La Poni – arystokratka o walecznym piórze (cz. 1)

0

Z cyklu: Romans z historą

Chodzi o pisarkę Elenę Poniatowską, obywatelkę Francji, a później także Meksyku, znaną w tym kraju jako La Poni – Meksykanie nie chcą łamać sobie języka przy wymawianiu jej nazwiska. Jeszcze bardziej uszkodziliby swój organ, gdyby musieli wypowiadać jej pełne wieloczęściowe nazwisko z kilkoma imionami: Hélène Elizabeth Louise Amélie Paula Dolores Poniatowska Amor. Jest wybitną pisarką, na swym koncie ma ponad 30 książek i kilka tysięcy artykułów. Ukazało się o niej  przynajmniej dziesięć biografii. Mój przyjaciel iberysta Florian Śmieja, mąż innej Poniatowskiej, Zofii, będąc w Meksyku rozmawiał z Eleną. Opowiadał mi o tym spotkaniu z tą inteligentną, doświadczoną życiem, skromną osobą – od niego dowiedziałem się o jej istnieniu.  Wydała mi się być wyjątkową niezwykłą osobą, postanowiłem przyjrzeć się jej bliżej. Zajęło mi dwa tygodnie by zgromadzić materiały w językach angielskim, francuskim i hiszpańskim – po polsku nie znalazłem nic odkrywczego o niej. 

La Poni

Stała się osobą znaną – doceniana jest i poważana za artykuły zebrane w wielotomowych wydaniach zbiorowych, w których odważnie krytykuje wszelkie anomalie polityczne i społeczne Meksyku, kraju, w którym było i jest ich więcej i które są bardziej destrukcyjne niż w większości krajów tak zwanej cywilizacji zachodniej. Równocześnie pisze i publikuje dzieła czysto literackie: powieści i opowiadania dla dorosłych i ciekawe pełne fantazji opowiadania dla dzieci. Mieszczą się one w nurcie zwanym realizmem magicznym – to najwspanialszy dar Ameryki Łacińskiej dla literatury światowej. Najbardziej znanym jego przedstawicielem jest Gabriel Garcia Márquez w swej fenomenalnej powieści Sto lat samotności. Osiągnięciem tego trendu literackiego jest zręczne połączenie faktów z fantazją, snami, światem duchów, ludowych przypowieści i bajek. Utwory są tak komponowane, że czytelnik gubi się – już nie bardzo wie co uznać za sprawy ze świata realnego, a co za twór fantazji. Im to pogmatwanie zręczniejsze, tym cenniejsza powieść. 

Płynie w niej krew książęca, jeśli przyjąć, że potomstwo nie samego króla, lecz jego brata, jest potomstwem książęcym. Król Stanisław August Poniatowski miał kilku braci. Jeden z nich był arcybiskupem gnieźnieńskim i prymasem Polski. Dwa inni: Andrzej – generał austriacki i ojciec znanego wszystkim księcia Józefa, i Kazimierz pozostawili po sobie legalne potomstwo (czego nie można powiedzieć o królu). Andrzej jest jej prapradziadem. Urodziła się w roku 1932 w Paryżu z ojca Jana Poniatowskiego, obywatela Francji i matki Marii Dolores Pauli Amor Escandon. Sama posługuje się tylko pierwszym imieniem z jego odmianami w językach angielskim i hiszpańskim, i nazwiskiem tylko ojca.

