Jaćwingowie – kim byli i jak wyginęli?

0

Z cyklu: Romans z historią 

To jeden z dziesięciu czy więcej ludów bałtyckich, z których przetrwali do dziś tylko Litwini. Na historycznej mapie dotyczącej czasów z około 1200 r. naliczyłem tych ludów już tylko 9. Najbardziej znani nam z nich to Prusowie nie tylko dlatego, że odcięli głowę patronowi Polski i Czech św. Wojciechowi, a potem ciało odsprzedali Polakom, ale to naród, który wśród Bałtów miał najbardziej rozwinięte stosunki handlowe z wieloma krajami ówczesnego świata. Dziś wiemy, że odcięcie głowy to nie akt barbarzyństwa, ale szacunku dla człowieka zabitego, bo wśród przynajmniej niektórych ludów bałtyckich znany był kult głów nie tylko swoich ludzi, ale także dzielnych wrogów. U Jaćwingów znany jest podobny incydent odcięcia głowy świętemu. Był nim Bruno z Kwerfurtu.

Mapa plemion pruskich w XIII w.

Plemię Jaćwingów (lub Jadźwingów) znamy też pod innymi nazwami: Sudowie, Polekszanie, Dajnowie – jak sami  siebie nazywali niestety nie wiemy. Początkowo zajmowali duży teren między Wielkimi Jeziorami Mazurskimi, Niemnem i Narwią. wW XIII w. terytorium to skurczyło się do części dzisiejszych Mazur: do rejonu Suwałk, Sejn, Augustowa i Ełku.

Był to lud bardzo bojowy, zaborczy, napsuł dużo krwi sąsiadom: Polakom, Rusinom, Litwinom, Prusom, później Krzyżakom. Jan Długosz w swoich Rocznikach tak charakteryzuje ten lud: „To ludy dzikie, wojownicze i tak bardzo żądne sławy i pamięci, że dziesięciu spośród nich walczyło ze stu wrogami, zachęconych tą jedyną nadzieją i świadomością, że po śmierci i zagładzie ziomkowie będą ich sławić pieśniami o dzielnych czynach”.

Polski kronikarz uważa, zgodnie zresztą z prawdą, że ich męstwo było powodem ich upadku. Tak też kontynuuje swoją opowieść: „To usposobienie przyprawiło ich o zgubę, ponieważ mała garstka łatwo ulegała liczebnej przewadze tak, że powoli niemal cały ich naród wyginął, ponieważ nikt z nich nie cofał się przed nierówną walką, ani nie starał się uciec po wdaniu się w walkę”. Tak lubili wojować, że chętnie, za odpłatą, uczestniczyli  w wyprawach ramię w ramię ze swoimi niedawnymi wrogami. Podnajmowali ich Litwini w czasie swojej ekspansji terytorialnej, towarzyszyli Bolesławowi Chrobremu w walce przeciw Rusi i plemionom bałtyckim. Podobne incydenty wspólnej wyprawy z Polakami miały miejsce w następnych dwóch wiekach. Gdy jednak w międzyczasie dokuczyli zbyt mocno swoim sąsiadom, ci łączyli siły by wspólnie dać im odpór.

Zapomniani wojownicy

Punktem zbornym zjednoczonych na okres wojny Polaków, Rusinów i Litwinów była twierdza w Drohiczynie, odbita potem przez Jaćwingów. Teraz im służyła za główny punkt zborny i wypadowy. Gdy zdali sobie sprawę z zagrożenia upadku ich państwa, podjęli decyzję stworzenia unii z Litwą. Wysłali na Litwę brata panującego księcia, by został jej władcą; Litwini nie chcieli nawet słyszeć o tym związku. Taktyka bojowa Jaćwingów to zaskoczenie, zebranie łupów, głów swych poległych i chyba także głów najważniejszych obywateli krainy najechanej i szybkie wycofanie się na swoje umocnione tereny.  

