Perły (cz. 1)

0

Z cyklu: Piękniejszy świat

Przyjaciel i  przyjaciółka kobiety      

Prawie każda dziewczyna wie, że jej najlepszym przyjacielem jest diament. Takie dictum  stworzono w celach komercyjnych. Jest bardzo nośne i chwytliwe; przyniosło właścicielom diamentów, a szczególnie tym południowoafrykańskim, fortuny. I rzeczywiście, choć to kawałek skrystalizowanego węgla, gdy jest  dobrze doszykowany jest ładny, lśniący, twardy, nie starzeje się, nie stawia wymagań i ultimatów, podczas gdy ludzki przyjaciel jest zmienny, coraz brzydszy, łysieje, coraz bardziej upodabnia się do baryłki, jest kapryśny, trzeba się z nim obchodzić jak z dzieckiem i nigdy nie jest się pewną, czy cię nie zmieni na młodszą i piękniejszą. Nic dziwnego, że niektóre panie wolą kamień od mężczyzny, ale najbardziej, gdy mają ich obu.

Dużo mniej dziewcząt wie, że mogą mieć wierną przyjaciółkę, która nie jazgocze aż do bólu głowy, nie obmawia za plecami, nie podrywa jej chłopaka, nie jest wstrętna i fałszywa. Taką przyjaciółką dziewczyny jest, czy powinna być – perła. Co prawda nie jest tak twarda jak wspomniany kawałek węgla, ale wystarczająco twarda, by towarzyszyła dziewczynie przez całe życie. Nie musi być zbyt twarda; raczej do rzadkości należy nieszczęście, żeby walec drogowy przejechał dziewczynę przyozdobioną perłą i zmiażdżył je obie. W tej sytuacji byłoby już nieważne dla dziewczyny, co nosi na szyi. Perła musi dotykać ciała dziewczyny, reaguje jak istota żywa, odłożona do szkatułki smutnieje, wpada w depresję, matowieje.

Bransolety z wielokolorowych pereł.

Perłą zachwycano się od niepamiętnych czasów

Perła to bardzo ceniona ozdoba kobiet od ponad 7000 lat, a może i dłużej, ale z tych prehistorycznych czasów nie dochowały się do nas żadne o tym świadectwa. Od zarania dziejów do końca XIX w. były to naturalne perły ciepłych wód słonych. We wszystkich kulturach świata, które znały i znają perły, są one synonimem czegoś pięknego, eleganckiego, nadzwyczajnego, wspaniałego, cudownego. I dzisiaj nikt się nie obrazi, szczygólnie żadna kobieta,  gdy ją nazwać perełką.

Perła w eleganckim towarzystwie

Księgi święte ludzkości mają wiele odniesień do pereł.  Stary Testament w Księdze Rodzaju wspomina o kobiecej ozdobie, chodzi chyba o perłę, choć słowo yaholom jest różnie tłumaczone, także jako kamień szlachetny. W Nowym Testamencie św. Mateusz mówi: „Królestwo niebieskie jest podobne do kupca poszukującego pięknych pereł: ten, co znalazł taką bezcenną, sprzedał wszystko co miał i nabył ją”.  Tenże Ewangelista mówi, że najcenniejszych rzeczy, takich jak perły, nie rzuca się świniom, bo je podepczę i zohydzą. O perłach mówi wielokrotnie inna księga Nowego Testamentu, bardzo poetycka Księga Objawienia, czyli Apokalipsa. Czytamy tam, że wszystkie 12 bram do Nowej Jerozolimy będą wykute każda z jednej ogromnej perły. Dość stary, piękny, o dużej wartości literackiej  „Hymn o perle” – twór gnozy chrześcijańskiej – używa to słowo w wielu teologicznych metaforach. Według Koranu mieszkańcy niebios są obleczeni w perły. Święta księga hinduska Atharvaveda mówi o dziewięciu świętych perłach, a w późniejszej Ayurvedzie – ale dużo wcześniejszej niż czasy biblijne – perła znajduje praktyczne zastosowanie, bo według tej księgi zmielona pobudza apetyt i jest środkiem przeciwko chorobom umysłowym. Marco Polo w swym epokowym dziele wspomina, że królowie Malabaru przekazywali sobie z pokolenia na pokolenie naszyjnik sporządzony ze 104 rubinów i 104 pereł. Wiemy że perły były cenione przez mieszkańców Indii, przez Persów, Greków, a szczególnie Rzymian. U Rzymian zwycięzcę wyścigu honorowano sznurem pereł. W czasach późniejszych, wielu królów i papież Aleksander VI dekretowali, że perła jest ozdobą królewską i, tak jak kwiat orchidei, nie może być w posiadaniu pospólstwa.

