Bohaterski i ciekawy Chełm (2)

0

Z cyklu: Romans z historią

Zabytki

To bardzo sympatyczne miasto, ma wiele do zaoferowania turyście. Jest miastem
granicznym, bo do Ukrainy tylko 50 km, więc nie ma tu tłoku, nie ma hałasu, nie ma
problemu z pokojem hotelowym, czy wolnym miejscu w restauracjach – sytuacja
odwrotna do tej na granicy zachodniej.

Już w XVII w. niejaki Jakub Susza zauważył, że miasto „powietrzem wielce zdrowym y wesołym od Boga jest obdarzone”. W przeciwieństwie do słynnego Zamościa jest ciekawiej położone, bo na terenie lekko pagórkowatym, otoczone zielenią lasów i żyznymi polami pszenicznymi. Chełm widziany z góry jest bardzo kolorowy: wielokolorowe dachy wielokolorowych kamieniczek.
Trudno spodziewać się w mieście tak sponiewieranym przez historię wielu starych
zabytków. Dużo z nich zburzono lub spalono w czasie oblężeń, wojen, a wiele z nich już
w połowie XX wieku zmieniło swe przeznaczenie: stara cerkiew stała się muzeum,
synagoga restauracją. Tak je obdarto ze wszelkich charakterystycznych i ozdobnych
elementów, że trudno dziś patrząc na te budynki odgadnąć ich oryginalną funkcję.

Dzielnica Dyrekcja w Chełmie

Chełmska Górka

Punktem centralnym miasta jest Chełmska Górka. Gdy ktoś wchodzi do centrum
z kilku kierunków, musi się na nią natknąć. Tu powstał pierwotny gród. Młodzież szkolna
usypała w centralnym miejscu Górki kopiec, na nim postawiono potężny krzyż, który
góruje nad całym miastem. Nadano kopcowi nazwę Wysokiej Górki. Na tym dokładnie
miejscu stało kiedyś zamczysko i cerkiew wybudowane przez króla halicko-wołyńskiego
Daniela oraz kamienna wieża z XIV wieku – ślady tych budowli w formie fundamentów
ukryte są dziś pod ziemią. W pobliżu Wielkiej Górki główną budowlą jest piękna
barokowa świątynia będąca centrum życia religijnego miasta i okolic. Tu w dniu
Narodzin NMP wierni ściągają z daleka, ale nie brak oczywiście chełmian ze wszystkich
parafii miasta i jego okolic. To jedna z największych i najbardziej znanych w diecezji
lubelskich parafii, a także siedziba dekanatu Chełm Wschód.


Kościół na Górce

Dwa kościoły: ten wspomniany na Górce, dzisiaj już bazylika NMP, i oddalony o kilometr
od niej kościół Rozesłania Świętych Apostołów. To największe skarby miasta.
Zaprojektowane były przez Pawła Fontanę. Pierwszy z nich w pierwszej połowie XVIII
wieku zbudował Tomasz Rezler.

To wspaniała trójnawowa świątynia z nawą poprzeczną, czyli transeptem, z kopułą na
skrzyżowaniu naw, z dwuwieżową fasadą i kryptami dla zasłużonych chełmian pod
prezbiterium i pod nawą poprzeczną. Wybudowana elegancko i z rozmachem w stylu
barokowym była świadectwem entuzjazmu unitów, którym pozwolono wrócić do kościoła katolickiego z zachowaniem ich liturgii, języka, zwyczajów.

Chełmska bazylika

Była ich katedrą, a Chełm siedzibą diecezji. Niestety nie zachowała długo swojej wspaniałości i
oryginalności. W niecałe pół wieku po wybudowaniu spłonęła, a po odbudowie nie
wróciła w pełni do swego oryginalnego piękna. Prześladowania i likwidacja unitów po
Powstaniu Styczniowym zakończyło się przekazaniem kościoła w ręce prawosławnych. Ci
nie tylko zmienili ikonostas i polichromię wnętrza, ale przebudowali go także od
zewnątrz, dodając do fasady typowo bizantyjską ozdobę zwaną „oślimi grzbietami” i
dobudowując do wież cebulaste kopuły. Od 1919 roku to już kościół katolicki (wrócił do
prawosławia tylko na okres II wojny światowej), uległ znowu gruntownej renowacji.
Dziś tylko same mury zachowały styl barokowy, prawie wszystkie inne elementy tego
stylu znikły.

