Chrystus Król i Chrystus Zbawiciel

1

Z cyklu: Piękniejszy świat

Dwie statuy

W roku 2011 dużo mówiło się i pisało o statule Chrystusa Króla w zapyziałym Świebodzinie. Faktycznie do dzisiaj to najwyższy na świecie pomnik Chrystusa. Chodziło oczywiście o przyćmienie popularności innego pomnika, Chrystusa Zbawiciela w Brazylii, na wzór którego został postawiony. Nie przypuszczym by chodziło proboszczowi, który był pomysłodawcą i zorganizował finansowanie tego przedsięwzięcia, o uhonorowanie Chrystusa, ani o wzmocnienie wiary swych
parafian, ale o wywindowanie swego ego i przy okazji o rozpętanie na tym terenie turystycznej histerii, co przynosiłoby duże wpływy od turystów do kasy parafialnej, a może i do jego własnej kieszeni. Nie udało się – nie entuzjazmują się nim żadne poważne środki przekazu informacji, nie widać tłumów przed pomnikiem.

Chrystus w towarzystwie turystów

Jeżdżąc po świecie widziałem kilka kopii słynnej figury Chrystusa Zbawiciela z Rio de Janeiro, choćby przy moście przez rzekę Tag w Lizbonie. Jest ich faktycznie aż 34 na czterech kontynentach, w niektórych krajach po kilka. Najwięcej jest ich w Ameryce Południowej. Inne kraje to Meksyk, USA, Hiszpania, Portugalia, Malta, Liban, Libia, Nigeria, Malezja i kilka innych. Motywy ich budowy są różne: zachwyt statuą w Rio, potrzeby religijne, chęć ściągnięcia turystów do danej
miejscowości, a także jednym z nich jest megalomania ich budowniczych. W zamyśle tych ludzi to pomnik Chrystusa jest ich pomnikiem nagrobnym, wybudowanym po to, by o nich pamiętano i ich podziwiano. Żadna z kopii nie dorównuje pięknem oryginałowi, w niektórych wypadkach, jak w Świebodzinie, to nieudana próba upiększenia go: rodzaj konkurecji wobec Chrystusa w Rio. Proboszcz parafii w Świebodzinie ks. Sylwester Zawadzki, wyjątkowy megaloman, podjął taką decyzję, miejscowy biskup przytaknął i statuę w szybkim tempie zbudowano. Wynajęto rzemieślnika sztukatora Mirosława Pateckiego ze wsi przybyszów by stworzył to konkurujące “arcydzieło”.

Chrystus z Rio w nocy na tle księżyca

Chrystus Zbawiciel został przemianowany na Chrystusa Króla – jest o trzy metry wyższy od oryginału (ma 33 m wysokości), rozłożone ramiona są dłuższe o jeden metr od pierwowzoru, mimo że Chrystus Zbawiciel ma ręce w pełni rozłożone, jakby zapraszał cały świat w swoje ramiona, jakby mówił do ludzi : „oto jestem wasz”. Chrystus Król ma ręce wysunięte trochę do przodu, jakby chciał powiedzieć: “wy jesteście moją własnością”. Twarz oryginału jest łagodna, pochylnona w stronę ludzi, twarz na pomniku w Świebodzinie ma głowę dumnie podniesioną, spojrzenie surowe i
władcze. Oryginał nie ma korony, ten drugi Chrystus jest w wielkiej otwartej koronie koloru złota. Ks. Zawadzki nie doczytał się do informacji, że dawniej takie odkryte korony nosili wasale – władcy zawsze nosili korony zamknięte (corona clausa).

Chrystus w Polsce jest jednak dużo lżejszy od oryginalnej figury, bo wyprodukowany z taniego siatkobetonu – oryginał jest z betonu zbrojonego pokrytego płytkami z materiału podobnego do krzemu, zwanego steatytem. To bardzo drogi, trudno osiągalny materiał bo formowany jest pod pokrywą ziemi. Wydostał się w niewielu miejscach spod pokrywy na skutek ruchów tektonicznych – najwięcej jest go w Finlandii, Kanadzie i w Brazylii.

