Lisowczycy i ich współzałożyciel i wódz (cz. 1)

0

Z cyklu: Romans z historią

Wojny w czasach wczesnonowożytnych

Wojny w tym czasie w krajach Europy, a więc i Rzeczpospolitej Obojga Narodów, były różne od średnowiecznych. Nie tylko chodzi tu o wielkość armii stron walczących, najczęściej kilkakrotnie większych niż w epoce poprzedniej, ale i o to, że uzbrojenie było droższe, a kraj trzeba było otoczyć warowniami, które niekiedy skutecznie zatrzymywały najeźdźców, aż do czasu gdy armia kraju napadniętego zbierze się i stanie się gotowa do walki. Podobnie, obleganie warownych miast i innych punktów oporu wroga było dłuższe i kosztowniejsze niż dawniej. Wcześniej drużyna królewska była często jedyną siłą bojową, niekiedy tylko wspartą przez sojuszników, by odnieść zwycięstwo lub się wybronić.

Wojsko kwarciane

Pospolite ruszenie i armie magnatów

W czasach nowożytnych na terenach Rzeczpospolitej to już nie wystaczało, trzeba było sięgnąć po pomoc szlachty i magnatów, organizować tak zwane pospolite ruszenie – ale zanim to towarzystwo zebrało się  w miejscu wyznaczonym, nie było już z kim walczyć, bo wróg zdążył zniszczyć teren który miano obronić i wymordował lub zabrał w jasyr jego mieszkańców.

Jest rzeczą dość niespotykaną i dziwną w innych krajach Europy, że w XVI wieku, w okresie największych i najcięższych wojen w całej Europie, polska magnateria i większość szlachty herbowej stawała się coraz bogatsza, konsekwentnie coraz bardziej niesforna i bezużyteczna w wojnach: powodem tego były liczne przywileje królewskie. Pospolite ruszenie stało się wielkim piknikiem panów braci: kłótnie, pijaństwo, porachunki sąsiedzkie były dla nich ważniejsze niż obrona kraju. Tatarzy, Turcy i inni wrogowie opasujący szczelnie Rzeczpospolitę Obu Narodów mieli często łatwą przeprawę z tym niby-wojskiem, bo większość jego uczestników nigdy nie trzeźwiała. Bogatsi magnaci mieli swoje armie uczestniczące w wojnach, gdy o tym dany magnat zadecydował, niekiedy to były wielkie jednostki liczące tysięce, czy nawet kilkanaście tysięcy żołnierzy. Nie podlegały hetmanowi, stąd brak koordynacji działań, kłótnie i samowolka. Mogli bez powodu i bezkarnie opuścić pole walki.

Najbardziej znanym przykładem takiej sytuacji była klęska polskiego wojska pod Cecorą i śmierć hetmana Stefana Żółkiewskiego, jednego z nasłynniejszych hetmanów. Nawet sułtan, którego armia uczestniczyła w tej bitwie przeciwko Polakom, podziwiał geniusz wojskowy tego człowieka i to w sposób dość nietypowy: odcięta i osadzonan na pice głowa hetmana przez dwa lata zdobiła wejście do jego pałacu. Gdy później żona Żółkiewskiego za ogromną sumę wykupiła z jasyru ich syna Jana pojmanego w czasie bitwy pod Cecorą i zwłoki Stefana, były one bez głowy – pochowano ich w grobowcu rodzinnym w Żółkwi. Miałem szansę odwiedzić to miejsce w czasie mojej wycieczki do Lwowa dwadzieścia kilka lat temu.

Pospolite ruszenie u brodu – Jozef Brandt

Armie zawodowe

Gdy wszyscy wrogowie Rzeczpospolitej miał już zawodowe armie, bo ich władcy mieli władzę absolutną, nie musieli się z nikim konsultować o wielkości i i utrzymaniu tego nowego typu wojska, była konieczność by w Polsce pomyśleć o zawodowcach.

Ale taką armię trzeba utrzymać, nie tylko wykarmić, odziać i uzbroić, ale i wypłacać żołd nie tylko w czasie wojny i pokoju. Skąd wziąć pieniędze? Królewskie darowizny ziemskie rycerzom zasłużonym  były najczęściej darem osobistym, nie rodowym, często ich potomkowie przejmowali je i traktowali bezprawnie jako swoje dobra rodzinne. Pierwszą wielką akcję odbieranie tych posiadłości zainicjowała królowa Bona na terenie Mazowsza, oddanego jej we władanie przez męża Zygmunta Starego. Stały się one na powrót własnością królów i podnajmowane były dotychczasowym użytkownikom lub innym wierzycielem. Uchwałą jednego z sejmów czwarta część dochodów, czyli kwarta, z wynajętych królewszczyzn miała wracać do skarbca królewskiego, a później do skarbca państwowego z wyłącznym przeznaczeniem na utrzymanie armii zawodowej zwanej kwarcianą. To  faktycznie była niewielka grupa kilku tysięcy żołnierzy, ale to był solidny i efektywny w bojach trzon armii. Dochody z królewszczyzn nie pokrywały wszystkich kosztów utrzymania tej jednostki, bo zamiast rosnąć malały, bo nie kontrolowano dochodówz tych posiadłości przez długie okresy czasu (raz było to więcej niż sto lat), co powodowało wiele nadużyć podatkowych przez dzierżawców, zaproszenie by oszukiwać w czasie rozliczeń z dochodu. Niektóre królewszczyzny nie przynosiły żadnych dochodów, bo panujący łatali budżety własne i państwowe pożyczając pieniądze, nawet i od wrogów i oddając im pod zastaw królewszczyzny.

