Dobrze tak po Bobrze…

0

Z cyklu: Z 8-go piętra

Jak dobrze mieć wypróbowanych, wcale nie tak starych Przyjaciół. Planują coś dla siebie i nie zapomną o tobie, zadzwonią, zaproponują. I gna się do nich ponad dwieście kilometrów polskimi drogami, co poza odcinkiem autostradowym i staniem przed bramkami dobrych kilka minut (siedem w jedną stronę, dziesięć z powrotem) może być dość szybkie. Poza autostradą, już w Krainie Wygasłych Wulkanów, dalej w kierunku Lwówka Śląskiego przez pagórowate zielonozłociste tereny pełne domów z pruskim murem i kamiennych solidnych ponad stuletnich budowli jedzie się wolno, za to z zachwytem. Dolny Śląsk, Pogórze Kaczawskie, Góry Izerskie, okolice Jeleniej Góry niezmiennie są dla mnie piękne, tajemnicze, z tym wyczuwalnym piętnem wielokulturowości, piętnem właśnie, bo nie zawsze jedna „kultura” doceniała, szanowała drugą „kulturę”, co oznacza wiele zniszczeń materialnych i tych niematerialnych. Ale i fascynującą mieszkankę.

Dzięki przyjaciołom z Jeleniej Góry i Lubomierza widzimy, czujemy te tereny od środka. I to trwa od kilkunastu lat. Ale Bóbr gościł nas na swoich wodach po raz pierwszy. Kajaki, pontony, tłumy, czyli  jak mówi mój mąż „tramwaje na wodzie”. Krzykliwie, głośno, rodzinnie, 500plus zapewne też ma w tym udział, że o wiele większe tłumy wyjeżdżają z domów, wynajmują wodne sprzęty i cieszą się wolnym czasem w naturze. Tylko że ta natura obrywa na koniec dnia puszkami po piwie, plastikami po napojach czy sreberkami pobłyskującymi smutno pośród dywanów wodnych pachnących, urokliwych kwiatów. Zbieraliśmy, ile się dało.

Bóbr, znany Przyjaciołom od lat, ma mało wody, od lat nie miał tak niskiego stanu. Bardzo wiele miejsc to ledwo pokryte wodą kamienne połacie. Czy to brak deszczy, czy także elektrownia wodna, zabierająca na części odcinka z Nielestna wodę, stan rzeki Bóbr jest niepokojący. Ale rzeka porywała nas cudownie co jakiś czas rwącym, silnym nurtem, wystarczyło dobrze podsterować i bez pracy spłynąć spory kawał rzeki. Niebezpieczne bywały konary z połamanych wielkich drzew, które akurat czekały na nas tam, gdzie ten najlepszy i głęboki nurt… tam czasem robił się korek, tam nawet udało się wywrócić kajak w „korku” i zamoczyć wszelkie dobra, jak kluczyki do auta i telefony, którymi Przyjaciele robili zdjęcia na naszej wyprawie… Nic to, „wypadek” z jednej strony znowu przypomina, czego lepiej ze sobą nie zabierać, z drugiej – my, kawałek przed resztą Przyjaciół, dumnie bez telefonu, za to w chwili niepokoju, co się z nimi dzieje, nie mogliśmy się z nikim skontaktować, bo… bez telefonu, a żadnego z numerów nie znamy na pamięć. Ja owszem, mogę zacytować wiele numerów telefonów stacjonarnych sprzed wielu lat, pierwsze numery „komórek”, niektóre dawno zmienione, niektóre aktualne, ale w rzeczywistości – wszystko, cała wiedza, informacja znajduje się w nieszczęsnych telefonach komórkowych pozostawionych na lądzie. Zresztą, nawet gdybyśmy je mieli ze sobą, to i tak „zatopione” telefony Przyjaciół by się nie odezwały, a jeden niezatopiony był tak świetnie ukryty w foliach, że i tak Przyjaciel by go nie odebrał. Jedyny znany kontakt, który trzymał nas przy życiu, to numer telefonu, zapisany pisakiem na wiosłach, właściciela kajaków i na ten wędkarze w naszym imieniu zadzwonili. No więc miej tu telefon, zarazem go nie miej. Tak źle i tak niedobrze.

Parę nauk dał nam ten kajakowy spływ, prócz niespiesznych pogaduszek, kajakowych abordaży, by się czymś wzajemnie poczęstować albo sięgnąć po krem na nos. Mapy, zapisane numery telefonów, uzgodnienia na wypadek jakiejś niespodzianki, tego nam zabrakło, ufając, że nam się nic nie przydarzy. Wówczas włączają się stare harcerskie zasady, że mimo wszystko czekamy w umówionym miejscu, nie panikujemy, próbujemy się czegoś dowiedzieć, ale ufamy, że nasi Przyjaciele też o nas myślą i w końcu po godzinie niepokoju jesteśmy razem. Na koniec stary, doświadczony wilk morski czy rzeczny, mój mąż, też spektakularnie wpada do wody, bo kajak mu się uślizguje przy wchodzeniu na ląd. Nie mogę się powtrzymać od głośnego śmiechu, który uwalnia napięcie ostatniej godziny. Ale najważniejsze jest to, że nikt nikogo niczym nie obwinia, zachowujemy dobre humory, próbujemy sobie pomóc i jakoś połatać straty, w tym but i czapkę. Solidarnie idziemy z poszkodowanym do sklepu w jednym bucie albo boso.

I jedziemy tacy niektórzy mokrzy, ale w dumnych kapeluszach, bez buta, opaleni, roześmiani. I słuchamy opowieści, że w Zamku Książęcym można już nocować, i że tam ze sto lat temu miała miejsce tragedia, zabójstwo pań na zamku, kłopoty ze spadkiem, mordercy nie znaleziono… za to niedaleko, w innej posesji znaleziono w latach 90. XX wieku kilka trupów w studni, to mafijne porachunki… Kiedyś te tereny właśnie okazały się sceną krwawych rozliczeń podwarszawskich mafiozów. Tamże, nieco dalej kręcono Opowieści z Narnii albo Jak rozpętałem II wojnę światową, że nie wspomnę o Lubomierzu i trylogii o Kargulach i Pawlakach Sylwestra Chęcińskiego, potem Twierdzy szyfrów

Miejsca to zachwycające, pełne zaszyfrowanych historii. Dla złamania szyfrów wystarczy jedna czy druga rozmowa z miejscowymi… Wiele osób osiedla się tam, jak w Bieszczadach, ze względu na tę aurę, widoki, przyrodę i wielokulturowość. Cudowny weekend. Tylko ramiona bolą, bo i tak się nawiosłowałam po Bobrze.

Dziękuję Wam, Przyjaciele z Lubomierza i Jeleniej Góry. Dobrze Was mieć. Bo można przy Was być szczerym i nie udawać, pośmiać się, także z siebie, popłakać, pomarzyć i pogadać, nawet niezbyt mądrze.

Beata Dżon Ozimek

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.