Najważniejsze rozstrzygnięcia w ostatniej kolejce piłkarskiej ekstraklasy

0

Piast Gliwice nie wykorzystał kolejnego potknięcia Legii Warszawa i nadal nie może cieszyć się z mistrzostwa Polski. W spotkaniu 36. kolejki ekstraklasy podopieczni Waldemara Fornalika tylko zremisowali 0:0 na wyjeździe z Pogonią Szczecin. Wszystko będzie jasne po ostatnim meczu sezonu z Lechem Poznań.

W poprzedniej kolejce ligowej zamykająca grupę mistrzowską Pogoń sprawiła sporą niespodziankę i zasłużenie zremisowała w Warszawie z Legią (1:1). Taki wynik oznaczał, że pierwsze miejsce w tabeli zachował Piast Gliwce, który kilka godzin wcześniej rozprawił się u siebie z Jagiellonią (2:1). Przed wieczornymi meczami pewne było tylko jedno – żadnemu z zespołów nie zabraknie motywacji.

Piłkarze Piasta już w pierwszej połowie starali się zaskoczyć lidera tabeli. Pogoń próbowała grać szybko, kombinacyjnie i szukała gola. Jednocześnie prezentowała się solidnie w defensywie, co rzadko się zdarzało w decydującej fazie sezonu. Gospodarze mogli wyjść na prowadzenie już w 2. minucie, gdy po akcji Radosława Majewskiego piłka trafiła pod nogi Kamila Drygasa, ale ten oddał strzał wprost w bramkarza.

Szansę miał również Soufian Benyamina, jednak piłka po jego uderzeniu przeleciała obok słupka. Odpowiedź przyjezdnych była jeszcze groźniejsza – Joel Valencia popisał się indywidualną akcją, wbiegł w szesnastkę, a jego uderzenie obronił Jakub Bursztyn. Ekwadorczyk napędzał większość akcji gości, którzy z każdą kolejną minutą byli coraz groźniejsi.

Po przerwie gospodarze mieli coraz większe problemy ze skonstruowaniem akcji, a Piast dążył do zdobycia bramki. Kolejną okazję miał Parzyszek – tym razem strzał napastnika nogami obronił Bursztyn. Jednak ta sytuacja najwyraźniej podrażniła Portowców, którzy wzięli się do pracy. W 62. minucie mogli nawet strzelić gola, ale z bliska piłki do siatki nie byli w stanie wpakować niesamowicie nieskuteczny Benyamina oraz Sebastian Walukiewicz.

Na kolejne szanse trzeba było poczekać – w okolicach 70. minuty mecz został przerwany, albowiem kibice odpalili race. Gdy mecz został wznowiony na murawie w miejsce Benyamina pojawił się Adam Frączczak – kilka dni temu strzelił trzy gole w trzecioligowych rezerwach Pogoni, a wcześniej dochodził do siebie po operacji usunięcia guza przysadki mózgowej.

31-letni zawodnik po chwili miał niezłą sytuację, ale nie trafił czysto w piłkę. Z uwagi na wcześniejsze opóźnienia sędzia Jarosław Przybył doliczył aż 9 minut. Pogoń próbowała zaskoczyć Jakuba Szmatułę strzałem z dystansu, ale bramkarz poradził sobie z uderzeniem Kamila Drygasa. Z drugiej strony szansy nie wykorzysta Tom Hateley, który znalazł się sam przed bramkarzem, ale zbyt długo zwlekał z oddaniem piłki do lepiej ustawionego kolegi i został zatrzymany.

Legia Warszawa przegrała w Białymstoku z Jagiellonią 0:1. Tym samym nie poprawiła swojej sytuacji w walce o mistrzostwo Polski. Przed ostatnią kolejką traci do Piasta Gliwice dwa punkty i jest daleko od obrony tytułu. Legia w niedzielnym meczu z Pogonią Szczecin zagrała bardzo słabo i tylko zremisowała 1:1, tracąc cenne punkty w walce o mistrzostwo. Wielu piłkarzy zawiodło trenera Aleksandara Vukovicia, czemu dał wyraz przed spotkaniem z Jagiellonią.

