Karnawały (cz. 4 – dokończenie) – Hiszpania Sewilla, Kadyks, Santa Cruz de Tenerife

1

To już, niestety, ostatni odcinek tego radosnego cyklu, z którego, jak zwykle z artykułów tego Autora, można dowiedzieć się bardzo dużo o świecie.

Redaktor naczelna

Tutaj poprzednie:

Karnawały (cz. 1) – Rio, Oruro, Trynidad

Karnawały (cz. 2) – Polska, Czechy

Karnawały (cz. 3) – Londyn, Binche, Wenecja, Wiedeń, Niemcy, Kanada

•••

Sewilla

Uroczystości karnawałowe w tym czwartym co do liczby mieszkańców mieście Hiszpanii nie odbywają się w czasie karnawału,  ale w dwa tygodnie plus jeden dzień po Wielkanocy. Głównym powodem jest to, że mieszkańcy wieki temu wybrali ten czas jako relaks po ciężkiej pokucie, której byli poddani w czasie Wielkiego Postu, a szczególnie w Wielkim Tygodniu. Kiedyś to była prawdziwa pokuta – do dzisiaj zachował się dość dokładny jej obraz. Przed Wielkanocą ze wszystkich parafii miasta i okolic odbywają się paradne pokutne pielgrzymki do katedry w Sewilli i z powrotem – z najdalszych parafii to 14 godzin pochodu.

Każda z procesji  to dwa lub trzy ogromne drewniane platformy rzeźbione począwszy od XVI wieku przez wielu artystów, nawet tych nasławniejszych, a na nich znajdują się figury Chrystusa, Marii  i sceny z męki i ukrzyżowania Chrystusa.

Brama fiesty w Sewilli w roku 2012

Towarzyszą tym platformom  pokutnicy – to niekiedy prawdziwi pokutnicy z przykrytymi twarzami i strzelistymi czapami na głowach gwarantującymi in anonimowość i setkami innych udających pokutników – wszyscy oni zwani są nazarenos. Członkowie amerykańskiego Ku Klux Klanu zaadoptowali te nakrycia głowy i twarzy w tym samym celu – by nie można ich było rozpoznać. W niektórych pochodach widzieć można także biczowników. Wyżej wymienieni to główni czynni uczestniczy tych paradnych pochodów. Za nimi maszerują parafianie. Często każdej grupie towarzyszy orkiestra dęta. Największe pochody są tak długie, że zajmuje im półtorej godziny by przejść przez dane miejsce na ulicy. To powolne, niezwykle kolorowe, pompatyczne, nietypowe pochody.  

Spędziłem w roku 1980 w Sewilli 6 tygodni, oglądałem te pochody kilka razy, najczęściej w nocy, bo wtedy uczestnicy nieśli w rękach grube zapalone świece – wrażenie niesamowite: z daleka wyglądało to jakby jakiś tuman ognia przemieszczał się po ulicy. Ponieważ te pokutne pochody są organicznie związane z radosnymi obchodami zwanymi Świętem Kwietniowym kilkaście dni później, traktuję je jako jedną celebrę.

Zanim przejdę do opisu tego radosnego i szalonego tygodnia chcę na jednym przykładzie podać jak bardzo te uroczystości pokutne wrosły w mózg, serce i krew Sewilijczykom. W kilka dni po Wielkanocy, w restauracji przysiadłem się do stołu, przy którym siedział młody człowiek. Nawiązałem rozmowę, bo już jako tako dawałem sobie radę z hiszpańskim po prawie półtoramiesięcznym intensywnym kursie językowym. Zapytałem czy obserwował wielkopostne uroczystości, powiedział, że nie obserwował, ale czynnie uczestniczył w nich jako biczownik. Nie wierzyłem mu, co zauważył na mej twarzy.  Powiedział, że rzeczywiście biczował się wielopasmowym biczem zakończoym kulkami metalowymi. Zdjął koszulę – na plecach było wiele ledwie zabliźnionych ran. Zapytałem dlaczego to zrobił, czy aż tak bardzo nagrzeszył, lub może jest aż tak pobożny. Odpowiedź była jednostłowna – tradycja. Później dodał, że jest niewierzący. Zamurowało mnie. Poznałem jednego z wielu, prawdziwego Hiszpana z krwi i kości.