Kazimierz Poniatowski prapradziad Heleny

W rodzinie matki pisarki też płynęła “błękitna krew”: była to szlachecka rodzina latyfundystów meksykańskich pochodzenia francuskiego. Niektórych z członków tej rodziny rewolucje i wojny domowe w tym kraju przepędzały do  Francji. Do Meksyku z Francji rodzina, z wyjątkiem ojca Eleny powołanego do wojska, uciekła przed hitlerowcami w czasie II wojny światowej: najpierw dwie córki Helena i młodsza Zofia, znana bardziej  jako Kitzia, odesłane zostały do posiadłości dziadka Andrzeja Poniatowskiego w Południowej Francji, czyli do tak zwanej „wolnej sfery”. Matka dołączyła do nich nieco później, bo na początku wojny będąc członkinią tajemnego ruchu oporu,  była równocześnie kierowcą karetki pogotowia Czerwonego Krzyża. Gdy ten pobyt u dziadka Andrzeja Poniatowskiego stał się niebezpieczny, cała trójka przeniosła się do Meksyku. Helena dotarła tu jako 10-letnia dziewczynka. Ojciec walczył dzielnie w wojsku pod dowództwem generała De Gaulle’a w czasie całej wojny, dostał osiem medali za męstwo, utracił zdrowie. Dołączył do rodziny po wojnie. Rodzina powiększyła się: urodził się tym razem chłopiec, także Jan, jak ojciec. Zginął w wypadku samochodowym mając 20 lat.  

Helena, Guillermio i syn Filip

Hélène, od teraz Elena, początkowo czuła się w Meksyku jak osoba wyrzucona na bezludną wyspę. Nie wysłano jej do regularnej szkoły w języku hiszpańskim, ale do szkoły anglojęzycznej. W domu mówiono po francusku: bona pilnowała, by dziewczynki  nie tylko nie traciły go w obcojęzycznym kraju, ale rozwijały jego znajomość. Gdy sytuacja ekonomiczna rodziny poprawiła się, wynajęto Magdalenę Castillo, dziewczynę wiejską, góralkę ze stanu Pueblo, żeby była z dziećmi w dzień i w noc, bo matka i babka balowały, a także były częste wizyty u ludzi o ich statusie, no i obowiązkowe pokazywanie się w teatrze i na koncertach. Wszystko to nie pozwalało im spędzać wystarczająco dużo czasu z dziećmi. Od czasu do czasu babka znajdowała wolne chwile by rozmawiać z wnuczkami. Ta sfrustrowana kobieta usiłowała zaszczepić w nich nienawiść do wszystkiego co meksykańskie, twierdząc, że mieszkańcy tego kraju to potomkowie dzikich ludożerców. Pokazywała im zdjęcia w National Geographic półdzikich plemion istniejących jeszcze w tych czasach na świecie, mężczyzn przyozdabiających swe głowy wplecionymi we włosy kośćmi ludzi przedtem zjedzonymi. To oczywiście byli według opowieści babci, rodowici Meksykanie w najnowszym wydaniu. Trzeba więc unikać wszystkich mówiących po hiszpańsku by z ich ręki nie zginąć, a potem nie być zjedzonym. Początkowo Elena wierzyła w te brednie, ale ani jej niania, ani koleżanki i koledzy z ulicy nie wyglądali na potomków ludożerców – w kontaktach z nimi poznała język hiszpański z nieco odmiennym górskim akcentem jej niani i niektórymi wyrażeniami lub słowami z terenów gór Pueblo. Dość szybko otrząsnęła się z opowiastek babci.

Guillermo Haro

 Rodzina uznała, że poznanie języka angielskiego jest rzeczą konieczną dla przyszłej kariery córek – po podstawowej szkole angielskiej, do której uczęszczały w stolicy, wysłano je do prywatnej szkoły dla panienek z bogatych rodzin w zakonie sercanek w Pensylwanii. Była to tradycyjna szkoła zakonna owych czasów: dużo nauki, dużo modlitw, skromne posiłki, dyscyplina prawie wojskowa egzekwowana częstymi rózgami po nagiej pupie (cienkimi, by bardziej bolało). Dziewczynki pisały rozpaczliwe listy do swej niani, aby przekonała rodziców, by je zabrali do domu, bo nie wiedzą co ze sobą zrobią. Elena dokończyła szkołę jako prymuska, a zakonnice chcąc się pochwalić nią na prywatnym katolickim uniwesytecie, szykowały dla niej tam miejsce. Elena chciała studiować medycynę, ale gdy to powiedziała w rodzinie, wyśmiano ją, a babcia sprawna w opowiadaniu horrorów, zapytała ją jak sobie wyobraża siebie w towarzystwie cuchnących gołych męskich trupów w prosektorium. Zaczęła więc myśleć o zawodzie dziennikarskim. Od niechcianych studiów na uniwersytecie wyzwolił ją krach ekonomiczny w Meksyku. Dziewczyny wróciły do domu. Helena nie doznała biedy, bo mimo że latyfundia jej matki i babki zostały skomasowane, to majątek ruchomy został. Skończyły się bale, ojciec by podreperować finanse rodzinne założył jakieś laboratoria, splajtował, potem otworzył restaurację – następny niewypał. Działał też w bankowości, farmaucetykach, kopalnictwie, ale bez widocznych rezultatów. Zdesperowany, znerwicowany, zdepresjowany umarł.