Polsce najbardziej dokuczali w czasie rozbicia dzielnicowego. Polskie tereny najczęściej najeżdżane przez Jaćwingów to Mazowsze (to jeden z powodów sprowadzenia Krzyżaków przez księcia mazowieckiego), obecna Warmia, wschodnia część Pomorza, nawet dawna Małopolska Lubelska aż pod Lublin i Sandomierz. Dzielnie z nimi walczyli książęta dzielnicowi. Pierwszą większą klęskę Jaćwieży zadał Kazimierz Sprawiedliwy w 1192 r. Ostatecznie złamał ich potęgę w szybkiej akcji odwetowej po ich najeździe na ziemię lubelską książę krakowski Leszek II Czarny. Na czele sześciotysięcznej armi składającej się z jednostek piechoty i jazdy 13 paździenika 1282 r. rozbił zjednoczone siły Jaćwingów i Litwinów. Ci jednak nie dali za wygraną. W roku następnym najechali wspólnie Sandomierz. Leszek Czarny ze swą jazdą dopadł ich tuż przed miejscem bezpiecznego schronienia w Drohiczynie i tym razem klęska Jaćwingów i Litwinów była miażdząca i ostateczna.

Przebrani za Jaćwingów w Augustowie

Przez dłuższy czas tereny Jaćwieży opustoszały, przestało istnieć mocne, zaawansowane w technice obronnej państwo. Prawie puste tereny zostały na mocy pokoju melneńskiego w 1422 r. podzielone między Polskę, Wielkie Księstwo Litewskie i Krzyżaków, mimo ich wcześniejszej absolutnej klęski pod Grunwaldem. Krzyżacy z zachodniej Jaćwieży przesiedlili pozostałą ludność na Sambię, Litwini na swoje tereny, Polacy nie tylko na Mazowsze, ale i do innych rejonów Polski, nawet do odległej Rusi Czerwonej, na której nazwy wiosek np. Jatwięgi świadczą o tym osadnictwie. Na Mazowszu resztki Jaćwingów osadzono w kilku wioskach o typowych dla tych ludów nazwach jak np. Jaczwiask (obecnie Jaciążek) czy Jaczwyanzino (obecnie Kołaki). We wszystkich tych miejscowościach Jaćwingowie zostali na przestrzeni kilku wieków kompletnie zasymilowani – dziś już nie ma na świecie ani jednego Jaćwinga.

Grodzisko Zamkowa Góra, miejsce dawnego grodu Jaćwingów

Do niedawna niewiele wiedzieliśmy o tym bojowym narodzie. Nie wiemy, czy to było jedno z plemion Prusów, Litwinów, czy może po prostu plemię Wikingów, bo ich bojowość, chęć łupieży, niezdolność do jakichkolwiek lojalności w stosunku do kogokolwiek poza ich własnym kręgiem na to by wskazywało. Wiemy, że były to dość luźno związane grupy, skrzykiwane przez wielkiego księcia do wspólnych działań. Wiemy, że te społeczności były dość rygorystycznie podzielone społecznie na nobili, lud pospolity i niewolników, a ci pierwsi dzielili się jeszcze, jak źródła pisane po łacinie podają, na domini famosi, nobiles, principes i duces. Znamy nawet imiona kilku wodzów: Stekenta, Komata i dwóch Skomandów: Starszego i Młodszego.

Festyn jaćwicki koło Suwałek

Poza tym wiemy także to, co przekazał nam Jan Długosz, a nie ma powodu mu nie wierzyć. Nie znamy żadnej ich ceremonii religijnej, żadnego przejawu życia publicznego, nie wiemy czy mieli własny język, czy posługiwali się jakimś dialektem pruskim czy litewskim. Nie wiemy też czym się odżywiali, jak się ubierali, jakie były stosunki rodowe i rodzinne. Faktycznie bardzo mało wiemy. Byli poganami, mimo że znaleziono jakieś krzyżyki chrześcijańskie w ich grobach. Nabywali je albo z grabieży, albo z wymiany handlowej, traktowali je jako ozdóbki. Do chrześcijaństwa ich nie ciągnęło; przekonał się o tym pierwszy i kto wie czy nie jedyny ich misjonarz św. Bruno, skrócony przez nich o głowę. Trudno się temu dziwić. Wszyscy otaczający ich chrześcijanie byli ich wrogami, a ci najbardziej chrześcijańscy, przynajmniej teoretycznie (byli, jak by nie było zakonnikami) – Krzyżacy – dążyli albo do ich przymusowego nawrócenia i sprowadzenie do roli prawie niewolników, albo do kompletnej zagłady.