Radosne obchody karnawałowe są tu tak  rozbudowane, że to już nie karnawał, nawet nie fiesta, ale feria – święto.

Kolorowe uroczyste stroje mieszkańców Sewilli

Uczestniczyłem też w nich jako widz. Na przeogromnym placu starego miasta w dzielnicy Triana, przez cały rok z wyjątkiem jednego tygodnia pustym, trzeba było pośpiesznie zbudować „infrastrukturę” by się można było zabawić – to powód, że trzeba było nieco odczekać od dnia Wielkiejnocy. Ruch szalony i w ciągu tych kilkunastu dni – co roku wyrasta „miasteczko” w mieście. Buduje się domki z desek (casetas) lub stawia obszerne namioty.  W r. 2018 zbudowano ich ponad tysiąc – większość to jednotygodniowe pomieszczenia ważniejszych osobistości w mieście, inne, dużo obszerniejsze w liczbie 150, są otwarte dla każdego. W domkach prywatnych, poza członkami rodziny bawią się znajomi. Tu jednym z najważniejszych pokoików jest kuchnia, a w niej zapasy alkoholu, najczęściej to sherry (to jedyne autentyczne sherry na świecie produkowane w okolicy nie dalszej niż 100 km od miasta). Uroczystość inauguruje mer miasta zapaleniem świateł na eleganckiej bramie tego terenu zwanej portada dokładnie o północy ze wspomnianego  poniedziałku na wtorek.

Dom, w którym mieszkałem w czasie moich kursów językowych, jest położony w pobliżu miejsca ferii: krzyki, śpiewki pijanych, oklaski, dźwięki orkiestry, kończyły się około godz. 4 po północy, wtedy pospieszny skok do łóżka, by się nieco przespać, bo już o godz. 9 zaczynały się lekcje hiszpańskiego. Dom ten dzieliłem z 18-letnim Carlosem. Jego matka gotowała dla mnie posiłki, prała, sprzątała, wieczorem znikała z domu, bo taki tu zwyczaj, gdy w domu rodzinnym mieszka obcy człowiek. Dokształcał mnie, wyjaśniając cierpliwie wszystko, czego nie rozumiałem w tym dziwnym kraju leżącym w Europie, ale mało europejskim, jakimś odmiennym mini-kontynencie. Zapamiętałem, że powiedział mi, że gdyby rozlać alkohol skonsumowany w tym miejscu w ciągu tygodnia, powstałby dość duży strumień wpadający do rzeki oddalonej o 2 kilometry. Druga mądrość to ta, że za 9 miesięcy obsługa wszystkich oddziałów ginekologicznych w kilku szpitalach miasta będzie bardzo zapracowana.

Dla turystów i niemieszkańców miasta zbudowano, jak wspomniałem, większe pomieszczenia gdzie można posłuchać muzyki, potańczyć, wypić i przekąsić typową kanapkę w tym kraju zwaną tapa, popatrzeć na profesjonanalny taniec sevillana, do których upodobniło się  flamenco – sevillana tylko w tym mieście (i prawie nigdzie indziej) jest ciągle tańczona.

Co może turysta zobaczyć, co go  może zainteresować w czasie tej ferii? Przede wszystkim to, jak Sewilijczycy potrafią się  zapamiętale bawić przez cały tydzień przerywając szaleństwo tylko na kilka godzin (na sen nad ranem) w czasie każdej doby. W tej uroczystości karnawałowej nie ma wyraźnego podziału na czynnych i biernych uczestników – każdy jest lub może być czynny. Stroje pań są wprost spektakularne, biją elegancją japońskie kimona, hinduskie sari, stroje dam Wenecji w czasie karnawału w tym mieście. Bardzo ciekawe  i pomysłowe są kroki taneczne sevillany, a tańczące panie, same lub z partnerami, widać wszędzie, nawet na uliczkach tego „tygodniowego miasteczka”. Mężczyźni zakochani w swych koniach przyozdobionych elegancko, objeżdżają na ich grzbietach teren lub powożą eleganckimi powozami swe eleganckie panie kilka razy w ciągu doby. W ostatnich kilku latach wynajęto areną walki byków, na której  powozy i mężczyźni na koniach gromadzą się by zaprezentować się tym co nie uczestniczą w ferii i stąd wyruszyć w stronę miejsca festiwalu. W tym miejscu i nieco mniejszym placu na przeciwko niego są występy muzyczne różnych grup i śpiewaków, nawet pokazy cyrkowe. Turyści dość szybko zarażają się tym ogólnym szaleństwem.

