Porażki liderów w 34 kolejce piłkarskiej ekstraklasy

0

Piłkarze Legii Warszawa poważnie skomplikowali swoją sytuację w walce o mistrzostwo Polski. Stołeczny zespół przegrał przy Łazienkowskiej z Piastem Gliwice 0:1 w spotkaniu 4. kolejki grupy mistrzowskiej ekstraklasy. Natomiast goście awansowali na drugie miejsce w tabeli i mają tylko punkt mniej. Po słabym i przede wszystkim przegranym spotkaniu z Lechem w Poznaniu, piłkarze Legii zdołali się pozbierać i w dobrym stylu pokonali na wyjeździe Lechię Gdańsk. Tym samym obrońcy tytułu odskoczyli drużynie z Trójmiasta na dwa punkty.

Jednak w sobotę czekało ich bardzo trudne spotkanie z rozpędzonym i marzącym o mistrzostwie Piastem Gliwice. Jak się okazało, w przeciwieństwie do gości, warszawski zespół nie spełnił oczekiwań. W pierwszej połowie gospodarze mieli problem ze stworzeniem sytuacji podbramkowej. Brakowało przede wszystkim ostatniego podania. Legioniści oddali dwa strzały w światło bramki, a w słupek uderzył Michał Kucharczyk.

Pomimo dwóch błędów, przyjezdni dobrze radzili sobie w defensywie i groźnie kontrowali. W efekcie schodzili na przerwę prowadząc 1:0. Piast strzelił gola już w 13. minucie. Była to jego pierwsza okazja w tym meczu i od razu wykorzystana. Martin Konczkowski popisał się znakomitym dośrodkowaniem z prawej strony, a niepilnowany Gerard Badia mocnym uderzeniem z pierwszej piłki nie dał żadnych szans Radosławowi Cierzniakowi. 

Warszawiacy grali nerwowo, brakowało im precyzji, a żółte kartki obejrzeli Luis Rocha, Marko Vesović i Andre Martins. Dopiero pod koniec mieli dwie okazje. Najpierw bardzo dobrze do Carlitosa podał Vesović, ale Hiszpan za mocno wypuścił sobie piłkę i uderzeniem z ostrego kąta nie był w stanie zaskoczyć golkipera. Natomiast chwilę później Kasper Hamalainen obsłużył Kucharczyka, który oddał potężny strzał, a piłka odbiła się od słupka. 

Od początku drugiej połowy było jeszcze ciekawiej, a mecz naprawdę mógł się podobać. Legia dążyła do wyrównania i powinna osiągnąć swój cel w 49. minucie, gdy po raz kolejny dobrze dośrodkował Vesović, a Hamalainen uderzył głową. Jednak górą był bramkarz Frantisek Plach, który znakomicie interweniował. Chwilę później mieliśmy niemal powtórkę z tej sytuacji, ale tym razem Fin nie sięgnął piłki. Swoje trzy grosze dorzucił też wprowadzony w miejsce Kucharczyka Yuri Medeiros – żaden piłkarz Legii nie wykończył jego podania wzdłuż bramki. Portugalczyk oddał również strzał z bliskiej odległości, ale za lekki i nie sprawił bramkarzowi problemów.

Piast odpowiedział bombą Toma Hateleya z dystansu, którą Cierzniak sparował na poprzeczkę. Przed jeszcze lepszą szansą stanął Joel Valencia – Ekwadorczyk poradził sobie z dwójką obrońców i miał przed sobą tylko bramkarza, jednak piłka po jego strzale po ziemi odbiła się od słupka. Widząc problemy swojego zespołu w ofensywie, a przede wszystkim brak goli, Aleksandar Vuković zdecydował się na kolejną zmianę – w miejsce dość bezproduktywnego Carlitosa, który miał tylko jedną sytuację, na murawie pojawił się Sandro Kulenović.  Serb również nie był w stanie nic wskórać. Wyręczyć próbował go William Remy. Francuz groźnie główkował oraz huknął z 25 metrów. Jednak Plach dwukrotnie był górą.

Tymczasem piłkarze Piasta, choć zepchnięci do defensywy, na każdym kroku uprzykrzali życie gospodarzom. Z tego powodu żółtą kartkę zobaczył Hateley, co oznacza, że nie zagra w kolejnym meczu z Jagiellonią Białystok. Do końca spotkania wynik się nie zmienił. Legia nadal prowadzi w tabeli mając punkt przewagi nad Piastem. 

