Palenie książek już było. A w Polsce znowu pali się książki. (Na pocieszenie – Złote Sowy)

4

Z cyklu: Z 8-go piętra

Tylu sów, co w miniony weekend, Wiedeń już dawno nie widział, pewno rok temu przeżył podobne „zasowienie” czy „sowowanie”. Zasowienie owo Złotymi Sowami, czyli nagrodami Klubu Inteligencji Polskiej w Wiedniu, nazywanymi „Oscarami Polonijnymi”, było wyjątkowym przeżyciem i spotkaniem. Ci, którzy przeżyli tę radość kiedyś, wiedzą o czym piszę, pozdrawiam Małgosię P. Bonikowską i Mirka Połatyńskiego z Kanady, kilka lat temu bowiem zostali zaproszeni do „złotosowiego grona” i nagrodzenia statuetkami Złotej Sowy Polonii.

Spotkanie nieznajomych, po części znajomych Twórców kultury, Działaczy, Artystów, Intelektualistów, polskich emigrantów działających w różnych dziedzinach organizuje Jadwiga Hafner. Co roku od czternastu lat wiosną w Wiedniu jak ptaki z dalekich miejsc zlatują się, zjeżdżają, schodzą, by usłyszeć symboliczne „dziękuję”, „doceniam to, co robisz”, „nie jesteś sam”, „brawo!” Najdalej mają, co praktyka lat pokazuje, ci z Wiednia – twórcy i władze.

Te wszystkie wszak symboliczne słowa są bardzo często ważniejsze niż inne splendory, bo przyznawane są przez podobnych im emigrantów, z życzliwością i szacunkiem, z dala od rzeczywistego i wyimaginowanego polonijnego „piekiełka”. Złote Sowy wędrują do rąk twórców czy działaczy, ludzi zainteresowanych czymś więcej, niż pełny talerz, ale dzielących się właśnie swoimi talentami z ludźmi na obczyźnie, w kraju z wyboru, z przypadku. Czasem w kraju, w którym znaleźli się, bo tak historia zdecydowała i tam się urodzili, np. w Mołdawii, jak Helena Usowa, gdzie pielęgnują polskość, wyobrażenie Ojczyzny, język rodziców, dziadów.  

Zaczynam od Heleny, bowiem wielu takich skromnych osób, które jak ona (szefowa polskiej gazety Jutrzenka, organizatorka życia polonijnego na północy Mołdawii, inicjatorka wielu kulturalnych wydarzeń) najzwyczajniej nie znamy. A tworzą piękne, ponadpokoleniowe wydarzenia, pokazują swoją polskość nie krzykliwą, nie buńczucznie patriotyczną, a taką łączącą, aktywizującą, może lepszą, niż jest ona w ojczyźnie na co dzień. I wobec życia w regionie jednak nie rozpieszczonym stabilnością, obywatelskimi i demokratycznymi rządami, rozpieszczanym może wspaniałym winem, utrzymują radość i robią swoje. Na tyle, na ile mogą.

Muszę powiedzieć, że spotkania emigrantów z najwyższych półek intelektualnych, artystycznych i człowieczych, jakimi są osoby nagradzane Złotymi Sowami, ludzi z Paryża i Sztokholmu czy Londynu, Berlina czy właśnie Bielic z Mołdawii zgodnie każą nam niżej pochylać głowy wobec tych działających właśnie w nieznanych Bielicach. To, czego dokonuje Helena Usowa i Polacy w Mołdawii pokazuje, że nie ma poziomu trudności, którego nie można pokonać, jeśli chce się pielęgnować tożsamość, pamięć, nie trzeba do tego wielkich biur i „narodowych” telewizji ani wielkiego hałasu. Na pewno jednak potrzeba choć trochę pieniędzy, i dobrze, że przynajmniej tam ich nieco płynie poprzez Senat, a nie giną w dziurawym garze polskiej telewizji Jacka Kurskiego czy komisjach od wyimaginowanych wydarzeń i kościelnych bezwstydnych „dziełach” ojca Rydzyka. Tym bardziej, że polski Kościół zaczyna palić książki rękami księdza egzorcysty w Gdańsku.

Usowa pokazała nam inne proporcje… Zresztą tak, jak Jaga Hafner, mimo, że działa w centrum europejskiego zamożnego kraju, w którym pokazuje i łączy Polaków, ludzi nieszablonowych, niepokornych, ambitnych, wolnych od przymilania się politycznego, jest może bardziej samotna niż Helenka Usowa tam, w Mołdawii. Hafner robi to właściwie sama z pomocą przyjaciół-wolontariuszy, na własny (i męża) koszt, misyjnie. Wspaniale, że może liczyć na życzliwość polskiej stacji naukowej PAN i dyrektora Bogusława Dybasia oraz jego zastępczyni, Agnieszki Kościuszko.