Miasto, wzgórza i ocean u stóp Chrystusa

Pomnik Chrystusa w Rio musi być wielki, bo jest umieszczony nad miastem na 700-metrowej górze Corvocado – świebodziński twór spoczywa na 17-metrowym usypisku z kamieni, żwiru i piasku wśród dość monotonnego krajobrazu polskich pól. Chrystus w Rio de Janeiro razem z postumentem wznosi się do 41 metrów, świebodziński z usypiskiem ma wysokość 50 metrów. Nie trzeba być ekspertem, by spontanicznie zamiast zachwytu mieć wrażenie zdziwienia spoglądając na tego kolosa ustawionego przy wiejskiej drodze, na tle pól uprawnych, w kompletnie płaskim terenie. Nie będę dalej ciągnął mej krytyki, odwołam się jeszcze do opinii ekspertów.

Pomnik Chrystusa Króla w Świebodzinie

Najpopularniejszy od kilku dziesiątek lat tygodnik „Polityka” zaprosił ekspertów: architektów i innych ludzi sztuki, by wytypowali 15 nowszych najpiękniejszych obiektów architektonicznych w Polsce, a także stworzyli listę 15 arcymaszkar. Na tej drugiej liście na drugim miejscu znalazł się pomnik w Świebodzinie, a na piątym bazylika w Licheniu – następny monument wielkości bazyliki watykańskiej, ale przepaść dzieli go od oryginału, zbudowany na swoją, a nie na “chwałę bożą” przez innego proboszcza megalomana. Pomnik znalazł się na tej liście z racji “artystycznej bylejakości, demonstracyjnej skali przytłaczającej otoczenie i efektu chorej ambicji i kompletnego ignorowania wymiaru artystycznego”.

Pomnik Chrystusa Odkupiciela widziany z daleka

Inne wielkie pomniki

Chrystus z Rio nie pretendował nigdy do najwyższej figury świata – było przed nim wiele wyższych, i wiele wyższych zbudowano lub są w trakcie budowania. Najwyższą z nich jest statua Buddy z Lushan w Chinach, która razem z trzema cokołami jest wysoka na 208 metrów. Nawet figura człowieka na koniu, Chingis-chana, jednego z największych morderców w przeszłości, ustawiona w roku 2008 w Mongolii, przewyższa monument z Rio o 10 m, a niedokończona figura Szalonego Konia, wodza Indian, ciągle wycinana w skale na szczycie góry w Południowej Dakocie, zapoczątkowana przez Polaka Korczaka Ziółkowskiego i kontynuowana przez jego rodzinę, ma mieć wysokość 172 m – sama głowa wodza, już w pełni wykończona, ma 25 m wysokości.

Świebodzin i pomnik Chrystusa Króla

Twórcy munumentu w Rio

Chrystusa Zbawiciela zaprojektował Polak Paul Landowski mieszkający na stałe we Francji. W czasie budowy on był także głównym autorytetem w zespole, w którym pierwszym budowniczym był Brazylijczyk Heitor da Silva Costa, członkiem tej grupy był Francuz Albert Caquot, a Rumun Gheorghe Leonida uformował głowę. Szef grupy, wspomniany Polak, także uczestniczył w modelowaniu trudniejszych elementów statuy, jak rąk i ramion.

Pomnik waży 635 ton, dlatego trzeba go był przetransportować w częściach z pracowni Landowskiego w Paryżu do Rio i tu na górze złożyć. To wielki monument, ale pojęcie wielkości jest pojęciem względnym, bo choć Chrystus Zbawiciel ma razem z cokołem 41 metrów, oglądany jest prawie wyłącznie z daleka – ten rozmiar jest konieczny, by był widziany. Chyba najbardziej cieszą się z tego pomnika marynarze, bo nie tylko wiedzą, że także z myślą o nich został wzniesiony – to dla nich elegancka, piękna latarnia morska; widząc z daleko oświetloną figurę wiedzą, że ląd jest blisko, to cieszy, bo każdy marynarz po długiej podróży woli stawiać nogi na terra firma niż
na pokładzie okrętu.

