Piast nowym liderem piłkarskjiej ekstraklasy

0

W pierwszym niedzielnym spotkaniu Piast pokonał u siebie Jagiellonię 2:1 po golu w doliczonym czasie gry i awansował na pierwsze miejsce w tabeli. Ponieważ wyprzedzał Legię o dwa punkty, warszawski zespół nie mógł sobie pozwolić na wpadkę z zamykającą tabelę grupy mistrzowskiej Pogonią.

Motywująco na zespół ze stolicy miała podziałać informacja, że Aleksandar Vuković będzie również szkoleniowcem w przyszłym sezonie – Serb podpisał roczny kontrakt z możliwością przedłużenia o kolejny rok. – Jestem przekonany, że “Vuko” da radę – powiedział w piątek prezes Legii Dariusz Mioduski.

Jednak mecz nie mógł się rozpocząć dla gospodarzy w gorszy sposób. Już w 4. minucie podopieczni Kosty Runjaica wyszli na prowadzenie. Sebastian Szymański 20 metrów od bramki sfaulował Tomasza Podstawskiego, a do wykonania rzutu wolnego podszedł Zvonimir Kozulj. Bośniak oddał świetny strzał nad murem, którym kompletnie zmylił Radosława Cierzniaka. B

Legioniści rzucili się na rywali i próbowali czym prędzej odpowiedzieć, ale mało brakowało, a to przyjezdni po mocnym uderzeniu z dystansu Podstawskiego prowadziliby 2:0. Jednak tym razem dobrze spisał się golkiper warszawskiej drużyny. Chwilę później szczęścia spróbował David Stec, ale Cierzniak nie miał problemów ze skuteczną interwencją.

Zawodnicy Legii mieli kłopot ze skonstruowaniem składnej akcji i przedarciem się pod pole karne Pogoni – goście dobrze się ustawiali oraz kontrowali. Właśnie po jednej z kontr szansę na podwyższenie wyniku miał były wychowanek warszawskiego klubu Michał Żyro, który groźnie główkował i bramkarz z trudem złapał piłkę. Co więcej, w 38. minucie szczecinianie powinni zdobyć drugą bramkę, ale tym razem Żyro w sytuacji sam na sam uderzył wprost w Cierzniaka. Gospodarze walili głową w mur i postawili na strzały z dystansu, ale większość z nich została zablokowana.

Widząc nieporadność swojego zespołu, Vuković niespodziewanie zdjął Yuriego Medeirosa, a w jego miejsce wprowadził Dominika Nagy’a. W samej końcówce pierwszej połowy szansę mieli jeszcze William Remy i Carlitos – pierwszy po zamieszaniu w polu karnym oddał efektowny strzał przewrotką, a drugi uderzył po ziemi. Jednak piłka nie znalazła drogi do bramki i Pogoń schodziła do szatni zasłużenie prowadząc.

Na drugą połowę w zespole Legii nie wybiegł Andre Martins. Zastąpił go Jarosław Niezgoda – napastnik po raz ostatni pojawił się na murawie 17 lutego w przegranym spotkaniu z Cracovią. Długo się leczył po serii urazów. Jak się okazało, Vuković podjął słuszną decyzję, wprowadzając polskiego snajpera, a wcześniej Nagy’a. To właśnie ta dwójka sprawiła, że gospodarze mogli cieszyć się z wyrównania.

W 55. minucie legioniści przeprowadzili kontrę, a Niezgoda idealnie dograł do wbiegającego w pole karne Węgra, który mocnym i pewnym strzałem pokonał bramkarza. Napastnik Legii wcześniej sam mógł strzelić gola, ale nie wykorzystał świetnego podania Carlitosa i uderzył w środek bramki.

