Czy pisanie jest pracą?

1

Z cyklu: Lepsze życie

Ten felieton ma w tytule pisanie, jednak tak samo można potraktować każdą pracę.
Jest takie powiedzenie: „Rób to, co kochasz, a nie przepracujesz jednego dnia w życiu”. Nie chodzi tu oczywiście o to, że nie jest łatwo dostać taką pracę, którą się lubi, a ci, co na nią czekają mają szansę na bezrobocie, ale o to, że jeśli robi się to, co się kocha, ma się do czynienia z permanentną przyjemnością.  Wspominałam już w którymś z felietonów, że raczej nie powtarzam takich powiedzeń, ponieważ choć niewątpliwie niosą pozytywne przesłanie to jednak… nie do końca są prawdziwe, a i samą pracę stawiają w niewłaściwym świetle. To powiedzenie tak naprawdę zawiera krypto-wiadomość, że praca to nic przyjemnego. A to nie jest prawda.

Wiele lat temu, najprawdopodobniej w książce Hansa Selye przeczytałam kilka zdań Fryderyka Nietzschego, które zapisałam i które mocno zapadły mi w pamięć: „Spałem i śniłem, że życie jest przyjemnością. Obudziłem się i zobaczyłem, że życie jest obowiązkiem. Zacząłem pracować i spostrzegłem, że obowiązek jest przyjemnością.” Otóż to! Nie wiedzieć czemu śnimy o przyjemności, czasem o permanentnej przyjemności, czyli zdawałoby się, że takiego życia pragniemy. Z drugiej strony do codziennego życia podchodzimy jak do obowiązku, czasem dlatego, że to, co w nim robimy nie jest nasycone takim poziomem przyjemnych emocji, jak coś, co zapamiętaliśmy jako przyjemność; czasem dlatego, że wychowano nas w poczuciu i przekonaniu, że pewne rzeczy nie są przyjemne z założenia, nazwano nam coś „obowiązkiem” albo nawet „ciężką pracą”;  czasem również dlatego, że nie skupiamy się na tym co robimy, tylko myślami wybiegamy w przyszłość, kiedy to będziemy robić coś innego, przyjemniejszego.

To z tych wszystkich uwewnętrznionych opowieści bierze się to niezbyt przyjemne uczucie zaczęcia czegoś czy zabrania się za coś. Tak może być ze wszystkim, z każdą pracą rozumianą jako wykonywanie pewnych celowych działań, a zwłaszcza tą, która wykonujemy w celu zarabiania pieniędzy.  Gombrowicz napisał gdzieś (Dzienniki 1957 rok) , że „tylko upór pozwala przedrzeć się przez ohydną mgławicę początku”. Czytałam to w wieku trzydziestu trzech lat i siedziało we mnie tak mocno, że dopiero jakieś trzy, cztery lata temu polubiłam zaczynanie książki czy felietonu.  Mój mózg uwierzył Gombrowiczowi, a przecież choć to pisarz dużego formatu to tylko człowiek ze swoim własnym doświadczeniem, którego ja nie muszę powielać. Uważajmy na to, w co uwierzył nasz mózg, bo może to być dla nas hamulec w odczuwaniu radości.Warto też pamiętać, że fakt, iż jakiś człowiek był wielki w jednej dziedzinie, nie znaczy, że ma receptę na życie w ogóle. Pamiętam, że kiedyś na Facebooku wielką popularnością cieszyły się słowa Jima Morrisona na temat sztuki życia. Morrison był znakomitym muzykiem, ikoną swojej epoki ale… z całą pewnością nie był specjalistą w dziedzinie „życie”. 

Pisanie jest tym, co kocham, co zawsze kochałam. Zawsze sprawiało mi przyjemność, jednak szczególnie wtedy, kiedy to nie musiałam niczego napisać, kiedy nie było obowiązku – kiedy robiłam to z czystej potrzeby. W wypadku wypracowań pisanych na lekcje polskiego, był już ten element obowiązku i gombrowiczowska mgławica początku, choć powodowana nie słowami mistrza (nie znałam ich wtedy) ale powszechnie panującymi przekonaniami, że praca domowa to obowiązek, który przecież nie może być przyjemnością.

Teraz piszę bardzo dużo. Wciąż to kocham, łącznie z początkami… Czy to znaczy, że nie pracuję? Ależ pracuję, oczywiście! Mam konkretne godziny, w których zasiadam do biurka. Mam cele związane ze swoją pracą – takie jak napisanie książki na określony temat, stworzenie szkicu tej pracy, kolejne czytania w celu wprowadzenia poprawek, czasem szukanie słów innych ludzi, które mogłabym umieścić jako cytaty. Potem jest czytanie po redakcji dokonanej przez kogoś innego i wreszcie ostateczne przeczytanie książki.

Piszę felietony – tu także trzeba znaleźć temat i tytuł, a czasem skracać za długi tekst. Pisanie na Facebooku czy blogu traktuję podobnie. To jest jak najbardziej moja praca. Czasem dostaję za nią pieniądze, czasem nie. Jednak to, co robię pro bono wynika z jednej strony z mojej misji zawodowej i prywatnej, a z drugiej z faktu, że chcę dać coś więcej ludziom, którzy kupują moje książki czy uczestniczą w moich szkoleniach. Tak, moja misja powoduje, że ta praca jest przyjemniejsza niż mogłaby być. 

I dlatego pisanie przychodzi mi lekko, czasem aż się dziwię… Ale jest tak pewno także dlatego, że traktuję tę pracę jak przyjemność, tak do niej podchodzę. Jestem w niej w teraźniejszości, nie spieszę się i nie myślę o tym, aby skończyć jak najszybciej, nawet kiedy mam konkretne terminy. Może także dlatego, że mam w życiu tak, jak lubię, nawet najbliższe otoczenie, miejsce mojej pracy daje mi przyjemność.  Dbam o to, aby mieć jak najmilej w miejscu, w którym pracuję. A na pewno także dlatego, że moje pisanie nadaje strukturę mojemu życiu – mam cel i poczucie sensu: Ja nie wymyślam jeszcze jednej historii ale chcę dotrzeć do serca jeszcze jednego człowieka, który dozna jakiegoś dobrego uczucia i… może zechce zrobić coś, aby jego życie było jeszcze lepsze. 

Poleć:

O Autorze:

Iwona Majewska-Opiełka

Iwona Majewska-Opiełka. Psycholog, trener, coach. Stworzyła własny model rozwoju osobistego. Napisała 25 książek, a każda z nich to pasjonująca rozprawka na temat istotnego wymiaru ludzkiego życia. Najnowsza książka to „Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie”.

1 Comment

  1. Krzysztof Karolczyk on

    Dla mnie to ciężka praca pisanie.Ja wykonuję pracę, ktra często mnie męczy i nie satysfakconuje, ale już na późno na zmiany. Ma Pani szczęści, że kocha Pani to co pani robi.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.