Martwy byk – powieść w odcinkach (46)

0

Rozdział XIII

Julia w Nowym Jorku

Nowy Jork, Nowy Jork… Miasto.  Co je determinuje, co je tworzy, jak nie ludzie? Ogromna, przeogromna liczba pojawiających się i albo pozostających, lub znikających ludzi, których zastępują lub pomnażają natychmiast rzesze innych ludzi. Co jest ich, tych ludzi tworzących Miasto najwyraźniej dostrzegalną wspólną cechą, najogólniej biorąc? Każdy na swój sposób pragnie bogactwa – dla większości z nich są to pieniądze, dla innych wiedza, dla jeszcze innych – czynienie wszystkiego, żeby zaistnieć, żeby wypłynąć, żeby zostać zauważonym, czyli – koło się zamyka, bo tutaj także chodzi o nic innego jak tylko finalnie o pieniądze ściśle powiązane z rozwojem błyskotliwych karier. Zaistnieć jest tutaj niezmiernie trudno, a jednocześnie – przekornie całkiem łatwo, jeśli byśmy prześledzili życiorysy tych, którzy mieli szczęście, którym się udało. Zważywszy to, że niewielka, ale zawsze jakaś spora część tych ostatnich niekoniecznie dochodziła do sukcesów ciężką i żmudną pracą.

Z tego ogromu różnorakich charakterów ludzkich, z ich marzeń i pragnień, z ich czynów, czasem nienazbyt czystych, nie mogło powstać nic innego, jak tylko takie tętniące dzień i w nocy życiem nie tylko jawnym, ale także podziemnym Miasto, do którego tęsknią nawet ci, a może nawet najbardziej ci, którzy nigdy w nim nie byli. Nowy Jork.

Julia Bykowsky z domu Gerling pochodziła z polskiej rodziny, która po wojnie emigrowała z Gdańska do Nowego Jorku. Przedstawicielce drugiego pokolenia Polonii urodzonej już na amerykańskiej ziemi, z polskości pozostała jedynie uroda. Wysoka, z kolumnowymi nogami i pomnikowym biustem piękność o pszenicznych włosach, już w high school nie mogła opędzić się od chłopaków. Nie to, żeby ich nie lubiła. Owszem, umawiała się na randki, ale już podczas pierwszej, kiedy rozochocony chłopak zaczął się do niej dobierać, ze zdziwieniem zauważyła, że nie podziela za bardzo jego seksualnych zapędów. Wręcz przeciwnie, nie czuła się w ogóle podniecona. Sprawy zaczęły przybierać zgoła inny obrót z chwilą odkrycia, że bardziej od chłopaków fascynuje ją towarzystwo dziewcząt. Zapach ich spoconych po lekcjach wychowania fizycznego ciał, powodował trudne do powstrzymania spazmy w okolicach brzucha. Toteż często kończyło się na mokrych majtkach.

Jej rodzina nie należała do tych brylujących towarzysko i nie zdołała się przebić przez niewidzialne bariery wyjątkowości, toteż jej przedstawiciele przeważnie pracowali w fabrykach. A to oznacza, że nie pławili się w luksusach. Przeciwnie – ciężko pracowali na swój chleb. Za to Julia już w szkole średniej poprzysięgła sobie, że wybierze całkowicie inną drogę. Postanowiła mianowicie być bogata. Dziwne? Śmieszne? Trudne? – I dziwne i śmieszne i z pewnością niełatwe. Zauważyła to już w pierwszych latach studiów pielęgniarskich na nowojorskim uniwersytecie Columbia. Kiedy pierwsze wzloty minęły i stała się codzienną studencka szarość życia, zauważyła nagle, że osiągnięcie powodzenia w drodze do bogactwa to nie jest sprawa prosta. Tak zniechęcona straciła apetyt  i mocno zeszczuplała, co jakkolwiek wyszło jej na zdrowie, to uczyniło z niej na oko kobietą starszą niż pokazywała jej metryka urodzenia. Co stwierdziwszy w lustrze postanowiła zmienić front działania i poszukać sobie jakiegoś bogatego adoratora, gdyż samodzielne osiągnięcie statusu bogatej kobiety zaczęła sama zaliczać do kategorii dziewczęcych mrzonek. Dotarła bowiem do jej świadomości wiadomość, że nawet jako pielęgniarka dyplomowana po ukończeniu czteroletnich studiów zarobi najwyżej pięćdziesiąt tysięcy dolarów rocznie. I ani centa więcej. Nici więc z zaplanowanego bogactwa, bowiem jak policzyła, miesięcznie wyjdzie jej około trzech tysięcy. Mało.