Warszawski zespół atakował z ogromną determinacją, a Pogoń ograniczyła się do pilnowania dostępu do własnego pola karnego. Nie miała łatwo, bo w 60. minucie straciła z powodu kontuzji Mariusza Malca. Chwilę później gospodarze byli blisko wyjścia na prowadzenie. Niezgoda znakomicie dograł do Marko Vesovicia, a ten trafił do siatki, jednak sędzia słusznie dopatrzył się spalonego. Drużyna z Łazienkowskiej nieustannie dążyła do zdobycia drugiej bramki. Kolejną szansę miał Nagy, który oddał potężny strzał z szesnastego metra, ale doskonale spisał się Jakub Bursztyn. Z kolei szarżę Carlitosa w polu karnym skutecznie zatrzymał Kamil Drygas.

W ostatnich minutach nie zabrakło emocji. Piłkarze Vukovicia zapomnieli się w ataku i zaspali, czego nie zdołał wykorzystać Kozulj. Bośniak huknął sprzed szesnastki, a Cierzniak z trudem wybił piłkę na rzut rożny. W odpowiedzi po dośrodkowaniu Szymańskiego głową uderzał Wieteska, a szansę miał jeszcze Niezgoda. Wynik nie uległ już zmianie. Tym samym Legia ma punkt straty do Piasta.

Niesamowity mecz oglądali kibice w Gliwicach Po emocjonującej końcówce Piast pokonał u siebie Jagiellonię 2:1 i wskoczył na pierwsze miejsce w tabeli ekstraklasy. W ostatniej akcji spotkania rzutu karnego nie wykorzystał Jesus Imaz, który przegrał pojedynek z Jakubem Szmatułą. Piłkarze Piasta nic nie robią sobie z tego, że obecnie są najpoważniejszym rywalem Legii w wyścigu o mistrzostwo Polski. Przed tygodniem pokonali w Warszawie zespół prowadzony przez Aleksandara Vukovicia 1:0, przedłużając tym samym serię zwycięstw do pięciu.

Po zawodnikach trenera Fornalika nie widać, by ciążyła na nich jakakolwiek presja. Z ofensywnym nastawieniem gliwiczanie podeszli do starcia z Jagiellonią. Mimo chęci długo nie mogli jednak stworzyć na własnym stadionie ani jednej sytuacji. Również goście nie zachwycali i kibice oglądali typowy “mecz dla koneserów”.

Gdy wydawało się, że o pierwszej połowie nie da się napisać nic ciekawego, na lewej stronie urwał się Gerard Badia. Hiszpan wbiegł od linii końcowej i zagrał płasko do nabiegającego Joela Valencii. Ekwadorczyk nie trafił czysto w piłkę. Grzegorz Sandomierski z Zoranem Arseniciem rozpaczliwie próbowali interweniować. Nie wyszło to najlepiej. Chorwat trafił piłką w znajdującego się już w bramce Bodvara Bodvarssona. Piłka całym obwodem minęła linię. Sędzia Jarosław Przybył od razu gry nie przerwał, ale po sygnale VAR-u wskazał na środek boiska. Trafienie zapisano Valencii. W 68. minucie bliski wyrównania był Imaz. Hiszpan oddał dobry strzał z około 11 metrów, ale intuicyjną, bardzo szczęśliwą obroną popisał się Szmatuła.

Goście w drugiej połowie przejęli inicjatywę. W 87. minucie źle zachował się Aleksandar Sedlar. Chwalony w tym sezonie obrońca Piasta w serbskim starciu wyciął we własnym polu karnym swojego rodaka z Jagiellonii Marko Poletanovicia i arbiter, po sprawdzeniu sytuacji, podyktował jedenastkę. Rzut karny na gola zamienił Imaz. Piłka po rękach Szmatuły odbiła się jeszcze od słupka i zatrzymała się w siatce.

Największe emocje dopiero czekały na kibiców. W doliczonym czasie gry piękną bramkę dla Piasta zdobył Tomasz Jodłowiec. Wypożyczony z Legii pomocnik kapitalnie przymierzył w okno, dobijając obroniony strzał Jorge Feliksa. Było 2:1. Ale to jednak koniec. Dosłownie w następnej akcji Sedlar znów nie popisał się przed własną bramką, faulując Imaza! Sędzia Przybył ponownie odgwizdał rzut karny. Do piłki podszedł Imaz i… przegrał pojedynek ze Szmatułą! Chwilę później arbiter zagwizdał po raz ostatni, a doświadczony bramkarz utonął w ramionach kolegów. Czy była to interwencja na wagę mistrzostwa? W niesamowitych okolicznościach Piast pokonał u siebie Jagiellonię 2:1 i na tę chwilę jest liderem ekstraklasy.