Cracovia pokonała u siebie Lechię Gdańsk 2:0 (0:0) w niedzielnym meczu 34. kolejki ekstraklasy. Gole dla gospodarzy w drugiej połowie strzelili Sergiu Hancu i Milan Dimun. Dzięki wygranej Pasy awansowały na szóste miejsce w tabeli. Z kolei zdobywcy Pucharu Polski są na trzeciej pozycji, ze stratą trzech punktów do prowadzącej Legii Warszawa i jednego do gliwickiego Piasta. Sobotnia porażka Legii Warszawa z Piastem Gliwice 0:1 sprawiła, że Lechia w przypadku dwubramkowego zwycięstwa znalazłaby się na pierwszym miejscu w tabeli.

Gdańszczanie, uskrzydleni czwartkowym triumfem w Pucharze Polski (1:0 w finale z Jagiellonią Białystok), rozpoczęli dość odważnie, ale to piłkarze Michała Probierza dysponowali większymi zasobami sił. W pierwszej połowie działo się niewiele. Goście z Gdańska nie oddali na bramkę Michala Peskovicia ani jednego celnego strzału, a gospodarze byli w stanie stworzyć tylko jedną groźną sytuację. W 28. minucie Damian Dąbrowski prostopadłym podaniem obsłużył Milana Dimuna, ale ten w sytuacji sam na sam nie zdołał pokonać Zlatana Alomerovicia. Do przerwy to Pasy były groźniejszą ekipą, zdecydowanie szybciej operując piłką. 

Drugie 45 minut Cracovia rozpoczęła z jeszcze większym animuszem, a Biało-Zieloni razili biernością. Gospodarze wciąż mieli jednak problemy ze stwarzaniem sytuacji bramkowych, a obrona gości z Michałem Nalepą na czele imponowała pewnością siebie. Wszystko zmieniło się jednak w 71. minucie. Wówczas Joao Nunes zamiast w piłkę, kopnął w nogę Michała Helika i sędzia Jarosław Przybył, po skorzystaniu z VAR, słusznie podyktował rzut karny.

Jedenastkę na gola pewnym strzałem przy słupku zamienił Sergiu Hanca, dla którego było to drugie trafienie w sezonie. Trener Lechii Piotr Stokowiec zareagował zmianami, jednak Karol Fila i Mateusz Żukowski nie odmienili gry gości. Co więcej, Lechia nacięła się na kontratak zakończony drugim golem. W 82. minucie Mateusz Wdowiak obsłużył podaniem po ziemi Dimuna, a ten również strzałem po ziemi nie dał szans Alomeroviciowi. Sześć minut później mogło być 3:0, ale tym razem Serb fantastycznie obronił strzał wprowadzonego w 64. minucie Wdowiaka. Niedzielnym zwycięstwem Cracovia przybliżyła się do gry w europejskich pucharach. Tymczasem po wywalczeniu Pucharu Polski przez Lechię przepustkę do eliminacji Ligi Europy zapewni właśnie czwarta lokata.

Porażka w finale Pucharu Polski nie złamała Jagiellonii Białystok. Kilka dni po porażce na Stadionie Narodowym piłkarze Ireneusza Mamrota pokonali na swoim boisku Pogoń Szczecin 4:2 i na trzy kolejki przed końcem sezonu są faworytem do zajęcia czwartego miejsca w lidze. Czwartkową porażką 0:1 z Lechią Gdańsk białostocka ekipa zaprzepaściła pierwszą szansę na zapewnienie sobie awansu do europejskich pucharów. Ale gdańszczanie ligę na pewno skończą na podium, co oznacza, że przepustkę do eliminacji Ligi Europy uzyska też czwarta drużyna w tabeli.  Szanse na puchary Jaga wciąż więc ma. Wśród zespołów walczących o upragnioną lokatę jest w najlepszej sytuacji. Nad piątą Cracovią ma w tej chwili trzy punkty przewagi.

