nie może zostać ministrem edukacji narodowej? A skoro Jarosław Zieliński może zostać ministrem Edukacji Narodowej, to co stoi na przeszkodzie aby Marek Suski swobodnie objął funkcję prezesa PAN, a Dominik Tarczyński stanowisko szefa dyplomacji.

Ech, ci nasi wybrańcy narodu, sól ziemi, najlepsi synowie RP czyli elity władzy, znajdujące się najwyżej w hierarchii społecznej – zbyt często przypominają adidasy kupione od Wietnamczyków: tylko nazwa się zgadza.

Danuta Owczarz-Kowal

Poleć:

O Autorze:

Danuta Owczarz Kowal

Danuta Owczarz-Kowal-absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (Filologia Orientalna, Wydział Prawa i Administracji). W Kanadzie od 1988 roku. Mieszka w Montrealu. Interesuje się polityką i literaturą, lubi zwierzęta i muzykę rosyjską.

2 Comments

  1. Danuta Owczarz-Kowal lubi zwierzęta, natomiat nienawidzi wszystkich, którzy mają inne niż ona poglądy. Jasnowidz, spekuluje widząc czego inni nie są w stanie dostrzec. Malkontentka, która narzeka i szydzi powtarzając mierne dowcipy.

  2. Zdzisław Muda on

    Nic dodać i nic ująć!! Tylko pogratulować!!! Drobna poprawka: 13-ka dla emerytów to 1100 zł brutto!!! Dzięki za trafny tekst!

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.