Piast Gliwice po raz pierwszy mistrzem Polski

0

Dysponujący jednym z najniższych budżetów w ekstraklasie Piast Gliwice pokonał u siebie Lecha Poznań 1:0 i przypieczętował sensacyjne zdobycie tytułu. Wobec zwycięstwa w ostatniej kolejce nie musiał się już oglądać na wynik równolegle rozgrywanego meczu w Warszawie, w którym Legia ostatecznie zremisowała z Zagłębiem Lubin 2:2.

W ciągu 12 miesięcy Piast przeszedł nieprawdopodobną metamorfozę. Przed rokiem w ostatniej kolejce podopieczni byłego selekcjonera Waldemara Fornalika walczyli o utrzymanie. Tym razem bili się o mistrza, a na dodatek przed ostatnią kolejką byli panami swojego losu. Do przypieczętowania tytułu, bez sprawdzania wyniku równolegle rozgrywanego meczu w Warszawie, wystarczyło wygrać z grającym o pietruszkę Lechem. Co prawda przyjezdni odgrażali się, że postarają się zagrać Piastowi na nosie, ale nie mieli takich możliwości. Chęci “Kolejorza” rozbiły się o słupek, w który w 30. minucie trafiła piłka po uderzeniu głową niebezpiecznego przy stałych fragmentach Nikoli Vujadinovicia. Kilka minut później interwencją przy groźnym strzale Darko Jevticia błysnął Jakub Szmatuła, bohater niedawnego meczu z Jagiellonią Białystok, którym Piast utorował sobie drogę do mistrzostwa Polski. Stadion Piasta pękał w szwach. Po raz pierwszy w historii udało się go zapełnić do ostatniego miejsca. Humory w Gliwicach dopisywały, tym bardziej że Piast prowadził już wtedy 1:0.

Kluczowy moment meczu, a zarazem walki o mistrzostwo Polski, miał miejsce w 26. minucie. Piłka ze środka pola powędrowała leniwie w kierunku bramki Lecha, a nie zrozumieli się Rafał Janicki z Matosem Putnockym. Obrońca “Kolejorza” tak nieporadnie zostawił piłkę partnerowi z bramki, że przejął ją Piotr Parzyszek i strzelił na “pustaka”. Putnocky niepotrzebnie wybiegł z bramki. W przerwie gliwiczanie mogli być już względnie spokojni o losy mistrzostwa. Katastrofę sprowadziłyby na nich dopiero dwa gole, jeden w Gliwicach dla Lecha i jeden w Warszawie. Na dobrą sprawę świętowanie na Górnym Śląsku rozpoczęło się już w 58. minucie, kiedy do Gliwic dotarła wiadomość o bramce w Warszawie – na 2:1 dla Zagłębia.

Na stadionie rozpoczęła się fiesta, która trwała już do końca. Sielanka z trybun przeniosła się na murawę, bo w drugiej połowie piłkarze obu drużyn ograniczali się głównie do kurtuazyjnej walki w środku boiska. Lech zgodnie z zapowiedziami trenera Dariusza Żurawia starał się o sprawienie niespodzianki, jednak im bliżej było do końca, tym te ambicje były mniejsze. Najwięcej emocji wzbudziło w 71. minucie zejście bohatera tego popołudnia Piotra Parzyszka, któremu kibice zgotowali owację na stojąco.

Nawet w ostatnim meczu sezonu piłkarze Legii Warszawa nie potrafili dać z siebie wszystkiego i tylko zremisowali przy Łazienkowskiej z Zagłębiem Lubin 2:2. Warszawski zespół przed przedostatnią kolejką prowadził w tabeli, ale później w słabym stylu przegrał na wyjeździe z Jagiellonią Białystok i gliwiczanie awansowali na pierwsze miejsce. Dlatego przed sobotnim spotkaniem sytuacja była jasna – Legia musiała wygrać oraz liczyć, że Lech Poznań postawi się na wyjeździe Piastowi i wywalczy przynajmniej remis.