Rycerz średniowieczny

Inne formy finansowania wojen

Już w późnym średniowieczu pomagano czynnie się bronić, lub zajmować nowe tereny z pomocą sojuszników. Był to sposób utrzymania niezawisłości państowej, bo wtedy siły zjednoczone mogły stawić czoła potężniejszemu najeźdźcy niż siły poszczególnych słabszych wojskowo państw. Najlepszym gwarantem trwałości takich sojuszów było małżeństwa dzieci i wnuków sojuszników, nawet dziewczyny spełniały w tych transakcjach rolę bo miały pozytywny wpływ na władcę czy jego następcę tronu, szczególnie gdy rodziły mu synów. Nie płacono rycerzom żołdu, jedynie waleczniejszych i zasłużonych obdarowywano posiadłościami ziemskimi władcy, lub dochodowymi pozycjami administracyjnymi w państwie. Okazyjnie udawało się zdobyć fundusze przez opodatkowanie się ziemian w czasie napadu wroga na Rzeczpospolitą, ale przygotowanie armii do boju kosztowało wiele: trzeba było dozbroić biedniejszych uczestników, budować twierdze obrone, upasywać miasta murami obronnymi.

Od czasów Kazimierza Wielkiego stałe fundusze na ten cel płynęły z przejętych kopalni soli zwanych żupami solnym, (w owych czasach sól była  nie tylko przyprawą potraw, ale rodzajem dawnej lodówki, bo zasolone mięso nie ulegało zepsuciu).

Większymi wpływami do skarbca były różne formy cła. Najbardziej dochodowymi było cło od statków kupieckich na Wiśle. Na terenie obecnego Kazimierza Dolnnego wybudował wieżę celną, którą często nawiedzał, bo wiadomo, że pańskie oko konia tuczy, i by nie umrzeć z nudów sprowadził do najbliższej wioski Bochotnicy swą najbardziej znaną kochankę Żydówkę Esterkę, do niej się przemieszczał pieszo głębokim wąwozem, by utrzymać swe zachowanie w tajemnicy. Oczywiście to się nie udało, ale członkowie jego drużyny czy mieszkańcy wioski udawali, że nic nie wiedzą o tym. Przy wieży celnej zaczęło rosnąć miasto, dzisiaj jedno z klejnotów architektonicznych.

Były inne pomysły. Następni władcy Polscy, prawie wszyscy, a szczególnie jego następca na tronie Ludwik Andegaweński i dużo później obaj Sasowie opodatkowywali posiadłości ziemskie w zamian za ogromne przywileje nadawane magnatom i szlachcie, co nie tylko pomniejszało władzę królów, ale stworzyło legislacyjny chaos w państwie i czyniło kraj łatwym łupem najeźdźców. Wielu z najbogatszych magnatów ziemskich było duchownymi, z którymi każdy król przegrywał próbując ich opodatkować, bo czuwali nad nimi papieże lub antypapieże. którzy uważali się za legalnych rządców Kościoła w Rzeczypospolitej. Duchowni magnaci niekiedy z dobrej woli godzili się na datki dla państwa, ale to były ochłapy. Finansów ciągle brakowanło na utrzymanie armii. Zaczęto produkować własne monety i ciągle zmniejszać ilość szlachetnych kruszców w nich – dotyczyło to przede wszystkim monet srebrnych. Był to dochód do czasu dopóki nie wykryto ten przekręt. Gdy manipulowana srebrna moneta nie przedstawiała już wartości, w połowie XVII wieku za króla Jana Kazimierza zastępowano ją monetą miedzianą, tak zwaną boratynką.

Inflacja, choć jest słowem dość nowym, była czymś realnym w Rzeczypospolitej, a manipulacje pieniężne były jej jednym z głównych powodów. Gdy wojskowi nie dostawali żołdu, lub wypłata była znacznnie spóźniona zakładali konfederacje, najeżdżając i okradając przeważniej najbiedniejszych, bo ci nie mieli szansy się bronić. Chyba nie jestem zbytnio oddalony od prawdy twierdząc, że utrzymanie armii, która, owszem, wielokrotnie bohatersko broniła kraju, było jednym z głównych powodów upadku Rzeczypospolitej. Obecni władcy Polski są dumni z tego, że budżet wojskowy wynosi aż dwa procent dochodu narodowego (wtóruje im w tych pochwałach prezydent Trump), podczas gdy w Polsce w latach 1717-1766 r. budżet państwa dzielił się na część wojskową wynoszącą 93 procent i podskarbińską, czyli na wszystko inne wydatki państwowe w wysokości siedmiu procent.