Z wyścigu praktycznie wypadła Pogoń, która traci do białostoczan aż siedem punktów. Portowcy mogą mieć pretensje tylko do siebie. Choć w poniedziałek przez większą część meczu toczyli z gospodarzami wyrównany pojedynek, to o ich porażce zadecydował sam początek, który kompletnie przespali. Jagiellonia uderzyła błyskawicznie. Tuż po pierwszym gwizdku trafił Jesus Imaz, a jakby tego było mało, już cztery minuty później wynik podwyższył Ivan Runje. 

Piłkarze Pogoni otrząsnęli się szybko i już po kilkunastu minutach za sprawą Sebastiana Kowalczyka zdobyli bramkę kontaktową. Kibice gospodarzy nie mogli być niczego pewni, tym bardziej że Pogoń prezentowała się coraz lepiej. Minęło jednak dwadzieścia minut i znów gościom przydarzył się kosztowny błąd. Zaczęło się od straty, piłkę przejął Arvydas Novikovas, który potem zagrał ją przed bramkę. Tam skutecznym wykończeniem popisał się Imaz. Gospodarze ponownie mieli dwie bramki przewagi i wydawało się, że Pogoń już jej nie zagrozi.

Nic z tego. Portowcy zbliżyli się po kilku minutach, tym razem z pomocą bramkarza Mariana Kelemena, który w niewytłumaczalny sposób skapitulował po uderzeniu z dystansu Zvonimira Kozulja. Szczecinianie po tym trafieniu częściej przebywali na połowie gospodarzy, Jagiellonia znów przeżywała nerwowe momenty. Ulżył jej kilka minut przed końcem Martin Pospisil. Czech, po indywidualnej akcji, skutecznie uderzył z dystansu na 4:2. 

Lech Poznań w 34 kolejce zremisował u siebie z Zagłębiem Lubin 1:1, ale z punktu mogą być zadowoleni tylko goście, którzy musieli gonić wynik. Oba zespoły szans na mistrzostwo nie mają, ale stawka meczu i tak była spora. Dzięki temu, że w tygodniu Puchar Polski zdobyła pewna już miejsca na podium Lechia Gdańsk, udział w europejskich pucharach da nawet zajęcie czwartego miejsca. Walczy o nie pięć zespołów. 

Kibice Lecha mieli prawo się tego spotkania obawiać. Zagłębie w tym sezonie pokonywało Kolejorza już dwukrotnie. Na dodatek na finiszu poznanianie mają kłopoty z napastnikami. Trener Dariusz Żuraw wystawił w ataku nominalnych pomocników – Darko Jevticia i Filipa Marchwińskiego. W pierwszej połowie obie drużyny stworzyły garstkę okazji. Najlepszą dla Lecha zmarnował wspomniany Marchwiński. 17-letni bohater niedawnego meczu z Legią (strzelił gola na wagę trzech punktów) zdołał dojść do mocnego dośrodkowania, ale potem skiksował. Będąc tuż przed bramką, uderzył tak niedokładnie, że bramkarz nie musiał nawet interweniować. 

Wcześniej groźniejsi byli piłkarze z Lubina Strzał z pola karnego Bartłomieja Pawłowskiego przeleciał nad poprzeczką. Okazja była świetna, ale lepsze marnowali jego koledzy. W zamieszaniu podbramkowym Patryk Tuszyński trafił w Jasmina Buricia. Poprawka Bartosza Kopacza minęła bośniackiego bramkarza, ale z linii wybił ją obrońca. Brak snajpera w ekipie Lecha był widoczny. W drugiej części na chwilę pozwolił o tym zapomnieć Kamil Jóźwiak. Pomocnik Lecha dał upragnionego gola i zachował się przy tym jak rasowy snajper. Piłka dość przypadkowo spadła pod jego nogi w okolicach pola karnego. Uderzył od razu i trafił w okienko. 21-latek mógł zostać bohaterem też kolejnej akcji, gdy był faulowany przez Sasę Balicia. Arbiter po tym zagraniu podyktował karnego, ale za chwilę skorzystał z VAR i zmienił zdanie. Ostatecznie przyznał gospodarzom rzut wolny, po którym lechici nie stworzyli większego zagrożenia.