Ceremonia ślubna u stóp Chrystusa w Rio

Paul Landowski zdobył świetne wykształcenie w dziedzinie sztuk wizualnych. Najpierw w Académie Jullian studiował malarstwo, potem był studentem jednej z najbardziej prestiżowych szkół artystycznych Ecole des Beaux Arts. Wygranie nagrody Prix Roma otworzyło mu drogę do dalszych pięcioletnich studiów we Włoszech. Potem przez parę lat podróżował po świecie nie w celach turystycznych, lecz by obserwacjami różnorodnych dzieł sztuki i architektury wzbogacać swój warsztat artystyczny. Żył w czasach trochę zwariowanych w odniesieniu do sztuki, znał całą bohemę artystyczną Paryża, gdzie powstawało większość nowych pomysłów. Wtedy to Picasso, Kandinsky, Modigliani, Diego Rivera i wielu innych próbowało nowelizować wszystko w malarstwie, rzeźbie i architekturze, tworzyli niekiedy twory dziwaczne: ciało ludzkie powykręcane, bez
oczu, elementy ciała nie zawsze umieszczone we właściwym miejscu, kolosalne malowidła na ścianach wielkich budynków, jakieś mazidła, których nawet ich twórca nie wiedział jak nazwać, itp. Landowski świadomie wybrał rodzaj sztuki zrozumiałej dla wszystkich, realistycznej. Miał wiele zamówień na pomniki i nagrobki poświęcone pamięci poległych. Zaprojektował ich około stu. Można je oglądać nie tylko we Francji, ale i w Tunezji, Szwajcarii, Chinach i kilku innych krajach.

Landowski otrzymał zamówienie na pomnik Chrystusa Zbawiciela od rządu Brazylii, choć środki na ten monument były zgromadzone przez brazylijskich katolików z inicjatywy biskupów tego kraju.

Siedem cudów świata wybranych w naszych czasach

Cristo Redentor

To oryginalna nazwa statuy w Rio – w publikacjach polskich tłumaczy się jako Chrystus Zbawiciel, a także Chrystus Odkupiciel. Powodem i okazją tego zamówienia było stulecie niepodległości Brazylii w roku 1922. Pomysł uhonorowania tej rocznicy pomnikiem Chrystusa w najbardziej eksponowanym i widocznym miejscu rodził się przez długie lata w głowach wielu Bryzylijczyków.

Dopiero w roku 1921 zawiązał się komitet organizacyjny pomnika i pod jego kuratelą zaczęto zbierać fundusze. Dobrze się stało, że mieszkańcy kraju, a nie rząd finansował to przedsięwzięcie, bo to monument mieszkańców, marynarzy i turystów, oglądany i podziwiany przez miliony każdego roku. Prace nad nim trwały 9 lat (1922-31).

Wywindowanie tego kolosa – choć w częściach – na wysoką górą, a złożenie go tam w jedną całość było przedsięwzięciem arcytrudnym. To był pomnik ludu, więc wielu ochotników chętnie pomagało w jego erekcji. Mężczyźni pomagali ekipie przy cięższych pracach, kobiety na cementową powierzchnię pomnika nakładały płytki i upamiętniały swój udział ryjąc na nich prośby wstawiennicze do Chrystusa, swoje nazwiska, datę, kiedy dana płytka była położona i przez kogo itp. Ponieważ płytki steatytowe są dość twarde więc nie można się było wryć głęboko w nie, umieszczone na pomniku wysoko nad cokołem napisy na nich nie są widoczne dla turystów znajdujących się pod pomnikiem.

Twarz Chrystusa z Rio

W czasie kongresu eucharystycznego w Rio de Janeiro legat papieski poświęcił kamień węgielny. Pierwszego odsłonięcia pomnika dokonał projektant jego oświetlenia Guglielmo Marconi. Gdy upłynęło 50 lat od początku pomysłu erekcji pomnika, Jan Paweł II w czasie swej wizyty duszpasterskiej w tym kraju w roku 1981, po jego restauracji, po raz drugi go odsłonił. Po tej restauracji były potem inne, bo pomnik na wysokiej górze bez żadnej osłony niejako zaprasza
wichry, a przede wszystkim pioruny, by go napastowały.