Legia dopiero w 20. minucie zdołała trafić w światło bramki. Niemrawe uderzenie Dominika Nagy’a pewnie obronił Grzegorz Sandomierski. W poczynaniach warszawian dominował chaos. Jego kulminacją był gol dla białostoczan. W 28. minucie, po dośrodkowaniu z prawej strony Marko Poletanovicia, interweniujący Mateusz Wieteska z impetem wpakował piłkę do własnej bramki.

Legioniści byli w szoku, a ich ataki najczęściej kończyły się na przedpolu bramki gospodarzy. Co prawda Paweł Stolarski strzelał z dystansu pod poprzeczkę, ale Sandomierski popisał się efektowną paradą. W rewanżu swoją okazję miał Patryk Klimala, który po dalekim rajdzie strzelił płasko, jednak Majecki odbił piłkę nogą. Do przerwy gole już nie padły.

Po zmianie stron jako pierwsza doskonałą sytuację stworzyła sobie Legia. Nagy uderzał z bliskiej odległości, ale trafił w Sandomierskiego. Odpowiedź Jagi mogła być zabójcza – Klimala huknął jak z armaty, a piłka po jego strzale trafiła w poprzeczkę. Z dystansu swoich sił próbował też wprowadzony po przerwie Carlitos. Górą był jednak Sandomierski. Trzeba przyznać, że Legia z animuszem dążyła do wyrównania i z każdą minutą miała coraz większą przewagę. Jagiellonia do samego końca meczu skutecznie się jednak broniła.

Punkt zdobyty przez Piasta i porażka Legii oznaczają, że w ostatniej kolejce nie zabraknie emocji. Mający dwa oczka przewagi gliwiczanie w niedzielę będę musieli pokonać Lecha Poznań, by na 100 procent cieszyć się z mistrzostwa. Jeśli mecz zakończy się remisem, a Legia wygra przy Łazienkowskiej z Zagłębiem Lubin, to świętować będą w Warszawie.

W przedostatniej kolejce ekstraklasy Lech Poznań pokonał na własnym terenie Lechię Gdańsk 2:1 i ostatecznie pogrzebał jej nadzieje na walkę o tytuł mistrzowski. Gola na wagę zwycięstwa już w doliczonym czasie gry zdobył Darko Jevtić.

Obie ekipy po raz ostatni spotkały się ze sobą na początku kwietnia. W Gdańsku gospodarze zwyciężyli 1:0 po bramce strzelonej przez Artura Sobiecha. W środowym meczu trener Lechii, Piotr Stokowiec nie mógł skorzystać z usług byłego snajpera Hannoveru, którego na finiszu rozgrywek z gry wyłączyła kontuzja mięśnia przywodziciela. Na szpicy ataku wystąpił Flavio Paixao.

Doświadczony Portugalczyk z dorobkiem piętnastu goli jest najlepszym strzelcem biało-zielonych w bieżącym sezonie, lecz w tym roku kalendarzowym tylko trzykrotnie zdołał trafić do siatki rywali. Stokowiec do gry w podstawowym składzie desygnował również Patryka Lipskiego i Michała Maka, czyli zawodników, którzy w ostatniej ligowej kolejce wchodząc z ławki rezerwowych uratowali Lechii punkt w rywalizacji z Zagłębiem Lubin.

Po przerwie to gospodarze z większym animuszem ruszyli w stronę pola karnego rywali. Potrzebowali jednak pomocy rywali, by wreszcie znaleźć drogę do siatki. W 59. minucie Piotr Tomasik znalazł się z piłką w szesnastce Lecha, ale piłka po jego uderzeniu zmierzała obok słupka. Na jej drodze znalazł się jednak obrońca gości Błażej Augustyn, którego niefortunna interwencja zupełnie zmyliła Zlatana Alomerovicia.