Mówiliśmy na Gali Złotych Sów 30 marca, w sobotę, podczas uroczystości w Polskiej Akademii Nauk o książkach, o słowach, o obrazach, o wolności myślenia. Następnego dnia w Polsce ksiądz spalił książki, zaprosił do tego dzieci. A polscy nacjonaliści hajlowali w „świętym” miejscu, w Częstochowie, palili pochodnie i kler tamże cieszył się, że ma takich patriotów u siebie.

Boże, a raczej Człowieku, chroń Polskę!  

Aż odechciewa się pisać o pięknych ludziach, o muzyce Adama Makowicza, o jego maestrii i wolności, którą w muzyce dla siebie wybrał, o jego wspaniałej, otwartej na ludzi żonie, Joannie Makowicz, znakomitej skrzypaczce, która odebrała Złotą Sowę i podzieliła się cudowną opowieścią o Makowiczach oraz o smyczku Henryka Wieniawskiego, który ma, którym grywa.

O Tomaszu Koniecznym, wspaniałym śpiewaku operowym, bas-barytonie, cenionym wykonawcy niemieckiej muzyki. O młodych, pracowitych i skromnych twórczyniach filmowych z Londynu, z dokonaniami na koncie, których dziecięcy aktor zdobył tzw. dziecięcego Oscara w ubiegłym roku. To Aleksandra Czenczek i Adriana Kulig.

Książki zbierano, by następnego dnia je pod kościołem spalić, a my jeszcze nieświadomi cieszyliśmy się w Wiedniu pisarkami, autorkami książek otwierających na nowe światy, Iloną Wiśniewska z  Norwegii i Beatą Gołembiowską z Kanady, która właśnie pracuje nad rozmowami z ludźmi, m.in. działaczami Solidarności, którzy wpłynęli 30 lat temu na wolność w Polsce. Beato, spiesz się, bo może Twoja książka też trafi na stos!

Jeszcze rozmawialiśmy o wydarzeniach z 1968 roku z Maciejem Zarembą, laureatem Złotej Sowy, emigrantem z 1969 roku, znakomitym dziennikarzem, reportażystą szwedzkim. O tym, jak jego dziennikarska robota przyczyniła się do odkrycia tematu eugeniki szwedzkiej, legalnie dokonywanych zabiegów sterylizacji ludzi „mniej wartościowych” i do wykluczenia takich działań w przyszłości. O wadze słowa. A stosik był szykowany…

Wojtek Siudmak z Paryża, malarz, realista fantastyczny, mistrz wyobraźni, ceniony twórca francuski pochodzi z Wielunia. Jeszcze rozmawialiśmy o Nagrodzie Pokoju, którą przyznaje wraz z grupą ludzi, o trudnościach w porozumieniu w jego mieście rodzinnym, które chciałby uczynić „miastem pokoju”, a tu takie niedzielne okropności. Palenie książek na stosie i nacjonaliści w Częstochowie.   

Polska rzeczywistość bardzo poważnie przeraża i powinna nas otrzeźwić, bo to przestają być żarty. Palenie książek, bezkarność faszystów polskich wspieranych przez purpuratów, podobnie bezkarnych za swoje przestępstwa pedofilii, palenie kukieł Żyda i podobizn europosłów. Nie jest mi z tym dobrze tu, w Wiedniu. Gdzie także nie jest dobrze…

Beata Dżon Ozimek

Od redaktor naczelnej:

I tam właśnie, u gościnnej Jadwigi Hafner w Wiedniu, na niezapomnianej gali wręczenia Złotych Sów (który to honor dzieliłam z wieloma wspaniałymi osobami z całego świata, min. moim kolegą filmowym Vladkiem Juszkiewiczem z Los Angeles), poznałam Autorkę tego tekstu i felietonów z cyklu “Z 8. piętra”. To było jedno z tych spotkań, kiedy czuje się jaby znało się kogoś od lat, jakby nadawało się dokładnie na tych samych częstotliwościach. I tak to było kiedy poznałyśmy się z Beatą Dżon Ozimek 🙂

A Jadwidze Hafner – jak zwykle “chapeau bas” za jej poświęcenie i oddanie sprawie, za Złote Sowy i Jupitera. Masz niezwykłą energię, Jadwigo!