Te kilka lat nauki u sercanek nie umocniło jej wiary, ale wzbogaciło ją intelektualnie. Już jako osiemnastolatka pisała artykuły do mniej znanych gazet, i to w swoim trzecim języku, nauczonym na ulicy i w rozmowach z nianią, dwa lata później do renomowanej gazety Excelsior – stała się tak popularna, że druga z dwóch najpopularniejszych gazet Meksyku Novedades przekonała ją, by się do niej przeniosła, oferując jej prawie trzykrotnie wyższą gażę. Stała się znana i czytana. Jej pochodzenie książęce, no i świetne pióro, otworzyło jej możliwości kontaktowania się i prowadzenia wywiadów z członkami rządu, z najbardziej znanymi literatami i artystami w różnych dziedzin sztuki i wielu innymi prominentami kraju. Obok wywiadów prowadziła w gazecie kronikę towarzyską tych ludzi, a także publikowała zwyczajne ploteczki, porady kosmetyczne, np. postanowiła, że koniec z ciemnymi szminkami, a usta nie mogą być blade, lub pociągnięte wazeliną. Teraz nie ona szukała kontaktów z prominentami, lecz oni z nią, choć w wywiadach zadawała dociekliwe, niekiedy ambarasujące pytania – podpuszczała pytanych by się kompletnie odsłonili i niekiedy powiedzieli coś głupawego. Czytelnicy często tylko z tego powodu kupowali gazety. Tych wywiadów przeprowadziła tysiące.

Stała się słynna, ale i sfrustrowana tego typu pisaniem, pogonią za tanią sensacją, a także poziomem intelektualnym większości ludzi z jej wywiadów. Postanowiła wypróbować swe siły dziennikarskie we Francji, tym bardziej że łatwiej było jej przeprowadzać wywiady w jej ojczystym języku. Zjawiła się u dziadka Andrzeja – ten bogaty i oświecony magnat swoimi wpływami wprowadził ją na salony, skontaktował ze „śmietanką” artystyczną  kraju. Rozmawiała i publikowała wywiady między innymi z Françoise Sagan, Grace Kelly, Yvesem Montandem, Eugene’em Ionesco i innymi sławnymi w owym czasie Francuzami i osobami innej narodowości, które przybywały we Francji.

Ta śliczna, mała blondynka nie znalazła czasu, by się rozejrzeć za odpowiednim kandydatem na męża, choć dziesiątki młodzików zalecało się do niej. Przydarzyło się dziecko nieślubne, Emmanuel – to profesor fizyki na Universidad Autónoma de Madrid. Urodził się w Rzymie, o ojcu nikt nigdy się nie dowiedział. Pielęgnowała go wspomniana góralka, no i ona, gdy znajdowała jakieś wolne chwile w swym zwariowanym kołowrocie zajęć dziennikarskich.

Poznała mentalność tej klasy, często dość prymitywnych typów żyjących kosztem tych pogardzanych; nikt w tym czasie nie pisał o ludziach biednych, pokrzywdzonych, sponiewieranych życiem, a wśród nich tych najbardziej poniżanych i najbardziej biednych – Indianach. Zbliżyła się do nich. Wyrosła z dziewczyny, której imponowały kontakty ze znanymi ludźmi w kraju, i zainteresowała się od tego czasu tymi, których na salonach nazywano „odpadami społecznymi”. Rodzina z przerażeniem patrzyła, jak jej latorość swymi odważnymi tekstami przedstawiającymi ich sytuację w okrutnym systemie społecznym oddalała się od stylu życia godnego arystokratki. Nie było wyjścia, trzeba było zaakceptować tę nową sytuację określoną, chyba znowu przez babkę, jako „biedne maleństwo stacza się w otchłań”. 