Nie był to ostatni przypadek, gdy sędzia wspomógł się wideoweryfikacją. W drugim znów zadziałała ona na korzyść Zagłębia. Przewracający się w szesnastce Pawłowski początkowo został ukarany żółtą kartką za symulowanie. Po analizie gościom przyznano jednak jedenastkę, którą na gola zamienił Filip Starzyński. W końcowych minutach jeszcze kilkukrotnie zrobiło się gorąco pod obiema bramkami. Piłkę meczową mieli goście. Konkretnie Pawłowski. Jego strzał z bliska w dobrym stylu zdołał obronić Burić. Remis jest wynikiem sprawiedliwym. W kontekście walki o puchary bardziej satysfakcjonuje lubinian. Do końca sezonu pozostały trzy kolejki. 

W pierwszym sobotnim spotkaniu 34. kolejki Lotto Ekstraklasy kibice nie oglądali goli w rywalizacji Korony Kielce z Miedzią Legnica. Między słupkami gospodarzy ligowy debiut zaliczył 19-letni Paweł Sokół. Zespoły, które zmierzyły się na Suzuki Arenie zaliczają się do grona najmniej skutecznych w całej lidze. Gospodarze przystąpili do sobotniej konfrontacji z dorobkiem 38 zdobytych goli w tym sezonie, natomiast legniczanie zanotowali o trzy trafienia mniej od rywali, co stanowi najgorszy wynik w ekstraklasie.

Obok nich tylko jedna drużyna nie zdołała w bieżących rozgrywkach przekroczyć granicy czterdziestu bramek – plasujący się na przedostatnim miejscu w tabeli Śląsk Wrocław (37 goli). Bazując na powyższych statystykach, kielczanie nie musieli przesadnie obawiać się ofensywnych poczynań przyjezdnych. Legniczanie przed sobotnim spotkaniem mogli się pochwalić zaledwie dwoma trafieniami na wyjazdach w tym roku kalendarzowym.

Trener gospodarzy Gino Lettieri na konfrontację z Miedzią zdecydował się więc postawić na debiutanta w bramce Korony. Wpływ na jego decyzję z pewnością miał również fakt, iż podstawowy bramkarz Matthias Hamrol zadeklarował chęć opuszczenia drużyny po zakończeniu sezonu. Urodzony w 2000 roku Paweł Sokół trafił do kieleckiej drużyny już pięć lat temu, lecz w 2016 roku przeniósł się do Manchesteru City. W Anglii rozegrał kilkanaście spotkań w drużynie młodzieżowej oraz dwa mecze w zespole rezerw. Przed obecnym sezonem powrócił do Kielc, lecz do sobotniego popołudnia zaliczył tylko jeden występ w podstawowym składzie – w pierwszej rundzie Pucharu Polski, który Korona przegrała 2:3 z Wisłą Sandomierz. 

W pierwszej odsłonie sobotniej rywalizacji na Suzuki Arenie 19-latek nie miał okazji do interwencji, podobnie zresztą jak jego vis-à-vis między słupkami Miedzi, Sosłan Dżanajew. Goście mogli stworzyć zagrożenie pod bramką rywali w 17. minucie meczu po tym, jak niepilnowany na lewym skrzydle Artur Pikk dograł do ustawionego w polu karnym Joana Romana. Hiszpan za długo jednak zbierał się do sfinalizowania tej akcji i uderzył bardzo niecelnie. Tuż przed przerwą Sokoła zaskoczył jeszcze Petteri Forsell, który wygrał walkę w powietrzu z nieskutecznie interweniującym Bartoszem Rymaniakiem, lecz piłka po jego strzale głową minęła słupek w bezpiecznej odległości.

Im bliżej ostatniego gwizdka sędziego, tym ciekawsze widowisko oglądali nielicznie zgromadzeni kibice w Kielcach. Na dziesięć minut przed zakończeniem spotkania doskonałą okazję do wyprowadzenia Miedzi na prowadzenie miał Henrik Ojamaa, jednak jego strzał z bliskiej odległości na linii bramkowej zatrzymał Michael Gardawski. Kilka minut później potężnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się natomiast Petteri Forsell. Tym razem młodego bramkarza gospodarzy przed stratą gola uratowała poprzeczka. 

