Bisior

0

Rzekome chusty z twarzą Chrystusa

W Wielki Piątek, kilkanaście lat temu, TV Polonia nadała ciekawy program pt. „Boskie oblicze”. Było w nim o tym, jak to w watykańskiej bazylice Św. Piotra raz do roku pokazywana jest z wysokiego wewnętrznego balkonu turystom i pielgrzymom chusta św. Weroniki, na której według dość późnej tradycji, Chrystus wynagrodził pobożną i odważną niewiastę w podzięce za otarcie jego twarzy, cudownym odbiciem tej twarzy na chuście. Już samo imię Weronika może budzić  wątpliwości czy wspomniana chusta nie jest fałszywką, bo imię jest sztucznym tworem: to zlepka dwóch łacińskich wyrazów vera oraz icona (prawdziwy obraz). W średniowieczu chusta ta była silnym magnesem przyciągającym tysiące pielgrzymów do Wiecznego Miasta, tak jak do Composteli w Hiszpanii domniemane prochy Apostoła Jakuba; wielu chciało wiedzieć jak faktycznie wyglądał Chrystus, bo wiedzieli, że setki jego  twarzy na obrazach i rzeźbach to twory wyobraźni ich twórców. Do niedawna odsłaniano ją na moment – to kontury twarzy ludzkiej w obwódce srebrnej i nic więcej. Niewiele można było na niej zobaczyć, skąd się wzięła na niej złota obwódka, dlaczego nie pokazano jej z bliska. Dziwny, że nie powiem dziwaczny zwyczaj, prawdziwa celowa dezinformacja. Irracjonalna i słaba jest wiara wielu, jeśli takimi fałszywkami muszą ją wzmacniać. Jan Paweł II bez rozgłosu zabronił kontynuowania tego zwyczaju. Twarz Chrystusa pojawiała się w okresie średniowiecza na przynajmniej kilku innych chustach.

Brokad wyszywany bisiorem

Chusta  z Manoppello

Na początku XVI w. nowa twarz Chrystusa w sposób bardzo tajemniczy i niespodziewany pojawiła się w mieścinie Manoppello położonej o 180 km na wschód od Rzymu. Obecnie wystawiona jest jako relikwia twarzy Chrystusa na płótnie w kościele klasztoru ojców kapucynów tego miasta.  Nazwano ją chustą Marii Magdaleny, bo była z bisioru, najdroższej tkaniny wszech czasów. Jest to odbicie umęczonej, ale umytej z krwi i potu twarzy żywego mężczyzny.

Dlaczego to chusta Marii Magdaleny? Jedno z tłumaczeń jest takie, że przed nawróceniem będąc kobietą lekkich obyczajów mogła zgromadzić dużo pieniędzy, by taką chustę móc zakupić, a także że uczestniczyła w pochówku Chrystusa. Głównym problemem w uznaniu tej chusty za autentyczną chustę pogrzebową z odbiciem twarzy Chrystusa jest to, że jest to odbicie twarzy żywego mężczyny. Magdalena nie miała dostępu do Chrystusa w czasie drogi krzyżowej i w czasie jego umierania, dopiero po jego śmierci. Poza tym skąd Magdalenę stać było na zakup tak drogiej tkaniny, jeśli nawet księżniczki i królowe nie mogli pozwolić sobie na taki prezent.

Twór Chiary Vigo z bisioru

Zastępczy materiał na luksusowe stroje

W starożytnym Rzymie panie lubiły się ubierać bogato, ale wystarczał im drugi co do wysokości ceny produkt: jedwab. Z tym były poważne problemy, bo to produkt chiński odkryty 4 tysiące lat wcześniej, trzymany w najgłębszej tajemnicy odnośnie jego pochodzenia i produkcji przez Chińczyków. Sprzedawali go za złoto i diamenty kupcy wędrujący drogą wodną lub lądową zwaną Jedwabnym Szlakiem, ale to odbijało się na finansach republiki, a potem Cesarstwa Rzymskiego, więc Senat dekretami okresowo ograniczał dowóz tej tkaniny na tereny państwa. Podam jako ciekawostkę, że cena tkaniny jedwabnej zaczęła szybko spadać od roku 522, kiedy dwóch mnichów namówionych i przekupionych przez cesarza Wschodniego Imperium Rzymskiego Justyniana I udało się do Chin. Tam przypatrzyli się produkcji jedwabiu  i przywieźli cesarzowi 26 tysięcy jajejczek jedwabników ukrytach we wnętrzu bambusiowego kija używanego dla niepoznaki jako laska.

Rita del Bene nieżyjąca już hafciarka bisioru

Jedwab morski, czyli bisior

Wracając do chusty Marii Magdaleny, warto przyjrzeć się temu niesamowitemu materiałowi, z którego miała powstać, czyli z bisioru. Bisior, po hebrajsku byz, po grecku byssos, po łacinie i angielsku byssus, w języku włoskim tarentina (od nazwy miejscowości Tarento w Apulii, dawnego ośrodka produkcji tej tkaniny) to niesamowity materiał utkany z zakrzepłej wydzieliny gruczołu bisiorowego znajdującego się u nasady nogi małża. Kilka odmian małża produkuje tę wydzielinę, i to zarówno małże morskie jak i rzeczne. Niektóre tą wydzieliną sklejają materiały budowlane własnego gniazda. Małż w w środku dwudzielnej stopy, jak narządziem do przepychania zatkanej umywalki, doczepia się do skały, a nawet do piasku wyduszając z siebie bisior. Ta kreatyna będąca  kombinacją protein, może służyć też jako klej, który przylepia się do wszystkiego, nawet w wodzie. Noga małża może jednak łatwo odczepić się od tego kleju, jeśli małż zdecyduje się na zmianę adresu.