Goście odpowiedzieli w 71. minucie spotkania po fantastycznym trafieniu z woleja. Podobnie jak niedzielnej konfrontacji z Zagłębiem straty odrobił Michał Mak. 27-letni skrzydłowy skorzystał z dokładnego dośrodkowania Filipa Mladenovicia i nie dał Buriciowi żadnych szans na interwencję. Gdy wydawało się, że żadna ze stron nie zdoła już przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść, gospodarze zadali decydujący cios.

W doliczonym czasie gry Darko Jevtić znalazł się w sytuacji sam na sam z Alomeroviciem i nie zmarnował dogodnej okazji. Lechia ponownie zgubiła cenne ligowe punkty. Wobec porażki Legii w Białymstoku mogła odrobić straty do warszawskiej drużyny. W ostatniej serii spotkań gdańszczanie zmierzą się z Jagiellonią na własnym terenie.

Dwa gole Javiego Hernandeza zapewniły Cracovii wygraną w Lubinie i przedłużenie nadziei na wywalczenie czwartej lokaty, która daje grę w europejskich pucharach. Z nadziejami na zaprezentowanie się w Europie po porażce z Pasami ostatecznie pożegnało się Zagłębie.

Cracovia odniosła w Lubinie swoje czwarte zwycięstwo z rzędu, chociaż początek spotkania tego nie zapowiadał, bo szybko na prowadzenie wyszedł zespół Zagłębia po golu Bartosza Kopacza. Punktem zwrotnym spotkania była czerwona kartka dla bramkarza gospodarzy Dominika Hładuna, którą otrzymał po wideoweryfikacji za faul na wybiegającym na czystą pozycję Airamie Cabrerze. Grający w osłabieniu Zagłębie nie sprostało Cracovii i stracili dwa gole – najpierw do bramki Piotra Leciejewskiego trafił Javi Hernandez, a w końcówce pechową bramkę samobójczą zaliczył Maciej Dąbrowski.

W grupie spadkowej Wisła Płock pokonała na wyjeździe Górnik Zabrze w 36. kolejce ekstraklasy. Gola, który zapewnił płocczanom pierwsze zwycięstwo od trzech meczów i znacząco przybliżył ich do utrzymania, strzelił Giorgi Merebaszwili.

Dla pewnej już ligowego bytu drużyny z Zabrza wtorkowy wieczór był okazją do pożegnania z jednego z najbardziej utalentowanych zawodników, jaki w ostatnich latach grał na stadionie przy ulicy Roosevelta. Z miejscowymi kibicami żegnał się Szymon Żurkowski, który po sezonie odchodzi do Fiorentiny. To walczący o utrzymanie piłkarze Leszka Ojrzyńskiego weszli w ten mecz o wiele bardziej zdeterminowani i skoncentrowani. Pomogło im to bardzo szybko ustawić sobie spotkanie. Już w siódmej minucie ustawiony przed polem karnym Merebaszwili dostał piłkę od Alena Stevanovicia, oszukał jednego z obrońców i pięknym uderzeniem zmieścił piłkę tuż przy dalszym słupku bramki Martina Chudego.

Gol Gruzina był pierwszym i ostatnim, jaki zobaczyli tego wieczoru fani zgromadzeni w Arenie Zabrze. Wisła nastawiła się na bronienie korzystnego wyniku i swojego celu dopięła, choć nie obyło się bez pomocy rywali. Piłkarze Marcina Brosza byli tego dnia bardzo nieskuteczni i zmarnowali kilka bardzo dobrych sytuacji w drugiej połowie. Pojedynki z bramkarzem płocczan przegrywali m.in. Igor Angulo czy Ishmael Baidoo, natomiast Łukasz Wolsztyński trafił w słupek.

Wtorkowy wynik powoduje, że piłkarze Ojrzyńskiego są już krok od utrzymania. Zajmują 14. miejsce i jak dotąd zgromadzili 40 punktów, o trzy więcej od 15. w tabeli Miedzi Legnica.