Często perły znajdujemy w drogich tworach jubilerskich razem  z kamieniami szlachetnymi i złotem. Najbogatszy tego typu twór widziałem w bibliotece/muzeum watykańskim. Był to wielokilogramowy naszyjnik, załącznik do listu króla Anglii Henryka VIII, proszącego papieża o rozwód z pierwszą żoną. Papież rozwodu nie udzielił, ale załącznik zatrzymał. Inną tego typu bogatą ozdobą jest szesnastowieczny wisiorek zwamy klejnotem Canninga, repretentujący greckiego boga mórz Posejdona, stworzony ze złota, rubinu, diamentu i barokowej perły będącej torsem boga.

Elegancka bransoleta perłowa

Pereł używano przy wyrobie kolczyków, wisiorków, naszyjników, bransolet, jako ozdobniki koron królewskich i innych symboli władzy i przepychu. Powoli stały się najcenniejszym skarbem  bogatszych kościołów, szczególnie na ozdabianych nimi ornatach. Perły zdobiły stroje, szczególnie weselne, wielu pań. Z polskiej historii wiemy, że starsza córka Kazimierza Wielkiego, Elżbieta, matka późniejszej innej Elżbiety, cesarzowej, miała ślubną suknię obszytą perłami – jeszcze bardziej był nimi obsypany strój koronacyjny Barbary Radziwiłłówny, pierwszej żony ostatniego Jagiellona Zygmunta Augusta.

Poławiacze pereł

Prawie wszystkie wartościowe perły tworzą się pod pancerzem małży bez bezpośredniej interwencji człowieka. Jedynie dozwolona ingerencja to gromadzenie małży razem, opieka nad nimi, dożywianie – bez żadnych jednak chirugicznych operacji  w celu wszczepiania zalążka perły do ich ciała. Do początku XX wieku prawie wszystkie perłotwórcze małże, i niekiedy inne skorupiaki, znajdowali poławiacze pereł na brzegach mórz i oceanów. Człowiek nurkował na znaczne głębokości, zbierał je na dnie, lub odcinał je nożem z rafy kolarowej, wynosił na powierzchnię i tu usuwał muszle, by wydobyć perły. Nie każda małża ma ją w sobie. Doświadczony poławiacz na dnie zatoki przebierał wśród małży i wybierał te, które jego zdaniem mogły być najlepszymi kandydatami na nosicieli, opierając się tylko na intuicji, bo żadna jego charakterystyka zewnętrzna nie podpowiadała mu w którym jest perła.  Poławiacz musiał się zanurzyć 30 razy by coś w jednej z małży znaleźć, ale to coś najczęściej było bezwartościowe. Statystyka mówi, że dopiero po tysiącu zanurzeń natrafiał na wartościową perłę. Według innej statystyki taką perłę znajduje się dopiero w jednej tonie małży.