W ostatnim sobotnim meczu 35. kolejki Lotto Ekstraklasy Cracovia pokonała przed własną publicznością Lecha Poznań 1:0 i wróciła na dobre do rywalizacji o ostatnie miejsce premiowane grą w Lidze Europy. Zwycięskiego gola dla gospodarzy strzelił Słowak Michal Siplak. Krakowianie w ostatnich tygodniach wpadli w dołek, z którego wydostali się dopiero w poprzedniej serii spotkań, pokonując Lechię Gdańsk 2:0 na swoim boisku. Wcześniej Pasy zanotowały trzy kolejne ligowe porażki z Legią Warszawa (0:1), Jagiellonią Białystok (0:1) i Piastem Gliwice (1:3).

Przerwanie niekorzystnej passy wyraźnie dodało im skrzydeł oraz wiary, że na finiszu rozgrywek można jeszcze powalczyć o czwarte miejsce, które premiowane jest startem w kwalifikacjach Ligi Europy. Gospodarze od początku meczu odważnie ruszyli do przodu, wprowadzając zamieszanie w szeregach obronnych przeciwników. Ich starania zostały nagrodzone już w 6. minucie spotkania, gdy Michal Siplak wykorzystał dobre dośrodkowanie z prawego skrzydła i umieścił piłkę pod poprzeczką.

Dla 23-letniego obrońcy Pasów była to pierwsza bramka w tym sezonie Ekstraklasy. Słowak jest jednym z mocniejszych punktów drużyny prowadzonej przez Michała Probierza. W marcu zapracował na pierwsze powołanie do dorosłej reprezentacji Słowacji na mecze z Węgrami oraz Walią w ramach eliminacji do mistrzostw Europy 2020.  

Gospodarze wyraźnie zaskoczyli przyjezdnych. W bieżących rozgrywkach nie zwykli tak efektownie rozpoczynać swoich potyczek. Gol Siplaka był zaledwie trzecim trafieniem krakowian w pierwszym kwadransie gry. Gorszym wynikiem w całej lidze legitymuje się tylko Wisła Płock (dwa gole). Po objęciu prowadzenia zawodnicy Cracovii oddali pole rywalom i nie dążyli już za wszelką cenę do podwyższenia wyniku. Zdawali sobie sprawę, że w przypadku zwycięstwa, zrównają się punktami z zajmującą czwarte miejsce w tabeli Jagiellonią i przybliżą do strefy pucharowej.

Poznański Lech w bieżącym sezonie nie rozpieszcza swoich kibiców. Przed startem rozgrywek zespół z Wielkopolski zapowiadał walkę o tytuł mistrzowski, a wszystko wskazuje na to, że będzie musiał zadowolić się miejscem w środku ligowej stawki. W ostatnim miesiącu Kolejorz odniósł zaledwie jedno zwycięstwo – 1:0 z Legią. W sobotni wieczór na obiekcie przy ul. Kałuży Lechici mieli wyraźne problemy ze stwarzaniem zagrożenia pod polem karnym rywali. W całym spotkaniu goście nie oddali choćby jednego celnego strzału na bramkę strzeżoną przez Michala Peskovicia i ponieśli zasłużoną porażkę.

W ostatnim spotkaniu 35. kolejki ekstraklasy Lechia znów zawiodła i zaledwie zremisowała na własnym boisku z Zagłębiem Lubin 1:1. Goście prowadzili po pierwszej połowie, lecz po przerwie punkt dla zespołu z Gdańska uratował rezerwowy Michał Mak. Gdańszczanie przez większą część sezonu otwierali tabelę i wydawało się, że są najpoważniejszymi kandydatami do sięgnięcia po mistrzostwo Polski. Roztrwonili jednak przewagę budowaną od jesieni na samym finiszu rozgrywek. W ostatnich sześciu kolejkach tylko raz zdołali sięgnąć po komplet punktów i ponieśli aż cztery porażki.