 

Fronton kościoła Rozesłania Apostołów

Z dawnego kościoła unickiego zostało jedynie srebrne antepedium, czyli
ozdoba dolnej części ołtarza przedstawiająca hołd Jana Kazimierza składany Matce
Boskiej Chełmskiej po zwycięskiej bitwie pod Beresteczkiem w 1651 r. Oryginałami są
także dwa duże obrazy Ukrzyżowania i postaci św. Onufrego. Dramatyczną historię ma
obraz główny, a faktycznie ikona Matki Boskiej Chełmskiej. Była przenoszona w różne
miejsca świątyni, a nawet poza nią, ginęła, odnajdowywano ją, ostatecznie znalazła się w
muzeum w Łucku; wreszcie w pełni odrestaurowana jest tam udostępniona publiczności
od 2000 roku. Bazylika musi się zadowolić tylko kopią tej ikony umieszczoną nad
głównym ołtarzem. Mimo tych przeróbek najczęściej deformujących styl budowli, to
ciągle piękna, majestatyczna świątynia.

Mimo swej imponującej wielkości bazylika wyglądałby jak „sierota” na tej wielkiej wielohektarowej Górce gdyby nie towarzyszyły jej inne budowle otaczające ją z trzech stron, podkreślające jej pierwszeństwo nie tylko religijne ale i architektoniczne na tej przestrzeni. Są nimi dawny klasztor bazylianów zbudowany jeszcze przed świątynią barokową, wielokrotnie przebudowywany, pałac
biskupów unickich, dwudziestowieczny budynek Bractwa Bogarodzicy, dzwonnica,
organistówka, budynki gospodarcze klasztoru zamienione na dom pielgrzyma, w którym
się zatrzymuję kiedy tylko jestem w Chełmie i zabytkowa brama Uściłuska z początków
XVII w.

