Dobre utro, dobry dzień… Błagodarja! I trudna niedziela

0

Z cyklu: Z 8-go piętra

Tak się witałam i tak dziękowałam przez okrągłe dwa tygodnie podróżując po Bułgarii. Górzystej, zielonej jak najświeższa witaminka, pachnącej szareną solją, przyprawą ziołową w różnych wariacjach, gdzieniegdzie pachnącej różami i smakującej winem, „agneszko”, czyli jagnięcinką i sałatkami warzywnymi przesmacznej urody. Pamiętam, jak mój przyjaciel powiadał prześmiewczo „Bułgaria zimą, haha” jako największą kpinę czy karę turystyczną. Ja bym się na taką karę nie gniewała, zimą czy latem, zimą Bansko czyli takie nasze Zakopane jest w maju przepiękne, nieco senne, za to otoczone górami z białymi szczytami i zielone. Sofia opisywana przez jakiegoś podróżnika jako najnudniejsze miasto Europy chyba taką nie jest, a na pewno nie w noc sobotnio-niedzielną czyli Wielkanocną, gdzie archaiczne, pełne pasji śpiewy rozchodzą się z poszczególnych cerkwi, bułgarskich i rosyjskiej, ludzie wędrują nocą z pieczołowicie niesionymi światłami świec, przytulają się, cieszą się ze zmartwychwstania Chrystusa, o czym śpiewają głośno i powtarzają po wielokroć na głos, co nawet dla wątpiącego jest porywające i piękne, jako zjawisko i jako wyraz wiary.

This slideshow requires JavaScript.

Sofia nocą od cerkwi do cerkwi, z rakiją w kieszeni, piwami w dłoniach, jak wielu przechodniów czyniło, tak i my, a sklepy otwarte na oścież i całą noc, a przynajmniej do północy. Wędrówka z przysiadaniem na skwerach, ławkach, schodach monumentalnych budowli rządowych, pod opieką policji otaczającej cerkwie, zwłaszcza tę największą, Newskiego, gdzie trzeba było przejść przez bramki, podobne tym w sądach czy na lotniskach. Zrozumiałe po serii zamachów w kościołach i innych obiektach.

Bułgaria jest piękna zielenią, stareńkimi drzewami, jak platany 800- i 650-letnie w Mełniku, Sandanskim, mieście narodzin przywódcy największego powstania niewolników, Spartakusa. Tak zielonej, zieleńszej, świeżej, wszelakich odcieni zieleni dawno nie widziałam, nawet w Rumunii równo rok temu u progu wiosny majowej takiej zielonej jasnej świeżej zieleni nie dostrzegłam. Może to tęsknota za wyrżniętymi i wyrzynanymi wciąż w Polsce drzewami, które miast obejmować opieką i być dumnym z nich, że tyle przetrwały i widziały, minister-niszczyciel umożliwił ich wyrzynanie w pień.  

This slideshow requires JavaScript.

Smaki sera sirene i kaszkawału, zwykłych pomidorów, ogórków i białego chleba, różanego dżemu, ziołowej herbaty, rakiji na lodzie (obowiązkowo!) czy dziwacznego dość połączenia miętowego aperitifu i mastiki, anyżówki w „obłok” kolorowy i smakowy, ooo to przepycha. Albo pitka, lepioszka, chljeb, czyli rodzaj płaskiego chlebka z pieca czy grilla, gorącego, z czosnkiem, ziołami, czy bez niczego, proste a pyszne. Wspomniana jagnięcinka na kilka sposobów, ale grillowe dania robione przez Bułgarów są mistrzowskie, przez dwa tygodnie nie zjedliśmy czegoś niedobrego. Może pierwszy raz, w Kazanłyku, mieście róż, w knajpie ponoć świetnej, gdzie jadłam ozorki w towarzystwie frytek i szynki to było nieco tłuste i zestaw przedziwny, ale moja wina, źle wybrałam. Same ozorki w maśle jako przystawka wspaniałe. Podobnie jak cukinia z czosnkiem z grilla czy sałatki zielone z rodzynkami i orzechami włoskimi, które dość często utarte, drobne towarzyszą zieleninie. Czy w Wielkim Tyrnowie świnina  w glazurze różanej, z serem pleśniowym i truskawkami, zieloną sałatą.