Lechia jest już pewna, że zakończy sezon w czołowej trójce. Apetyty w Gdańsku były jednak dużo większe. Trener Piotr Stokowiec na konferencji przed meczem z Zagłębiem zapowiadał, że w trzech ostatnich spotkaniach jego zespół postara się nawiązać do dyspozycji, którą jego podopieczni prezentowali przez większość sezonu. Gospodarze przystąpili do niedzielnej konfrontacji z animuszem. Od pierwszych minut starali się niepokoić Konrada Forenca strzegącego dostępu do bramki lubinian, lecz wyraźnie brakowało im skuteczności. W pierwszej odsłonie piłkarze Lechii oddali aż osiem strzałów, jednak żaden z nich nie zmierzał w światło bramki. To pięta achillesowa drużyny z Pomorza. Przed spotkaniem z lubinianami zawodnicy Stokowca legitymowali się najmniejszą liczbą celnych uderzeń w lidze (4,85 na mecz).

Zagłębie skupiało się głównie na kontrowaniu rywali i w końcówce pierwszej połowy dopięli swego. W 44. minucie Lubomir Guldan wykorzystał zamieszanie, jakie zapanowało w polu karnym Lechii po rzucie rożnym wykonywanym przez gości i dał gościom prowadzenie. Po zmianie stron trener Stokowiec szukał sposobu na zwiększenie siły ognia swojego zespołu. Wpuścił na boisko Patryka Lipskiego oraz Michała Maka i okazało się to strzałem w dziesiątkę. To właśnie ten duet doprowadził do wyrównania.

W 77. minucie Lipski uderzył z prawego skrzydła w kierunku bramki. Strzał był niecelny, lecz Mak zdołał zagarnąć piłkę, odwrócił się i posłał ją do siatki Zagłębia. Chwilę później Lipski ponownie znalazł się z futbolówką w znakomitej okazji na skraju pola karnego, lecz nie zdecydował się na strzał, a jego odegranie do Haraslina z łatwością przejęli obrońcy.

Lechia zawzięcie atakowała do ostatnich minut, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Goście cofnęli się jednak głęboko. Bronili remisu. Już w doliczonym czasie gry piłkarze Zagłębia wyprowadzili kontrę, po której powinni ponownie objąć prowadzenie. Dusan Kuciak do spółki z defensorami zdołali jednak zatrzymać strzał Filipa Starzyńskiego z najbliższej odległości i wybronić jednopunktową zdobycz. Po 35 kolejkach strata Lechii do prowadzącego w tabeli Piasta wynosi już cztery punkty.

Górnik Zabrze wygrał w Legnicy z tamtejszą Miedzią 1:0 (0:0) po golu Pawła Bochniewicza i zapewnił sobie utrzymanie w ekstraklasie. Gospodarze natomiast zsunęli się w tabeli na 14. miejsce i mają tyle samo punktów, co będąca w strefie spadkowej Wisła Płock. We wtorek legniczanie zmierzą się w arcyważnym meczu z Śląskiem Wrocław, który też ciągle walczy o pozostanie w lidze.

Początek spotkania to wyrównana gra obu drużyn. Zarówno gospodarze, jak i goście od pierwszego gwizdka dynamicznie ruszyli do ataku. Pierwsze minuty meczu nie przyniosły przewagi żadnej z drużyn. W 8. minucie obok słupka bramki Górnika strzelił Joan Roman, a kilka minut później w boczną siatkę bramki gospodarzy uderzył Szymon Żurkowski. Po pierwszych, dynamicznych minutach spotkania widzowie zgromadzeni na trybunach legnickiego stadionu obejrzeli dużo walki w środku pola. Żadna z drużny poważnie nie zagroziła bramce rywala i taki obraz gry utrzymał się do przerwy.