Kibice Legii nie byli zadowoleni z postawy piłkarzy w ostatnich meczach. Choć niemal w komplecie stawili się na stadionie przy Łazienkowskiej i dopingowali gospodarzy, to dali im również do zrozumienia, że nie akceptują tego, co prezentowali na boisku. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem na trybunach pojawiła się wielka sektorówka z napisem “nadzieja”, który po chwili przemienił się w “beznadzieja”.

Choć Legia była faworytem sobotniego meczu, to nie było tego szczególnie widać na murawie. Podobnie jak w poprzednich spotkaniach z Jagiellonią, Piastem czy Pogonią warszawski zespół miał problemy ze skonstruowaniem składnej akcji i popełniał błędy w defensywie. Natomiast goście nie forsowali tempa, koncentrowali się na obronie i kontrach. Początek był wyrównany, do momentu, w którym legioniści trafili do siatki. Była 15. minuta, gdy Hamalainen idealnie dograł do wbiegającego w pole karne Carlitosa, a Hiszpan będąc sam na sam z bramkarzem nie zmarnował okazji oddając pewny strzał.

W tym momencie Legia była mistrzem Polski, albowiem Piast remisował bezbramkowo z Lechem. Gospodarze mogli podwyższyć na 2:0 w 29. minucie – wówczas na strzał zdecydował się Cafu, ale jeden z obrońców wybił głową piłkę zmierzającą do bramki. Natomiast uderzenie Sebastiana Szymańskiego z dystansu było bardzo niecelne. Była to tak naprawdę ostatnia szansa piłkarzy Vukovicia w pierwszej połowie.

Legia prowadziła, ale wcale nie była zespołem lepszym. Tymczasem Zagłębie wzięło się do roboty. Zawodnicy Bena van Daela wyrównali w 32. minucie – była to niemal kopia bramki strzelonej przez Carlitosa. Tym razem w roli asystenta spisał się Filip Starzyński, a akcję strzałem wykończył Damjan Bohar. Co więcej lubinianie dalej atakowali, ale nie zdołali strzelić drugiego gola. Pierwsza połowa zakończyła się w pełni zasłużonym remisem.

Po przerwie Legia wcale nie grała lepiej. Ponownie szwankowało rozegranie, gospodarze grali bez pomysłu. Na kolejne uderzenie z dystansu zdecydował się Cafu, a piłka minimalnie minęła słupek. Odpowiedział Starzyński, który strzelał niecelnie z rzutu wolnego. Jak się okazało kolejna próba lubinian była bezbłędna i zarazem zabójcza dla warszawskiego klubu. W 58. minucie Alan Czerwiński znakomicie podał z prawej strony po ziemi, a Patryk Szysz uciekł obrońcy i z zimną krwią pokonał Radosława Majeckiego.

Od tego momentu Legia praktycznie przestała grać – jej akcje były szarpane, brakowało precyzji. A Zagłębie? Starało się uprzykrzać życie rywalom i czekało na kolejne okazje. Piłkarze Legii byli coraz bardziej sfrustrowani i zarazem bezradni. Ponownie próbowali strzelać z dystansu. Najbliżej powodzenia był Szymański – piłka po jego uderzeniu odbiła się od poprzeczki. Jednak gospodarze zdołali doprowadzić do wyrównania w 90. minucie – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka spadła pod nogi Adama Hlouska, który z bliska pokonał Konrada Forenca.

Legia nie zdołała odnieść zwycięstw w czterech ostatnich meczach, przegrała mistrzostwo i zanotowała kompletnie nieudany sezon, który rozpoczęła od fatalnej postawy w eliminacjach do europejskich pucharów. Piłkarzy i Vukovicia żegnały gwizdy. To było niezwykle gorzkie popołudnie w Warszawie.

W ostatniej kolejce sezonu 2018/19 trwała korespondencyjna walka między Cracovią a Jagiellonią Białystok. Oba kluby liczyły się jeszcze walce o czwarte miejsce, które dawało start w europejskich pucharach i oba zgodnie przegrały swoje mecze – Pasy u siebie 0:3 z Pogonią Szczecin, a Jaga 0:2 na wyjeździe z Lechią Gdańsk.