Kadyks (Cadiz)

To  chyba najstarsze portowe miasto Europy, liczące ponad 3 tysiące lat – w roku 1980, w czasie mego pobytu w Sewilli, hucznie obchodziło swe potrójne tysiąclecie. Założone było przez Fenicjan pod koniec drugiego tysiąclecia przed naszą erą. Choć oddalone jest o Sewilli tylko o 120 km, to pod wieloma aspektami, szczególnie w celebrowaniu karnawału, to kompletnie inny świat. Dużo tu w tych obchodach humoru, ironii, sarkazmu, kpin, docinków, niekiedy dość ostrych, skierowanych w stronę ważnych osób w mieście, prowincji nawet całego kraju. Przyodziewek uczestników się nie liczy, co więcej, im bardziej ktoś obdarty, tym milej widziany. Ideałem jest by być un cochino en un charco, czyli świnką wytarzaną w błocie. Faktycznie niektórzy przebierają się za tego typu świnki, błoto zastępują malowaniem twarzy i odzienia farbą. Ofiarowuje się im jedzenie i oczywiście butelkę wina, ale nie sherry jak w Sewilli, lecz butelkę lokalnego muscatela. Oficielom dokucza się recytując publicznie, trochę z przymrużeniem oka, zarzuty w formie recytowanych wierszyków lub je wyśpiewując. Muzyka często jest oryginalna, cięte wierszyki  to niekiedy dobra poezja, tworzy się je w ciągu całego roku czekając na nowy karnawał, bo nie wypada się powtarzać choćby po to, by być wyróżnionym lub nagrodzonym na plebiscycie odbywającym się w głównym teatrze miasta po zakończeniu uroczystości karnawałowych.

Panie w czasie występu w Kadyksie w 2017 r.

Chociaż pierwsze pisane  dokumenty o tym festiwalu sięgają XVI wieku, to jakaś jego forma istniała dawniej, może nawet jeszcze w czasach pogańskich. Jednym z form celebry było obrzucanie się kwiatami – w obecnym zmaterializowanym liczącym się z groszem świecie o tym pięknym geście przyjaźni zapomniano; poza tym w okresie kościelnego karnawału w styczniu i lutym kwiaty, nawet w tym południowym kraju, są dość drogie.

Hierarchia od początku na wszelkie sposoby zwalczała ten karnawał, nie tylko dlatego, że i ją ostro dokuczano i wyśmiewywano, ale że poważni duchowni nie potrafili tolerować tak radosnego szaleństwa, które nie oni wymyślili – faktycznie ten brak tolerancji reklamował ten szał, bo Hiszpanie są bardziej uparci i przekorni niż chyba jakakolwiek nacja w Europie. Tłumy wygrały te przepychanki i teraz hierarchia pokorne wysłuchuje co ulica ma do przekazania, niczego nie zabrania, ba, nawet w niektórych parafiach proboszczowie uświadamiają wiernych, wbrew oficjalnego stanowiska  w Kościele, że nie popełniają grzechu śmiertelnego przez opuszczenie mszy w niedzielę, jeśli uczestniczą czynnie w karnawale.