W pierwszych minutach drugiej połowy aktywniejsza była Miedź. Juan Camara popisał się potężnym uderzeniu zza pola karnego, ale piłka przeszła nad poprzeczką. Chwilę później, po akcji oskrzydlającej gospodarzy, od utraty gola przyjezdnych uratował Martin Chudy. Umiejętnościami bramkarskimi popisał się też Sosłan Dżanajew, który obronił strzał oddany z bliskiej odległości przez Daniego Suareza. Ponownie Dżanajew musiał interweniować po uderzeniu Mateusza Matrasa. Zaraz potem Chudy w ostatniej chwili przeniósł piłkę nad poprzeczką po strzale Petteri Forssella.

W 69. minucie gola dla Górnika strzelił obrońca Paweł Bochniewicz, który świetnie przyjął dośrodkowanie Borisa Sekulicia i z bliskiej odległości pokonał bramkarza Miedzi. W końcówce meczu niemal stuprocentową sytuację na zdobycie drugiego gola dla Górnika zmarnował Jesus Jimenez. Pomocnik nie trafił z kilku metrów do bramki przeciwnika.

Tuż przed końcem spotkania zrobiło się nerwowo. Najpierw czerwoną kartką za faul na Jimenezie został ukarany Kornel Osyra, a później Jimenez zobaczył drugą żółta kartkę i również opuścił murawę. W doliczonym czasie gry wyrównać mógł Joan Roman. Do szczęścia zabrakło mu centymetrów, bo piłka trafiła w porzeczkę bramki Górnika.

Po ciekawej pierwszej połowie i słabszej drugiej Śląsk wygrał bardzo ważny mecz z Wisłą Płock 2:1 i uciekł ze strefy spadkowej. Miejsce wrocławian “pod kreską” zajął właśnie zespół z Płocka. Od początku obie drużyny grały odważnie do przodu, atakowały i pod bramkami wiele się działo. Pierwszy sytuację stworzył Śląsk. W ogromnym zamieszaniu w polu karnym strzał oddał Wojciech Golla i zmierzającą do bramki piłkę wybił Alan Uryga.

Chwilę później świetną okazję miała Wisła. Mateusz Szwoch znalazł się sam przed Jakubem Słowikiem, ale ten odbił piłkę po jego strzale lobem. W odpowiedzi zaatakował znowu Śląsk i zdobył gola. Po dośrodkowaniu Roberta Picha i niepewnej interwencji Bartłomieja Żynela z bliska piłkę do siatki posłał Mateusz Cholewiak. Kilka minut później mogło być 2:0, ale tym razem bramkarz gości zdołał odbić piłkę nogami. Wisła bynajmniej nie dała się zepchnąć do obrony i też wyprowadzała ataki. Po ładnej wymianie podań i biernej postawie obrońców Śląska w polu karnym znalazł się Alen Stevanovic. Serb przymierzył idealnie i Słowik był bez szans.

Goście mogli pójść za ciosem, ale strzał Urygi bramkarz Śląska zdołał odbić. Podobnie jak uderzenie Oskara Zawady zza pola karnego, z którym miał jednak pewne problemy i musieli mu pomagać koledzy z obrony. Tuż przed przerwą szansę na drugiego gola mieli też wrocławianie. Krzysztof Mączyński uderzył z rzutu wolnego i przyjezdnych uratowała poprzeczka.

Po przerwie tempo gry spadło. Nadal oba zespoły starały się atakować, ale sytuacji bramkowych było już znacznie mniej niż w pierwszej połowie. Pod bramkami było groźnie właściwie jedynie po stałych fragmentach gry. Nie brakowało za to walki i sędzia dosyć często sięgał po gwizdek, bo dopatrywał się przewinienia. Z czasem zarysowała się optyczna przewaga Śląska, ale poza częstszym goszczeniem pod polem karnym rywali, nic z tego nie wynikało.