Poławiacz pereł

W Polinezji nawet mali chłopcy byli zatrudniani, a może i są jeszcze dziś, przy połowie pereł, a to bardzo niebezpieczne zajęcie. Niebezpieczne z dwóch powodów: zanurzone ciało człowieka w wodzie, nawet na kilkanaście metrów, jest przygniatane ogromnym ciężarem wody, niektórzy mówią, że czują się wtedy jakby budynek rósł na ich plecach czy jakby byli ściskani w prasie. Zanurzać się i wynurzać trzeba powoli, bo nagła kompresja czy dekompresja może spowodować pęknięcie naczynka krwionośnego, lub wielu na raz, a w tym ostatnim przypadku to pewna śmierć. Drugi poważny problem to konieczność zatrzymania oddechu na kilka minut. Wielu ludzi może wytrzymać w wodzie bez oddychania do trzech minut, ale później krew przestaje krążyć, kora mózgowa zaczyna obumierać i po mniej więcej pięciu minutach zmiany w mózgu są nieodwracalne. Są dowody, że zawodowi poławiacze pereł mogą wstrzymać oddech nawet do 10 minut, ale ci ludzie trenują latami swoje ciało do funkcjonowania w bezdechu. Faktycznie nie wszystek tlen pobrany przy wdechu jest od razu zużyty przez płuca; około 2 litry jest niejako zapasem w płucach, i tą dawką ci ludzie umieją stopniowo dysponować, dożywiać komórki ciała, a przede wszystkim mózg. Im głębiej człowiek się zanurza, tym szybciej zużywa cały zapas tlenu. Nie można się zanurzać zbyt głęboko – niebezpieczna granica to 50 m, a przy 60 m rodzina może już szykować trumnę. Są oczywiście wyjątki ale, wiadomo, wyjątki potwierdzają regułę.

Farma pereł

Poławiacze pereł schodzą do 30 m pod wodę i to kilkadziesiąt razy dziennie, niekiedy głębiej. Długi bezdech zależy nie tylko od dobrej gospodarki tlenem, ale i od psychiki: skupienie, wyciszenie i pogoda ducha dają człowiekowi minutę lub nieco więcej czasu bezpieczeństwa pod wodą. Podobnie gdy niektórzy nurkowie traktują zanurzenie jako pozytywne doznanie, test męskości i wytrzymałości, czy odbierają to doświadczenie jako rodzaj narkotyku – tacy mogą być nieco dłużej zanurzeni. Poławiacze pereł nurkując pod wodę dziesiątki tysięcy razy w ciągu swojej kariery powoli niszczą organizm i nie zawsze są to problemy z krążeniem krwi. Ci bardziej aktywni nie dożywają czterdziestego roku życia.

Można zanurzanie traktować jako sport – staje się wtedy nurkowaniem głębinowym i mamy tu rekordy lokalne i światowe. Aktualnym mistrzem świata jest Niemiec Tom Sietas, który zanurzył się na 8 minut i 58 sekund. Twierdzi, że podczas treningu był pod wodą 10 minut i 6 sekund, ale to wynik nieoficjalny, nieuznany. Polska ma też swego rekordzistę. Jest nim Ceti, czyli Robert Cetler z Torunia. Jest mistrzem Polski od 2000 r. Jego życiowym rekordem jest 8 minut pod wodą, a na głębokości 53 metrów, po odliczeniu czasu na zanurzenie i wynurzenie był 6 minut i 51 sekund. Nikomu do głowy nie przyszło, by jechać na wyspy polinezyjskie i tam szukać rekordzistów, a na pewno znalazłby się tam niejeden. Ale Polinezyjczyków nie bardzo interesują rekordy – im zależy na tym, by mieć co wyłożyć na stół w porze posiłków, a tylko piękna perła może to im umożliwić.

Dziś zawód poławiaczy pereł prawie wymarł; owszem, ten i ów nurkuje, ale tylko nielicznym udaje się coś pięknego wyłowić. Naturalne perły w sklepach jubilerskich są najczęściej z ferm pereł. Te najdroższe są hodowane bez zabiegów chirurgicznych pod skorupką mięczaka. Kupując taką perłę nie narażamy poławiacza, a perła woli dotykać uszu czy szyi kobiety, niż być więziona latami w ciemnicy pod pancerzem jakiegoś stwora.

Wielokororowe i różnych kształtów perły

Naturalna produkcja perły

Perła to produkt naturalny pochodzenia organicznego, powstały pod muszlą małży z rodzaju perłopławów perłorodnych, niekiedy i innych mięczaków, a nawet ślimaków. To węglan wapnia w krystalicznej postaci aragonitu oraz rodzaj kleju – rogowata substancja białkowa zwana konchioliną. Od tysięcy lat ten przypadkowy produkt małży fascynuje ludzi. Przypadkowy, bo to obrona organizmu, gdy pod muszlę małży dostanie się jakieś obce ciało. Najczęściej to martwy odłamek ciała małżī – to już dla organizmu obcy twór – rodzaj małego pasożyta, rzadziej ziarenko piasku lub jeszcze rzadziej mały pasożyt. Małża oblewa go tym, czym impregnowana jest wewnętrzna strona skorupki i w ten sposób separuje od swego ciała. Im dłużej ten nieproszony gość jest pod skorupką, tym jest piękniejszy, większy, bardziej wartościowy.