Jedna ze stacji Drogi Krzyżowej na Chełmskiej Górce

Gospodarz Górki

W Chełmie jeszcze jako student byłem dwa razy. Górka z wyjątkiem kościoła była
zaniedbana. Nie dziwiłem się temu – według mej oceny tereny należące do parafii nie
była dużo mniejsza od Państwa Watykańskiego. Komunistyczne władze nie sypały
groszem na konieczne restauracje zabytków, a datki z tacy wystarczały tylko na
prowadzenie bieżących spraw gospodarczych parafii. Duża część budynków parafialnych
była opuszczona. Potrzeba było albo dużo pieniędzy, albo jakiegoś dobrego zarządcy.
Taki się znalazł w diecezji. Był nim mój najlepszy przyjaciel z czasów mego pobytu w
Polsce ksiądz Kazimierz Bownik. Zaprzyjaźniliśmy się jeszcze w czasach studenckich. Pół
wieku nie zniszczyło ani nie osłabiło tej przyjaźni. Szybko odkryto, że jest nie tylko
świetnym kaznodzieją, wprost natchnionym rekolekcjonistą i katechetą młodzieży.
Okazało się także, że poza zdolnościami pedagogicznymi i krasomówczymi potrafi organizować budowanie i odnawianie starych budynków i instalacji. W okropnych ponurych czasach stalinowskich, kiedy łatwiej było kupić pytona czy egzotyczną małpę niż płytki dachowe czy cegły, on to jakoś umiał „organizować”. Jego osobista kultura, serdeczność i otwartość do ludzi przebijały mury: urzędnicy gminni czy powiatowi materiały te dostarczali, z narażeniem się na kolegium lub wyrzucenie z pracy, więc często okrężną drogą poprzez ludzi co za wzorowe „obowiązkowe dostawy” byli wynagradzani tymi „luksusami”. Doceniono go: co jakiś czas spadały na niego różne kościelne honory, co go nie cieszyło, raczej ambarasowało. Ksiądz Kazio jest w Chełmie ponad 30 lat. Kilka lat temu pojechałem na uroczystość jego przejścia na emeryturę. Chełmu nie opuścił, wymościł sobie mieszkanko w budynku dawnego zakonu bazylianów i tu chce
dożyć reszty ziemskich dni. Po nominacji na proboszcza w Chełmie zabrał się do pracy
budowniczego. Dla zdobycia funduszów wynajął organistówkę urzędowi miasta, oddał
miastu kawał Górki – dziś to najpiękniejszy park miejski w Chełmie. Sprowadził do
parafii zakonnice, które zasiedlając dawny pałac biskupi zajęły się katechezą,
działalnością charytatywną, pielgrzymami, usługą przy kościele. W dawnym budynku
gospodarczym zakonu urządził, jak wspomniałem, dom pielgrzyma: bardzo potrzebny,
bo Górka jest jednym z najpopularniejszych miejsc pielgrzymkowych w diecezji.
Wszystko trzeba było odnawiać, nawet dzwonnicę gruntownie przebudowaną tuż przed
II wojną światową, stojącą na tym miejscu od 1878 roku, jeszcze raz doszykować.
Podobna jest z wyglądu do wieży kościelnej – wysoka, no i na wzniesieniu, więc widok z
niej na Chełm i okolicę wspaniały. Mimo nieodległej w czasie przebudowy nie mogła być
wykorzystana turystycznie: belki wzmacniające schody były spróchniałe, więc dzwonnicę
trzymano pod kluczem i tylko pojedyncze osoby mogły wejść na górę. Wśród innych
robót budowlanych kolega umocnił wnętrze dzwonnicy. Już jako infułat (najwyższy tytuł
przed tytułem biskupim, nawet w infule biskupa mógł paradować, gdyby miał taką
fantazję) poproszony został przez młodego parafianina by udostępnił mu wejście na
wieżę, bo chce się tam swej pannie oświadczyć. Oświadczyny się odbyły tak jak trzeba:
na klęczkach, z pierścionkiem, kwiatami (wcześniej zaniesionymi na wieżę). Panienka
oszalała z zachwytu. Było to tak piękne, tak romantyczne, tak oryginalne. Chłopiec
przyznał się, że w tym „spisku” uczestniczył proboszcz. Właśnie pod wieżą czekał na
klucze. Pierwsza z wieży jak sarenka wyskoczyła narzeczona, rzuciła mu się na szyję i o
mało poważnego i czcigodnego księdza infułata nie powaliła na ziemię. Infułat trzymał
ten incydent w tajemnicy, ale po parafii rozeszło się, że właśnie na wieży najpiękniej jest
się oświadczać. Nie raz był proszony o klucze, ale ubezpieczył się przed czyimś nowym,
niespodziewanym atakiem wdzięczności nie czekając już pod wieżą na końcówkę
ceremonii; zamykał się w mieszkaniu i prosił zostawiać klucze w skrzynce pocztowej.

Upłynęły lata, wszystkie budynki na Górce zostały odnowione i doszykowane. Trzeba
teraz było zagospodarować duże obszary poza ich parametrem. Wymyślił i stworzył tzw. rosarium, czyli żywy różaniec. Żywy, bo to już nie paciorki, ale pelegrynacja z miejsca na miejsce na zewnątrz, w naturze. Wszystkie tajemnice różańca repretentowane są w terenie ozdobnymi krzewami, od jednej do drugiej prowadzi zielony szpaler. To też różaniec, ale ogromny, na trawie. Ludzie chętnie uczestniczą w tej formie modlitwy.

Dziełem jego życia jest zbudowanie Drogi Krzyżowej na zachodniej stronie wzgórza.
Stacje tej Drogi Krzyżowej to figury naturalnej wielkości, a każda jest dziełem unikalnym
zaprojektowanym przez znanego w Polsce artystę Jacka Kicińskiego z Siemianowic
Śląskich. Odlewano je w brązie w pracowni Tomasza Rossa w Zakopanem. W tych
artystycznych tworach tradycja zlewa się z nowoczesnością. Tak oryginalnej Drogi
Krzyżowej nigdzie na świecie nie widziałem. Moja żona, jej siostra i siostrzenica z Polski,
poznały osobiście Kazia, są zafascynowane tym artystycznymi tworemi. Musiałem co
jakiś czas dzwonić do niego, bo panie czekały podniecone, by coś nowego ciekawego,
artystycznie pięknego zobaczyć przynajmniej na zdjęciach, czy już nowa stacja dotarła na
Górkę i jak wygląda? Tego typu telefony stały się już nieaktualne, bo wszystko
zainstalowane, a wspomniany potężny krzyż na najwyższym wzniesieniu Górki spełnia
rolę ostatniej stacji,