Nie jadłam policzków cielęcych. Nie jadłam główek jagnięcych, sam ich widok, nabitych na grillowe ostrze, z zębami, oczami, przygryzionymi językami odbiera apetyt. To Sandanski, główny deptak, szklany grill, widok dostępny pomiędzy fatałaszkami a słodyczami i winem. Nie oceniam, bo sama bym się musiała poddać ocenie, niestety, wciąż jem mięso, choć coraz mniej. Bułgaria byłaby jednak dla mnie uboższa bez niektórych mięsnych potraw. To jeszcze nie czas owoców, zbiorów róż, ale wciąż czas różanych soków o arcyróżanym kolorze, wody mineralnej Rose (bez smaku, niestety..), różanych słodyczy tureckiego pochodzenia, leguminek, gumowatych krajanek, różanego wina czy nalewki, marmoladki. Nie w całej Bułgarii różane napitki można kupić, nad morzem owszem, oczywiście w różanym zagłębiu w okolicach Kazanłyku, od kremu, mydła, pasty do zębów, wody różanej przez tkaniny, obicia, folie w różane desenie, na wszystkim, co użyteczne, po najdziwniejsze różane słodkości. Żałuję wciąż, że nie kupiłam więcej kartonów  z różanym napojem, znakomitym jeśli schłodzony.

This slideshow requires JavaScript.

Mogłabym tak długo na różano-różowo, a jeszcze tyle do opisania, opowiedzenia, to taki pierwszy, dobry, smakowity dotyk Bułgarii, która właśnie obchodziła rocznicę powstania antytureckiego. Cała

Pomnik Aleksandra II

armia wojskowych zebranych na uroczystościach ściągała czapki, odkładała broń i klękała, rząd klękał w czci wobec Bohaterów, panie w wąskich spódnicach też się wiły w uklęku. Wszędzie ślady pamięci wdzięczności wobec Rosji i cara Aleksandra II, bez którego pomocy Bułgaria nie uwolniłaby się z tureckiej około 500-letniej niewoli; ciekawe to dla Polaka/Polki. Pozostały piękne i nowe, maleńkie meczety; podróżna panorama miesza kopuły cerkwi ze strzałami szczupłych minaretów, rzadko z kościołami katolickimi, jak w Rakowskim, stosunkowo najmniej estetycznie ciekawymi. To tam przybył Franciszek, papież, niewielkie Rakowski jest centrum katolicyzmu w Bułgarii. Na pewno ożywił miasteczko turystycznie, sami wykonaliśmy łuk w trasie, by je zobaczyć i pozostawić kilka lewów tam właśnie. Policja ściągnięta z całego kraju, jak nam powiedzieli sami mundurowi (znudzeni) przez poprzedzającą dobę pilnowała kościoła, do którego nikt nie miał wstępu, więc nie wiem, jak wygląda w środku.

Wiem za to, jak wygląda cały film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”. Rano w poniedziałek, zatem półtorej doby od udostępnienia w kanale Youtube, miał ponad 7 milionów wyświetleń. Ja nie oglądałam go sama, zakładając, że połowa osób nie oglądała go w samotności. Pojawiają się ogromne liczby ludzi, którzy spotkali na ekranie komputera ofiary pedofilskich czynów księży w Polsce i poznali reakcje kleru na owe czyny. Nie dziwi niemal natychmiastowa reakcja wierchuszki kościoła: strach, strach, strach. Reakcja słowami, niczym innym. Niewiarygodna, zbyt późna, wymuszona. Bo tylu wiernych spotka się dzięki filmowi Sekielskich z samobójstwami, próbami samobójczymi, psychicznymi obciążeniami i złamanymi życiorysami ofiar księży – osób specjalnego zaufania. Ofiar niewiedzy i ciemnoty dorosłych, którzy nie wierzą dzieciom, że coś złego ich spotyka od ubóstwianych, bezkrytycznie przyjmowanych w domach księży, personelu naziemnego Pana Boga, potworów wobec ich dzieci.

Do tego bezczelność duchownych w dopuszczaniu skazanych, karanych, z zakazami pracy z dziećmi księży do kolejnych spotkań z niewinnymi, pełnymi ufności „owieczkami”. Bez refleksji, bez poczucia wstydu, lęku, odpowiedzialności. W pysze. Obrzydliwość, okropność. Moja kochana wierząca Mama, wątpiąca w księży im dłużej żyje, po tym filmie jest wstrząśnięta, jak wiele osób. Dla wielu papież Jan Paweł II przestaje być świętym, a komunia podawana brudnymi rękami niektórych „pasterzy” wyciąganymi wprost z majtek gwałconych dzieci to już niewyobrażalna rzecz. 

Bułgarzy się dziwili, wy przecież z Polski, katolicy, nie jedziecie się spotkać z papieżem? Nie, nie jechaliśmy, nie mieliśmy takiej potrzeby. Choć może on akurat coś próbuje z tym kościelnym przestępstwem zrobić.

Wolę otrzeć łzy mojej dorosłej córki i mojej siostrzenicy, które z trudem ten film obejrzały.

Straszne, że wiele dzieci wciąż nie wie, co to jest „zły dotyk”, bo rodzice wierzą, że każdy dotyk jest dobry, zwłaszcza ten księdza.

Ktoś napisał, że to była trudna niedziela w Polsce. Tak, trudna, ale jaka ważna.

Beata Dżon Ozimek

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.