Wierszyki i śpiewki są różne, bo przez różne grupy przygotowane. Najstarszym takim przekazywaczem jest pojedynczy człowiek, romancero, który podobnie jak wieki temu, recytuje to co ma do przekazania, a równocześnie kijem na dużej planszy pokazuje rysunek tego, o czym aktualnie opowiada, Ten przekaz uliczny jest podobny nieco do „biblii ubogich”, czyli scen biblijnych malowanych w średniowieczu na murach świątyń, by niepiśmienni mogli „czytać” Pismo Święte. Comparsas nie tylko są twórcami tekstów i melodii, ale przekazują  je tłumowi na placach i ulicach, a ponieważ teksty te są wyjątkowo uszczypliwe, przemieszczają się z miejsca na miejsce dla własnego bezpieczeństwa. Inna grupa chirigotas ma własne teksty, a różnią się od poprzedniej także tym, że ich przyodziewek i malowane twarze podkreślają to, co mają do powiedzenia. Czteroosobowe grupy, cuartetes, nie tylko śpiewają i recytują, ale jako muzyczne kwarterty, przeważnie gitary i lutnie, grają nie tylko do wspomagania swych śpiewek, ale innymi znanymi melodiami umilają czas ludziom na ulicy, a niektórzy z nich tańczą pod te melodie. To najczęściej tanga, pasodoble i inne formy muzyczne w rytmach znanych na Półwyspie Iberyjskim. Największymi grupami karnawałowwymi są coros przemieszczajacy się na platformach z miejsce na miejsce. Bierni karnawałowi uczestnicy są mile widziani, jeśli dołączają swe głosy do utworów śpiewanych przez te chóry.

Występy jednej z męskich grup festiwalowych w Kadyksie

Santa Cruz de Tenerife

W Hiszpanii w wielu miastach, nawet tych średniej wielkości, organizowane są dziesiątki, a może i setki  różnorodnych uroczystości karnawałowych, lecz najbardziej spektakularnym jest ten na Teneryfie, największej wyspie Archiperlagu Kanaryjskiego, oddalonej o około 1000 km od  kontynentalnej Hiszpanii, a od brzegów Afryki tylko około 300 km. Choć na tym stosunkowo małym terenie (2023 km²), zamieszkanym tylko na jego obrzeżach, bo centrum wyspy pokrytym stożkami wulkanów, jeszcze nie w pełni „uśpionych”, nie zamieszkuje wielu ludzi. Każdego roku karnawał jest coraz bardziej spektakularny, najnowsze z nich uważane są za drugie po tych w Rio  najpopularniejszyiy karnawałami na świecie, ale to chyba dotyczy to liczby odwiedzających go turystów.

Królowa karnawału naTeneryfie w 2019 r.

Jest to bez wątpienia numer jeden wielokierunkowe, wielotematycze najbardziej spektakularne widowiskowo. Pod względem oryginalności dla mnie numerem jeden jest ciągle karnawał w Oruro.  Od początku wojny domowej w Hiszpanii (1936-39) poprzez długi okres czasu w okresie dyktatury generała Franco uroczystości karnawałowe zakazane były nie tylko na tej wyspie, ale w całej Hiszpanii, bo poddani powinni sią bać licznych najczęściej wydumanych zagrożeń, mają być z tego powodu smutni i posłuszni, a nie rozbawieni, bo wtedy trudniej trzymać ich w ryzach (skąd my to znamy!). Pełne swobody karnawałowe oficjalnie przyznano w Hiszpanii dopiero w roku 1967, choć w okresie zakazu organizowano je na mniejszą skalę. Jak w wielu innych krajach lub miejscowościach obchody karnawałowe powstawały i były pielęgnowane przez ludzi biednych, plebejuszy, tu na Teneryfie już od XVI wieku. Do uczestnictwa w tych obchodach powoli dołączyli bogaci i arystokraci w XVIII wieku, a pod koniec XIX wieku stał się tak sławny, że na wyspie zaczęli pojawiać się turyści, by w nich uczestniczyć. Od 1925 roku rada miejska Santa Cruz de Tenerife przejęła patronat nad nim.