Naszyjnik pereł Audrey Hepburn

Kolorystyka pereł

Kobiety kochają perły przede wszystkim ze względu na ich niecodzienną kolorystyką. Każda prawdziwa perła nie ma tylko jednego koloru, ma ich dwa lub trzy. Najbardziej rzucającym się w oczy jest kolor podstawowy. Drugorzędne kolory, w ściślejszej termonologii, przyjętej także w języku polskim, to orient i overton. Orient, to delikatna punktowa gra kolorów o różnych odcieniach barwy różowej, a overton to dodatkowe kolory jak niebieskozielony, fioletowy, purpurowy – modyfikujące barwę różową. Do tej gmatwaniny kolorów dochodzi połysk i przeświecalność. Wszystko razem to bardzo skomplikowany i bardzo przyjemny dla oka fenomen kolorystyczny. Kolory podstawowe perły są dość różnorodne. Najpopularniejsze są perły kremowe kupowane najczęściej przez ciemnowłose panie, a różowe są najbardziej cenione w Europie i USA przez damy o jasnej karnacji. Perły o tych dwóch kolorach są najdroższe i najpopularniejsze, bo najbardziej wzbogacone wspomnianym overtonem i orientem. Najczęściej spotykane są perły białe o dość słabych odcieniach dodatkowych. Perły zwane czarne, to perły nie tylko o barwie czarnej, ale w kolorach ciemniejszych jak szary, brunatny, ciemnoniebieski, niebieskozielony, zielony i perły o grafitowym połysku. Wśród nich, a zwłaszcza wśród pereł prawdziwie czarnych wyławionych z oceanu przy wyspie Tahiti, można napotkać naprawdę wspaniałe okazy. Intensywnym połyskiem odznaczają się perły brązowe i niebieskie, jednak  są mniej wartościowe niż pozostałe. Tych ostatnich nie powinno się przewiercać, bo mogą stracić kolor. Białe perły to perły z czystej masy perłowej; wszystkie inne to mieszanka aragonitu z konchioliną – im więcej konchioliny, tym barwa podstawowa jest ciemniejsza.

Inne estetyczne walory pereł

O wartości perły decyduje także jej wielkość: są one o wymiarach od główki szpilki do jaja gołębia. Co prawda wyłowiono perłę ważącą 6,5 kg, ale puryści nie chcą nazywać jej perłą, bo pochodzi nie od małży perłopława, ale od gigantycznego mięczaka. I choć nie ma perłowatej powierzchni, lecz raczej coś podobnego do porcelany, znana jest pod nazwą perły Allaha.

Perła ma swoją jednostkę wagi, zwaną gran. Jest cztery razy mniejszy od karata i 20 razy od grama. Ktoś, kto jeszcze pamięta co nieco z podstawowej matematyki zrozumie, że gdy waga perły wzrasta w postępie matematycznym, jej cena rośnie w postępie geometrycznym. Perły wyjątkowo wielkie i piękne nie podlegają żadnej regule wyceny handlowej: kupujący płaci tyle, ile żąda sprzedawca – dziesiątki tysięcy, a nawet miliony dolarów.

Dwie strony klejnotu Canninga

Perły nie są jednorodne kształtem. Dość rzadkim i dlatego najcenniejszym jest kształt doskonałej kuli. Częściej występującymi perłymi są perły „barokowe”, o fantazyjnych kształtach, niektóre podobne są do kropli wody lub gruszki; są też perły guzikowate, połówkowe, ćwiartkowe i inne. Perły okrągłe i nieco spłaszczone nadziewa się na sznurek, przy tej okazji eliminuje pewne braki, bo dziurkę robi się w miejscu wadliwym, perły w formie kropli wody czy łzy najlepiej nadają się do wisiorków, połówkowe (półwypukłe) i ćwiartkowe (w trzech czwartych owalne, czwarta część płaska) do brosz i tym podobnych wyrobów.