A tegorocznej laureatce Beacie Gołembiowskiej, naszej wieloletniej współpracowniczce, znakomitej pisarce, życzymy dalszych sukcesów i wieleu wielu nagród. I czekamy na książkę.

Coraz więcej nas “Gazetowych” piór w Wiedniu dostaje Złote Sowy – ja, Edward Wójciak, Beata i Joanna Sokołowska-Gwizdka. A do tego wielu bliskich “Gazecie” artystów z Kanady – Mirek Połatyński, Maria Nowotarska i Agata Pilitowska! Wszystkich Was kocham i gratuluję!

Małgorzata P. Bonikowska

A tu fotka z gali Złotych Sów w Wiedniu:

Gala w Wiedniu

 

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

4 Comments

  1. Danuta Wypich on

    Przez przypadek trafiłam na tą gazetę w internecie, szukając informacji o emeryturach osób mieszkających za granicą a kiedyś pracujących w Polsce. I jestem zszokowana informacją o paleniu książek w Polsce. Nic takiego nie miało miejsca, kto Pani Beacie Dżon Ozimek podał taką informację. Czy Pani Beata Dżon Ozimek była w Częstochowie? widziała to na własne oczy?. Tak się rodzą “fake neewsy”. Kto wam płaci za podawanie takich informacji. To, że w Paryżu leją robotników wam nie przeszkadza? Tam nić się nie dzieje wg. Pana Timermansa. Wyjechaliście z Polski dobrowolnie czy nie z własnej woli nie upoważnia was do szkalowania mojej ojczyzny. Gdy nas w 81 r. Komuna pałowała wy spokojnie mieszkaliście za granicą. Więc proszę nie nazywać polskich katolików faszystami, bo w Gliwicach ustawka z urodzinami Hitlera nie była z inspiracji katolików a telewizji TVN co zostało bezsprzecznie udowodnione.

  2. Beatko, dziękuję za kilka słów o mnie oraz za jak zwykle ciekawą lekturę reportażu. Wspominam bardzo miło nasze spotkanie we Wiedniu i wspaniałą Galę Złotych Sów, tak świetnie przez Ciebie poprowadzoną. Co do palenia książek – to już mnie nic nie zaskoczy, jeśli chodzi o polski kościół. Wprawdzie jest jeszcze w nim trochę mądrych księży, ale to jednostki – tak przynajmniej mi się wydaje. Z jednym z nich, z ojcem Ludwikiem Wiśniewskim miałam niedawno wywiad, jakże ożywczy i mimo wszystko dający nadzieję. Właśnie piszę relację ze Złotych Sów do Gazety.

    • Danuta Wypich on

      “Nie ma większej agonii, niż tłumić w sobie nieopowiedzianą historię”. Piękny cytat, więc może opowie Pani też historię o obozie w Świętochłowicach-Zgodzie, o ludziach tam zamęczonych, i jego komendancie Solomonie Morelu, który do śmierci otrzymywał emeryturę przekazywaną mu do Izraela od państwa polskiego, zamiast pisać, że w Polsce w Częstochowie księża faszyści palą książki. Mieszkam tu od urodzenia i nic takiego się nie działo. Natomiast telewizja TVN, która jest własnością koncernu Axel Springer urządziła w Gliwicach ustawkę z urodzinami Hitlera co zostało bezsprzecznie udowodnione. Tylko po to by szkalować moją ojczyznę. Zamieszki we Francji Pani nie przeszkadzają? To, że tam tłuką ludzi do krwi też? Życzę Pani dobrego samopoczucia. Póki co to w moim kraju jest najwięcej wolności. Tu nikt nikogo nie wysadza, nie pali się kościołów, nie burzy ich, nie pali synagog i meczetów i zborów prawosławnych.

  3. Beata Dzon on

    Małgosiu, tak, to spotkanie wowczas w Wiedniu z Tobą było niezwykle i trwa!!! Bardzo się cieszę i dziękuję Jadze Hafner i Tobie. Właśnie siedzę ood Bibl Narodowa na Heldenplatz w Wiedniu, słucham Voices, specjalnie skomponowanych brzmien rok temu na wspomnienie Anschlussu Austrii i skutków rządów nazistowskich i witanego tu frenetycznie Hitlera… Bardzo to dla mnie symboliczne, a pisze to na szczęście do wolnego medium, Gazety… Wolno mi. Wciąż. Pozdrawiam serdecznie

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.