Kazimierz Bownik przy Janie Pawle II w Polsce

Górka Chełmska teraz uporządkowana, zagospodarowana, odnowiona jest wielką dumą
Chełma. W cieniu rozłożystych drzew na licznych ławeczkach (też pomysł ks. Kazimierza)
w każdy dzień tygodnia, w każdej porze dnia odpoczywa wielu chełmian, w tym także
uczniowie zaczytani w swoich skryptach czy książkach szykujący się do egzaminu czy
sprawdzianu. Długoletni gospodarz Górki ks. Kazimierz stał się bardzo poważanym
obywatelem tego miasta, choć osobiście zapiera się tego jak jakiejś wstydliwej choroby.
Kilkanaście lat temu wracając do Chełma z wycieczki do Lwowa w drodze powrotnej
miałem przyjemność siedzieć w autokarze z mieszkańcem tego miasta, sympatycznym,
inteligentnym starszym człowiekiem. Opowiadał mi w czasie trzygodzinnego przejazdu
dzieje swego życia, internowanie jako członka Solidarności, nieco póżniej komuniści
wymyślili na niego jakiś hak, by go przymknąć w więzieniu. Był za uczciwy by ubiegać się
o jakieś intratne stanowiska za czasów rządów przedstawicieli Solidarności, bo uważał,
że swoich zasług jako patrioty nie mógł wykorzystać jako materiału przetargowego w
poprawieniu swej materialnej egzystencji. Był to raczej monolog niż dialog. Pod koniec
podróży zainteresowało go kim jestem i skąd przybywam na te tereny, bo zaskoczyło go,
że tak dobrze umię słuchać. Powiedziałem że jestem z Kanady i jestem gościem mego
serdecznego przyjaciela księdza Bownika. Z wrażenia aż podniósł się z siedzenia. Nastąpił
następny, już niezbyt długi monolog, o zasługach tego człowieka dla ziemi chełmskiej, bo
trzeba było opuścić autokar.

Kościół Rozesłania Świętych Apostołów

Schodząc z Górki na rynek miejski, przy jego zachodnim krańcu nie sposób się nie
natknąć na inną perłę baroku w mieście, dla specjalistów sztuki jeszcze ciekawszą niż bazylika mariacka. To kościół Rozesłania Świętych Apostołów. To także dzieło Pawła Fontany projektowane i budowane prawie 20 lat później niż wspomniana bazylika. Człowiek ten był już wtedy u szczytu swej sławy, więc dano mu absolutnie wolną rękę w przygotowaniu projektu tej świątyni. Dlatego jest budowlą jeszcze bardziej pomysłową, niepowtarzalną, zaskakującą swymi rozwiązaniami architektonicznymi niż inne jego dzieła. Odważę się powiedzieć, że to najpiękniejszy i najoryginalniejszy kościół późnego baroku w Polsce. Nie wchodząc w szczegóły powiem tylko że jest to świątynia na planie wydłużonego ośmioboku, z wklęsło-wypukłą fasadą, ze skośnie ustanowionymi dwoma wieżami.

Ciekawy jest podział przestrzeni wewnętrznej. Przestrzeni nawy głównej
poporządkowane są cztery niższe, wśród nich prezbiterium, a tym czterem płaszczyznom
inne cztery przestrzenie tworzące kaplice. Wszystko to to nie jakiś galimatias; te
odważne pomysły są pięknie zgrane, tworzą jeden organizm, prawdziwą hierarchię
przestrzenną. Nie trzeba być profesorem historii sztuki by zauważyć w świątyni i inne
bardzo odważne rozwiązania architektoniczne późnego baroku jak np. zdwojone pilastry
z kapitelami już w stylu rokoko, szerokie profilowane belkowanie, grzyms faliście
wygięty nad arkadami i szereg innych zaskakujących pomysłów. Polichromia całego
wnętrza to dzieło innego artysty, malarza króla Augusta III, Józefa Meiera. By nikt nie
miał wątpliwości kto tak pięknie upiększył ten kościół zostawił przy wejściu osobisty
podpis: „Josephus Meier pinxit 1758”.