W bardzo ważnym meczu w walce o utrzymanie w ekstraklasie Śląsk Wrocław pokonał w Legnicy Miedź 2:0. Dzięki temu WKS zapewnił sobie pozostanie w elicie. Z kolei Miedź znalazła się w strefie spadkowej i do końca będzie musiała rywalizować o utrzymanie z Wisłą Płock, która we wtorek ograła Górnik w Zabrzu 1:0.

Przed meczem w tabeli ekstraklasy Śląsk miał 38 punktów, o jeden wyprzedzał Miedź i o dwa będącą w strefie spadkowej Wisłę Płock. Oprócz zdegradowanego już Zagłębia Sosnowiec tylko te trzy zespoły ciągle nie mogły być pewne utrzymania. W przypadku wygranej Śląsk zapewniłby sobie pozostanie w ekstraklasie jeszcze przed ostatnią kolejką.

Początek spotkania należał do gospodarzy, którzy z animuszem zaatakowali Śląsk. Miedź mogła objąć prowadzenie już w siódmej minucie, ale Juan Camara w dobrej sytuacji trafił w słupek, a dobitka Petteri Forsella była mocno niecelna. Po przerwie w końcu jednej ze stron udała się ta sztuka i to od razu padł gol. W 51. minucie Augusto skutecznie wykonał rzut wolny zza linii pola karnego. Jego płaski strzał okazał się za trudny dla Sosłana Dżamajewa.

W 74. minucie piłkarze Miedzi byli bliscy wyrównania. Fatalnie do tyłu zagrał Łukasz Broź i Mateusz Szczepaniak był bliski dojścia do piłki i pokonania bramkarza Śląska. Jakub Słowik w ostatniej chwili wyprzedził jednak rywala. Bliski powodzenia był też Camara po rzucie rożnym. Uderzenie Omara Santany obronił za to Słowik.

W ostatniej akcji meczu drugiego gola dla Śląska strzelił Mateusz Radecki. Wtorkowe spotkanie było wyjątkowe dla Piotra Celebana. Wieloletni kapitan Śląska w Legnicy rozegrał 290. mecz w ekstraklasie, co jest klubowym rekordem. Wcześniej najlepszym wynikiem w tej kategorii mógł się pochwalić Mieczysław Kopycki.

Kibice Arki odetchnęli po zwycięstwie 3:1 na własnym stadionie z Wisłą Kraków. Drużyna z Gdyni w przyszłym sezonie ponownie zagra w ekstraklasie. Do pierwszej ligi zleciało już Zagłębie Sosnowiec, które zakończy rozgrywki na ostatniej pozycji. O uniknięcie przedostatniego miejsca, również oznaczającego degradację, wciąż walczą trzy drużyny. Przed 36. kolejką dwunasta była Arka (39 punktów), trzynasty Śląsk Wrocław (38), czternasta Miedź Legnica i piętnasta Wisła Płock (po 37). Margines błędu u wszystkich jest zatem niewielki.

Arka w poniedziałkowy wieczór od razu wzięła się do pracy. W 5. minucie długi wyrzut z autu Adama Marciniaka wykorzystał Adam Deja. Pomocnik gospodarzy obrócił się z piłką i efektownym strzałem wbił pierwszego gola. Wisła, pewna utrzymania w ekstraklasie, odpowiedziała tuż przed przerwą. Po rozegraniu rzutu rożnego wyrównał Maciej Śliwa, który 22 maja osiągnie pełnoletność.

Gdynianie skutecznie zaatakowali w drugiej połowie. W 58. minucie bramkę – znów po aucie Marciniaka – zdobył Marko Vejinović. Holenderski pomocnik w minucie 70. ustalił wynik, wykorzystując rzut karny. Arka odniosła w ten sposób czwarte zwycięstwo w grupie spadkowej. Spora w tym zasługa trenera Jacka Zielińskiego, który w kwietniu zastąpił na stanowisku Zbigniewa Smółkę.