Cracovia sezon zasadniczy zakończyła z punktem więcej od Jagiellonii. Jak się okazało, miało to kluczowe znaczenie w temacie awansu do europejskich pucharów. Przed ostatnią kolejką grupy mistrzowskiej, oba zainteresowane kluby miały tyle samo punktów w dorobku. W Krakowie Pasy podejmowały Pogoń. Drużyna ze Szczecina walczyła już tylko o wyprzedzenie w tabeli Lecha Poznań i zajęcie siódmego miejsca, więc o wielkiej presji ciążącej na gościach nie można było mówić.

Grający na luzie Portowcy objęli prowadzenie w 31. minucie. Po dobrym dośrodkowaniu Zvonimira Kozulja dobrze w polu karnym zachował się Soufian Benyamina. Niemiec wyprzedził Michała Helika i strzałem z powietrza otworzył wynik spotkania. Cracovia przegrywała 0:1, a ten rezultat oznaczał, że na czwarte miejsce wskakiwała Jagiellonia, która przez niemal całą pierwszą połowę bezbramkowo remisowała w Gdańsku z Lechią. W 44. minucie gospodarze zdołali jednak zdobyć bramkę. Trafił Karol Fila i wszystko wróciło o stanu sprzed meczów. N

Zawodnicy z Białegostoku zdawali sobie z tego sprawę i dążyli choćby do wyrównania. W 57. minucie piłkę ręką we własnym polu karnym zagrał Błażej Augustyn i sędzia, po weryfikacji VAR, wskazał na karny. To, co chwilę później zrobił Jesus Imaz nie mieści się w głowie. Hiszpan, który ustawił piłkę na jedenastym metrze, nonszalancko kopnął ją bez żadnego rozbiegu i problemu ze złapaniem jej nie miał Dusan Kuciak. D

Tymczasem sytuacja Pasów w 65. Minucie jeszcze bardziej się pogorszyła. Cudownym technicznym strzałem z dystansu popisał się Kozulj. Bośniak podkręcił piłkę niczym sam David Beckham i Michal Pesković był bez szans. Cracovia w tej sytuacji mogła tylko nasłuchiwać wieści z Gdańska. Tam, w 72. minucie, piłka po raz drugi wpadła do bramki strzeżonej przez Grzegorza Sandomierskiego. Trafił Jarosław Kubicki, ale sędzia Paweł Gil długo analizował sytuację przy pomocy systemu VAR. Ostatecznie uznał, że Flavio Paixao nie przeszkadzał bramkarzowi w interwencji. Bramkę straciła Jagiellonia, bramkę, trzecią tego dnia, straciła też Cracovia. Prowadzenie Pogoni podwyższył Radosław Majewski. Pasy przegrały u siebie z Pogonią aż 0:3, ale przy równoczesnej porażce Jagiellonii w z Lechią 0:2, to Cracovia może cieszyć się z czwartego miejsca i udziału w europejskich pucharach.

Wyniki spotkań ostatniej kolejki grupy mistrzowskiej:
Cracovia – Pogoń Szczecin 0:3 (0:1)
Lechia Gdańsk – Jagiellonia Białystok 2:0 (1:0)
Piast Gliwice – Lech Poznań 1:0 (1:0)
Legia Warszawa – KGHM Zagłębie Lubin 2:2 (1:1)

Piłkarze Wisły Płock wykonali swoje zadanie i w ostatniej kolejce ekstraklasy zdobyli punkt w rywalizacji z Zagłębiem Sosnowiec (0:0), co wystarczyło im do utrzymania. Miedź po elektryzującym widowisku pokonała w Krakowie Wisłę 5:4, ale i tak pożegnała się z ligą. Płocczanom do utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej wystarczał remis w konfrontacji ze zdegradowanym już do 1. ligi Zagłębiem Sosnowiec. Zespół z Legnicy mógł liczyć na pozostanie w ekstraklasie pokonując Wisłę Kraków na wyjeździe, przy jednoczesnej porażce podopiecznych Leszka Ojrzyńskiego w Płocku z zamykającym tabelę Zagłębiem. W przypadku zakończenia sezonu z równą liczbą punktów, bilans bezpośrednich spotkań premiowałby Miedź, która w rundzie zasadniczej wywalczyła cztery oczka w potyczkach z Nafciarzami. Z