Wnętrze kościoła Rozesłania Apostołów

Obok licznych polichromii wykonanych metodą al fresco i al seco nie brak na ścianach świątyni innych typowych dla baroku dekoracji jak iluzoryczne krajobrazy, kwiatony, girlandy, muszle, itp. Kościół ten powstał w ramach konkurecji zakonów rzymsko-katolickich z unitami. I tak reformaci zbudowali swoją elegancką świątynię, a pijarzy, zakon specjalizujący się w zakładaniu i prowadzeniu szkół dla młodzieży, tę właśnie świątynię. Poza nią zbudowali wewnętrzną kaplicę w swym
klasztorze służące dziś za plebanię, oraz kolegium, czyli szkołę dla podopiecznych żaków
które stało się siedliskiem muzeum miasta Chełma. Budowano ten kościół z wielkim
rozmachem, co oczywiści powiększało koszty, bo pijarzy byli nie tylko dobrymi
wychowawcami młodzieży, ale świetnymi mistrzami perswazji. Zgromadzili wokół tego
monumentalnego dzieła tak słynnych ludzi swoich czasów jak marszałka wielkiego
koronnego i poetę Wacława Rzewuskiego, biskupa kijowskiego Franciszka Olęckiego, a
przede wszystkim bogatą wdowę podsędkową chełmską Mariannę z Radzymińskich
Wolską. Ta sypnęła groszem najobficiej. Hojnymi byli także przedstawiciele tak
znakomitych rodów jak Kuniccy, Komorowscy, Zajdlerowie i kilku innych. Kościół ten
stanął na miejscu drewnianej świątyni ufundowanej przez Władysława Jagiełłę jako
wotum wdzięczności za zwycięstwo pod Grunwaldem, a dlatego w Chełmie, bo
chorągiew tego miasta pod znakiem białego niedźwiedzia wyjątkowo dzielnie walczyła
na polu bitwy. Rzeczą wprost prawie cudowną jest to, że kościół ten dochował się do
naszych czasów w stanie w jakim go zbudowano; przechodził tylko przez kilka renowacji.
Na przestrzeni tych kilku wieków był cały czas w rękach katolików.

Rynek Chełma

Rynek miejski jest bardzo kolorowy, różnorodny i ciekawy. Kamieniczki nie są co prawda
tej klasy co te na rynku Zamościa czy Kazimierza Dolnego. Fasady kamieniczek
chełmskich, najczęściej w stylach klasycystycznym i secesyjnym cieszą oko. Ciekawymi i
rzucającymi się w oczy ozdobnikami rynku jest stary, chyba ponad stuletni kiosk i dużo
starsza studnia miejska.

Cerkiew Chełma

Chełm ma ciągle czynną cerkiew pod wezwaniem św. Jana Teologa Ewangelisty,
co na ziemi lubelskiej jest raczej rzadkością. Ona razem z cerkwią w Lublinie jest siedzibą
prawosławnej archidieceji lubelsko-chełmskiej. Widziałem na ulicach miasta
arcybiskupa, chyba funkcjonuje pod imieniem Abel. Zrobił na mnie ogromne wrażenie
swoją potężna figurą o wadze grubo ponad 200 kg. Dowiedziałem się, że to już mocno
odchudzony arcybiskup, wrócił właśnie z kuracji w czasie której stracił 60 kg. Było to we
wrześniu 2009 r. Przypadkiem w jakimś programie TV Polonia zobaczyłem go niedawno.
Moim zdaniem znowu kwalifikuje się w pełni do nowej kuracji. No, ale nie o arcybiskupie
chciałem tu pisać, lecz o jego świątyni. Choć zbudowana dość póżno, bo w połowie XIX
wieku, jest bardzo malownicza i architektonicznie ciekawa. Stoi na planie krzyża
greckiego, jest pięciokopułową z ciekawym ikonstasem wewnątrz – twór malarza
warszawskiego Bonawentury Dąbrowskiego. W pobliżu cerkwi znajduje się
klasycystyczna dzwonnica i plebania w tym samym stylu, obie budowle też z połowy XIX
wieku. Dawne prawosławne seminarium duchowne zajmuje dzisiaj liceum
ogólnokształcące. Chełm ma wiele innych ciekawych obiektów, jak choćby n ietypową dzielnicę miejską o nazwie Dyrekcja, wspomniany kościół i klasztor reformatów, kilka innych nowoczesnych
kościołów parafialnych: miejskich i podmiejskich, oraz różne inne perełki rzucające się w
oczy, gdy bez pośpiechu spaceruje się uliczkami jego starówki.