Żegnające się z piłkarską Ekstraklasą Zagłębie Sosnowiec przegrało u siebie z Koroną Kielce 2:4 we wtorkowym meczu przedostatniej kolejki. To było smutne spotkanie na zalanym deszczem Stadionie Ludowym. Zajmujący bezpieczne, 10. miejsce w tabeli kielczanie mogli sobie pozwolić na pewien „luz” i grę o rewanż za marcową porażkę w Sosnowcu 1:4. Gospodarzom pozostało pożegnanie z kibicami w ostatnim meczu sezonu na własnym stadionie. Tyle, że widzów na trybunach nie było zbyt wielu.

Po pierwszej połowie goście mogli prowadzić wysoko, bo stworzyli mnóstwo groźnych sytuacji pod bramką Zagłębia. Zdobyli dwa gole, po uderzeniach Marcina Cebuli i Elii Sorano. W 25. minucie Soriano nie wykorzystał rzutu karnego. Uderzył lekko i Dawid Kudła obronił. Bramkarz sosnowiczan uratował swój zespół przed przerwą od utraty kilku goli.

Co prawda na początku drugiej połowy częściej atakowali kielczanie, jednak to Zagłębie okazało się skuteczniejsze. W 56. minucie szybką akcje zakończył trafieniem Giorgi Gabedawa, po podaniu Udovicicia. Wyrównanie dodało skrzydeł piłkarzom z Sosnowca, którzy coraz częściej zapuszczali się w okolice pola karnego rywali. Zostali jednak skarceni kontrą Korony, zwieńczoną wykorzystaną przez Soriano sytuacją sam na sam z bramkarzem gospodarzy.

Zespół trenera Ivanauskasa do końca walczył o remis, jednak to 50 zmokniętych kibiców Korony miało po ostatnim gwizdku sędziego powody do radości, tym bardziej, że w doliczonym czasie gry wynik ustalił Cebula, zdobywając czwartego gola dla kielczan.

Wyniki spotkań 36. kolejki grupy mistrzowskiej:
Lech Poznań – Lechia Gdańsk 2:1 (0:0)
Zagłębie Lubin – Cracovia Kraków 1:2 (0:0)
Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa 1:0 (1:0)
Pogoń Szczecin – Piast Gliwice 0:0

Wyniki spotkań 36. kolejki grupy spadkowej:
Miedź Legnica – Śląsk Wrocław 0:2 (0:0).
Górnik Zabrze – Wisła Płock 0:1 (0:1)
Zagłębie Sosnowiec – Korona Kielce 2:4 (1:2)
Arka Gdynia – Wisła Kraków 3:1 (1:1)

tabela piłkarskiej ekstraklasy po 36 kolejkach
1 Piast Gliwice                             36 20 9 7 56:33 69
2 Legia Warszawa                      36 20 7 9 53:36 67
3 Lechia Gdańsk                         36 18 10 8 52:38 64
4 Cracovia                                    36 17 6 13 45:40 57
5 Jagiellonia Białystok             36 16 9 11 55:50 57
6 KGHM Zagłębie Lubin           36 15 7 14 55:46 52
7 Lech Poznań                             36 15 7 14 49:47 52
8 Pogoń Szczecin                       36 13 10 13 54:54 49
9 Wisła Kraków                           36 14 7 15 63:58 49
10 Korona Kielce                         36 12 11 13 42:51 47
11 Górnik Zabrze                         36 11 10 15 45:53 43
12 Arka Gdynia                            36 10 12 14 49:47 42
13 Śląsk Wrocław                       36 11 8 17 45:45 41
14 Wisła Płock                            36 10 10 16 50:58 40
15 Miedź Legnica                       36 9 10 17 35:61 37
16 Zagłębie Sosnowiec            36 7 7 22 49:80 28

Na podstawie doniesień agencyjnych opracował Zbigniew Belz

Poleć:

O Autorze:

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.