Inne kryteria wartości to to, czy perły w naszyjniku są podobne do siebie (bo nie ma pereł identycznych), czy powierzchnia perły jest idealnie jednolita, czy jest równowaga między masą perłową a konchioliną (gdy nie ma równowagi, wtedy występują plamy na perle), czy jest przejrzysta i połyskliwa, czy między barwą podstawową a dodatkowymi jest estetyczna równowaga itp. Jeśli perły w naszyjniku są prawie tej samej wielkości, wtedy jest on bardziej ceniony, droższy, poszukiwany.

W dawniejszych czasach kupowano perły nie tylko dla ozdoby. Wierzono, że perły leczą wiele dolegliwości, szczególnie choroby serca i układu krążenia. Zmielone były dodawane do innych lekarstw i magicznych napojów. Chorym psychicznie podawano napój z perły rozpuszczonej w soku cytrynowym lub po prostu kazano ją połykać i popijać mlekiem. W tym ostatnim przypadku chory psychicznie nie przestawał być chory, miał jednak ten sukces, że mleko nie pozwalało mu się udławić takim lekarstwem.

Do drugiej  połowy XIX wieku wszystkie perły będące w posiadaniu ludzi były naturalne: rosły pod skorupkami małży bez interwencji człowieka.  Początkowo były to perły ciepłych wód słonych, później odkryto, że inny typ małży żyjącej w rzekach, jeziorach, stawach, i to nawet w dość chłodnych, bywa niekiedy także producentem perły, może nie tak cudownie pięknej jak perła wód słonych, ale ciągle ciekawej i atrakcyjnej. Niektóre z nich weszły do kanonu najwspanialszych pereł świata.

Z. Yusupova z Pelegriną na piersi

Hodowla pereł

Chińczycy już w XIII w. gromadzili małże perłotwórcze w słonych wodach sprzyjających ich rozwojowi, znali metody hodowlane i z nich wydobywali perły w odpowiednim czasie. Słynny biolog Linneusz hodował na własny użytek małże perłodajne w wodzie słodkiej. Japończycy mieli fermy perł słodkowodnych w jeziorze Biwa przez prawie sto lat. Biznes zamknięto w 2006 roku, kiedy jezioro okazało się być tak zanieczyszczone, że małże nie tylko nie produkowały tych cennych „kamyków,” ale zaczęły masowo wymierać.

Gdy zapasy pereł naturalnych zaczęły się kurczyć i konsekwentnie ich cena rosnąć dramatycznie, wymyślono sposób na ich pomnażanie: zaczęto chirurgicznie wkładać zalążki późniejszych pereł pod płaszcz skorupiaków. Małże zamykano w klatkach, zanurzano w wodzie słonej, inne w wodzie słodkiej, dożywiano, po prostu hodowano, i w czasie od 6 miesięcy do siedmiu lat, w zależności od rodzaju małży-nosiciela, wyjmowano perłę, a nosiciel oczywiście ginął. To perły o dużo mniejszej wartości od pereł naturalnych. Perła naturalna to najczęściej koncentryczne cienkie warstwy materiału perłowego i naturalnego kleju konchioliny. W takiej perle gra świateł jest bogata, połysk ostry. Perła z wszczepionym nukleusem w ciało mięczaka to przeważnie kulka obcego stworzonku materiału oblana przez niego jedną cienką warstwą masy perłowej. Ekspert najczęściej takie dwie perły rozpozna, niekiedy jednak i on musi użyć promieni rentgena, by być pewnym. Na domiar złego w ostatnich kilku dziesięcioleciach zaczęto produkować masowo imitacje pereł, na pierwszy rzut oka nieróżniące się wyglądem od prawdzwych pereł. Podrabia się nie tylko kolor, połysk, ale nawet orient i overton. Tu dopiero mikroskop lub odbicie takiej niby-perły od twardego podłoża daje odpowiedź: podróbka skacze o wiele wyżej niż perła naturalna, czy nawet hodowlana z wszczepionym nukleusem. Często potarcie o przednie zęby (prawdziwa perła nie stawia oporu przy tej czynności) powie nam z czym mamy do czynienia.