Scenariusz szczęśliwy dla legniczan mógł zostać zrealizowany jeszcze przed upływem drugiego kwadransa gry. W 25. minucie potyczki w Płocku obrońca krakowskiej drużyny Lukas Klemenz zablokował ręką strzał z dystansu Petteriego Forsella i sędzia wskazał na jedenasty metr. Fin podszedł do piłki ustawionej na jedenastym metrze, lecz Mateusz Lis wyczuł jego intencje i sparował piłkę poza linię końcową.

Gdy piłkarze Miedzi marnowali swoją pierwszą idealną okazję do zdobycia gola, w Płocku niespodziewanie Zagłębie Sosnowiec otworzyło wynik spotkania. Dawid Ryndak dostał znakomite zagranie za linię obrony i po chwili w sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy posłał piłkę do siatki. Arbiter nie uznał jednak tego trafienia, ponieważ zawodnik Zagłębia w momencie podania znajdował się na pozycji spalonej. Szanse Miedzi na pozostanie w Ekstraklasie malały z upływem kolejnych minut. Chwilę po rzucie karnym zmarnowanym przez Forsella, Wisła Kraków objęła prowadzenie po fenomenalnym strzale Marko Kolara z dalekiego dystansu. Legniczanie zdołali szybko odpowiedzieć dzięki kolejnej jedenastce odgwizdanej przez sędziego na ich korzyść. Tym razem za wykonanie rzutu karnego odpowiedzialność wziął Joan Roman i spisał się w tym elemencie znacznie lepiej od Forsella, doprowadzając do wyrównania.

Do przerwy Miedź była już jedną noga w 1. lidze, a jej sytuacja wyglądała jeszcze gorzej po dziesięciu minutach drugiej odsłony, gdy Vukan Savicević wykorzystał podanie Vullneta Bashy i ponownie wyprowadził Białą Gwiazdę na prowadzenie. Legniczanie pomimo beznadziejnej sytuacji nie składali broni. Zaledwie kilka minut po trafieniu Savicevicia, drugą bramkę dla Miedzi zdobył Juan Camara, a tablica wyników ponownie wskazywała remis. Goście szybko poszli za ciosem i jeszcze przed upływem 70. minuty prowadzili już 4:2! Najpierw swojego drugiego gola w tym meczu zdobył Joan Roman, a chwilę później podobnym dorobkiem mógł się pochwalić Camara, który popisał się ładnym uderzeniem z dystansu. Beniaminek wykonał swoje zadanie i czekał na wieści z Płocka, gdzie nadal utrzymywał się remis 0:0.

Widowisko w Krakowie nawet na moment nie pozwalało jednak widzom oderwać wzroku od murawy. Po golach dla Miedzi, Paweł Brożek został sfaulowany w polu karnym i kibice oglądali trzecią tego dnia jedenastkę. Sam poszkodowany podszedł do piłki i zmniejszył straty Wisły, która w tym momencie przegrywała już tylko 3:4.

Na dziesięć minut przed końcem spotkania w Płocku przyjezdni z Sosnowca rozegrali akcję, która mogła całkowicie wywrócić dół tabeli. Po uderzeniu Dawida Ryndaka piłka trafiła w poprzeczkę i tylko centymetry dzieliły miejscową Wisłę od przesunięcia się na pozycję spadkową. Emocji w końcówce nie wytrzymał szkoleniowiec gospodarzy, Leszek Ojrzyński, który dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry został odesłany na trybuny. Niebawem trener płocczan mógł jednak odetchnąć z ulgą. W doliczonym czasie gry meczu w Krakowie arbiter podyktował czwarty w tym spotkaniu rzut karny, a drugi dla Białej Gwiazdy.