Męscy przebierańcy udający muzyków na Teneryfie

Szaleństwa karnawałowe zaczynają się dwa tygodnie przed Środę Popielcową, każdego dnia od wieczora do rana. Rozpoczynają się wyborem królowej karnawału. Niekiedy strój pretendentek waży około 100 kg – przypuszczamm że jego właścicielka musi być kulturystką, by taki ciężar unieść. Oficjalnie ceremonia kończy się pokazem fajerwerków oraz  ceremonią pochówku sardynki – ceremonia podobna jest nieco do topienia marzanny, ale bardziej rozbudowana. To pochód zawodzących płaczek pogrzebowych (kobiet i mężczyzm przebranych za kobiety), no i tłum ludzi odprowadzających kilkukilometrową trasą nad ocean  czterometrową sardynkę stworzoną z papieru, podpalają ją i płonącą topią w jego wodach. Ma to znaczyć pożegnanie zimy i przywitanie wiosny.

Pochód pań na Teneryfie

To koniec karnawału oficjalnego. Nieoficjalny, czyli jego odmiana uliczna, w którym tysiące ludzi często w przebraniach i przy muzyce szaleje, kończy się w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, bo rozbawieni uczestnicy dają sobie czas by wrócić do normalności.

Oficjalny karnawał to przede wszystkim wiele przemarszów przez miasto pieszo i na ciekawych pojazdach podczas parady karnawałowej, to ponad sto różnych grup najczęściej muzycznych – najważniejsze z nich to murgas (humorystyczne i satyryczne teatry muzyczne), comparsas (grupy muzyczne, śpiewacze i taneczne), sandalas (muzycy grający na różnych  szarpanych instrumentach). To także pokazy tańców, różnego rodzaje konkursy, na przykład różnych formacji muzycznych dorosłych i dziecięcych, lub indywidualne konkursy humorystycznych oryginalnych śpiewek – pierwszą taką nagrodą uhonorowano grupę śpiewaków za ciętą i satyrystyczną piosneczką o hiszpańskiej rodzinie królewskiej.

Przebierańcy karawałowi naTeneryfie

Od roku 1987 karnawał został wzbogacony różnymi tematycznymi wystrojami i pokazami, każdego roku innymi, a więc ten karnawał nie tylko bawi, ale i uczy. Oto kilka jego tematów: Rzym, Szalony Świat, Przestrzeń Kosmiczna, Kino, Cyrk, Hollywood, Bollywood, Kwiecie, Przyszłość – w roku 2019 to Głębiny Morskie. Jeden z występów muzycznych w czasie karnawału w roku 1987 kubańskej piosenkarki Celii Cru przy akompaniamencie orkiestry Billo’s Boys, zgromadził 250 tysięcy słuchaczy – wpisane to zostało do Księgi Rekordów Guinnessa jako największe skupisko ludzi na koncercie  na świeżym powietrzu: rekord ten do czasu pisanie tego tekstu nie został pobity. Ci, których nie interesują pochody, muzyka, popisy wszelkiego rodzaju, fajerwerki, światła miasta, mogą spędzać czas w kasynach, w teatrach muzycznych i dramatycznych, lub w miejscach potańcówek. Dziwne, że UNESCO nie uhonorowało jeszcze tego festiwalu przez wpisanie go na swe listy dokonań ludzkich, choć od wielu lat rozważa taki zapis. Myślę, że ze względu na niesamowitą różnorodność tego przedsięwzięcia trzeba by było wpisać go na kilka list, czego ta instytucja nie ma zwyczaju robić, albo stworzyć jeszcze jedną listę na coś, czego się na istniejących listach nie da umieścić.

Tłumy w Wielki Piątek w Sewilli przy katedrze

                                                                              ***

Ludzie lubią się bawić, to zbliża ich do siebie, to łagodzi obyczaje, to także przedłuża ludzkie życie. Pomysłowe i huczne obchodzenie karnawału to wspaniała frajda i okazja by przynajmniej raz w roku zaszaleć. To piękne terapeutyczne szaleństwo – każdemu je radzę przeżyć, najlepiej każdego roku w innym miejscu. Mnie się to udało zrealizować tylko trzy: w Wenecji, Sewilli i Quebecu.

                                                                       Władysław Pomarański

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

1 Comment

  1. Ewa Kopińska on

    Pan pisze WSPANIALE!!! To jedne z moich najbardziej ulubionych artykułów w “Gazecie”. A swoją drogą, zadziwiające jest, że ludzie mają taką fantazję 🙂

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.