Wisła Płock zremisowała na własnym boisku z Arką Gdynia 1:1 w meczu grupy spadkowej ekstraklasy. Gospodarze stracili bramkę w jednej z ostatnich akcji meczu. Zarówno Wisła, jak i Arka zaczęły punktować w lidze, dzięki czemu poważnie wzrosły ich szanse na utrzymanie. W piątek Leszek Ojrzyński stanął naprzeciw swojej byłej drużyny, prowadzonej obecnie przez Jacka Zielińskiego. Mimo wskoczenia nad kreskę, oba zespoły nie mogły jeszcze być pewne ligowego bytu. W pierwszej połowie mecz wyglądał tak, jakby żadna ze stron nie chciała zrobić większej krzywdy rywalom. 

Na samym początku niezły strzał oddał Michał Nalepa, ale Bartłomiej Żynel był na posterunku. Jak się okazało, była to jedyna celna próba w tej części meczu. W 41. minucie minimalnie z rzutu wolnego pomylił się Dominik Furman. Więcej ciekawych wydarzeń przed przerwą już nie było. Trener Ojrzyński zareagował od razu po wznowieniu gry i zdecydował się zastąpić Ricardinho Alenem Stevanoviciem. Serb szybko odpłacił się szkoleniowcowi.

W 47. minucie przeprowadził ładną akcję na prawym skrzydle, wkręcił w ziemię Tadeusza Sochę i idealnie dograł piłkę do Oskara Zawady. Wysoki napastnik Wisły z bliska nie spudłował i strzelił swojego piątego gola w pięciu ostatnich meczach. Po straconym golu Arka zaczęła śmielej atakować. Szczególnie w samej końcówce pod bramką Wisły robiło się gorąco. W końcu goście dopięli swego. W czwartej minucie doliczonego czasu gry do wyrównania strzałem głową doprowadził Frederik Helstrup. Dla Duńczyka było to pierwsze trafienie w ekstraklasie. Obie drużyny nieznacznie tylko poprawiły swoją sytuację i nadal muszą się oglądać na drużyny znajdujące się w strefie spadkowej.

Wisła Kraków do końca sezonu może grać rezerwami, a i tak nie grozi jej już nic złego. Podopieczni Macieja Stolarczyka w piątkowy wieczór pokonali na wyjeździe Górnika Zabrze 2:1 w 4. kolejce grupy spadkowej ekstraklasy. Tym samym zapewnili sobie ekstraklasowy byt. By zagwarantować sobie utrzymanie piłkarze Górnika musieli pokonać Wisłę. Natomiast krakowianie, mimo zaledwie jednego zdobytego punktu w ostatnich trzech meczach, otwierali grupę spadkową i byli niemal pewni pozostania w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wygrana w Zabrzu im to gwarantowała. 

Pierwsi odważniej do przodu ruszyli goście. W 16. minucie na mocny strzał z dystansu zdecydował się Sławomir Peszko, ale znakomitą interwencją popisał się Martin Chudy. Po dobitce Patryka Plewki piłka również nie znalazła drogi do bramki. Z kolei chwilę później w dogodnej sytuacji znalazł się Krzysztof Drzazga, jednak uderzył wprost w bramkarza. W 34. minucie Wisła wyszła na prowadzenie. Piłkę w polu karnym przejął Marko Kolar, a Chudy popełnił faul. Do piłki podszedł sam poszkodowany i choć bramkarz wyczuł jego intencję, to piłka ostatecznie wpadła do bramki.

Gospodarze postanowili od razu odpowiedzieć. Najpierw niecelny strzał oddał Walerian Gwilia, ale już Jesus Jimenez się nie pomylił. Mateusz Lis odbił piłkę po uderzeniu Igora Angulo, ale przy dobitce drugiego z Hiszpanów nie miał już nic do powiedzenia. Druga odsłona rozpoczęła się idealnie dla Białej Gwiazdy. Była 51. minuta, gdy Vukan Savicević zdecydował się na wrzutkę z głębi pola, a Kolar znakomicie przyjął piłkę i pewnym uderzeniem zapewnił ponowne prowadzenie Wiśle.

Górnik również miał swoje okazje. Bodaj najlepszą w 69. minucie zmarnował Gwilia – zawodnik zabrzan wpakował piłkę do bramki piętą. Jednak sędzia słusznie odgwizdał pozycję spaloną. Ponadto na strzał z dystansu zdecydował się Żurkowski, ale piłka nadal nie chciała wpaść do siatki. W końcówce gospodarze przycisnęli. Angulo uderzył z rzutu wolnego, ale dobrą paradą popisał się Lis. Chwilę później Hiszpan miał jeszcze lepszą sytuację po dośrodkowaniu Żurkowskiego, jednak piłka po jego strzale głową przeleciała nad poprzeczką. Wisła wywalczyła trzy punkty i może być spokojna o ekstraklasowy byt.