A jednak… ponieważ cuda się czasem zdarzają, to i marzenia czasami się spełniają.

Tylko co by z tego wszystkiego było, gdyby Jason Bykowsky nie otrzymał od swojego przyjaciela, właściwie szefa – Jordana Belforta, polecenia, żeby jak najszybciej znalazł kilka młodych kobiet o niebanalnej urodzie i co najważniejsze – żeby były szczupłe?

Stratton Oakmont, firma dla której aktualnie pracował, nabierała takiego rozpędu, że gotówka wyłaziła z jej pomieszczeń drzwiami, oknami i nawet szparami. Ponieważ owa kasa była uzyskiwana na sposoby niekoniecznie legalne, a jej dzienny przyrost duży, trudno ją było poupychać w szafach, worach czy piwnicach, a na bankowych kontach nie mogła istnieć w sposób legalny. W każdym razie nie było to możliwe w bankach amerykańskich.

– Skoro nie w naszych, to może za granicą? – Najlepiej jej będzie w szwajcarskich bankach! – wymyślili młodzi chłopcy w oparach alkoholu przegryzanego najdziwniejszymi narkotykami. Najpierw któryś polecił znajomego bankiera w Zurychu. Im więcej Belfort miał pieniędzy i im większym stawał się degeneratem, tym bardziej zuchwale działał. W szmugiel pieniędzy za granicę zaangażował nawet starą ciotkę, ale ta była stanowczo za mało wydajna. Wtedy wpadł na pomysł, żeby kurierkami zrobić dziewczyny, czyli żeby wysyłać do Szwajcarii piękne kobiety poobklejane studolarowymi banknotami z użyciem taśmy klejącej. Nawet po wytrzeźwieniu pomysł wydawał się w dalszym ciągu nawet jeśli trochę szalony, to warty realizacji.

Jason rozpoczął polowanie od klubu studenckiego na Columbii i od razu miał szczęście. Julia Gerling siedziała przy barze i sączyła piwo w towarzystwie koleżanki, z którą aktualnie wynajmowała małe mieszkanko w starej kamienicy przy Fifth Avenue. To co, że na szóstym piętrze, co z tego, że bez windy? Cóż także z tego, że miały do dyspozycji tylko jakieś dziesięć metrów kwadratowych, z których sześć zajmowało jedyne w tym lokalu łóżko? Najważniejsze, że były szczęśliwe, a to łóżko miało w tym szczęściu niezbywalny udział. Po prostu dziewczyny były w sobie zakochane. Zdarza się.

Przystojny, podobny do George’a Clooneya, doskonale ubrany młody mężczyzna nie miał najmniejszego problemu przy pierwszej próbie nawiązania kontaktu z pięknymi młodymi kobietami. Postawił po drinku, a kiedy zorientował się w temacie orientacji seksualnej ślicznotek, po prostu zaproponował zmianę lokalu.