Chełmska cerkiew

Nietyypowy zabytek i jego opiekun

Niezwykle ciekawej i oryginalnej atrakcji miasta trzeba szukać jednak po ziemią. Cały
Chełm jest zbudowany na skale kredowej i ta skała czyni to miasto fenomenem na skalę
światową, bo skała ta ma w sobie 99 procent czystej kredy. Kopanie tejże kredy
rozpoczęto prawie od momentu powstania grodu, a już na dużą skalę od XV wieku. To
cenny materiał nie tylko jako pisak na tabliczkach średniowiecznych żaków, używano ją
do wyrobów dawnych produktów poprawiania urody, nawet do czyszczenia zębów, jeśli kto wpadł na taki luksusowy pomysł i czuł taką potrzebę, ale także usuwano kredę przede wszystkim z tego powodu, by mieć ogromną lodówkę pod domem, bo piwnice kredowe utrzymują stałą temperaturę około 6 stopni Celsjusza. Miasto bogaciło się, a na powierzchni bogaci kupcy nie mieli wystarczająco miejsca na składowanie swoich dóbr – piwniczki stały się więc idealnym miejscem magazynowania. To i co, że dobra składowane niekiedy utytłały się kredą, to zawsze można było doczyścić. Ważną funkcją tych piwniczek było także to, że służyły jako miejsca schronień w czasie wojen i
najazdów. Chyba dla celów bezpieczeństwa stworzono legendę, że po tych piwnicach
przechadza się duch wielkiego białego niedźwiedzia, który nie okazuje litości komuś, kto
tam zabłądzi.

I Tatarzy i Kozacy i inni najeźdzcy jak np. Jaćwingowie, Turcy. Moskale, Litwini byli ludźmi bardzo przesądnymi, wierzyli w te opowiastki. Nic nie jest jednak doskonałe na tej ziemi. Co chciwsi właściciele kamienic zaczęli się podkopywać pod domy innych, stąd kłótnie, bijatyki, rozprawy sądowe. Prawie całe stare miasto zostało podkopane, domy i ulice zaczęły się zawalać. Zakazano dalszej ekploatacji, i tylko na terenach niezamieszkanych Cementownia Chełm dalej kopie kredę, pewnie jest jej potrzebna w procesie tworzenia lepszego cementu. Dla celów obronnych zaczęto
przekopywać przejścia między piwnicami, by uciec jak najdalej od zagrożenia na
powierzchni.

Podziemie kredowe

Spelunkarze odkryli pod Chełmem około 18 km takich korytarzy. Obecnie
dla celów turystycznych otwarto dwa kilometry tych podziemi na głębokości 12 do 16
metrów pod powierzchnią. Wejście jest tuż przy kościele Rozesłania Świętych
Apostołów. Księża tej placówki często nawołują wiernych, by najpierw zwiedzali kościół,
a potem szli do podziemi, wtedy nie zabrudzą kredą posadzki, no ale to jest wołaniem na
puszczy, bo parafianie nie kwapią się do podziemi, a turystów nie ma na mszach, by
mogli usłyszeć te mądre rady. To nie tylko korytarze, to małe muzeum kredy z wieloma
ciekawymi eksponatami. Strzeże ich w godzinach otwarcia Bieluch, duch białego
niedźwiedzia. Nie wierzę w duchy, szczególnie te podziemne – to nie duch, ale człowiek.
Współczuję mu i nie zazdroszczę jego pracy. Musi okropnie marznąć, bo, jak
wspomniałem, temperatura jest niska, około 6 stopni Celsjusza. Pod białe płótno,
którym jest okryty, trudno przywdziać kożuszek, czy jakieś waciaki, włożyć na nogi
walonki, bo będzie to widać – niedźwiedzie nie chodzą w kożuszkach i waciakach, nie
przywdziewają butów, a wtedy nawet ci najmłodsi turyści zorientowaliby się, że to nie
oryginał, ale podróba. Więc biedny Bieluch z tego powodu musi się trząść z zimna. Taka
dola Bielucha! Tak ma!

Władysław Pomarański

 

 


Władysław Pomarański

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.