Małż produkujący bisior

Krótka historia i charakterystyka bisioru

Bisior znany był w Chinach, Egipcie, Mezopotamii, krajach kaukaskich od bardzo dawna. Rozpowszechnili go w Europie Fenicjanie. Mamy świadectwa, że znany był w Grecji i w Państwie Rzymskim. Chociaż różne małże jak omułki, szodry, racicznice, nawet te, co są plagą Wielkich Jezior w Północnej Ameryce, produkują niteczki bisioru, które szybko twardnieją, tkaninę robi się z niteczek małży olbrzymów, czyli z przyszynek szlachetnych (pinna nobilis), obecnie tylko z Morza Sródziemnego, bo tylko one produkują wystarczającą ilość tego jedwabistego materiału. Małże te są prawie metr długie, produkują niteczki grubości włosa ludzkiego długości do 6 cm.

Małże gniazdówkowate budujące z bisioru własne gniazdo

Z tysiąca małży można uzyskać 200 gramów użytecznych w produkcji bisioru nitek. Bisior choć nazywany jest jedwabiem morskim, przewyższa jedwab w każdej dziedzinie. Niteczki są mocne, trwałe, nie niszczeją nawet na przestrzeni kilka tysięcy lat, nie da się ich malować, można jednak dodać im nowy odcień: na przykład moczone w soku z cytryny nabierają odblasku złotawego – oryginalny kolor bisioru jest brązowy. Są niepalne, niezniszczalne w wodzie, w ziemi, w powietrzu. Nie działa na nie kwas, alkohol. Jedynym ich wrogiem jest niestety mol. Niedawno w słynnym opactwie St-Denis pod Paryżem – wawelu Francuzów – gdzie większość ich królów jest pogrzebanych, odnaleziono bisiorowy czepek w formie siateczki na włosy. Cztery miesiące moczono go w ciągle zmienianej wodzie mineralizowanej, by wypłukać wszelkie naleciałości i brudy. Czepek wytrzymał tę kąpiel, ale ma na sobie dziury po molach. Choć muzea świata mają kilkadziesiąt chust i innych produktów z bisioru, to odkrycie to jest cenne, bo pochodzi z początku XIV wieku, co wskazuje na to, że faktycznie produkcja bisioru nie zamarła w okresie późnego średniowiecza.

Pinna nobile na dnie morza

W XVIII w. bisior był modny na dworach i wśród bogaczy. Robiono jedynie pończochy, apaszki, rękawiczki – nawet tych najbogatszych nie stać było na większe sztuki garderoby damskiej. Wyglądały jak coś, co jest utkane z pajęczyny; przezroczyste, niezwykle cienkie, ale jednocześnie dawały ciepło, jak dziesiątki razy grubszy jedwab czy bawełna. Wszystkie razem po jednej sztuce można schować w pudełeczku do zapałek.

Racicznica zmienna, małż słodkich wód

Dziś najdrobniejsza nawet pamiątka galanteryjna z tego materiału już nie jest osiągalna za żadne pieniądze, chociaż zdobnictwo bisiorem na innych płótnach kompletnie nie umarło. Jednak najczęściej to reperacja starszych bisiorowych tworów – prawie wszystkie znajdują się obecnie w muzeach świata. Dzisiaj znamy tylko jedną hafciarkę bisioru na świecie, która na starszych od niej krosnach, lub ręcznie, dokonuje tych poprawek.

Chiara Vigo z obrazem wyhaftowanym bisiorem na płótnie

To Chiara Vigo, mieszkanka maleńkiej wysepki  Sant’Antioco przy brzegach Sardynii. W ubiegłym wieku miała pomocnice, została sama, niekiedy nie może nadążyć z uzupełnianem braków w tych muzealnych eksponatach, ale nawet do muzeów niczego nowego nie tworzy.  Te duże małże dostarczające nitki bisioru prawie doszczętnie wymarły na morzach i oceanach świata z powodu zatrucia wody, jeszcze trochę zachowało się ich w akwenie Morza Środziemnego, przeważnie właśnie wokół Sardynii, bo wyspa znajduje się w oddali od głównych dróg morskich, ma mało mieszkańców, a turyści jeszcze nie zaczęli jej na dobre zadeptywać.

Chiara Vigo przy pracy

Jeszcze w większym odosobnieniu jest wysepka, na której mieszka wspomniana Chiara. Przy wysepce można napotkać najwięcej dużych małży, ale ich aktualne miejsca bytowania są trzymane w tajemnicy. Pani Chiara ma do nich dostęp, zna groty morskie, gdzie je najłatwiej znaleźć, stąd pochodzi produkt do reperacji eksponatów muzealnych.

Włoski bisioru z groty morskiej Sardynii

Dlaczego zamiera i niedługo może umrzeć śmiercią naturalną ten ciekawy, niecodzienny przemysł? Odpowiedź prosta – brak małży, dostawców bisioru.  Wyłowiono, co się dało, znika z dna morza ich naturalne, podobne trochę do niekoszonej łąki środowisko na skutek zatrucia wody morskiej odpadami przemysłowymi. Ale póki co, jeszcze  nie czas na marsz żałobny. Może znajdą się sposoby i wola, by ocalić te cenne ginące stworzonka, jak to się dzieje na naszych oczach z innymi wymierającymi, czy uznanymi wcześniej za wymarłe.

Władysław Pomarański

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.