Piłkarze Wisły często faulami przerywali akcje wrocławian, ci mieli rzuty wolne, lecz nie potrafili przełożyć je na sytuacje bramkowe. Wszyscy w stronę Robaka Nie udawało się z rzutów wolnych, udało się po rzucie rożnym. Po dośrodkowaniu Augusto najwyżej do piłki wyskoczył Marcin Robak i strzałem głową z bliska nie dał szans Żynelowi. Takiej radości na ławce rezerwowych Śląska już dawno nie było. Niemal wszyscy rzucili się w stronę Robaka i świętowali z nim bramkę. Gol sprawił, że mecz ponownie nabrał emocji. Wisła rzuciła się do ataków a Śląsk się bronił. Goście nie potrafili jednak stworzyć ani jednej sytuacji i z Wrocławia wyjechali bez punktów.

Wisła Kraków po zwycięstwie z Koroną 1:0 w 35. kolejce ekstraklasy jest blisko wygrania grupy spadkowej. Szczęśliwą wygraną zapewnił Marko Kolar po golu z rzutu karnego. Będąca na szczycie grupy spadkowej Wisła w poprzedniej kolejce odniosła swoje pierwsze zwycięstwo od 31 marca. Pokonała na wyjeździe Górnika Zabrze 2:1. Z kolei Korona zremisowała u siebie z Miedzią Legnica 0:0.

Mocny początek Korony Mecz mógł się rozpocząć dla przyjezdnych w najlepszy możliwy sposób. Wato Arweladze huknął z dystansu, a piłka odbiła się od poprzeczki. Co więcej, gospodarze już w 13. minucie stracili jednego ze swoich kluczowych piłkarzy w ofensywie – Sławomir Peszko doznał urazu stawu skokowego i zastąpił go Maciej Śliwa.

Po dobrym początku kielczanie zwolnili i żaden z zespołów przesadnie nie kwapił się do ataku. Aktywny w ekipie gości był Marcin Cebula, który oddał dwa strzały, ale żadnym z nich nie zaskoczył Mateusza Lisa. Pod koniec pierwszej połowy szansę miał jeszcze Ivan Marquez, jednak bramkarz odbił jego strzał. Poza tym piłkarze Korony wyróżniali się na tle rywali ostrą grą.

Po przerwie zrobiło się ciekawiej – głównie za sprawą piłkarzy Białej Gwiazdy, którzy zaczęli grać odważniej. Efekt przyszedł w 59. minucie. Młody golkiper Korony Paweł Sokół sfaulował w polu karnym Lukasa Klemenza, a sędzia słusznie podyktował jedenastkę. Do piłki podszedł Marko Kolar, który oddał mocny i pewny strzał.

Choć gra Wisły pozostawiała dużo do życzenia, to było lepiej niż przed przerwą. Na wyróżnienie zasłużyli przede wszystkim Marcin Grabowski i Śliwa – pierwszy grał solidnie w obronie i dobrze podłączał się do akcji ofensywnych, a drugi robił sporo wiatru na lewej stronie. Blisko gola był natomiast Krzysztof Drzazga, ale nie potrafił wykończyć zespołowej akcji i uderzył obok słupka.

Korona przebudziła się pod koniec spotkania. Cebula starał się napędzać zespół. Swoje okazji mieli Elia Soriano i przede wszystkim Jakub Żubrowski, którego uderzenie świetnie wybronił Lis. Do tego momentu goście mieli na koncie sześć celnych strzałów, ale po żadnym z nich piłka nie znalazła się w bramce. Wygrana Wisły oznacza, że ma ona już pięć punktów przewagi nad Koroną i jest coraz bliżej “mistrzostwa” grupy spadkowej.

Niezwykle cenne trzy punkty zdobyła Arka Gdynia w starciu z Zagłębiem Sosnowiec. Arkowcy wygrali 2:0, strzelając oba gole w samej końcówce spotkania. Od początku drugiej połowy goście grali w osłabieniu po czerwonej kartce Piotra Polczaka. Przed tą kolejką zespół z Gdyni miał tylko punkt przewagi nad przedostatnią w tabeli drużyną prowadzoną przez Vitezslava Lavickę. Chcąc uchronić się przed spadkiem i nie oglądać się za siebie, nie mógł sobie pozwolić na potknięcie ze zdegradowanym już Zagłębiem.

