Chichot historii…

0

21 lutego 2017 roku w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku odbył się wykład profesora Andrzeja Rycharda, dyrektora Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Był to kolejny, dwudziesty szósty już wykład organizowany przez ECS, poczynając od marca 2011 roku, kiedy to Ryszard Bugaj rozpoczął ten program rozważaniami dotyczącymi niesprawiedliwości społecznej.

Przez te wszystkie lata na Gdańskich Wykładach Solidarności (tak nazywał się ten program) przewinęło się kilkudziesięciu znanych ludzi nauki z kraju, ale i ze świata — takich jak Alain Touraine, Urlich Beck czy Jeffrey Goldfarb. To naprawdę była czołówka polskich i europejskich ludzi nauki i kultury i działaczy społecznych, których łączyło jedno — precyzja i pasja w analizowaniu polskiej i światowej sceny politycznej.

Wracając do wykładu prof. Andrzeja Rycharda – tematem było szukanie odpowiedzi na pytanie: Gdzie jest dzisiaj solidarność? Przypomnę – to był początek roku 2017, to było dwa lata temu, w drugim roku rządów „dobrej zmiany”.

Wszystkim, którzy chcieliby zapoznać się z treścią wykładu prof. Andrzeja Rycharda, polecam wejście na stronę ECS gdzie w zakładce „nauka” znajdzie wszystkie wykłady nagrane do odsłuchania i obejrzenia, pełna kultura. Przypominam ten wykład dlatego, że uczestniczyłem w dyskusji po nim, i pamiętam, że sformułowałem tam dość ostry przekaz mówiący wprost, że zajmowanie się „Solidarnością” wtedy, w Polsce 2017 roku, to zajmowanie się trupem, że szkoda na to czasu.

Przesłanką do takiego stawiania sprawy było dla mnie opisywane wtedy w mediach zdarzenie w pokoju nauczycielskim pewnej szkoły specjalnej, gdzie kilka nauczycielek ubranych na czarno zrobiło sobie zdjęcie i posłało je do mediów społecznościowych jako wyraz swojego poparcia dla czarnego protestu a ich kolega, nauczyciel, członek związku zawodowego NSZZ „Solidarność”, zrobił na nie donos, do dyrekcji, do różnych organów władzy. Pamiętacie? Było postępowanie dyscyplinarne wobec tych nauczycielek? Było, ale na szczęście umorzone.

To właśnie to zachowanie tego członka związku zawodowego Piotra Dudy, przewodniczącego NSZZ „Solidarność”, stało się podstawą do tak ostrych słów, do porównania NSZZ „Solidarności” do trupa. Piotr Duda zapamiętany został jako autor zapowiedzi „przykrycia czapkami” przez związkowe bojówki górników ludzi protestujących na ulicach – Obywateli RP czy innych, niezgadzających się na to, co wyrabiał rząd Beaty Szydło czy Mateusza Morawieckiego. Piotr Duda jako autor uzasadnienia do wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę i jego proste stwierdzenie –  niedziela jest dla Boga i Rodziny. Proste i jasne dla każdego, jak konstrukcja cepa.

Piotr Duda był jednym z pierwszych gości na Gdańskich Wykładach Solidarności. 18 kwietnia 2012 roku wygłosił wykład na temat – Dlaczego rynek pracy potrzebuje związków zawodowych?  (jest również do wysłuchania i obejrzenia na stronie ECS). Piotr Duda wystąpił tam jako niezłomny związkowiec, deklarujący całkowitą niezależność od władzy państwowej (to były lata rządów Platformy i PSL). Pytałem Piotra Dudę – czy nie powtórzy tego, co zrobił jego poprzednik – Janusz Śniadek, co został posłem (obecnie PiS-u), Piotr Duda zaklinał się, że nie, że nigdy, bo on jest związkowcem, a nie politykiem. Jak się stało, każdy widzi, Śniadek jest politykiem jako Śniadek, a Duda ze związku zawodowego zrobił przystawkę do obecnego rządu „dobrej zmiany”. Gorzej już zrobić nie można.

Piotr Duda zapamiętany został również jako miłośnik wypoczynku ze swoim sympatycznym pieskiem w jednym z nadmorskich kurortów zarządzanych przez jego związek zawodowy. Jego zachowanie wyczerpywało wszystkie znamiona tego, co w Stanach Zjednoczonych opisane zostało przez Roberta Michelsa jako spiżowe prawo oligarchii — wprawdzie to nie ta skala, ale i kraje różnej wielkości.

