Porażka to sukces?

0

Z cyklu: Z 8-go piętra – felieton z Polski/Austrii

Na oknie nareszcie żonkile, wyszły z doniczkowego niebytu w ciągu tygodnia, za to goździki rozwijają się już drugi tydzień, ale coraz lepiej im idzie.

Wiosenne przesilenie nie tylko wisi w powietrzu, ale dotyka bezczelnie, najbezczelniej. Człowiek kładzie się zmęczony, wstaje rano po dobrej godzinowo porcji snu też zmęczony, ciągnie się po domu zmęczony, a wyprawa do apteki albo po coś do jedzenia jest wielkim męczącym wyczynem.

Znajoma Iranka wysłała mi filmik, który każe się uśmiechnąć wbrew pogodzie, marcu jak w garncu, wbrew temu, co za oknem „trochę słońce, trochę deszcz” i takim wiosennym spleanom. Pewien miłośnik dobrostanu obuwia z Teheranu, czyściciel obuwia specjalizuje się w kobiecych bucikach. Zaczynał od zwykłego ulicznego pucybuta, których wielu pracuje na irańskich ulicach, z taboretem, krzesełkiem dla klienta. Potem jego fotelik dla właściciela butów, siadającego podczas czyszczenia stawał się coraz wygodniejszy, aż zdecydował się na dojazd do klienta rikszą z utensyliami do czyszczenia butów, riksza się zmieniała, ładniała, była piękną kolorową reklamą pucybuta – czyściciela obuwia – shoeshinera. Pan z firmy Aliwaxima przyjeżdża na wezwanie, podejmuje buciki Iranek, by im je pięknie wyczyścić, oddać, a „na miejscu” zaś nabłyszcza i pucuje buty panom.

Teraz porusza się pierwszym pojazdem w kształcie damskiej szpilki, swoim czerwonym bucikiem na kołach wyróżnia się pośród tysięcy samochodów na zatłoczonych teherańskich drogach. Liczy się pomysł, autoreklama, a auto jest legalnie dopuszczone na drogi i ludzie zatrzymują je, by sobie na chwilkę w nim usiąść (jest miejsce!), zrobić fotkę na pamiątkę, a może i dać wyczyścić buty. Właściciel firmy „but na kółkach” jest zawsze starannie ubrany, pracuje w koszuli i krawacie, chociaż w Iranie większość mężczyzn akurat tego zachodniego męskiego dodatku nie uznaje, ale w Aliwaxima liczy się elegancja, sznyt no i jakość usługi.

Przypominają się polskie warunki sprzed 30 lat, kiedy Polska wstąpiła na inne drogi rozwoju gospodarczego, liczył się pomysł, inicjatywa, słynne „Polak potrafi”. Tak samo Irańczyk potrafi, my handlowaliśmy na łóżkach składanych, potem z tego zrodziły się pierwsze fortuny, know how, odwaga do szukania swojego małego pomysłu na życie, na firmę, on z taboretu doszedł już do „bucika na kółkach”. Mam nadzieję, że niedługo zatrudni pracowników.  

Jednym się przez te trzy dekady udało, innym nie, ale odważnym z wizją, jeśli ktoś ich po drodze (w tym państwo) nie skrzywdził, nie oszukał, a takich spółek też się tysiące rozpadało, bo pojęcie lojalności było mniej cenne niż dodatkowe zero na koncie, tym odważnym z otwartymi głowami musiało „zaskoczyć”, musiało się udać. Rozglądam się po Opolu, raczej daleko poza nim już, tu znalazło się co najmniej kilku wizjonerów sprzed 30 lat, których firmy dziś są potentatami na różnych rynkach, jedne zachowały siedziby w tym mieście, inne wyemigrowały do stolicy.

Na pewno na tę 30-tkę Rzeczpospolitej po upadku komunizmu można uczynić podobną, dłuższą listę z nieudanymi startami, pomysłami, biznesami. I wielu rozczarowanych, oszukanych, nieszczęśliwych uzna te 30 lat za stracone, za zmarnowane przez „nich”, przez gospodarkę liberalną, przez drapieżność systemu i wiele innych składników. I na pewno każdy z nas, nich, onych, owych ma rację, swoją prawdę, która składa się na pełny obraz zmian, eksperymentu gospodarczego, szoku i  niewiedzy, sprytu i umiejętności uczenia się i wyciągania wniosków z porażki. A pytania o rolę państwa są wciąż aktualne.

Właśnie, porażka, jak sobie z nią radzimy? Na Uniwersytecie Wrocławskim podjęte zostały pod wodzą prof. Anny Pacześniak z Katedry Studiów Europejskich badania „anatomii porażki politycznej”. Jak polskie partie radzą sobie z porażką, jak ją przedstawiają, czy się do niej przyznają. Badania obejmują okres od roku 2011, czyli całe osiem lat z życia partii starszych i młodszych, trwalszych i efemeryd partyjnych. Nie ma porażki! Porażka nie istnieje, jest za to czyjaś wina, źle rozegrana ostatnia prosta do wyborów, porażka innych, radość ze słabszej pozycji od tego przegranego… Słowo porażka nie pada w wypowiedziach po własnej przegranej, właściwie jest ona… wygraną, choć odłożoną w czasie.  Słowo „porażka” nie okazało się zbyt trudne do wypowiedzenia i nazwania faktu po imieniu jedynie dla Janusza Palikota po przegranych wyborach do UE. Porażkę nazwał porażką.

Brakuje w polityce, nie tylko polskiej i nie tylko w polityce, bo w ostatnich tygodniach np. w polskim wymiarze sprawiedliwości, nazywania rzeczy po imieniu i rozumienia zgodnie z definicją. Pedofil jest przestępcą, a nie przyjacielem dzieci; niewywiązujący się z obowiązku zapłaty za wykonaną pracę jest nieuczciwie prowadzącym interesy, a nie uczciwym nawet nie-biznesmenem. Tłumacz przysięgły jest tłumaczem przysięgłym nie bez powodu, czyli nie jest nieskrępowanym, wolnym interpretatorem, któremu prokurator będzie narzucał dowolną interpretację słów. 30 dni to 30 dni na podjęcie czynności przez prokuraturę. 30 dni nie można interpretować inaczej, niż „30 dni”.

Rodzi nam się nowy zawód w polskiej polityce, no, może specjalizacja: przetłumacz albo odtłumacz słów polityka, czyli czego ich autor nie chciał powiedzieć, chociaż to powiedział. Wicemarszałek senatu, Adam Bielan zdaje się szlifować swoje umiejętności w tej materii, występuje w roli „przetłumacza”, „odtłumacza”, bo co zostało powiedziane, odpowiedzieć się nie da. Ostatnio odtłumaczał pana Szczerskiego.

Mam nadzieję, że zostanę właściwie zrozumiana.

Beata Dżon Ozimek

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.