Jedenastkę pewnie wykorzystał Marko Kolar odbierając Miedzi resztki nadziei na utrzymanie. Goście grali do końca i w ostatniej akcji zdołali jeszcze wyjść na prowadzenie 5:4 po golu Pawła Zielińskiego, lecz wystarczyło to tylko do honorowego pożegnania się z Ekstraklasą. Z najwyższą klasą rozgrywkową pożegnały się zespoły Miedzi Legnica i Zagłębia Sosnowiec. To pierwsza sytuacja od sezonu 2003/04, gdy z ekstraklasy spadli obaj beniaminkowie. Ich miejsce po wakacjach zajmą: Raków Częstochowa i ŁKS Łódź.

W meczu drużyn spokojnych o ligowy byt Górnik Zabrze ze sporą łatwością wygrał w Kielcach, strzelając trzy gole w drugiej połowie. Dwa z nich były autorstwa Igora Angulo, który sezon zamknął z 24 trafieniami na koncie, zostając ponownie królem strzelców

Zespół gospodarzy od początku spotkania z zabrzanami wyglądał słabo. Piłkarze grali wolno, zostawiając dużo przestrzeni rywalom. Na szczęście dla gospodarzy ci nie bardzo potrafili opieszałość złocisto-krwistych wykorzystać i do przerwy był bezbramkowy remis.

W drugiej połowie Górnik nie miał już litości. Piłkarze Marcina Brosza byli w sobotę tymi, którzy chcieli wygrać i zrobili to najmniejszym nakładem sił. Dwa razy do siatki trafił Angulo, raz Wolsztyński i Kielce po raz kolejny w ostatnich latach w fatalnym stylu kończą sezon.

Zabrzanie mogą się za to cieszyć, bo utrzymali 11. miejsce w lidze, a dwa gole hiszpańskiego napastnika oznaczają, że Angulo zostanie w tym sezonie królem strzelców ekstraklasy, bo nad trzecim Jesusem Imazem ma osiem goli przewagi (drugi Marcin Robak już zakończył sezon).

Arka Gdynia w ostatniej kolejce ekstraklasy przegrała na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław aż 0:4 (0:2) i ukończyła rozgrywki ekstraklasy na 13. miejscu. Od 39. minucie goście grali w “10”, gdyż Adam Deja po dwóch żółtych kartach musiał opuścić boisko. Z elity zostały zdegradowane: Miedź Legnica i Zagłębie Sosnowiec.

Wyniki spotkań ostatniej kolejki grupy spadkowej:
Wisła Płock – Zagłębie Sosnowiec 0:0
Wisła Kraków – Miedź Legnica 4:5 (1:1)
Śląsk Wrocław – Arka Gdynia 4:0 (2:0)
Korona Kielce – Górnik Zabrze 0:3 (0:0)

Tabela końcowa piłkarskiej ekstraklasy

1 Piast Gliwice                       37 21 9 7 57:33 72
2 Legia Warszawa                37 20 8 9 55:38 68
3 Lechia Gdańsk                  37 19 10 8 54:38 67
4 Cracovia                             37 17 6 14 45:43 57
5 Jagiellonia Białystok      37 16 9 12 55:52 57
6 KGHM Zagłębie Lubin    37 15 8 14 57:48 53
7 Pogoń Szczecin               37 14 10 13 57:54 52
8 Lech Poznań                     37 15 7 15 49:48 52
9 Wisła Kraków                    37 14 7 16 67:63 49
10 Korona Kielce                 37 12 11 14 42:54 47
11 Górnik Zabrze                 37 12 10 15 48:53 46
12 Śląsk Wrocław                37 12 8 17 49:45 44
13 Arka Gdynia                    37 10 12 15 49:51 42
14 Wisła Płock                     37 10 11 16 50:58 41
15 Miedź Legnica                37 10 10 17 40:65 40
16 Zagłębie Sosnowiec     37 7 8 22 49:80 29

Na podstawie doniesień agencyjnych opracował Zbigniew Belz

Poleć:

O Autorze:

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.