Kamień ofiarny Jaćwingów

Przypadek chciał, że po r. 1981 dowiedzieliśmy się nieco więcej o Jaćwingach. Na północ od Suwałek, w miejscowości Szurpiły, zaczęto planować budowę kopalni uranu. Góra Zamkowa położona w pobliżu trzech jezior: Jagłówek, Czarnym i Szurpiły miała zniknąć z powierzchni ziemi. Uranu nie znaleziono, ale Góra Zamkowa i inne tereny w pobliżu tych trzech jezior okazały się kopalnią wiedzy o Jaćwingach.

Była tu warowna osada istniejąca z przerwami 2 tysiące lat. Później odkryto pięć innych podobnych osad otoczonych palisadami. Piewsze ślady ludzkie w Szurpiłach pochodzą z VII w. Nie wiemy kto zamieszkiwał  wtedy te tereny, nie wiemy, czy to już byli Jaćwingowie. W IX wieku najprawdopodobniej Waregowie, którzy przedtem byli założycielami Rusi Kijowskiej, stali się panami tych terenów. Palisady zastąpiono podwójnym wałem typu skrzyniowego, gdzie podstawą i bokami były drewniane bale wypełnione ziemią i kamieniami.

Resort Galinda w wydumanym stylu budowli Jaćwingów

Nowi osadnicy byli narodem świetnie zorganizowanym i o wysokiej technologii obronnej. Sam teren przygotowano tak aby dawał duże możliwości obronne w czasie najazdów. Służyły temu nie tylko dobrze obwarowane na górze miejsce ucieczki w razie najazdu (w czasie pokoju ludność żyła w zwykłych osiedlach, w drewnianych domach). Istniał system irygacyjny, między dwoma jeziorami przekopano kanał z drewnianym mostem, co było także dodatkowym elementem obrony. Dwie rzeki Szerzupa i Czarna Hańcza wpadające do Niemna nie tylko były dodatkowymi przeszkodami dla najeźdźców, ale oknem na świat, drogami handlu i wymiany. Ci przybysze nie byli mile widziani nie tylko przez ludność tubylczą: książęta kijowscy Włodzimierz Wielki i Jarosław Mądry organizowali krwawe wyprawy przeciwko nim, swym byłym współtowarzyszom, teraz już niezależnej sile bojowej, która mogła zagrażać Księstwu Kijowskiemu od północy. Nie wiemy jak długo ci przybysze przebywali na tych terenach i co się z nimi stało. Faktem jest, że wnieślii bardzo dużo do sposobu życia i funkcjonowania rodowitych Jaćwingów na tym terenie.     

Dzieciaki przebrane w stroje zbliżone do ubiorów kobiet Jaćwingów

Najważniejszym odkryciem na terenach tej osady było odnalezienie ciałopalnego cmentarza z XII-XIII w., a na jego terenie ponad tysiąc przedmiotów metalowych jak broń, okucia, zapinki, sprzączki itp. Na ich podstawie ciągle trudno określić poziom kultury materialnej jej mieszkańców, bo były to prawie wyłącznie rzeczy nabyte w podbojach czy w wymianie handlowej, a nie lokalne wyroby. Te wszystkie wykopaliska uchylają tylko rąbek tajemnicy o tym dumnym narodzie. Wiemy już, że poszczególne osady były we wszystkim samowystarczalne, a więc nie zarządzane z góry, nie było chyba stolicy, wodza wybierano prawdopodobnie tylko na okres wojny czy najazdu.

Nie posunęła się na razie naprzód nasza wiedza odnośnie życia codziennego tego ludu, jego mowy i pochodzenia, ale wiemy dużo więcej o ich życiu religijnym. Wierzyli w życie pozagrobowe. Spalali swych zmarłych na stosach zatrzymując głowy. Poza czaszkami znacznych osobistości czczono święte gaje, kamienie i zwierzęta.

Obraz wojowników jaćwickich w Muzeum Rgionalnym w Suwałkach

Ten dzielny lud mimo wielkich wysiłków nie potrafił jednak przetrwać w zderzeniu z nowocześniejczymi, scentralizowanymi i prężnie zarządzanymi sąsiadami. Byli to ludzie dumni, lubili sławę ponad wszystko. I chociaż zostali zmieceni z powierzchni ziemi, to w jakimś sensie dopięli swego, bo mimo że śladów materialnych pozostało po nich niewiele, pamięć o nich trwa do dziś.  

Władysław Pomarański

 

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.