Od ponad miesiąca obserwujemy trwający spór prawny, dotyczący decyzji pomorskiego wojewody (urzędnik państwowy), który własną administracyjną decyzją przyznał wyłączność na organizowanie obchodów 30 rocznicy wyborów czerwcowych działaczom związku zawodowego „Solidarność’, zlokalizowanego przy Stoczni Gdańsk (niemającej nic wspólnego ze Stocznią Gdańską, ta Stocznia nie istnieje od 1996 roku). To Karol Guzikiewicz, radny PiS w sejmiku pomorskim ma tytuł do tego, aby decydować, kto może a kto nie może wejść na Plac Solidarności; tego, na którym wznoszą się trzy krzyże jako pomnik poległych stoczniowców. Spór prawny trwa – jak się skończy, tego nikt nie wie, ale wszyscy wiedzą, po czyjej stronie jest podobno niezależny, podobno samorządny i podobno samofinansujący się związek zawodowy „Solidarność” i jego przewodniczący Piotr Duda.

Piotr Duda i jego związek podjęli ostatnio decyzję o wycofaniu zgody na dalsze posługiwanie się znaczkiem „Solidarności” przez Europejskie Centrum Solidarności. W uzasadnieniu tej decyzji czytamy, że związek nie wyraża zgody na działania ECS, które zaprzeczają idei solidarności, której związek Piotra Dudy jest jedynym depozytariuszem i strażnikiem.

I to jest przekroczenie wszelkich granic absurdu. Piotr Duda, który z racji zrządzenia losu, na które nie miał wielkiego wpływu, w czasie wielkiego przesilenia w 81 roku, w stanie wojennym służył jako komandos pod rozkazami generała Jaruzelskiego, mówi tym wszystkim prawdziwym twórcom ruchu społecznego, który przybrał postać związku zawodowego NSZZ „Solidarność”, że to on i jego działacze ze Stoczni Gdańsk, odkupionej niedawno od ukraińskiego oligarchy przez rząd Mateusza Morawieckiego (tereny po Stoczni Gdańskiej po jej upadku ukraiński oligarcha kupił od polskiego rządu też w czasie rządów Jarosława Kaczyńskiego – ot taka zbieżność zdarzeń), że to ci ludzie mają wyłączny tytuł do mówienia w imieniu 10 milionów członków Solidarności.

Czy może być coś bardziej absurdalnego i oburzającego ?

Odpowiadam – może! Będzie tak, gdy te decyzje, decyzje tych małych ludzi, ostaną się w sądzie; gdy okaże się, że prawa do znaku, nabyte od jego twórcy, wygrają ze zdrowym rozsądkiem i powszechnym poczuciem sprawiedliwości.

Bez względu na to, jakie będą wyroki – Piotr Duda i jego solidarność już przegrali. Niech Piotr Duda nadal rządzi tak, jak rządzi, niech wypożycza historyczną salę BHP młodym ludziom spod znaku ONR, mówiąc, że to jego decyzja i on nie musi się nikomu tłumaczyć, niech jacyś ludzie w stoczniowych kaskach stawiają pomnik prałata Jankowskiego na cokół po tym, gdy został z niego obalony,a Piotr Duda niech głośno krzyczy – pomnik prałata tu stał i będzie nadal stał.

Panie Duda – pomnik prałata już nie stoi na swoim cokole i nie będzie tam stał. Może go sobie pan postawić w swoim ośrodku wypoczynkowym (ale co na to kuracjusze?) albo w budynku gdzie ma pan siedzibę. Tm w holu się zmieści, wiem, bo było to moje miejsce pracy, gdy związek zawodowy był naprawdę NSZZ „Solidarność”, gdzie jego ważnym pracownikiem był Lech Kaczyński, pracujący jako zastępca przewodniczącego, którym był Lech Wałęsa a ja, jako pracownik Regionu Gdańskiego tworzyłem Ośrodek Badań Społecznych. To był czas, w którym związek zawodowy NSZZ „Solidarność” próbował nawiązać do tych 16 szalonych miesięcy, od sierpnia 80 do grudnia 81, to wtedy działy się rzeczy, które wpłynęły na naszą historię, to wtedy trzeba było być tam, gdzie my – a nie tam, gdzie stało ZOMO (że też posłużę się cytatem z wielkiego klasyka – Jarosława Kaczyńskiego).

Zbigniew Szczypiński

Studio Opinii

 
Poleć:

O Autorze:

Studio Opinii

Dość długo grupa doświadczonych – i, niestety, na ogół niemłodych – dziennikarzy myślała o założeniu własnego pisma internetowego. W końcu, w roku 2008, pomysł ten został zrealizowany w postaci pierwszej wersji „Studia Opinii”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.