Potyczka z Tatarami – M. Gierymski (1867)

Twórca Lisowczyków  i jego pierwsze lata służby wojennej

Wiek XVII zwany wiekiem żelaznym, to wiek ciągłych, wyniszczających wojen w Europie, także w Polsce. Do tego tła świetnie pasuje osoba funkcjonująca pod kilkoma nazwiskami i imionami, w rzeczywistości Idzi Kalinowski, założyciel i wódz szaleńczej, nietypowej w Rzeczpospolitej jednostki wojskowej nazywanej początkowo Elearami (od węgierskiego słowa znaczącego harcownika), nieco później Lisowczykami. Autentycznych Lisowczyków z polecenia pierwszego Wazy na polskim tronie Zygmunta III stworzył Aleksander Józef Lisowski z weteranów wojennych i zawodowych żołnierzy, którzy zobowiązali się służyć krajowi bez jakiegokolwiek wsparcia finansowego z kasy państwowej, bo skarb państwa był pusty. Natychmiast  znalazło się kilku cwaniaków zakładających podobne jednostki, z tą różnicą, że nie korzystając z żołdu utrzymywali się ze zdobyczy wojennych, a także z rabunku mieszkańców terenów na których przybywali. Nasłynniesi z nich byli wspomniani Elearzy, a po przejściu wielu originalnych lisowczyków tej grupy wojaków, zmienili nazwę na lisowczyków, i o nich będzie tu mowa.

Po napadzie Tatarow

Rodzina tego człowieka pochodziła z Pomorza, osiadła na stałe na Litwie. Na tych terenach podawała się za  członków herbowej szlachty, ale czy to prawda nie ma pewności. Jest rzeczą prawdopodobną, że to nie autentyczny historyczny herb, bo bardzo znanej księdze „Liber chamorum” (Księga chamów) stwierdza, że człowiek ten był  zbiegłym chłopem, ale w innej księdze rodzin herbowych heraldyk Kasper Niesiecki uznaje, że był członkiem bocznej linii magnackiej rodziny Kalinowskich z Podola. Jeż w w herbie rzeczywistym czy wydumanym jego rodziny nie pomógł  im żyć w dostatku, mieli tylko dwie wsie, a braci było aż dziewięciu do podziału dochodów z pańszczyzny.

W owych czasach były dwa sposoby wygrzebania się z biedy: stan duchowny prowadzący do ewentualnej pracy w kancelariach magnackich lub królewskiej, albo wojenka. Idzi, czyli zależnie od okoliczności Jędrzej, Stanisław, Aleksander, wybrał to drugie. Szlify żołnierskie zdobywał w służbie hospodara mołdawskiego uganiając się bez ustanku za Tatarami, lub broniąc się przed nimi.  Dużo nauczył się, odkrył tajemnice sukcesów Tatarów w prowadzeniu wojen, skopiował je później dowodząc założonymi przez siebie regularnymi oddziałami lekkiej kawalerii. Następny etap w jego życiu to udział w wojnie o Inflanty. Uczestniczył w słynnej bitwie na terenach dzisiejszej Łotwy pod Kircholmem, gdzie wojska Rzeczpospolitej pod wodzą genialnego Jana Karola Chodkiewicza rozbiły trzykrotnie większe siły Szwedów i to prawie bez strat (tylko około stu zabitych). Problemy się zaczęły, gdy oddziały uczestniczące w bitwie nie dostały żołdu, powstały rozruchy w armii; najprostszym sposobem rozwiązania sprawy była uchwała Sejmu karząca banicją (pozbawienie praw obywatelskich i usunięcie poza granice państwa) przywódców buntu.

Obraz pobojowiska w sztuce niderlandzkiej 

Banita Kalinowski nazywany był ciągle zaangażowany w wojny i powstania. Uczestniczył w rokoszu Zebrzydowskiego, zaofiarował swoje usługi jednemu z trzech  samozwańczych Dymitrów w walce o tron moskiewski. Jako Stanisław był ważnym ochraniarzem i doradczą księcia Władysława Wazy, późniejszego króla Polski w czasie najazdu na Moskwę. Był także dowódcą sił kozackich nad Wołgą, zajął dla siebie duże połacie kraju między dolną Wołgą i Donem. To tylko niektóre angaże zbrojne tego wszędobylskiego wojaka.

                                   Władysław Pomarański

(dokończenie za tydzień)

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.