Wybrał Sound Factory i Save the Robots. Dziewczyny nigdy dotąd nie były w podobnych, dziwnych lokalach, z beczkami pełnymi orzeszków ziemnych, z trocinami na podłodze, za to z nieograniczoną możliwością palenia marihuanowych skrętów. Na dodatek Sound Factory był klubem dla gejów i lesbijek. Dziewczyny na początku wyglądały na skrępowane, lecz nikt tak jak Jason Bykowsky nie potrafił przełamywać pierwszych lodów, lub jak kto woli – kuć żelaza póki gorące. Błyskawicznie skręcił wielkiego jointa i puścił w obieg. Za pół godziny pląsali po zaśmieconym parkiecie w rytmie gitarowych improwizacji Carlosa Santany. A potem żadne z nich nie mogło sobie przypomnieć, jakim cudem cała trójka wylądowała w luksusowym apartamencie Jasona mieszczącym się w budynku Dakota naprzeciwko Central Parku. Tutaj też było jedno łóżko, jeśli tak skromnie można określić monstrualnych rozmiarów łoże – coś, jakby podwójne king size.

Jason nie był ekspertem od seksu, chociaż znał się trochę na tym. Po tej pierwszej nocy w trójkącie od razu miał jasny obraz sytuacji: Julia owszem, była dominującą lesbijką, ale nie gardziła mężczyznami, a w takich przypadkach pozwalała dominować im. Łaskawie pozwalała. Jej perwersja nie należała do tych hardcorowych, miała podłoże czysto estetyczne, bez przekraczania granic brutalności. Jason zaraz nazwał to seksem niebanalnym i tak zostało. Porozumiewali się takim sformułowaniem jeszcze długo po tej nocy.

Kiedy dziewczyny usłyszały propozycję odbycia kilku darmowych podróży do Zurychu, z wszystkimi szykanami wycieczki krajoznawczej, drogimi hotelami i oszałamiającym kieszonkowym oraz sowitym honorarium, wcale się nie zastanawiały.

Nazajutrz w siedzibie Stratton Oakmont odbyło się uroczyste, przepijane whisky i przepalane skrętami oklejanie studolarówkami za pomocą ogromnej ilości taśmy klejącej ślicznych jak modelki studentek pielęgniarstwa. A potem Jason zawiózł je na lotnisko. Za kilka dni z tego samego lotniska odebrał. I działo się tak wahadłowo przez kilka tygodni, aż przestało się dziać, i to nie z powodu jakiejś wpadki maestro Belforta i jego drużyny, jeszcze nie teraz. Okazało się, że dziewczyny także spisywały się w swojej misji doskonale, zarabiając dla siebie pieniądze, o jakich mogły kiedyś tylko śnić, i śniły. Zawiódł szwajcarski bankier, ale w tej opowieści wcale nie o to chodzi.

Zanim Jason Bykowski zwinął żagle i wyniósł się z szemranego biznesu człowieka, który niewiele lat później w swoich więziennych pamiętnikach sam siebie nazwał Wilkiem z Wall Street, jego zażyłość ze studentkami Columbia University weszła na wyższy poziom. Dziewczyny porzuciły swoje szóste piętro bez windy – i bez żalu. Panoszyły się teraz w Dakocie. Prawdę mówiąc sam Jason rzadko je odwiedzał, gdyż z racji zmiany profilu pracy był teraz bardziej niż kiedyś zajęty. Praca dla największej na świecie firmy konsultingowej Arthur Anderson wymagała częstych podróży, szczególnie teraz, kiedy zlecono mu audyty dla potężnej firmy Enron. Rzadko pokazywał się w domu, który z czasem zaczął przypominać pokój w studenckim akademiku. Mieszkał w nim kto chciał, jadł, pił, spał każdy z każdym. Wpadając na chwilkę żeby się przebrać i coś przekąsić, częstokroć nie mógł odnaleźć różnych części swojej drogiej garderoby. Pewnego ranka miarka się przebrała. Wygonił całe towarzystwo nie patrząc, że wygania również dwie urocze nimfy, do których zdążył się już przyzwyczaić. Niestety, odebrał im klucze i powiedział na pożegnanie krótko, lecz dobitnie – bye!