Tak wyglądają hawele na obrzeżach Acapulco

Wreszcie wybrała za kandydata na męża dużo starszego od siebie światowej sławy astrofizyka,  odkrywcę 12 gwiazd, będącego o krok od Nagrody Nobla, Guillermo Haro. Poprosiła go o wywiad. Zapytał czy coś wie o astronomii, powiedziała, że nic. Gdy ciągle go nagabywała, by mieć to z głowy, zaproponował, że dostarczy jej odcinki swoich publikacji, niech z nich stworzy rodzaj wywiadu. Tak szybko nie pozwoliła się zbyć. La Poni była nie tylko odważna i szczera do bólu, ale był z niej niezwykły uparciuch. Odrzuciła tę propozycję, nachodziła astronoma aż dopięła swego.

Pierwszy wywiad był wprost katastrofalny. Ona chciała dowiedzieć się jak najwięcej o nim, on chciał tylko rozmawiać o najnowszych osiągnięciach astronomii, szczególnie rodzącej się w owych czasach astrofizyki. Trudno było o tym rozmawiać, gdy rozmówczyni nie znała nawet  podstawowych pojęć z tej dziedziny wiedzy. Nie zrezygnował. Zgłosiła się do obserwatorium astronomicznego i tam, w ciągu dwóch tygodni, pouczono ją o czym i jak ma rozmawiać z profesorem. Ta rozmowa wypadła nieco lepiej, no ale do „biorę sobie ciebie za małżonka” była jeszcze długa dziewięcioletnia podróż w czasie. Zostali małżonkami, astronom adoptował jej panieńskiego syna i mieli jeszcze dwójkę własnych dzieci: Filipa i Paulę. On się wreszcie mógł skupić się na tym co najbardziej kochał, obserwacji nieba, a ona jako mężatka z zabezpieczoną przyszłością dla siebie i dzieci mogła rozwijać swój talent pisarski. Było to dobre małżeństwo, bo nie wchodzili sobie w drogę. Podziękowała mu i uhonorowała go po jego śmierci w 1988 roku zbeletryzowaną opowieścią rozgrywającą się w środowisku naukowców „La piel de cielo” (Naskórek nieba).

Dostrzegała nierówności społeczne, samowolę i pazerność władzy począwszy od prezydentów w dół, morderstwa lub wsadzanie do więzienia tych, który odważali się krytykować kogokolwiek z wierchuszki rządzącej krajem i prowincjami, lub upominającymi się o należną im zapłatę za pracę wykonaną, a szczególnie okrutne traktowanie Indian prawie jak zwierzęta, a nie ludzi. Teraz definitywnie zmieniła zainteresowanie dobierając rozmówców do swych drukowanych wywiadów. Będąc już sławną dziennikarką i znajdowała sposoby dotarcia do ludzi pokrzywdzonych. Dopuszczano ją nawet do więzienia (zawdzięczała to wsparciu popularnego i genialnego reżysera Hiszpana, który w Meksyku stworzył najważniejsze swe filmy, Luisa Buñuela). Rozmawiała z kolejarzami uwięzionymi tylko z tego powodu, że odważyli się wyjść na strajk, bo nie zapłacono im za pracę, ze studentami, których nie dosięgly kule na placu Tlatelolco. Jeden z więźniów napisał sztukę, a ona stała się  reżyserką spektaklu wewnątrz więzienia, gdzie aktorami byli więźniowie. Była odważna, mimo ciągłych pogróżek docierała do prawdy i wszystko opisywała tak jak miało miejsce, jak zaistniało. Większość jej artykułów, wywiadów, a nawet książek z tego okresu wydrukowano – niekiedy musiały trochę poczekać na zmianę rządu czy prezydenta. 

Władysław Pomarański

cdn

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.