Jest kilka krajów zaangażowanych w interwencyjną hodowlę pereł; przodują w tym Chiny, Japonia i Australia. Chciwość ludzka doprowadza do tego, że te perły są coraz gorsze, niekiedy prawie zupełnie bezwartościowe: krzyżuje się małże, by były wielkie, bo tylko takie mogą dać duże perły, ale taka większa perła nie znaczy automatycznie, że jest bardziej wartościowa. Dzisiaj na niektórych fermach pereł te osobniki są wielkości talerza obiadowego. Inna metoda hodowlana polega na tym, że zamiast pod skorupę czy płaszcz mięczaka wszczepia się zalążek do jego organów rozrodczych, bo to dużo łatwiejsza operacja, ale rezultatem jest dużo mniej wartościowa perła. Małże wód słodkich odcinają się od tej praktyki – w organach rozrodczych odmawiają produkcji. Bardzo oporne na te manjupulacje są także małże tahitańskich pereł czarnych. W ogóle są bardziej odporne na konieczność produkowania pereł w naturalnym środowisku, niż inne małże, dlatego naturalne czarne perły są bardzo drogie. Gdy hodowcy uda się znaleźć małżę-producenta, przy wyjmowaniu perły dokonuje się skomplikowanej operacji, prawie jak operacja mózgu człowieka, po to by go nie zabić i wszczepić mu drugi, jeszcze większy nukleus w celu wyhodowania następnej jeszcze większej perły, ale to się rzadko udaje – na ogół małża ginie w czasie tej operacji.

Obecne łowiska pereł morskich

Gdzie i czy można łowić małże z naturalną perłą we wnętrzu? Można, ale to trudniejsza sprawa niż, powiedzmy, wiek temu, bo dawne łowiska są przetrzebione i coraz mniej  jest chętnych do szczytnego tytułu poławiacza pereł. Dziś największym łowiskiem są wody Zatoki Perskiej, szczególnie u wybrzeży wysp Bahrain. Stąd pochodzą perły różowe i białokremowe, bardzo małe, poniżej wagi jednego grama, a warunki połowów są bardzo trudne i niebezpieczne. Dużo mniej pereł łowi się obecnie w zatoce Mannar (między Indiami i Sri Lanką): to perły białokremowe o pięknym niebieskim, zielonym lub fioletowym overtonie. Pereł białych i białokremowych dostarcza nam wybrzeże Morza Czerwonego. Większych pereł trzeba szukać u wybrzeży Madagaskaru, Birmy, Filipin i północnej Australii: to perły srebrzystobiałe i srebrzystożółtawe. Kolor żółty czy żółtawy to bardzo pozytywna cecha perły – taką perłą jest Pelegrina, własność Liz Taylor, kiedy jeszcze żyła. Łowiska wokół Tahiti są mocno wyeksplotowane, znalezieniu tu wartościowej perły to rzadki przypadek. U wybrzeży Haiti niekiedy można znaleźć perły bardzo duże, do 350 gramów: białe, żółte, szare i czarne. Podobne perły, a także zielonkawe i niebieskie jeszcze można znaleźć u wybrzeży Florydy. Coraz mniej pereł pochodzi z dawnych słynnych obszarów łowiskowych Japonii, Chin i północych terenów Ameryki Południowej.

***

Kogo stać na konia, tego też powinno stać na uprząż. Gdy chcemy nabyć przyjaciółkę na życie, niech to będzie perła słono- lub słodkowodna, ale całkiem naturalna. Jeszcze takie można znaleźć w lepszych sklepach jubilerskich. Niech to będzie coś naturalnie pięknego, choć drogiego, no ale pieniądze, rzecz nabyta, są po to by je wydawać. Wszystkie perły są łagodne, przyjacielskie, nie tak jak niektóre dziewuchy, im piękniejsze tym bardziej zarozumiałe i nieznośne. By nie urazić pań dodaję, że tych niesfornych dziewuch jest dużo mniej niż mądrych, ułożonych, a także pięknych; niekiedy to prawdziwe perełki.

Władysław Pomarański

(Dokończenie za tydzień)

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.