Zagłębie Sosnowiec po porażce ze Śląskiem Wrocław 2:4 (0:1) straciło szanse na utrzymanie w ekstraklasie. Na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek beniaminek nie ma już możliwości zajęcie w końcowej tabeli miejsca wyższego niż 15. Śląsk, który w tabeli na razie także zajmuje miejsce oznaczające degradację (15.), mógł objąć prowadzenie już na początku spotkania. Marcin Robak miał przed sobą tylko bramkarza, ale ostro naciskany przez obrońcę strzelił zbyt lekko i gola nie było.

Wrocławianie dopięli swego w 25. minucie. Mateusz Cholewiak wykorzystał wówczas świetne, prostopadłe podanie Roberta Picha i uderzył obok bezradnego Lukasa Hrosso. Na początku drugiej odsłony wydawało się, że sosnowiczanie uratują jeszcze matematyczne szanse na utrzymanie. W 50. min. wprowadzony po przerwie Vamara Sanogo prawie z linii końcowej boiska wyłożył piłkę Olafowi Nowakowi i było 1:1. 

Zagłębie popełniało jednak zbyt wiele prostych błędów w defensywie, aby mogło myśleć chociaż o remisie. W 57. min. – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego – piłka trafiła do będącego sześć metrów od bramki Wojciecha Golli. Obrońcy zostawili go samego, więc bez problemów skierował ją do siatki.



Dwie minuty później Cholewiak wykorzystał dośrodkowanie z prawej strony Michała Chrapka i popisał się celną główką. Drużyna z Dolnego Śląska miała jeszcze kilka dogodnych okazji do zdobycia gola, ale wykorzystała tylko jedną. Przy wyniku 1:4 pod koniec spotkania sędzia podyktował rzut karny dla Zagłębie. Sanogo nie zdołał pokonać bramkarza, ale dobitka Georgios Mygasa była już skuteczna. 

Wyniki spotkań grupy mistrzowskiej:
Cracovia Kraków – Lechia Gdańsk                  2:0 (0:0)
Jagiellonia Białystok – Pogoń Szczecin        4:2 (2:1)
Legia Warszawa – Piast Gliwice                       0:1 (0:1)
Lech Poznań – KGHM Zagłębie Lubin             1:1 (0:0)
Wyniki spotkań grupy spadkowej:
Zagłębie Sosnowiec – Śląsk Wrocław            2:4 (0:1)
Korona Kielce – Miedź Legnica                         0:0
Wisła Płock – Arka Gdynia                                  1:1 (0:0)
Górnik Zabrze – Wisła Kraków                          1:2 (1:1)

tabela piłkarskiej ekstraklasy
1 Legia Warszawa                                                  34 20 6 8 52:34 66
2 Piast Gliwice                                                        34 19 8 7 54:32 65
3 Lechia Gdańsk                                                    34 18 9 7 50:35 63
4 Jagiellonia Białystok                                        34 15 9 10 53:48 54
5 Cracovia                                                               34 15 6 13 42:39 51
6 KGHM Zagłębie Lubin                                      34 15 6 13 53:43 51
7 Lech Poznań                                                        34 14 7 13 47:45 49
8 Pogoń Szczecin                                                  34 13 8 13 53:53 47
9 Wisła Kraków                                                      34 13 7 14 61:55 46
10 Korona Kielce                                                    34 11 11 12 38:48 44
11 Górnik Zabrze                                                    34 10 10 14 44:52 40
12 Miedź Legnica                                                    34 9 10 15 35:58 37
13 Wisła Płock                                                         34 9 10 15 48:56 37
14 Arka Gdynia                                                        34 8 12 14 44:46 36
15 Śląsk Wrocław                                                    34 9 8 17 41:44 35
16 Zagłębie Sosnowiec                                         34 7 7 20 47:74 28
Na podstawie doniesień agencyjnych opracował Zbigniew Bełz
Poleć:

O Autorze:

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.