Jakkolwiek koleżanka Julii Gerling od razu z rozpędu obraziła się i na Jasona i na Julię, sama Julia na nikogo nie miała zamiaru się obrażać. Zniknięcie partnerki od seksu nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia. Teraz Julia miała przed sobą inne priorytety. Owszem, dalej chodziła na zajęcia, ale to nie studia były najważniejsze. O niebo ważniejszy był świat, jakiego ledwie liznęła, ledwie go powąchała przez te niespełna pół roku, a już go straciła – wielki świat, pełen szeleszczących banknotów, drogich ubrań, perfum i eleganckich lokali, pachnący i bezpieczny. Dobrze już wiedziała, że o własnych siłach nie byłaby w stanie nigdy się do niego zbliżyć, nawet wtedy, gdyby jakimś cudem osiągnęła nie wiadomo jak wysoki poziom wykształcenia.

Odczekała kilka dni, pomieszkując na waleta w akademiku. Potem ubrała się w skromną sukienkę do kolan, zmyła makijaż i zadzwoniła do Jasona. Przeczucie jej nie myliło. Zgodził się na spotkanie bez większych oporów, za to pod jednym warunkiem.

– Tylko ty i ja – zaznaczył. Żadnych satelitek, zrozumiano? – upewnił się kończąc krótką rozmowę, podczas której umówili się na kolację w Flex Mussels przy Zachodniej Trzynastej w Greenwich Village.

Elegancki, przystojny, w granatowym garniturze i złotych okularach wydał jej się Jason mężczyzną nie z tego  świata. – Zbyt piękny dla mnie – pomyślała w popłochu. Ale zaraz okazało się, że jej skromny strój i naturalna, pozbawiona makijażu buzia zrobiły na nim wrażenie większe, niż mogłaby się spodziewać.

Zasiedli radośnie do wykwintnego posiłku serwowanego przez kelnera, który dobrze znał Jasona, jego upodobania i zwyczaje kulinarne.  

– Zatrzymuję się tutaj za każdym razem, gdy docieram przypadkowo do tej części miasta. Jeśli nie możesz jeść ostryg lub małży, istnieje mnóstwo alternatyw – kusił z miną znawcy.

Sam zamówił Americianę – małże z pomidorem San Marzano, włoskim boczkiem, cebulą, ona wybrała starannie sama, a były to małże podane w sposób klasyczny na białym winie, w ziołach i czosnku, do tego bulion. Jedli żartując, jakby znali się bardzo długo i jakby nigdy się nie kłócili, jakby zapomnieli o niedawnej brutalnej awanturze zakończonej wykopaniem wszystkich łącznie z Julią z jego apartamentu. Zresztą na ten temat nie padło z jego ust ani jedno słowo. Było im tutaj i teraz tak dobrze, jakby byli małżeństwem z solidnym stażem. Zauważył to sam Jason i powiedział głośno, śmiejąc się, jak sam twierdził – z własnej głupoty:

– Ale ja głupi jestem! – Co ty ze mną zrobiłaś? – zastanawiał się patrząc w jej oczy. Przecież ja ostatnio tylko o tobie myślę, a teraz, przy tym obiedzie i przed tym deserem – czuję, jakbyś należała do mnie, jakbyś była moja…

Kelner przyniósł kartę ich słynnych deserów z kolekcji flex donut i oboje zgodnie wybrali deser lodowy słony karmel.

Julia zajadała z milczącym uśmiechem, a on patrzył i nie mógł się nadziwić, z jakim wdziękiem wkłada powoli łyżeczkę do ślicznych ust, zgarnia zawartość różowym jak u kota języczkiem, przy tym przydługo obraca łyżeczką w ustach, na koniec wylizuje ją jakby jeszcze tam coś zostało, choć nie było już na niej nawet śladu po lodach.