To, która drużyna miała jeszcze o co grać, można było wywnioskować już po liczbie oddanych strzałów w pierwszej połowie. W tej statystyce Arka osiągnęła ogromną przewagę 12:3. Przed przerwą najbliżej zdobycia bramki dla gospodarzy był Luka Zarandia. W 44. minucie Gruzin odpalił rakietę z dystansu. Piłka po tym strzale odbiła się od słupka i wyszła poza boisko.

Fatalnie w drugą połowę weszli przyjezdni. W pierwszej akcji po przerwie Piotr Polczak sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Michała Nalepę. Sędzia Bartosz Frankowski pokazał obrońcy Zagłębia czerwoną kartkę, a po obejerzeniu sytuacji na monitorze, podyktował dla Arki rzut karny. Gospodarze gola nie strzelili, bo pomylił się Damian Zbozień, który trafił w słupek.

Następnie trwała nierówna walka gdynian z bramkarzem Zagłębia Dawidem Kudłą. Ten bronił jak w transie, a w 67. minucie uratowała go poprzeczka po strzale Zbozienia. Jedyny błąd Kudły Grający w przewadze piłkarze Arki ze wszystkich sił starali się strzelić upragnionego gola. Czas uciekał, a piłka za nic nie chciała wpaść do bramki Kudły. W końcu, w 85. minucie, golkiper Zagłębia popełnił pierwszy i jedyny tego dnia błąd. Wychodząc do dośrodkowania, minął się z piłką. Ta odbiła się od Zarandii i trafiła do Macieja Jankowskiego, który z bliska wpakował ją do bramki. Arbiter wsparł się systemem VAR i gola uznał. 

W doliczonym czasie gry miejscowi postawili kropkę nad “i”. Kontrę skutecznie wykończył ciężko pracujący tego dnia Zarandia. Był to 32. (!) strzał Arki. Wygrała i zdobyła niezwykle ważny komplet punktów. Piłkarze trenera Jacka Zielińskiego mogą być spokojni, że po tej kolejce będą nad strefą spadkową. Nie jest to jednak dla nich koniec walki o utrzymanie.
Wyniki spotkań grupy mistrzowskiej:

Lechia Gdańsk – Zagłębie Lubin 1:1 (0:1)

Legia Warszawa – Pogoń Szczecin 1:1 (0:1)

Piast Gliwice – Jagiellonia Białystok 2:1 (1:0)

Cracovia – Lech Poznań 1:0 (1:0)

Wyniki spotkań grupy spadkowej:

Miedź Legnica – Górnik Zabrze 0:1 (0:0)

Śląsk Wrocław – Wisła Płock 2:1 (1:1)

Wisła Kraków – Korona Kielce 1:0 (0:0)

Arka Gdynia – Zagłębie Sosnowiec 2:0 (0:0)

tabela po 35 kolejkach:
1 Piast Gliwice                                  35 20 8 7 56:33 68
2 Legia Warszawa                           35 20 7 8 53:35 67
3 Lechia Gdańsk                              35 18 10 7 51:36 64
4 Cracovia                                         35 16 6 13 43:39 54
5 Jagiellonia Białystok                  35 15 9 11 54:50 54
6 KGHM Zagłębie Lubin                35 15 7 13 54:44 52
7 Lech Poznań                                  35 14 7 14 47:46 49
8 Pogoń Szczecin                           35 13 9 13 54:54 48
9 Wisła Kraków                                35 14 7 14 62:55 49
10 Korona Kielce                             35 11 11 13 38:49 44
11 Górnik Zabrze                             35 11 10 14 45:52 43
12 Arka Gdynia                                 35 9 12 14 46:46 39
13 Śląsk Wrocław                            35 10 8 17 43:45 38
14 Miedź Legnica                            35 9 10 16 35:59 37
15 Wisła Płock                                  35 9 10 16 49:58 37
16 Zagłębie Sosnowiec                 35 7 7 21 47:76 28
Na podstawie materiałów agencyjnych opracował Zbigniew Bełz
Poleć:

O Autorze:

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.