Choć statua Chrystusa Zbawiciela swymi wymiarami jest wielka, nie odpycha swą wielkością nawet oglądana z bliska – jest bardzo ekspresywna i ciepła. Głowa pochylona w dół patrzy na miasto i ocean, twarz melancholijna i zadumana, po prostu piękna, stworzona najprostszymi środkami artystycznego wyrazu, nie ma przerysowanych rysów (w przeciwieństwie do Chrystusa Króla), broda zlewa się z policzkami, włosy przylegające do głowy są długie do ramion, rozdzielone równo
na dwie strony – wszystko to i szereg innych zabiegów artystycznych stwarza atmosferę ciepła, bliskości, melancholii. Korpus pokryty jest tuniką, na wysokości kolan wyłania się spod niej długa szata, oba nakrycia są wymodelowane perfekcyjnie z wieloma załamaniami i fałdami jak na tkaninie, ale bez przesady.

Pomnik Chrystusa Zbawiciela sugeruje jakąś bliskość i intymność z tymi co go odwiedzają, przyciąga uwagę, nie można spojrzeć na niego obojętnie, dlatego tysiące turystów chce z bliska zobaczyć to dzieło, choć zadanie to nie jest łatwe, bo część drogi na górę trzeba pokonać pieszo, a to dość trudna wspinaczka.

Przy pomniku zbudowano kapliczkę, by dać szansę wiernym by tu, w tym wspaniałym wprost magicznym miejscu celebrować obrzędy chrzestu i ślubu – wielu z tego korzysta. To musi być wyjątkowo emocjonalna ceremonia dla par przyrzekających sobie wieczną miłości pod łaskawym spojrzeniem Chrystusa z figury. Gdybym się kiedyś wybrał do Rio, i miał do wyboru albo wejść na górę i z bliska przyjrzeć się Chrystusowi Zbawicielowi, albo uczestniczyć w głównej atrakcjii tego miasta – obchodzie kanawałowym, bez chwili wahanie wybrałbym tę pierwszą opcję.

Pomnik na szczycie góry trzeba, jak wspomniałem, od czasu do czasu restaurować. Największe szkody wyrządziły pioruny w 2008 roku. Intensywne usuwanie szkód trwało cztery miesiące – trzeba było nie tylko naprawić go z zewnątrz, ale poprawiać konstrukcję żelbetonową, nawet wymieniać niektóre metalowe pręty wewnątrz. Doszykowany monument, uodporniony na wodę z
deszczów uroczyście poświęcono w 2010 roku, ale pioruny zapominają o tym, że powinien być chroniony, bo to obiekt religijny, i w roku 2014 nieco podniszczyły na nowo pomnik, między innymi odtrącając jeden palec z ręki.

Tu na górze podziwowi towarzyszy zaskoczenie, bo z tej odległościi dostrzega się dodatkowe jego walory artystyczne. Dlatego gdy w r. 2007 pomnik został uznany za jeden z siedmiu na nowo wybranych drogą ankiety cudów architektonicznych świata, nie wywołało to zdziwienia czy zaskoczenia, raczej tylko radość. Znalazł się w świetnym towarzystwie: Wielki Mur Chiński, Petra w
Jordanie, rzymskie Koloseum, Machu Picchu w Peru, Chichén Itzá w Meksyku i Tadż Mahal w Indiach.

Władysław Pomarański

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

1 Comment

  1. Maria Kulpa on

    Panie Pomaranski, jest pan niesamowicie zarozumialy. Co panu przeszkadza ten pomnik? Co pan ma do proboszcza ze Swiebodzic? Chwali sie pan swoim zyciorysem, ale zadnego pomnika pan nie wybudowal. Dlaczego krytykuje pan to, co inni zrobili. Moze to nie jest takie doskonale, ale kazdy robi na miare swoich mozliwosci. Ten proboszcz wybudowal go tak i niech tak bedzie.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.