Zaraz po tej kolacji pojechali po jej rzeczy do akademika. Zamieszkali razem w Dakota House, tylko we dwoje i było im razem bardzo dobrze. Tak dobrze, że kiedy Jason Bykowky po roku bezstresowego pożycia zapytał Julię Gerling czy zechciałaby zostać panią Bykowsky wcale się nie zdziwiła, i bez chwili zastanowienia powiedziała: tak.

Tymczasem Jason Bykowski, człowiek dobrze znany w sferach nowojorskiej finansjery pod pseudonimem Martwy Byk, wspinał się z zawrotną prędkością po szczeblach kariery. Julia pomna wcześniejszych ustaleń, że dobra żona nie zadaje zbyt wielu pytań mężowi obracającemu się w cieniu Wall Street, nie zamartwiała się, kiedy bywał w domu raczej gościem. Jego nieobecności były rekompensowane z chwilą powrotów: mocnym seksem, niekoniecznie tylko we dwoje, nocnymi szaleństwami w najlepszych dyskotekach, krótkimi wyskokami na Karaiby. A kiedy znikał znowu… cóż jej pozostawało? Oprócz dużej gotówki do jej dyspozycji, dosłownie bez żadnych ograniczeń, miała swoje studenckie praktyki, egzaminy, a zaraz potem regularną pracę w szpitalu, którą na swój sposób polubiła. Toteż nie minęło wiele czasu, jak awansowała na stanowisko siostry oddziałowej na oddziale pourazowym swojego szpitala. Tam poznała Monikę, rudą piękność, która jednak nie utrzymała się długo na stanowisku pielęgniarki, ponieważ po prostu nie lubiła tego zawodu. Kontakty jednak utrzymywały, do tego stopnia, że kiedy Monika zwierzyła się kiedyś Julii ze swych stanów depresyjnych, ta zaprosiła ją do domu.

W Dakocie okazało się, że najlepszą terapią na depresję Moniki będzie seks. Tym bardziej, że polubili się wszyscy we trójkę i trafili razem do łóżka. Ale podobne rzeczy w tym małżeństwie już się przecież zdarzały. Ot tak, dla rozrywki, mieszali się czasem w trójkątach z kimś, bez dalszych zobowiązań. Teraz jednak Julia zauważyła, że jest nieco inaczej. Kobiecy instynkt podpowiadał jej, że Jason się zmienił. Zauważyła u niego żywsze niż zwykle zainteresowanie przygodną niby partnerką. Przy okazji zauważyła też narastającą oziębłość męża w stosunku do siebie. Teraz jeszcze częściej wychodził z domu, bywało, że wracał nad ranem, co przedtem się nie zdarzało. Pilnie się temu przyglądając, gotowa była przysiąc, że jej przystojny mąż miewa z Moniką kontakty seksualne poza ich trójkątem, a przecież nie tak się umawiali. Musiał nadejść i w końcu naszedł wieczór, kiedy postanowiła mu wyznać swoje wątpliwości i ponownie ustalić zasady. Tylko że tego wieczoru niespodziewanie dostała dodatkowy dyżur w szpitalu i tak się złożyło, że nie wypadało odmówić. Jasona także tej nocy nie było w domu. Nie wrócił także nad ranem. Przełożyła więc poważną rozmowę na popołudnie.  Przyszedł do domu na umówioną godzinę i wtedy sobie porozmawiali. Nawet doszli do porozumienia. Martwy Byk z kamienną twarzą przyznał się spokojnie do romansu z Rudą Moniką. Julia nie rozpaczała. Uzgodnili, że nic to nie zmienia. Przecież i tak oboje jakby się już zdradzali od dawna, praktykując dla urozmaicenia nudnego życia miłość w trójkątach. Julia zapytała tylko, czy to oznacza separację. Martwy Byk skinął głową. Dodał, że nic się na razie między nimi nie zmienia. Rozmowa się na tym skończyła i razem z nią powinien skończyć się problem. Tak przynajmniej się wtedy Julii wydawało.

Edward Wójciak

ciąg dalszy nastąpi

 

Poleć:

O Autorze:

Edek Wojciak

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.